José Lupiáñez Barrionuevo

1955 – , España (Granada)

Zafrane

Esta arenilla es de oro…
Mi corazón se fue
por las dunas doradas.
Mi vida daba tumbos,
de un dromedario, a lomos.
Su pezuña durísima
se inventó aquel camino.
Y yo, bamboleante,
me aferraba a su giba:
un desierto de oro,
un cielo azul, candente,
y el traqueteo cansino
del rumiante fantástico.
Mordía el viento mi rostro
y unas hojas mis dientes
de fresquísima menta.
A lomos voy —me dije—
de un animal extraño.
Sobre cisterna viva
en la que suena el agua
de hace ya varios días…
Queda camino por delante
y sol y arena
y desierto sin fin,
como en la vida.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zafrane

Te drobinki piasku są ze złota…
Serce moje odeszło
złoconymi wydmami.
Życie rozkołysało się mi
niczym na grzbiecie wielbłąda.
Jego kopyto najtwardsze
wymyśliła owa droga.
A ja, rozchybotany,
kurczliwie garbu się czepiłem:
pustynia złota,
niebo niebieskie, rozżarzone,
i nużące trzęsienie
fantastycznego przeżuwacza.
Gryzł wiatr twarz moją
a zęby me liście
najświeższej mięty.
Na grzbiecie jadę -rzuciłem sobie-
dziwnego zwierzęcia.
Na żywym zbiorniku
w którym chlupocze woda
sprzed wielu dni…
Długa droga przede mną
i słońce i piach
i pustynia bez końca,
jak to w życiu.

Original y atrevida película de Isaki Lacuesta (premiada en San Sebastián): La mejor forma de huir de tus perseguidores sin dejar rastro es caminar hacia atrás, sobre tus propias huellas. Eso creía François Augiéras, que cubrió de pinturas un búnker militar en el desierto, y luego lo dejó hundirse en la arena para que nadie lo encontrara hasta el siglo XXI. ¿Pero quién es Augiéras? ¿Legionario, pintor, escritor, pistolero, santo, ladrón, diablo o una mezcla de todo ello?

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Adalber Salas Hernández

XVI

Es cierto que, como alguien ya ha dicho, en
un mundo sin cielo todo es despedida.
Sin importar que agites la mano o no,

es despedida, y si no hay lágrimas en tus ojos,
aún es despedida, y si pretendes no darte cuenta,
odiando lo que pasa, aún es despedida.

Despedida, sin importar qué suceda. Y las palmeras, mientras
se inclinan sobre la verde, brillante laguna, y los pelícanos
zambulléndose, y los cuerpos aceitados de los bañistas que descansan,

son estadios en una quietud máxima, y el movimiento
de la arena y del viento y los gestos ocultos del cuerpo
son parte de ella, una simplicidad que transforma el ser

en ocasión para el duelo, o en ocasión
para celebrar, pues ¿qué más hace uno,
sintiendo el peso de las alas del pelícano,

la densidad de las sombras de las palmeras, las células que se oscurecen
en las espaldas de los bañistas? Están más allá de las distorsiones
del azar, más allá de las evasiones de la música. El final

es actuado una y otra vez. Y lo sentimos
en las tentaciones del sueño, en el madurar de la luna,
en el vino mientras espera en la copa.

en Puerto oscuro

Fotografía de Isabel Muñoz y Gerard Lacz

Tłum. Ada Trzeciakowska

XVI

Prawdą jest, jak ktoś powiedział, że w
Świecie bez nieba wszystko jest pożegnaniem.
Czy pomachasz ręką czy nie,

to pożegnanie, nawet jeśli łzy nie napływają do oczu
To ciągle pożegnanie, nawet jeśli usiłujesz je ignorować,
nienawidząc tego co przemija, to ciągle jest pożegnanie.

Pożegnanie nie ważne czego. Palmy nachylające się
nad zieloną, jasną laguną i nurkujące
pelikany, i świetliste ciała kąpielowiczów w spoczynku.

Są stadiami w ostatecznym bezruchu, a ruchy
Piasku, i wiatru, i sekretne poruszenia ciała
Są częścią tego samego, prostoty, która przeradza istnienie

W powód do żałoby lub powód do
Świętowania, bo cóż innego człowiek czyni
Odczuwając ciężar skrzydeł pelikana,

Gęstość palmowego cienia, komórek ciemniejących
Na plecach plażowiczów? Pozostają poza zniekształceniami
przypadku, poza ucieczką w muzykę. Koniec

Odgrywa się raz po raz. I odczuwamy go
W pokusach snu, w dojrzewaniu księżyca,
W winie, gdy czeka w kieliszku.

w Mrocznej przystani

XVI

It is true, as someone has said, that in
A world without heaven all is farewell.
Whether you wave your hand or not,

It is farewell, and if no tears come to your eyes
It is still farewell, and if you pretend not to notice,
Hating what passes, it is still farewell.

Farewell no matter what. And the palms as they lean
Over the green, bright lagoon, and the pelicans
Diving, and the glistening bodies of bathers resting,

Are stages in an ultimate stillness, and the movement
Of sand, and of wind, and the secret moves of the body
Are part of the same, a simplicity that turns being

Into an occasion for mourning, or into an occasion
Worth celebrating, for what else does one do,
Feeling the weight of the pelicans’ wings,

The density of the palms’ shadows, the cells that darken
The backs of bathers? These are beyond the distortions
Of chance, beyond the evasions of music. The end

Is enacted again and again. And we feel it
In the temptations of sleep, in the moon’s ripening,
In the wine as it waits in the glass.

in Dark Harbour

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Dámaso López García

2.

Ahora que el gran perro al que adoré durante años
Se ha convertido nada menos que en mí mismo, puedo mirar hacia dentro
Y ladrar y puedo mirar a las montañas calle abajo
Y ladrarles a ellas también. Soy un ojo que se ve a sí mismo
Mirar hacia atrás, una nariz que sigue la huella de las sombras
Al caer, un oído que oye los sonidos
Antes de que nazcan. Soy el último de los perros cobradores
Con el pelo de color platino, el último de una raza gloriosa.
Pero no consuela nada ser quien soy.
Doy vueltas por ahí considerando las aboliciones del destino
Hasta que mis ojos se llenan de lágrimas y me digo: «Ah, Rex,
Olvida. Olvida. Se han apagado las estrellas. Se desliza la luna de mármol».

“Cinco perros” en Tormenta de uno

Tłum. Ada Trzeciakowska

2.

Teraz kiedy wielki pies, którego uwielbiałem przez lata
stał się mną właśnie, mogę zajrzeć do środka
I szczekać i mogę patrzeć na góry na końcu ulicy
i je też oszczekać. Jestem okiem, które widzi siebie
patrzącego wstecz, nosem, śledzącym tropy padających
cieni, słuchem, który zbiera dźwięki zanim
jeszcze narodzą się. Jestem ostatnim z platynowych
retrieverów, zakończeniem wspaniałej linii.
Ale nie znajduję pociechy w byciu kim jestem.
Krążę po okolicy rozważając unieważnienia dokonane przez los,
Aż oczy napełniają się łzami i powtarzam sobie „Och Rex,
Zapomij. Zapomnij. Gwiazdy zgasły. Sunie marmurowy księżyc.”

“Pięć psów” w Blizzard of One

2.

Now that the great dog I worshipped for years
Has become none other than myself, I can look within
And bark, and I can look at the mountains down the street
And bark at them as well. I am an eye that sees itself
Look back, a nose that tracks the scent of shadows
As they fall, an ear that picks up sounds
Before they’re born. I am the last of the platinum
Retrievers, the end of a gorgeous line.
But there’s no comfort being who I am.
I roam around and ponder fate’s abolishments
Until my eyes are filled with tears and I say to myself, “Oh Rex,
Forget. Forget. The stars are out. The marble moon slides by. ”

“Five dogs” in Blizzard of One

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Eduardo Chirinos

Mapas negros

Ni la presencia de las piedras,
ni el aplauso del viento,
te dejarán saber
que has llegado,

ni el mar que sólo celebra
las partidas,
ni las montañas,
ni las moribundas ciudades.

Nada te dirá
dónde te encuentras.
Cada momento es un lugar
donde nunca has estado.

Puedes caminar
creyendo que arrojas
tu luz alrededor.
¿Pero cómo lo sabrás?

El presente es siempre oscuro.
Sus mapas son negros,
ascienden de la nada,
describen,

en su lenta ascensión
hacia ellos mismos,
sus propios viajes,
su vacío,

su triste y resignada
necesidad de completarse.
Como se elevan hacia el ser
son como el aliento.

Si los estudias un poco
será sólo para descubrir,
muy tarde, que todo aquello
que te importaba

no existe.
En ninguno de ellos
figura tu casa
tampoco la de tus amigos

que te esperan para aparecer,
ni la de tus enemigos
que enumeran tus faltas.
Sólo tú estás allí,

diciendo hola
a aquello que serás,
y el pasto negro
sostiene las estrellas negras.

Tłum. Agnieszka Kołakowska

Czarne mapy

Ani orszak kamieni
ani oklaski wiatru
nie powiedzą ci nigdy,
że oto już dotarłeś.

Nie powie ci tego morze,
co czci jedynie odjazdy.
Nie powiedzą ci góry
ani ginące miasta.

Nic ci nie powie, gdzie jesteś.
Każda chwila to miejsce,
w którym jeszcze nie byłeś:
jesteś tu po raz pierwszy.

Możesz iść w przekonaniu,
że idziesz otoczony
blaskiem jakiegoś światła.
Ale jak masz to stwierdzić?

„Teraz” zawsze jest ciemne.
Jego mapy są czarne,
wyrastają z nicości
i wznoszą się powoli

ku własnemu istnieniu,
opisując jedynie
swoją drogę, nie naszą,
pustkę, jaka tam zieje,

i smętny, beznamiętny,
nieodwołalny jej kres.
W tym ruchu
są jak oddech.

A gdybyś chciał je zbadać,
odkryjesz, lecz za późno,
że nie ma tam nic z tego,
co – jak ci się zdawało –

dotyczy ciebie. Nigdzie
o tobie nie ma nic.
Nie ma twojego domu
ani żadnych przyjaciół,

czekających na ciebie,
i nie ma żadnych wrogów,
liczących twoje wady.
Jesteś tam tylko ty,

witający sam siebie
nadchodzącego z przyszłości,
podczas gdy czarna trawa
podpiera czarne gwiazdy.

Fotos propias. Povedilla.

Black Maps

Not the attendance of stones,
nor the applauding wind,
shall let you know
you have arrived,

not the sea that celebrates
only departures,
nor the mountains,
nor the dying cities.

Nothing will tell you
where you are.
Each moment is a place
you’ve never been.

You can walk
believing you cast
a light around you.
But how will you know?

The present is always dark.
Its maps are black,
rising from nothing,
describing,

in their slow ascent
into themselves,
their own voyage,
its emptiness,

the bleak, temperate
necessity of its completion.
As they rise into being
they are like breath.

And if they are studied at all
it is only to find,
too late, what you thought
were concerns of yours

do not exist.
Your house is not marked
on any of them,
nor are your friends,

waiting for you to appear,
nor are your enemies,
listing your faults.
Only you are there,

saying hello
to what you will be,
and the black grass
is holding up the black stars.

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Media voz

la lentitud es belleza
copio estas líneas ajenas
respiro
             acepto la luz
bajo el aire ralo de noviembre
bajo la hierba sin color
bajo el cielo cascado y gris
             acepto el duelo
y la fiesta

no he llegado
no llegaré jamás
en el centro de todo está el poema
intacto sol
ineludible noche

sin volver la cabeza
merodeo su luz
             su sombra
animal de palabras
husmeo su esplendor
su huella
        sus restos
todo para decir
que alguna vez estuve
atenta desarmada
                                       sola
casi en la muerte
casi en el fuego

Trad. Ada Trzeciakowska

Półgłosem

Powolność jest pięknem
przepisuję te cudze wersy
oddycham
             przyjmuję światło
pod tym rzadkim listopadowym powietrzem
pod trawą bez koloru
pod rozbitym i szarym niebem
             przyjmuję żałobę
i święto

Nie dotarłam
nigdy nie dotrę
w centrum wszystkiego jest wiersz
nieskazitelne słońce
nieunikniona noc

nie obracając głowy
zagrabiam jego światło
             jego cień
zwierzę ze słów
węszę jego splendor
jego ślad
             jego resztki
wszystko po to by powiedzieć
że kiedyś byłam
czujna nieuzbrojona
                                        sama
prawie we śmierci
prawie w ogniu

Fotos propias

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Curriculum vitae

digamos que ganaste la carrera
y que el premio
era otra carrera
que no bebiste el vino de la victoria
sino tu propia sal
que jamás escuchaste vítores
sino ladridos de perros
y que tu sombra
tu propia sombra
fue tu única
y desleal competidora.

Trad. Ada Trzeciakowska

Curriculum vitae

Powiedzmy, że wygrałaś wyścig
i że nagrodą
był kolejny wyścig
że nie wina zwycięstwa
lecz własną sól piłeś
że wiwatów też nie usłyszałeś
jedynie ujadanie psów
a twój cień
twój własny cień
był ci jedynym
i nielojalnym rywalem.

Obra de Jan Saudek (1935 -, Chequia)

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Alba

Al despertar
me sorprendió la imagen que perdí ayer.
El mismo árbol en la mañana
y en la acequia
el pájaro que bebe
todo el oro del día.

Estamos vivos,
quién lo duda,
el laurel, el ave, el agua
y yo,
que miro y tengo sed.

Trad. Ada Trzeciakowska

Świt

Obudziwszy się
zaskoczył mnie obraz utracony dzień wcześniej.
To samo drzewo o poranku
a przy strumieniu
ptak spijający
całe złoto dnia.

Byliśmy żywi,
któżby wątpił,
drzewo laurowe, ptak, woda
i ja,
która patrzę i odczuwam pragnienie.

Fotogramas de Primavera, verano, otoño, invierno… y otra vez primavera de Kim Ki-duk

Harry Martinson

1904 – 1978, Suecia

Trad. Francisco J. Uriz

El consejo de Li Ti

Si tienes dos monedas, dijo Li Ti durante un viaje,
compra un pan y una flor
El pan te sirve de alimento.
la flor que compres significa
que la vida merece ser vivida.

Rada Li Ti

Tłum. Leonard Neuger

Jeśli posiadasz dwa pieniążki, powiedział w czasie podróży Li Ti,
to kup jeden chleb i jeden kwiat.
Chleb będzie ci ku pożywieniu.
Kwiat, który kupisz, oznacza,
że życie warte jest życia.

Li Ti’s Advice

Transl. S. Klass

If you own two coppers, said Li-Ti on a journey,
buy one loaf of bread and one blossom.
The bread is there to fill you
The blossom you buy is to tell you
that life is worth the living.

Tomasz Różycki

1970 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Segundo hipótico*

Si es por amor, nos será perdonado,
quedarán atrás las camas deshechas y ciudades
iniciadas, cortinas entreabiertas, cosas apenas
tocadas y algunos platos sucios. Si es por amor,

no quedará vacío después de nosotros, hay una innata
discordancia gramatical, el vacío no puede habitar
en los lugares no marcados por nuestros cuerpos, mas
saldrán de allí los niños, los países y todos los colores.

si es por amor, se pondrán de nuestra parte los animales,
perros abandonados. Nos perdonarán la inmovilidad
y esa mirada perdida dentro de uno mismo. Yaceremos
y encima pasarán los días y las corrientes. Construirán encima

una ciudad y los electrones libres enjambrarán, gruñirán,
y los sueños, los sueños serán nuestros para siempre.

En Mundo y Antimundo (2003)

*Pseudegénero inventado por Różycki

Fotogramas de Copia Certificada de Abbas Kiarostami

Drugi hipotyk

Jeżeli to z miłości, będzie nam wybaczone, 
pozostaną za nami łóżka niepościelone i napoczęte 
miasta, rozchylone zasłony, ledwo dotknięte 
rzeczy i trochę brudnych naczyń. Jeżeli to z miłości, 

nie pozostanie po nas pustka, jest taka wrodzona 
gramatyczna niezgodność, pustka nie może zamieszkać 
w miejscach przez nasze ciała naznaczonych, wyjdą 
natomiast z nich dzieci, kraje i wszelkie kolory. 

Jeżeli to z miłości, staną po naszej stronie zwierzęta, 
psy porzucone. One wybaczą nam tę nieruchomość 
i ten zagubiony gdzieś w sobie wzrok. Będziemy leżeć 
i będą po nas chodzić dni i przeciągi. Zbudują na nas 

miasto i wolne elektrony będą nad nami się roić, warczeć, 
i sny, sny będą nasze na zawsze. 

Świat i Antyświat (2003)

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Anchos dedos del helecho hawaiano
Vistos a contraluz y mi alegría
al pensar que estas hojas seguirán cuando falte yo.
Intento comprender qué significa esa alegría

Fotos propias y fotogramas de Frágil como o Mundo de Rita Azevedo Gomes

***

Szerokie palce hawajskiej paproci 
Widziane pod słońce i moja radość 
Na myśl, że liście będą, kiedy mnie nie będzie. 
Próbuję zrozumieć, co ta radość znaczy.

***

Large finger-like leaves of an Hawaiian fern 
Seen against the sun and my joy 
At the thought that they will be when I am no more. 
I try to grasp what that joy signifies.