Joanna Żabnicka

1989 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Lo que queda

Cariño, abre la ventana -dice
desde la cocina-. La entreabre,
pero no oye nada más, porque la voz
no se repite, y en los oídos
explotan las ortigas.
Pero la ventana ha sido abierta, un remolino de semillas
ha habitado la casa, estalla una y otra vez. Pero la ventana
se ha quedado, entreabre el gesto, acompaña
al sonido hasta el infinito.
Los cuerpos nunca aparecieron, no los buscaron.

Fotos propias

Co zostaje

Kochanie, otwórz okno – mówi
z kuchni. Uchyla,
ale nie słyszy już niczego więcej, bo glos
się nie powtarza, a w uszach
eksplodują pokrzywy.
Ale okno zostało otwarte, dom zamieszkuje
zawierucha nasion, wybucha raz po raz. Ale okno
zostało, uchyla gest, odprowadza
dźwięk w nieskończoność.
Ciał nigdy nie znaleziono, nie szukano.

Wisława Szymborska

1923 – 2012, Polonia

Trad. Gerardo Beltrán y Abel Murcia Soriano

Monólogo para Casandra

Soy yo, Casandra.
Y esta es mi ciudad bajo la ceniza.
Y este es mi cayado y mis cintas de profeta.
Y esta es mi cabeza colmada de dudas.

Es verdad, estoy triunfando.
Mi razón hasta golpeó el cielo con un destello.
Sólo los profetas a los que no se cree
tienen semejantes vistas.
Sólo aquellos que mal empezaron las cosas,
y todo pudo haberse cumplido tan deprisa,
como si ellos no hubiesen existido.

Ahora me acuerdo claramente,
cómo la gente, al verme, callaba a mitad de palabra.
Se cortaba la risa.
Las manos ardían.
Los niños corrían hacia sus madres.
Ni siquiera conocía sus efímeros nombres.
Y aquella canción sobre la hoja verde,
nadie la terminó en mi presencia.

Yo les quería.
Pero quería desde lo alto.
Por encima de la vida.
Desde el futuro. Donde siempre hay vacío
y desde donde, ¿hay algo más fácil que ver la muerte?
Me arrepiento porque mi voz era dura.
Mírense desde las estrellas –gritaba–.
Mírense desde las estrellas.
Me oían y bajaban la mirada.

Vivían en la vida.
Forrados de gran viento.
Condenados.
Desde el nacer en los cuerpos del adiós.
Pero hubo en ellos una esperanza húmeda,
una llama alimentándose de su propio reverberar.
Ellos sabían lo que era un instante,
ay, al menos uno
antes de que…

Me salí con la mía.
Sólo que eso no significa nada.
Y esta es mi ropita manchada por el fuego.
Y estos son mis trastos de profeta.
Y esta es mi cara compungida.
Cara que ignoraba que pudiera ser hermosa.

Obra de Władysław Hasior La Madre Dolorosa

Nieuwaga

To ja, Kasandra
A to jest moje miasto pod popiołem.
A to jest moja laska i wstążki prorockie.
A to jest moja głowa pełna wątpliwości.

To prawda, tryumfuję.
Moja racja aż łuną uderzyła w niebo.
Tylko prorocy, którym się nie wierzy,
mają takie widoki.
Tylko ci, którzy źle zabrali się do rzeczy,
i wszystko mogło spełnić się tak szybko,
jakby nie było ich wcale.

Wyraźnie teraz przypominam sobie,
jak ludzie, widząc mnie, milkli w pół słowa.
Rwał się śmiech.
Rozplatały ręce.
Dzieci biegły do matki.
Nawet nie znałam ich nietrwałych imion.
A tu piosenka o zielonym listku –
nikt jej nie kończył przy mnie.

Kochałam ich.
Ale kochałam z wysoka.
Sponad życia.
Z przyszłości. Gdzie zawsze jest pusto
i skąd cóż łatwiejszego jak zobaczyć śmierć.
Żałuję, że mój głos był twardy.
Spójrzcie na siebie z gwiazd – wołam –
spójrzcie na siebie z gwiazd.
Słyszeli i spuszczali oczy.

Żyli w życiu.
Podszyci wielkim wiatrem.
Przesądzeni.
Od urodzenia w pożegnalnych ciałach.
Ale była w nich jakaś wilgotna nadzieja,
własną migotliwością sycący się płomyk.
Oni widzieli, co to takiego chwila,
och, bodaj jedna jakakolwiek
zanim –

Wyszło na moje.
Tyle że z tego nie wynika nic.
A to jest moja szatka ogniem osmalona.
A to są moje prorockie rupiecie.
A to jest moja wykrzywiona twarz.
Twarz, która nie wiedziała, że mogła być piękna.

Adam Gai

Página del autor

1941 – , Argentina/Israel

Localidades numeradas

Para ir a la guerra tuve que comprar con anticipación el boleto con el asiento numerado para no viajar de parado. La estación desbordaba de pasajeros. No todos iban a la misma guerra, yo elegí la final, porque era la decisiva. Al bajar del tren sentí el ruido de los cañones, pero estaban lejos. Me puse en camino. Las señales de tránsito eran precisas, la primera era un muerto tirado apuntando el brazo a la derecha. No pude correr como había planeado, había un embotellamiento de cadáveres y los semáforos no funcionaban. Hacía calor, mucho calor, un poco por el verano, un poco más por las explosiones. Me sentí en casa en ese terreno. No era la primera en la que participaba, desde hace años hay una guerra cada dos semanas y la gente se acostumbra, es como ir de picnic. A mi lado pasó una familia: esposo, esposa, cuatro chicos y el perro, con bolsas de comida, y una carpa para no morir a la intemperie. En un cruce nos separamos, yo me moría de sed. Por suerte había un kiosco, una mujer pálida atendía. Tuve que repetir tres veces que quería una latita de Indian Tonic y me di cuenta por qué. La mujer se había tapado los oídos con algodón, para no oír los estruendos. Me preguntó si conocía a la guerra, le dije que no, que vine después de leer el aviso en el periódico. Me preguntó a qué bando pertenecía. Le dije que a los dos, que no hago diferencias.
Veo venir una guerra, le doy la mano y le digo mucho gusto, encantada, me responde. Nos sacamos un selfi y me morí otra vez.

Fotogramas de La jeteé de Chris Marker y Vals con Bashir de Ari Folman

Tłum. Ada Trzeciakowska

Bilet z miejscówką

Aby dostać się na wojnę musiałem z wyprzedzeniem kupić bilet z miejscówką, nie chciałem stać. Stacja pękała w szwach. Nie wszyscy jechali na tę samą wojnę, ja wybrałem tę ostateczną, bo zdawała mi się decydująca. Gdy tylko wysiadłem z pociągu, z oddali doleciał mnie huk dział. Ruszyłem piechotą. Znaki wskazujące drogę były precyzyjne, pierwszym było leżące na ziemi ciało celujące ramieniem w prawo. Nie mogłem zjeść, tak jak to sobie zaplanowałem, zrobił się zator z trupów i sygnalizacja nie działała. Panował upiorny upał, częściowo z powodu lata, częściowo z powodu wybuchów. Poczułem się jak w domu. To nie była pierwsza wojna, w której brałem udział, od wielu lat co dwa tygodnie wybucha jakaś wojna i ludzie się w końcu przyzwyczajają, to prawie jak wyjazd na piknik. Minęła mnie jakaś rodzina: mąż, żona, czwórka dzieci i pies, nieśli torby z zakupami, namiot, żeby nie umrzeć pod gołym niebem. Na skrzyżowaniu się rozdzieliliśmy, umierałem z pragnienia. Na szczęście natknąłem się na kiosk, obsługiwała go jakaś blada kobieta. Dopiero gdy powtórzyłem trzy razy, że chcę puszkę Indian Tonic, zauważyłem, że ma zatkane watą uszy, żeby nie ogłuchnąć od huku wybuchów, Zapytała, czy wiem co to wojna, odpowiedziałem, że nie, że przyjechałem po przeczytaniu ogłoszenia w gazecie. Zapytała wtedy po której stronie stoję. Powiedziałam, że po obu, że nie widzę różnicy.
Widzę, jak nadciąga wojna, podaję jej rękę mówię, że bardzo mi miło, mnie też odpowiada. Robimy sobie selfi, wtedy umieram po raz kolejny.

Linda Gregg

1942-2019, EE.UU.

Trad. Ada Trzeciakowska

Verano en un pueblo

Cuando los hombres me dejan
me dejan en un lugar hermoso.
Siempre es el final del verano.
Cuando pienso en ellos ahora,
pienso en el lugar.
Y en ser feliz sola después.
Esta vez es en Clinton, Nueva York.
Nado en la piscina pública
a las seis, cuando los demás
se ha ido a casa.
El cielo es gris, el aire es caliente.
De vuelta camino por el césped recién cortado
amando el olor y las casas
tan completamente que mi corazón se queda vacío.

Fotografías de Nadev Kander

Tłum. Ada Trzeciakowska

Lato w małym mieście

Kiedy mężczyźni mnie opuszczają,
zostawiają mnie w pięknym miejscu.
Zawsze jest to późne lato.
Kiedy teraz o nich myślę,
myślę o tym miejscu.
I o tym, że potem jestem szczęśliwa sama.
Tym razem jest to Clinton, Nowy Jork.
Pływam w publicznym basenie
o szóstej, kiedy inni ludzie
poszli do domu.
Niebo jest szare, powietrze gorące.
Idę z powrotem przez skoszony trawnik
kochając zapach i domy
tak całkowicie, że moje serce staje się puste.

Summer in a Small Town

When the men leave me,
they leave me in a beautiful place.
It is always late summer.
When I think of them now,
I think of the place.
And being happy alone afterwards.
This time it’s Clinton, New York.
I swim in the public pool
at six when the other people
have gone home.
The sky is gray, the air is hot.
I walk back across the mown lawn
loving the smell and the houses
so completely it leaves my heart empty.



Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Roberto Mascaró

Góndola fúnebre N°2

I

Dos hombres, suegro y yerno, Liszt y Wagner, viven junto al Canal Grande
con la inquieta esposa del rey Midas,
ése que transforma en Wagner todo lo que toca.
El frío verde del mar atraviesa los pisos del palacio.
Wagner destaca, el conocido perfil de títere; parece más  cansado;
el rostro, una bandera blanca.
La góndola cargada pesadamente con sus vidas; dos pasajes de ida y vuelta y otro sólo de ida.

II

Una ventana del palacio se abre con el viento y el súbito  soplo provoca muecas.
Sobre el agua aparece la góndola del  basurero impulsada  por dos bandidos con remo.
Liszt ha escrito unos acordes tan pesados que deberían ser enviados a analizar
en el Instituto de Mineralogía de Padua.
¡Meteoritos!
Demasiado pesados para la quietud, pueden sólo hundirse más y más, futuro abajo, hasta
los años de las camisas pardas.
La góndola, pesadamente cargada con las  hacinadas piedras del futuro.

III

Rendijas, hacia 1990.

25 de marzo. Inquietud por Lituania.
Soñé que visitaba un gran hospital.
No tenía funcionarios. Todos eran pacientes.

En el mismo sueño, una niña recién nacida
hablaba con completas oraciones.

IV

Junto al yerno, que es hombre de su tiempo, Liszt es un apolillado grandseigneur.
Es un disfraz.
El abismo, que ensaya y descarta máscaras  diferentes, ha elegido justo ésta para él,
el abismo, que quiere subir hasta los hombres sin mostrar
su rostro.

V

El Abate Liszt está habituado a cargar él
mismo su maleta por soles y por nieves
y cuando muera un día, nadie irá a esperarlo a la estación.
La tibia brisa de un coñac excelente lo conduce a la tarea.
Siempre tiene tarea.
¡Dos mil cartas al año!
El escolar que escribe cien veces el palote, antes de que le permitan volver a casa.
La góndola cargada pesadamente de vida; es sencilla y negra.

VI

De regreso en 1990.

Soñé que conducía doscientos quilómetros en vano.
Entonces, todo se agigantó. Gorriones enormes como gallinas
cantaban de modo ensordecedor.

Soñé que dibujaba teclas de piano
en la mesa de cocina. Tocaba sordamente en ellas.
Los vecinos acudían a escuchar.

VII

El clavicordio que calló durante todo
Persifal (aunque estaba escuchando) puede al fin decir algo.
Suspiros… sospiri…
Mientras Liszt toca, esta noche, mantiene apretado  el pedal marino
para que la fuerza verde del mar suba a través del piso y se una a todas las piedras del edificio. 
¡Buenas tardes, bello abismo!
La góndola cargada pesadamente de vida; es sencilla y negra.

VIII

Soñé que llegaba tarde el primer día de clases.
Todos en el salón  llevaban máscaras blancas sobre el rostro.
Imposible decir quién era el maestro.

Nota
Desde el 19 de noviembre de 1882 haste el 13 de enero de 1883, Liszt visitó a su hija Cosima y a su marido Richard Wagner en el Palazzo Vendramin, en Venecia. Inspirado al ver Liszt un par de góndolas funerarias y bajo una ‘premonición’, compuso dos piezas para piano que se publicaron bajo el título de “Góndola fúnebre”. Wagner moriría al mes siguiente, el 13 de febrero de 1883.


Tłum. Leonard Neuger

Gondola żałobna nr 2

I

Dwóch dziadków, teść i zięć, Liszt i Wagner, mieszka przy Canale Grande
wraz z tą niespożytą kobietą, co wyszła za króla Midasa,
który czego nie dotknie, przemienia w Wagnera.
Zielony ziąb morza przenika przez posadzki do pałacu.
Wagner jest naznaczony, znany profil Kacperka jeszcze bardziej umordowany niż dawniej,
twarz – białą flagą.
Gondola z ciężkim ładunkiem ich życia, dwa powrotne, jeden w jedną stronę.

II

Jedno z okien pałacu otwiera się i w nagłym przeciągu – czyjaś wykrzywiona twarz.
Na dole płynie gondola śmieciarzy poruszana przez dwóch jednowiosłowych bandytów.
Liszt zapisał kilka akordów tak ciężkich, że trzeba by je przekazać
Instytutowi Mineralogicznemu w Padwie do analizy.
Meteoryty!
Zbyt ciężkie by trwać w spoczynku, mogą tylko spadać i spadać w przyszłość
do czasu koszul brunatnych.
Gondola z ciężkim ładunkiem skulonych kamieni przyszłości.

III

Widok na rok 1990.

25 marca. Niepokój o Litwę.
Śniło mi się, że odwiedzam wielki szpital.
Brakowało personelu. Wszyscy byli pacjentami.

W tym samym śnie nowo narodzona dziewczynka,
która mówiła całymi zdaniami.

IV

Przy zięciu, człowieku swoich czasów, Liszt jest wyliniałym światowcem.
Ale to tylko pozór.
Głębia, która przymierza i odrzuca różne maski,
tę właśnie wybrała dla niego –
głębia, która chce przyjść do ludzi nie ukazując twarzy.

V

Wielebny Liszt zwykle sam dźwiga swój bagaż przez roztopy i upały,
a kiedy umrze, nikt nie wyjdzie po niego na stację.
Ciepła bryza bardzo uzdolnionego koniaku zabierze go w połowie misji.
Wciąż ma jakąś misję do spełnienia.
Dwa tysiące listów rocznie!
Uczniak przepisujący sto razy błędnie napisany wyraz zanim mu wolno pójść do domu.
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VI

Z powrotem do roku 1990.

Śniło mi się, że jadę niepotrzebnie dwieście kilometrów.
I wszystko było powiększone. Wróble wielkie jak kury
śpiewały aż uszy puchły.

Śniło mi się, że narysowałem klawisze fortepianu
na kuchennym stole. Grałem na nich, bezgłośnie.
Przyszli sąsiedzi, żeby posłuchać.

VII

Fortepian, który milczał przez całego Parsifala (ale słuchał), nareszcie
może się odezwać.
Skargi… Sospiri…
Dziś wieczorem Liszt gra ciągle na wciśniętym pedale morza,
tak że zielona potęga morza przenika przez posadzkę, wtapia się
w kamienie budynku.
Dobry wieczór, śliczna głębio!
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VIII

Śniło mi się, że pierwszy raz idę do szkoły i jestem spóźniony.
W klasie wszyscy nosili białe maski.
Kto był nauczycielem, trudno orzec.

Komentarz
Między 19 listopada 1882 a 13 stycznia 1883 Liszt odwiedził swoją córkę Cosimę i jej męża Richarda Wagnera w Palazzo Vendramin w Wenecji. Zainspirowany tym parą gondoli pogrzebowych i kierowany przeczuciem” skomponował dwa utwory na fortepian, które ukazały się pod tytułem „Funeral Gondola”. Wagner umarł w następnym miesiącu, 13 lutego 1883 roku.

Transl. Patty Crane

Sorrow Gondola No. 2

I

Two old men, father-and son-in-law, Liszt and Wagner, are staying by the Grand Canal
together with the restless woman who is married to King Midas,
he who changes everything he touches to Wagner.
The ocean’s green cold pushes up through the palazzo floors.
Wagner is marked, his famous Punchinello profile looks more tired than before,
his face a white flag.
The gondola is heavy-laden with their lives, two round trips and a one-way.

II

A window in the palazzo flies open and everyone grimaces in the sudden draft.
Outside on the water the trash gondola appears, paddled by two one-oared bandits.
Liszt has written down some chords so heavy, they ought to be sent off
to the mineralological institute in Padua for analysis.
Meteorites!
Too heavy to rest, they can only sink and sink straight through the future all the way down to the Brownshirt years.
The gondola is heavy-laden with the future’s huddled-up stones.

III

Peep-holdes into 1990.

March 25th. Angst for Lithuania.
Dreamt I visited a large hospital.
No personnel. Everyone was a patient.

In the same dream a newborn girl
who spoke in complete sentences.


IV

Beside the son-in-law, who’s a man of the times, Liszt is a moth-eaten grand seigneur.
It’s a disguise.
The deep, that tries on and rejects different masks, has chosen this one just for him—
the deep that wants to enter people without ever showing its face.

V

Abbé Liszt is used to carrying his suitcase himself through sleet and sunshine
and when his time comes to die, there will be no one to meet him at the station.
A mild breeze of gifted cognac carries him away in the midst of a commission.
He always has commissions.
Two thousand letters a year!
The schoolboy who writes his misspelled word a hundred times before he’s allowed
        to go home.
The gondola is heavy-laden with life, it is simple and black.

VI

Back to 1990.

Dreamt I drove over a hundred miles in vain.
Then everything magnified. Sparrows as big as hens
sang so loud that it briefly struck me deaf.

Dreamt I had drawn piano keys
on my kitchen table. I played on them, mute.
The neighbors came over to listen.

VII

The clavier, which kept silent through all of Parsifal (but listened), finally has
        something to say.
Sighs…ospiri…
When Liszt plays tonight he holds the sea-pedal pressed down
so the ocean’s green force rises up through the floor and flows together with all the
       stone in the building.
Good evening, beautiful deep!
The gondola is heavy-laden with life, it is simple and black.

VIII

Dreamt I was supposed to start school but arrived too late.
Everyone in the room was wearing a white mask.
Whoever the teacher was, no one could say.

Notes:
In late 1882 and early 1883, Liszt visited his daughter Cosima and her husband, Richard Wagner, in Venice. Wagner died several months later. During this time Liszt composed two piano pieces which were published under the title “Sorrow Gondola.”

Sorgegondolen nr 2

I

Två gubbar, svärfar och svärson, Liszt och Wagner, bor vid Canal Grande
tillsammans med den rastlösa kvinnan som är gift med kung Midas
han som förvandlar allting han rör vid till Wagner.
Havets gröna köld tränger upp genom golven i palatset.
Wagner är märkt, den kända kasperprofilen är tröttare än förr
ansiktet en vit flagg.
Gondolen är tungt lastad med deras liv, två tur och retur och en enkel.

II

Ett fönster i palatset flyger upp och man grimaserar i det plötsliga draget.
Utanför på vattnet visar sig sopgondolen paddlad av två enårade banditer.
Liszt har skrivit ner några ackord som är så tunga att de borde skickas
till mineralogiska institutionen i Padova för analys.
Meteoriter!
För tunga för att vila, de kan bara sjunka och sjunka genom framtiden ända ner
till brunskjortornas år.
Gondolen är tungt lastad med framtidens hopkurade stenar.

III

Gluggar mot 1990.
25 mars. Oro för Litauen.
Drömde att jag besökte ett stort sjukhus.
Ingen personal. Alla var patienter.
I samma dröm en nyfödd flicka
som talade i fullständiga meningar.

IV

Bredvid svärsonen som är tidens man är Liszt en maläten grandseigneur.
Det är en förklädnad.
Djupet som prövar och förkastar olika masker har valt just den här åt honom –
djupet som vill stiga in till människorna utan att visa sitt ansikte.

V

Abbé Liszt är van att bära sin resväska själv genom snöglopp och solsken
och när han en gång skall dö är det ingen som möter vid stationen.
En ljum bris av mycket begåvad konjak för honom bort mitt i ett uppdrag.
Han har alltid uppdrag.
Tvåtusen brev om året!
Skolpojken som skriver det felstavade ordet hundra gånger innan han får gå hem.
Gondolen är tungt lastad med liv, den är enkel och svart.
VI

Åter till 1990.
Drömde att jag körde tjugo mil förgäves.
Då förstorades allt. Sparvar stora som höns
sjöng så att det slog lock för öronen.
Drömde att jag ritat upp pianotangenter
på köksbordet. Jag spelade på dem, stumt.
Grannarna kom in för att lyssna.

VII

Klaveret som har tigit genom hela Parsifal (men lyssnat) får äntligen säga något.
Suckar…sospiri…
När Liszt spelar ikväll håller han havspedalen nertryckt
så att havets gröna kraft stiger upp genom golvet och flyter samman med all sten i byggnaden.
Godafton vackra djup!
Gondolen är tungt lastad med liv, den är enkel och svart.

VIII

Drömde att jag skulle börja skolan men kom försent.
Alla i rummet bar vita masker för ansiktet.
Vem som var läraren gick inte att säga.

Kommentar
Vid årsskiftet 1882/1883 besökte Liszt sin dotter Cosima och hennes man, Richard Wagner, i Venedig. Wagner dog några månader senare. Under denna tid komponerade Liszt två pianostycken som publicerades under titeln ”Sorgegondol”.



Fullständig text här

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Ada Trzeciakowska

La Galería (fragm.)

Voces en el micrófono decían: La velocidad es el poder.
¡La velocidad es el poder!
¡Sigue el juego, the show must go on!

En nuestras carreras nos movemos rígidamente paso a paso
como en el teatro 
con máscaras, gritando la canción: ¡Yo, soy Yo!
El derrotado
es representado por una manta enrollada.

Un artista dijo: Antes era un planeta
con mi propia atmósfera densa.
Los rayos del exterior se refractaban en arcoíris.
Las constantes tormentas rugían dentro, dentro.

Ahora estoy quemado, árido y abierto.
Ya carezco de esa energía infantil.
Tengo un lado caliente y un lado frío.

Ningún arcoíris.

Máscaras de teatro Noh

Tłum. Leonard Neuger

Galeria (frg.)

Głosy w mikrofonie mówiły: Tempo to potęga,
tempo to potęga!
Graj w tę grę, the show must go on!

W karierze poruszamy się sztywno krok za krokiem
jak w teatrze no
z maskami, rycząc pieśń: Ja, to Ja!
Ten kto przegrał reprezentowany jest przez zwinięty koc.

Artysta mówił: Dawniej byłem planetą
z własną gęstą atmosferą,
na której załamywały się w tęczę promienie z zewnątrz.
Ciągłe burze szalały wewnątrz, wewnątrz.

Teraz jestem skończony i suchy i otwarty.
Brakuje mi obecnie dziecięcej energii.
Mam stronę gorącą i stronę zimną.

Żadnych tęcz.

Transl. Patty Crane

The Gallery (fragm.)

Voices in the microphone said: Speed is power
speed is power!
Play the game, the show must go on!

We move through our career stiffly, step by step
like in a Noh play
with masks, shrieking song: Me, it’s Me!
Whoever’s defeated
is represented by a rolled-up blanket.

An artist said: I used to be a planet
with my own dense atmosphere.
Incoming rays were refracted into rainbows.
Continuous thunderstorms raged within, within.

Now I’m burnt-out and dry and open.
I no longer have childlike energy.
I have a hot side and a cold side.

Full text here

Gallerit

Röster i mikrofonen sa: Fart är makt
fart är makt!
Spela spelet, the show must go on!

I karriären rör vi oss stelt steg för steg
som i ett no-spel
med masker, skrikande sång: Jag, det är Jag!
Den som slogs ut
representerades av en hoprullad filt.

En konstnär sa: Förr var jag en planet
med en egen tät atmosfär.
Strålarna utifrån bröts där till regnbågar.
Ständiga åskväder rasade inom, inom.

Nu är jag slocknad och torr och öppen.
Jag saknar numera barnslig energi.
Jag har en het sida och en kall sida.

Inga regnbågar.

Fullständig text här

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Roberto Mascaró

Breve pausa en el concierto de órgano

El órgano cesa de tocar y hay un silencio mortal en la iglesia,
   pero solo durante un par de segundos.
Entonces atraviesa el leve rumor del tráfico
   de afuera, el gran órgano.

Sí, estamos rodeados del murmullo del tráfico que anda
   alrededor de las paredes de la catedral.
El mundo exterior resbala como un filme transparente
   y con sombras que luchan en pianissimo.

Como incluido entre los ruidos de la calle, escucho uno
   de mis latidos golpear el silencio;
oigo mi sangre circular, la cascada oculta
   dentro de mí, con la que ando a cuestas,

y tan cerca como mi sangre y tan lejos como
   un recuerdo de los cuatro años,
escucho el camión de carga que pasa y hace temblar
   los muros de seiscientos años.

He aquí lo más opuesto posible a un abrazo de madre;
   sin embargo, ahora soy precisamente un niño que,
oye a los adultos hablar lejos; las voces de los ganadores
   y de los perdedores se mezclan.

En los bancos azules hay una pequeña reunión.
   Y las columnas se alzan como extraños árboles:
sin raíces (solo el suelo es común) y sin
   copa (solo el techo es común).

Vuelvo a vivir un sueño. Estoy solo en un cementerio.
   Por todos los lados relampaguea
hasta donde la vista alcanza. ¿A qué espero? A un amigo.
   ¿Por qué no viene? Él ya ha llegado.

Lentamente, la muerte destornilla la luz desde abajo, del suelo.
   El prado brilla, cada vez más violeta
-no, es un color que nadie ha visto… hasta que la luz pálida
   de la mañana silba a través de los párpados

y no despierto en el inconmovible quizás que
   me lleva por el mundo vacilante.
Y cada imagen abstracta del mundo es tan imposible como
   dibujar una tormenta.

En casa estaba el sabelotodo. La Enciclopedia, un metro en
   la biblioteca; he aprendido a leerla.
Pero cada persona tiene  escrita su propia enciclopedia,
   ella crece en cada alma,

se escribe del nacimiento hacia adelante, los cientos de miles
   de páginas apretadas la una contra la otra
-¡y sin embargo hay aire entre ellas!- como las hojas que
   tiemblan en un bosque. Libro de las contradicciones.

Lo que está allí cambia a cada instante, las imágenes se retocan a
   sí mismas, centellean las palabras.
Un torrente de ellas marcha por todo el texto, seguido de
   la próxima ola, y la próxima…

Fotogramas de La catedral de Tomasz Bagiński

Tłum. Leonard Neuger

Krótka pauza w koncercie organowym

Organy kończą grać i kościół zalega śmiertelna cisza
ale tylko na parę sekund.
Wreszcie przenika słaby warkot ruchu
ulicznego, większych organów…

Cóż, osaczeni jesteśmy przez bełkot ruchu ulicznego
wędrujący wzdłuż murów katedry.
Tam przesuwa się świat zewnętrzny jak przeźroczysty film
z walczącymi cieniami w pianissimo.

Jakby należał do dźwięków z ulicy, słyszę, jak jeden
z mych pulsów bije w ciszy,
słyszę, jak moja krew krąży, kaskada ukryta
w moim wnętrzu, z którą łażę w kółko po świecie.

Bliziutko jak moja krew i daleko
jak wspomnienie z okresu, gdy się miało cztery lata,
słyszę ciężarówkę, która przejeżdża obok i wprawia w drżenie
te sześćsetletnie mury.

To się tak różni od matczynych objęć, jak tylko
można się różnić, a jednak jestem właśnie teraz dzieckiem,
które słyszy, jak dorośli gdzieś daleko rozmawiają. Głosy zwycięzców
i zwyciężonych wymieszane.

Na tych niebieskich ławkach siedzi przerzedzona parafia. A
kolumny wznoszą się jak dziwaczne drzewa:
bez korzeni (tylko wspólna posadzka) i bez korony
(tylko wspólny strop).

Na nowo przeżywam sen. Stoję na cmentarzu parafialnym
samiusieńki. Wszędzie jak okiem sięgnąć
błyszczy wrzos. Na kogo czekam? Na przyjaciela. Czemu
nie nadchodzi? Jest już tutaj.

śmierć ostrożnie podkręca światło od spodu, z ziemi.
Wrzosowisko świeci coraz liliowiej —
nie, w kolorze, którego nikt nie widział…póki blade
światło poranka świszcząc nie wleci przez powieki

i nie obudzę się na to niewzruszone MOŻE, które
niesie mnie przez ten zataczający się świat.
I każdy abstrakcyjny obraz świata jest również niemożliwy
jak rysunek sztormu.

W domu stała wszechwiedząca Encyklopedia, metr na
półce. Na niej uczyłem się czytać.
Lecz każdy człowiek spisuje własną encyklopedię.
Ona wyrasta w każdej duszy.

Pisana jest od narodzin w przód. Setki tysięcy ściśniętych stron
a jeszcze między nimi jest powietrze! Jak drgające liście w lesie.
Księga przeciwstawień.

To, co w niej napisane, zmienia się w każdej chwili, obrazy retuszują się same. Migoczą słowa.
Strumień toczy się przez cały tekst, za nim następny
Strumień i następny…

Transl. Robin Fulton

Brief pause in the organ recital

The organ stops playing and it’s deathly quiet in the church, but only for a couple of seconds.
And the faint rumbling penetrates from the traffic out there, that greater organ.

For we are surrounded by the murmuring of the traffic, it flows along the cathedral walls.
The outer world glides there like a transparent film and with shadows struggling pianissimo.

And as if it were part of the street noise I hear one of my pulses beating in the silence,
I hear my blood circulating, the cascade that hides inside me, that I walk about with,

and as close as my blood and as far away as a memory from when I was four,
I hear the trailer that rumbles past and makes the six-hundred-year-old walls tremble.

This could hardly be less like a mother’s lap, yet at the moment I am like a child,
hearing the grown-ups talking far away, the voices of the winners and the losers mingling.

On the blue benches a sparse congregation. And the pillars rise like strange trees:
no roots (only the common floor) and no crown (only the common roof).

I relive a dream. That I’m standing alone in a churchyard. Everywhere heather glows
as far as the eye can reach. Who I am waiting for? A friend. Why doesn’t he come. He’s here already.

Slowly death turns up the lights from underneath, from the ground. The heath shines, a stronger and stronger purple —
no, a colour no one has seen … until the morning’s pale light whines in through the eyelids

and I waken to that unshakeable PERHAPS that carries me through the wavering world.
And each abstract picture of the world is as impossible as the blue-print of a storm.

At home stood the all-knowing Encyclopedia, a yard of bookshelf, in it I learnt to read.
But each one of us has his own encyclopedia written, it grows out of each soul,

it’s written from birth onwards, the hundreds of thousands of pages stand pressed against each other
and yet with air between them! Like the quivering leaves in a forest. The book of contradictions.

What’s there changes by the hour, the pictures retouch themselves, the words flicker.
A wake washes through the whole text, it’s followed by the next wave, and then the next …

Kort paus i orgelkonserten

Orgeln slutar att spela-och det blir dödstyst i kyrkan
men bara ett par sekunder.
Så tränger det svaga brummandet igenom från
trafiken därute, den större orgeln.

Ja, vi är omslutna av trafikens mumlande som vandrar
runt längs domkyrkans väggar.
Där glider yttervärlden som en genomskinlig film
och med kämpande skuggor i pianissimo.

Som om den ingick bland ljuden från gatan hör jag en
av mina pulsar slå i tystnaden,
jag hör mitt blod kretsa, kaskanen som gömmer sig
inne i mig, som jag går omkring med,

och lika nära som mitt blod och lika långt borta
som ett minne från fyraårsåldern
hör jag långtradaren som går förbi och får de sex-
hundraåriga murarna att darra.

Här är så olikt en modersfamn som någonting kan
bli, ändå är jag ett barn just nu
som hör de vuxna prata lång borta, vinnarnas och
förlorarnas röster flyter ihop.

På de blå bänkarna sitter en gles församling. Och
pelarna reser sig som underliga träd
inga rötter (bara det gemensamma golvet) och ingen
kröna (bara det gemensamma taket).

Jag återupplever en dröm. Att jag står på en kyrko-
gård ensam. Överalt lyser ljung
så långt ögat når. Vem väntar jag på? En vän. Varför
kommer han inte? Han är redan här.

Sakta skruvar döden upp ljuset underifrån, från mar-
ken. Herden lyser allt starkate lila-
nej i en färg som ingen sett… tills morgonens bleka
ljus viner in genom ögonlocken

och jag vaknar till det där orubbliga KANSKE som
bär mig genom den vacklande världen.
Och varje abstrakt bild av världen är lika omöjlig som
ritningen till en storm.

Hemma stod allvetande Encyklopedin, en meter i
bokhyllan, jag lärde mig läsa i den.
Men varje människa får sin egen encyklopedi skriven,
den växer fram i varje själ,

den skrivs från födelsen och framåt, de hundratusen-
tals sidorna står pressade mot varann
och ändå med luft emellan! som de dallrande löven i
en skog. Motsägelsernas bok.

Der står som där andras varje stund, bilderna retu-
scherar sig själva, orden flimrar.
En svallvåg rullar genom hela texten, den följs av nästa
svallvåg, och nästa…


Linda Gregg

1942-2019, EE.UU.

Trad. Ada Trzeciakowska

Música de noche

Desde lo alto de la montaña donde está su hogar
ve los paisajes deslizarse. Primero hay que bajar
y luego subir hacia el monasterio. Seguir descendiendo
hasta el círculo de criba de viento y una granja
donde una chica con su madre tiende la ropa.
A lo lejos hay un pequeño puerto donde
la orilla toca el agua. Ella, entumecida,
ve con claridad el sufrimiento en este mundo.
Piensa en los bandidos y los soldados quienes
regresan a los lugares que han destruido.
Quienes plantan árboles, construyen muros
y tocan música en la plaza del pueblo cada noche,
convencidos de que las madres de los niños que mataron
y las mujeres que violaron saldrán al final
de las casas blancas en sus vestidos negros
para sentarse con sus hijos y los ancianos.
Escucharán la música con ojos indescifrables.

Fotogramas de Cold Mountain de Anthony Minghella (2003)

Tłum. Czesław Miłosz

Muzyka nocą

Dom jej na górze, stamtąd ogarnia
te krajobrazy. Idzie się w dół
i potem w górę do klasztoru. Niżej, w bok,
klepisko dla młocki, wiejski dom, dziewczyna
z matką rozwieszające bieliznę.
Jest też malutki port, tam gdzie brzeg
dotyka wody. Czuje odrętwienie,
bo widzi jasno nieszczęście w tym świecie.
Myśli o bandytach i żołnierzach, jak wracają
do miejsc, które niedawno zniszczyli,
jak sadzą drzewa, budują mury, grają
na placu wioski każdego wieczora,
pewni, że matki chłopców, których zamordowali,
i kobiety, które zgwałcili, wyjdą wreszcie
z białych domów w swoich czarnych strojach
i zasiądą — one, ich dzieci i starcy –
żeby słuchać muzyki i patrzeć nieczytelnymi oczami.

Night Music

She sits on the mountain that is her home
and the landscapes slide away. One goes down
and then up to the monastery. One drops away
to a winnowing ring and a farmhouse where a girl
and her mother are hanging the laundry.
There’s a tiny port in the distance where
the shore reaches the water. She is numb
and clear because of the grieving in that world.
She thinks of the bandits and soldiers who
return to the places they have destroyed.
Who plant trees and build walls and play music
in the village square evening after evening,
believing the mothers of the boys they killed
and the women they raped will eventually come
out of the white houses in their black dresses
to sit with their children and the old.
Will listen to the music with unreadable eyes.


Natalia Litvinova

1986 – , Bielorrusia/Argentina

Te pasé a buscar
bajamos los ocho pisos
de la mano
y nos sentamos
detrás del árbol
espalda contra espalda,
tomamos
un puñado de tierra
y lo metimos en la boca.
Me tocó un vidrio,
te tocó un papel con la mitad
de un número de teléfono.
Masticamos
el único alimento
que podía emanciparnos
de los padres.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Poszłam po ciebie,
zeszliśmy osiem pięter
trzymając się za rękę
i usiedliśmy
za drzewem
plecami do siebie,
wzięliśmy garść ziemi
i włożyliśmy ją do ust.
Trafiło mi się szkło,
a tobie jakiś świstek papieru z połową
numeru telefonu.
Żuliśmy
jedyne pożywienie
które mogło nas wyzwolić
od rodziców.

Laura Makabresku

Natalia Litvinova

1986 – , Bielorrusia/Argentina

Chernóbil*

Hay días blancos y días negros,
antes de mi nacimiento un día negro explotó,
y mi abuelo no vio más colores. Los sobrevivientes
pudieron escribir su nombre en la ceniza y volver
a la oscuridad del hogar.

*El nombre de la ciudad podría venir de la unión de las palabras chornyi (чорний, negro) y byllia (билля, pasto u hojas); y por lo tanto podría significar pasto negro u hojas negras.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Czarnobyl

Są dni białe i czarne,
przed moimi narodzinami pewien czarny dzień wybuchł,
a dziadek nigdy więcej nie ujrzał kolorów. Ci co pozostali przy życiu
zdołali zapisać jego imię w popiele i powrócić
do ciemności domu.