Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Las palabras del poema serán como el agua
que se condensa en nubes, cae como lluvia, como nieve,
sube como rocío.
Llegará entonces a las aguas subterráneas que alimentan el árbol de la sangre.
Se irá esparciendo sobre las hojas del aliso gris y le ayudará a persistir.
Basta con que las palabras del poema sean como el agua reflejando en sí misma todo lo que existe.
Todo lo que se marcha para despertarse
dentro de algo más vasto.
La niebla entonces no será demasiado densa,
será posible divisar el contorno de otra tierra. El fondo del cielo será profundo y puro,
sin escollos ni bajíos, llevará hasta la orilla.
Que un leve oleaje golpee a los poemas,
las luces y las sombras jueguen en el fondo y nuestros cuerpos hechos de sol,
naden en la bahía, bajo el fino escamaje de los destellos.
Finalmente, las aguas recogidas en ríos regresarán de nuevo a los mares
de los que salimos.
Un día se evaporaron de ellos. Dejaron sal.  

Fotos propias, río Vísula y albufera de Przysiek

***

Słowa wiersza będą jak woda,
co zagęszcza się w chmury, opada jako deszcz, jako śnieg,
podnosi się jako rosa.
Wtedy dotrze do wód gruntowych, zasilających drzewo krwi.
Będzie rozpryskiwać się na liściach szarej olchy, pomoże jej trwać.
Wystarczy, że słowa wiersza będą jak woda odbijająca w sobie wszystko, co jest.
Wszystko, co odchodzi, ażeby się przebudzić
w czymś większym.
Wtedy mgła nie będzie zbyt gęsta,
pozwoli uchwycić zarysy innego lądu. Dno nieba będzie czyste, głębokie,
bez raf i płycizn, poprowadzi pod brzeg.
Niech będzie przy wierszach trochę przyboju,
gra światła i cienia na dnie, nasze ciała zrobione ze słońca,
kiedy pływamy w zatoce, pod drobną łuską lśnień.
W końcu wody zebrane w rzeki wrócą z powrotem do mórz,
z których wyszliśmy.
Kiedyś z nich wyparowały, pozostawiając sól

z tomiku Nawigacje

Derek Mahon

1941- 1 de octubre de 2020, Irlanda del Norte

Trad. Ada Trzeciakowska

Hojas

Los prisioneros de elección infinita
Han levantado su casa
En el campo junto al bosque
Y están en paz.

Es otoño, y las hojas muertas
De camino al río
Dan golpes como pájaros en la ventana
O hacen señales en la carretera.

En algún lugar existe el más allá
De hojas muertas
Un estadio repleto de
crujido y susurro infinito.

En algún lugar en el cielo
De futuros perdidos
Las vidas que pudimos haber vivido
Han encontrado su propia culminación.

Tłum. Piotr Sommer

Liście

Więźniowie nieskończonego wyboru
Wybudowali sobie dom
W polu pod lasem
I żyją w pokoju.

Jest jesień, i martwe liście
W drodze do rzeki
Pukają do okien jak ptaki
Lub odbijają się na drodze.

Jest gdzieś przyszłe życie
Martwych liści,
Stadion wypełniony wiecznym
Szelestem i poszeptem.

Gdzieś w niebie
Straconych przyszłości
Te życia, które mogliśmy przeżyć
Znalazły swe własne spełnienie.

Foto propia

Leaves

The prisoners of infinite choice
Have built their house
In a field below the wood
And are at peace.

It is autumn, and dead leaves
On their way to the river
Scratch like birds at the windows
Or tick on the road.

Somewhere there is an afterlife
Of dead leaves,
A stadium filled with infinite
Rustling and sighing.

Somewhere in the heaven
Of lost futures
The lives we might have lived
Have found their own fulfillment.

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Ada Trzeciakowska

Hombre en el árbol

Me senté entre las ramas frías de un árbol
No llevaba ropa y soplaba el viento
Estabas de pie abajo con un abrigo pesado,
El abrigo que llevas puesto ahora.

Y cuando lo desabrochaste, dejando ver tu pecho,
Unas polillas blancas se levantaron y todo lo que dijiste,
cayó silenciosamente
Al suelo a tus pies.

La nieve cayó de las nubes y penetró en mis oídos
Las polillas de tu abrigo volaron hacia la nieve.
Y el viento al circular bajo mis brazos
Bajo tu mentón gimoteaba como un niño.

Ni tú ni yo nunca sabremos por qué
Nuestras vidas se deterioraron,
Las nubes cayeron en mis brazos y los brazos se alzaron
Están alzados ahora.

Me tambaleo en el aire blanco de invierno
Y el grito de los estorninos se posa en mi piel
El campo de helechos cubre mis gafas; las froto
Para verte

Doy la vuelta y el árbol gira conmigo
Las cosas no son solamente ellas mismas en esta luz
Cierras los ojos y el abrigo
Cae de tus hombros

El árbol se retira como una mano
El viento se acurruca en mi aliento, pero nada es cierto.
El poema que ha robado estas palabras de mi boca,
No es este poema a lo mejor.

Tłum. Agnieszka Kołakowska

Człowiek na drzewie

Siedziałem goły na drzewie
wśród zimnych gałęzi. Wiał wiatr.
Ty stałaś na dole w swoim zimowym palcie,
tym, które masz na sobie.

A kiedy je rozpięłaś i odsłoniłaś pierś,
wzleciały białe ćmy i wszystko, co mówiłaś,
opadło cicho na ziemię,
ziemię pod twymi nogami.

Z chmur spadły płatki śniegu i osiadły mi w uszach.
Ćmy poleciały w śnieg.
A wiatr szumiący wokół
kwilił jak małe dziecko.

Nie dowiemy się nigdy, ani ty ani ja,
dlaczego w naszym życiu coś zaczęło się psuć.
Chmury zleciały i wpadły mi w ramiona. Podniosłem ręce.
Tak jak podnoszę je teraz.

Chwieję się w białym zimowym powietrzu.
Na skórze czuję krzyk szpaka.
Pole paproci pokrywa mi okulary;
przecieram je, by cię widzieć.

Obracam się i drzewo obraca się wraz ze mną.
W tym świetle wszystko jest czymś więcej niż sobą.
Zamykasz oczy i palto
obsuwa ci się z ramion,

drzewo się cofa jak ręka,
wiatr wtula się w mój oddech, ale nic nie jest pewne.
I wiersz, co z moich ust powykradał te słowa,
może nie jest tym wierszem.

The Man in the Tree

I sat in the cold limbs of a tree
I wore no clothes and the wind was blowing
You stood below in a heavy coat
The coat you are wearing

And when you opened it, baring your chest
White moths flew out and whatever you said
At that moment fell quietly onto the ground
The ground at your feet

Snow floated down from the clouds into my ears
The moths from your coat flew into the snow
And the wind as it moved under my arms
Under your chin, whined like a child

I shall never know why
Our lives took a turn for the worse, nor will you
Clouds sank into my arms and my arms rose
They are rising now

I sway in the white air of winter
And the starlings cry…lies down on my skin
A field of ferns covers my glasses; i wipe
Them away in order to see you

I turn and the tree turns with me
Things are not only themselves in this light
You close your eyes and your coat
Falls from your shoulders

The tree withdraws like a hand
The wind fit into my breath yet nothing is certain
The poem that has stolen these words from my mouth
May not be this poem

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Strip tease

quítate el sombrero
 si lo tienes
quítate el pelo
que te abandona
quítate la piel
las tripas los ojos
 y ponte un alma
si la encuentras

Trad. Ada Trzeciakowska

Strip tease

zdejmij kapelusz
jeśli go masz
ściągnij włosy,
które cię opuszczają
zdejmij skórę
trzewia oczy
i załóż duszę
jeśli ją znajdziesz

Fotos de René Groebli (1927 – , Suiza)

Blaga Dmitrova

1922-2003, Bulgaria

Trad. Zhivka Baltadzhieva

Agujero en el cielo 

Un bípedo, sin alas, con fusil,
uno incapaz de volar,
desde abajo dio en un pájaro
que planeaba cadencioso en el firmamento.
Resonó el disparo
y un agujero en el azul abrió.
Y cayó en picado el ave,
piedra contra piedra arrojada.
Se vació el cielo sin alas
como mirada de asesino.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dziura w niebie

Dwunożny, bez skrzydeł, ze strzelbą
nie może tak po prostu latać
ustrzelił z dołu ptaka
płynnie szybującego po sklepieniu.
Strzał rozległ się złowieszczo
a w błękicie otworzyła się dziura.
ptak spadł pionowo
kamień na kamieniu spiętrzył się.
A niebo bez skrzydeł stało się puste
jak spojrzenie zabójcy.

Дупка в небето

Двуного без криле с пушка,
което не може само да лети,
уцели от ниското птица,
зареяна плавно из висните.
Отекна злокобно изстрелът
и дупка проби в синевата.
А птицата падна отвесно – 
камък към камъни запокитен.
И небето опустя без криле
като погледа на убиеца.

Ada Salas

1965 – , España (Cáceres)

Hay libros que se escriben sobre la carne misma.
Son esas cicatrices que nos hablan
y sangran
cuando el tiempo se rinde a su derrota
un puñado de signos que apenas
comprendemos

y eran el beso intacto de la vida.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Są książki, które zapisują się na ciele.
To blizny, które mówią do nas
i krwawią
kiedy czas poddaje się przegrany
garść znaków, które nieledwie
pojmujemy

a były czystym pocałunkiem od życia.

Fotogramas de The Pillow Book de Peter Greenaway y pintura sobre cicatrices de Hélène Gugenheim

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Adalber Salas Hernández

VII

Ah, puedes burlarte de los esplendores de la luna,
pero ¿qué sería del corazón humano si deseara
sólo oscuridad, si no deseara nada en la tierra

salvo la tinta del mar o la sombra negra de la roca?
Lanzarte, en medio de una noche de verano, al vacío
plateado del aire y observar los campos pálidos

descansando bajo la mirada hosca de la luna,
y permanecer en las profundidades de tu visión y preguntarte
cómo en esta blancura lo que amas es pena

pasada, y cómo en el largo valle de tu mirada
crece la esperanza, y ahí, bajo el fuego
distante de las estrellas, apenas perceptible,

sentirte despertar al cambio, como si tu cambio
fuera inmenso y contara en la nostalgia de los cielos.
Y sin embargo todo lo que quieres es salir de la sombra

de ti mismo, hasta la fría llama de la noche de verano,
cuando la luna brilla y la tierra misma
está cubierta y silenciosa en las rocas de su sueño.

en Puerto oscuro

Tłum. Ada Trzeciakowska

VII

Och, możesz się naśmiewać z księżycowej poświaty,
Lecz, czym byłoby ludzkie serce gdyby pragnęło
Tylko mroku, gdyby nie pragnęło niczego na ziemi

Oprócz morskiego atramentu czy czarnego cienia skały?
Letnią nocą rzucić się w srebrną
Pustkę powietrza i spojrzeć na blade pola

Odpocząwszy pod posępnym spojrzeniem księżyca,
I pozostać w głębinach twojej wizji pytając się
Jak w tej bieli to co kochasz jest minionym

Żalem i jak w podłużnej dolinie twojego spojrzenia
Rośnie nadzieja i tu, pod odległym
Ledwo dostrzegalnym, ogniem wszystkich gwiazd.

Poczuć, jak budzisz się na zmianę, jakby jej ogrom
przełożył się na tęsknotę za niebem
A przecież jedyne czego pragniesz to wydobyć się z cienia

Siebie samego wprost w zimny płomień letniego nieba
Kiedy księżyc świeci a sama ziemia
Jest okryta i cicha w skamieniałości snu

w Mrocznej przystani

VII

Oh you can make fun of the splendors of moonlight,
But what would the human heart be if it wanted
Only the dark, wanted nothing on earth

But the sea’s ink or the rock’s black shade?
On a summer night to launch yourself into the silver
Emptiness of air and look over the pale fields

At rest under the sullen stare of the moon,
And to linger in the depths of your vision and wonder
How in this whiteness what you love is past

Grief, and how in the long valley of your looking
Hope grows, and there, under the distant
Barely perceptible fire of all the stars,

To feel yourself wake into change, as if your change
Were immense and figured into the heaven’s longing
And yet all you want is to rise out of the shade

Of yourself into the cooling blaze of a summer night
When the moon shines and the earth itself
Is covered and silent in the stoniness of its sleep

in Dark Harbour

Pascal Quignard

1948 – , Francia

Vida secreta (cap. XXIII)

Trad. Encarna Castejón

Uno tiene que aceptar ser hijo de sus sueños si quiere llegar a habitar las moradas de los sueños. Aquellos cuya voluntad rige la conducta, los que se presentan como los padres de los días que gobiernan, los que se jactan de dominar sus decisiones, ignoran la impresión que viene del mundo que los precede y que los ha sometido a sus influencias y a sus modas. Negándose a ser los siervos de impulsos ridículos, se sustraen poco a poco a cualquier contacto con la vida que los rodea y que prosigue cada vez menos dentro de ellos y, para acabar, ya no saben cuál es el camino y dejan de estar vivos y se deslizan en la muerte aunque el hálito aún los anime y la sangre los siga irrigando.
Son los fantasmas.

***

La vida de cada uno de nosotros no es una tentativa de amar. Es el único intento.

***

¿Qué lazo existe entre los seres que hablan? Solo la nada, el sentido, la esperanza semántica, la melancolía.
¿Qué lazo hay entre los seres vivos sexuados, que nacen y mueren, que se renuevan mediante la muerte personal y a través de una escena que no es visible para ellos? Ni la palabra sola, que los convertiría en fantasmas, ni la muerte sola, que los convertiría en cadáveres, ni el goce masculino del apareamiento, que los convertiría en animales.
Queda el amor. Eso es el amor: ese resto indecible que no puede mostrarse. De ahí vienen los dos tabúes del lenguaje y de la luz.
Indecible: el lenguaje está prohibido.
Que no puede mostrarse: lo visible es tabú.

***

Argumento V.
El individuo no es un estado ni un origen. No hay una identidad atómica en el fondo del ser. No podemos suponer ninguna psicología en esta tierra. Llegar a ser individual es desear, volverse conflictivo, convertirse en infinitamente divisible, sin descanso. Es llegar a estar cada vez más desgarrado.
Lo individual es la fascinación desgarrada.
No mitigada: desgarrada.

Masao Yamamoto

Tłum. Krzysztof Rutkowski

Życie sekretne (roz. XXIII)

Trzeba przyjąć, że jest się synem snów, jeśli pragnie się w nich rozgościć i godziwie w nich zamieszkać. Ci, którzy kierują się wolą, ci, którzy samych siebie przedstawiają jako rodzicieli życia, ci, którzy pysznią się panowaniem nad podejmowanym i decyzjami nie wiedzą, z jak wielką siłą działa na nich świat, skąd przyszli, świat poprzedni, który wycisnął na nich swoje piętna i swoje pozostawił w nich tropy. Ci, którzy nie potrafią się przyznać, że są niewolnikami śmiesznych impulsów, stopniowo coraz bardziej tracą kontakt z żywym życiem, coraz ospałej się w nich toczącym, aż w końcu zupełnie gubią drogę. Przestają żyć żywym życiem, ześlizgują się w śmierć, chociaż nadal wdychają powietrze w płuca, krew krąży, usta oddychają.
To upiory.


***

Życie każdego z nas nie jest pokusą miłości. Jest jej jedyną próbą.

***

Jaka więź łączy dwie osoby mówiące? Nic więcej niż nic, sens, nadzieja znacząca, melancholia.
Jaka więź łączy dwie osoby żyjące obdarzone organami płciowymi, rodzące się i umierające, odnawiające się przez osobniczą śmierć i schodzące ze sceny, której nigdy nie zobaczą? Nie tylko mowa, bo czyni z nich upiory. Nie tylko śmierć, bo czyni z nich trupy. Nie tylko krycie, bo czyni z nich zwierzęta.
Pozostaje miłość. Oto czym jest miłość: całą resztą niewymowną i niepokazywalną.
Niewymowną: mowa jej zakazana.
Niepokazywalną: widzialne jest dla niej tabu.

***

Argument V
Osobnik nie jest ot tak. Osobnik nie jest z rodu. Nie ma w nas tożsamości stałej. Stać się sobą: pożądać, popadać w konflikty, dzielić się i dzielić znowu, bez końca, tchnienia. Stawać się coraz bardziej rozdartym.
Bycie osobnikiem osobnym: fascynacja rozdzierająca.
Nie kojąca – rozdzierająca.

Marina Tsvietáieva

1892-1941, Rusia

Trad. J. L. Reina Palazón

***

Las venas abiertas:: Indetenible,
irrecuperable fluye la vida.
¡Colocad fuentes y platos!
Todos los platos serán pequeños
Las fuentes – planas
                             Sobre el borde – y m á s a l l á –
en la tierra negra, nutre los juncales.
Irrepetible, indetenible,
fluye el verso irrecuperable.

Tłum. R. Mierzejewski

***

Otworzyłam żyły: zatamować nie mogę,
Nieodwracalnie tryska życie.
Podstawiajcie miski i talerze!
Każdy talerz będzie – płytki,
Miska – płaska.
                             Przez kraj – w drogę –
W czarną ziemię, żywić trzciny.
Bezpowrotnie, zatamować nie mogę,
Nieodwracalnie tryska wiersz.

El motivo de agua en el cine de Andréi Tarkovski

***

Вскрыла жилы: неостановимо,
Невосстановимо хлещет жизнь.
Подставляйте миски и тарелки!
Всякая тарелка будет — мелкой,
Миска – плоской.
                             Через край – и мимо
В землю черную, питать тростник.
Невозвратно, неостановимо,
Невосстановимо хлещет стих

Transl. Elaine Feinstein

***

I opened my veins. Unstoppably
life spurts out with no remedy.
Now I set out bowls and plates.
Every bowl will be shallow.
Every plate will be small.
                             And overflowing their rims,
into the black earth, to nourish
the rushes unstoppably
without cure, gushes poetry…

Fotograma de Solaris

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Divertimento

Playa nocturna
donde el sol llega caminando sobre sus manos,
fresco, cabalgando como el viejo caballo de la plaza
todo de madera y rojo,
como un campanario sobre el mar y sus estatuas,
claros apóstoles con la boca abierta
y el paladar negro de tanto hablar con Dios
y de beberlo en la mañana
a verdes tragos,
sorprendiéndolo entre las gaviotas,
porque él es el pingüino macho de ojos salados
o la vieja tortuga
cuyo amor ilumina el bosque.

Y llega el sol
y el dolor en la playa es una mujer con barbas,
el esfuerzo pasado,
y no este piano en la arena
ni Mozart desnudo
como una niña arrebatada y libre
jugando al escondite con su sombra
y con la sombra de todos
y con la muerte
que se deshace en sonrisas en este falso jardín,
en el único día,
el inesperado,
el que cae como una manzana sobre la cabeza.

¡Voilà! Soy dulce, dice,
pero mañana romperemos el espejo,
robaremos al ladrón,
educaremos al demonio,
y el tiempo vuela,
y Mozart vuela
y no vuelve sino a oscuras
espectral y terrible
en asambleas de hombres tristes.

Escuchemos al caballo,
matemos al apóstol,
y amémonos sólo así,
con la boca abierta y tan jóvenes,
estudiando al pingüino,
muy lejos del tormento
y del cielo colosal e inflexible.

Trad. Ada Trzeciakowska

Divertimento

Nocna plaża
dokąd słońca dociera spacerując na rękach,
rześkie, podrygując jak stary koń z placyku
cały z drewna i czerwony,
jak dzwonnica nad morzem i jej posągi,
świetliści apostołowie o otwartych ustach
y czarnych podniebieniach od długich rozmów z Bogiem
i od spijania go o poranku
zielonymi łykami,
zaskoczywszy go wśród mew,
bo jest on pingwinem rodzaju męskiego o słonych oczach
lub starym żółwiem,
którego miłość rozświetla las.

I dociera słońce
i ból na plaży jest kobietą z brodą,
minionym wysiłkiem,
a nie tym pianinem na piasku
ani nagim Mozartem
jak dziewczynka rozgrzana i wolna
bawiąca się w chowanego ze swoim cieniem
i z cieniem wszystkich
i ze śmiercią
która rozdaje uśmiechy w tym sztucznym ogrodzie,
tego jedynego dnia,
niespodziewanego,
który spada na głowę jak jabłko.

Voilà! Jestem słodka, mówi,
ale jutro potłuczemy lustra,
okradniemy złodzieja,
wychowamy demona,
a czas frunie,
i Mozart frunie
i wraca dopiero po zmroku
podobny do widma i straszny
na zgromadzeniach ludzi smutnych.

Posłuchajmy konia,
zabijmy apostoła,
i miłujmy się tak,
z otwartymi ustami i tacy młodzi,
ucząc się pingwina,
daleko od burzy
i przepastnego i nieugiętego nieba.

Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro