Joanna Żabnicka

1989 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Como con un interruptor*

Un cardumen de luces se filtra
en las paredes del barrio. Teatro de sombras, contornos borrosos
de personas y objetos encima de los que

la noche suspende el filo del farol lunar
sobre un hilo fino de la sombra. Alguien hace chasquido con los dedos y
desaparece; alguien dispara, y alguien lleva dentro una bala,
la más perfecta de las formas. El sonido roba
la luz; en la mesa en la penumbra se consume

un hombre. Escribe sobre el papel mojado,
en el resplandor del acuario desbordado
sobre lo que después del
mundo -después del amanecer- será
devuelto, y si sí, a quién.

*doble significado; también un chasquido

Jak tym pstryczkiem

Ławica świateł wlewa się
w ściany osiedla. Teatr cieni, rozmyte zarysy
ludzi i przedmiotów, nad którymi

noc zawiesza ostrze księżycowej latarni
na cienkiej nici cienia. Ktoś strzela palcami i
znika; ktoś strzela, a ktoś w sobie kulę nosi, tę
najdoskonalszą z brył. Dźwięk zabiera
ze sobą światło; przy stole w półmroku dopala się

człowiek. Pisze na mokrym papierze,
w poświacie przelanego
akwarium o tym, co po
świecie – po świcie – zostanie
zwrócone, i komu, i czy.


Joanna Żabnicka

1989 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Lo que queda

Cariño, abre la ventana -dice
desde la cocina-. La entreabre,
pero no oye nada más, porque la voz
no se repite, y en los oídos
explotan las ortigas.
Pero la ventana ha sido abierta, un remolino de semillas
ha habitado la casa, estalla una y otra vez. Pero la ventana
se ha quedado, entreabre el gesto, acompaña
al sonido hasta el infinito.
Los cuerpos nunca aparecieron, no los buscaron.

Fotos propias

Co zostaje

Kochanie, otwórz okno – mówi
z kuchni. Uchyla,
ale nie słyszy już niczego więcej, bo glos
się nie powtarza, a w uszach
eksplodują pokrzywy.
Ale okno zostało otwarte, dom zamieszkuje
zawierucha nasion, wybucha raz po raz. Ale okno
zostało, uchyla gest, odprowadza
dźwięk w nieskończoność.
Ciał nigdy nie znaleziono, nie szukano.

Justyna Bargielska

1977 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Todo para

Quien busca signos siempre los encuentra,
aunque en lugares más extraños. Por ejemplo
una esquela de un amigo de Łódź un mes después de su muerte,
en lo alto de las montañas, en los periódicos de Cracovia
guardados para hacer lumbre. A veces me parece que
no hay signo que yo no pueda reescribir con más claridad,
Quisiera tanto que todos
fueran felices o, al menos, que sobrevivieran.
No todos sobrevivirán, lo que quiere decir que nadie lo hará,
y las luces continuarán encendidas hasta que se apaguen.
Lo único que puede intentar un reescribidor de signos,
es sentarse en la oscuridad y explicar a la gente,
a los animales y a los pájaros, a las lombrices y a las piedras:
el haberse apagado no significa que nunca hayan brillado.
Siempre que a él mismo no le dé miedo la oscuridad.

Libros artísticos de Zbigniew Makowski (1930-2019)

Wszystko dla

Ktoś, kto szuka znaków, zawsze je znajduje,
choć w takich dziwnych miejscach. Na przykład
nekrolog znajomego z Łodzi miesiąc po jego śmierci,
wysoko w górach, w przeznaczonych na podpałkę
krakowskich gazetach. Czasem wydaje mi się,
że nie ma znaku, którego nie mogłabym przepisać wyraźniej,
tak bardzo bym chciała, żeby wszyscy
byli szczęśliwi albo przynajmniej przeżyli.
Nie wszyscy przeżyją, czyli nikt nie przeżyje,
a światła będą świecić, dopóki nie zgasną.
Jedyne, czego może spróbować przepisywacz znaków,
to siąść w ciemnościach i tłumaczyć ludziom,
zwierzętom, ptakom, glizdom i kamieniom:
to, że zgasły, nie znaczy, że nigdy nie świeciły.
Pod warunkiem, że sam się nie boi ciemności.

Luis Sáenz de la Calzada

1912-1994, España (León)

***

Detrás de esa pared,
donde el lagarto sube entre la hiedra
apretando en sus dientes el pálido, anillado
vientre del escorpión;
detrás de esa pared que oblicuo lame el sol, a hora precisa,
precisamente, cuando la mosca azul aire olfatea
para saber el sitio donde el caballo muere;
detrás de esa pared surcada de brillantes sendas de caracol;
detrás de esa pared, amor, duerme una niña blanca.

Fotogramas de La novia de Paula Ortiz

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Za tą ścianą,
gdzie jaszczurka pnie się wśród bluszczu
zaciskając zęby na bladym, pierścieniowatym
podbrzuszu skorpiona;
za tą ścianą ukośne liże słońce, w ścisłych godzinach,
ściśle, kiedy niebieska mucha wietrzy w powietrzu
by poznać miejsce, gdzie dogorywa koń;
za ta ścianą pooraną błyszczącymi ścieżkami ślimaków;
za tą ścianą, miła, śpi biała dziewczynka.

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Roberto Mascaró

Seminario de sueños

Cuatro mil millones de personas en la tierra.
Y todos duermen, todos sueñan.
En cada sueño se apiñan los rostros y los cuerpos
—las personas soñadas son más que nosotros.
Pero no ocupan lugar…
Sucede que te duermes en el teatro.
En medio de la pieza se hunde el instante.
Un breve segundo de doble exposición: el escenario.
allí al frente, es aventajado por un sueño.
Luego, ya no hay más escenario; eres tú.
¡Teatro en la sincera profundidad!
¡El misterio de un director teatral
agotado!
Continuo aprendizaje de memoria…
Un dormitorio. Es de noche.
El cielo oscuro se desliza dentro de la habitación.
El libro que alguien dejó al quedarse dormido
todavía está abierto
y permanece abatido al borde de la cama.
Los ojos del durmiente se mueven,
siguen el texto sin letras
en otro libro
—con iluminaciones, antiguo, rápido.
Una commedia vertiginosa que se impregna
dentro de los muros de convento del párpado.
Un solo ejemplar. ¡Existe en este instante!
Mañana, todo estará tachado.
¡Misterio de este gran derroche!
Eliminación… Como cuando el turista es detenido
por sospechosos hombres de uniforme
—abren la cámara, desenrollan su película
y dejan que el sol mate las imágenes:
así son los sueños oscurecidos por la luz del día,
¿Eliminados o solo invisibles?
Hay un soñar-fuera-del-alcance
que siempre está pasando. Luz para otros ojos.
Una zona donde pensamientos que reptan aprenden a andar.
El rostro y las imágenes se reorganizan.
Nos movemos en una calle, entre gente,
en la canícula.
Pero tantos, o más,
que no vemos,
están dentro de los oscuros edificios
que se alzan a ambos lados.
A veces alguno de ellos se acerca a la ventana
y arroja una mirada sobre nosotros.

Ilustración propia

Tłum. Leonard Neuger

Seminarium oniryczne

Cztery miliardy ludzi na ziemi.
I wszyscy śpią i wszystkim śni się.
W każdym śnie tłoczą się twarze i ciała —
ludzi którzy się śnią jest więcej niż nas.
Za to nie zajmują miejsca…
Zdarza się, że zaśniesz na spektaklu.
W połowie sztuki powieki opadają.
Podwójna ekspozycja krótkiej chwili: scena
tam z przodu oskrzydlana przez sen.
Potem już nie ma sceny. Ty nią jesteś.
Teatr w zacnej głębi!
Misterium z przepracowanym
dyrektorem teatru!
Nieprzerwane wyuczanie się roli od nowa…
Sypialnia. Noc.
Mroczne niebo przepływa przez pokój.
Książka, nad którą ktoś zasnął,
jest jeszcze otwarta
i leży raniona na brzegu łóżka.
Oczy śpiącego poruszają się
wodząc po pozbawionym liter tekście
w innej książce —
iluminowanej, starodawnej, szybkiej.
Zawrotna commedia spisywana
wewnątrz klasztornych murów powiek.
Jedyny egzemplarz. Dostępny właśnie teraz!
Jutro wszyściutko zniknie.
Misterium z ogromną rozrzutnością!
Unicestwienie… Jak gdy turysta zostaje zatrzymany
przez podejrzliwych mundurowych —
otwierają aparat fotograficzny, wyjmują film
i pozwalają słońcu zamordować zdjęcia:
tak zaciemniane są sny przez światło dzienne.
Unicestwione czy tylko niewidzialne?
Istnieje śnienie-poza-zasięgiem-wzroku,
które trwa nieprzerwanie. Światło dla innych oczu.
Sfera gdzie raczkujące myśli uczą się chodzić
Twarze i postaci przegrupowują się.
Poruszamy się po ulicy, wśród ludzi
w spiekocie słońca.
Lecz równie wielu, albo i więcej,
których nie widzimy,
jest wewnątrz tych mrocznych zabudowań
wznoszących się po obu stronach.
Czasami ktoś z nich podchodzi do okna
i rzuca spojrzenie. W dół. Na nas.

Transl. Robin Fulton

Dream Seminar

Four thousand million on earth.
They all sleep, they all dream.
Faces throng, and bodies, in each dream –
the dreamt-of people are more numerous
than us. But take no space …
You doze off at the theatre perhaps,
in mid-play your eyelids sink.
A fleeting double-exposure: the stage
before you out-manoeuvred by a dream.
Then no more stage, it’s you.
The theatre in the honest depths!
The mystery of the overworked director!
Perpetual memorising of new plays …
A bedroom. Night.
The darkened sky is flowing through the room.
The book that someone fell asleep from lies
still open
sprawling wounded at the edge of the bed.
The sleeper’s eyes are moving,
they’re following the text without letters
in another book –
illuminated, old-fashioned, swift.
A dizzying commedia inscribed
within the eyelids’ monastery walls.
A unique copy. Here, this very moment.
In the morning, wiped out.
The mystery of the great waste!
Annihilation. As when suspicious men
in uniforms stop the tourist –
open his camera, unwind the film
and let the daylight kill the pictures:
thus dreams are blackened by the light of day.
Annihilated or just invisible?
There is a kind of out-of-sight dreaming
that never stops. Light for other eyes.
A zone where creeping thoughts learn to walk.
Faces and forms regrouped.
We’re moving on a street, among people
in blazing sun.
But just as many – maybe more –
we don’t see
are also there in dark buildings
high on both sides.
Sometimes one of them comes to the window
and glances down on us.

Luis Sáenz de la Calzada

1912-1994, España (León)

en Pequeñas cosas para el agua

***

La tarde, amada mía, no tenía agujeros:
los busqué entre los árboles,
que se hicieron morenos sobre el mar del poniente;
entre el junco
donde la inquieta liebre se esconde del mosquito,
en la tabla del río donde se hace misterio
el nadar de la trucha,
en la seda del vuelo del azor,
y en el grito del niño
alcanzado de un trauma sin salida.
La tarde, amada mía, no tenía agujeros;
sin embargo,
en algún agujero de la tarde
ha parido la gata un esqueleto.

Trad. Ada Trzeciakowska

***

W wieczorze, miła moja, dziur nie było:
szukałem ich wśród drzew,
które ściemniały na tle zachodzącego morza;
wśród trzcin
gdzie niespokojny zając kryje się przed komarem,
nad taflą rzeki, gdzie tajemnicą
staje się pływający pstrąg,
w jedwabnym locie jastrzębia,
i w krzyku dziecka
którego dosięgła nieunikniona trauma.
W wieczorze, miła moja, nie było dziur;
a jednak,
w jakiejś dziurze wieczoru
kotka wydała na świat szkielet.

Obras de Michał Łukasiewicz