Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Adalber Salas Hernández

VIII

Si el amanecer rompiera el corazón y la luna fuera un horror
y el sol apenas una fuente de torpor, entonces
por supuesto que hubiera guardado silencio estos años

y no hubiera escogido salir esta noche,
vistiendo mi traje cruzado azul oscuro,
y sentarme en un restaurant con un plato

de sopa frente a mí para celebrar cuán buena ha sido
la vida y cómo ha culminado en este instante.
Las armonías de la salud han alcanzado su apogeo,

y me estremezco de satisfacción, y tú te ves bien
también. Me encantan tus dientes de oro y tu pelo teñido
–un poco verde, un poco amarillo– y tu peso,

que finalmente ha subido donde nunca pensamos que subiría.
Oh, mi compañera, mi muerte hermosa,
mi paraíso negro, mi estupefaciente rancio,
mi musa simbolista, dame tu pecho
o tu mano o tu lengua que duerme todo el día
tras su pared de encías rojizas.
Échate en el piso del restaurante
y recita todo lo que ha sido apartado de mi felicidad.
Dime que no he vivido en vano, que las estrellas
no morirán, que las cosas permanecerán como son,
que durará lo que he visto, que no nací en pleno
cambio, que lo que he dicho no ha sido dicho para mí.

en Puerto oscuro

Ilustraciones de Mark English (1933 -, EE.UU.)

Tłum. Ada Trzeciakowska

VIII

Gdyby świt łamał serce a księżyc był potworem,
A słońce było tylko źródłem apatii,
wtedy oczywiście, że milczałbym przez te wszystkie lata

I nie zdecydowałbym się wyjść dziś wieczorem
W moim nowym dwurzędowym ciemnoniebieskim garniturze
i usiąść w restauracji nad miską

zupy, by świętować to jak wspaniałe było
życie i jak nastąpiła jego kulminacja w tej chwili.
Harmonia wartości zdrowotnych osiągnęła apogeum,

I teraz drżę z zadowoleniem, a i ty wyglądasz
Dobrze. Kocham te twoje złote zęby i tlenione włosy-
lekko zielone, lekko żółte- i twoją wagę,

która ostatecznie wzrosła mocniej niż kiedykolwiek
pomyślelibyśmy. Och, towarzyszko moja, moja piękna śmierci,
Mój czarny raju, moja zwietrzała używko,

Moja symbolistyczna muzo, podaj mi twą pierś
dłoń lub język, co posypia cały dzień
za ścianą z czerwonawych dziąseł.

Połóż się na podłodze restauracji
i wyrecytuj wszystko co zostało zachowane z mojego szczęścia.
Powiedz, że nie żyłem na darmo, że gwiazdy

nie umrą, że rzeczy pozostaną takimi jakie są,
Że to co zobaczyłem będzie trwało, że nie urodziłem się
pośród zmian, że to co powiedziałem nie zostało powiedziane dla mnie.

w Mrocznej przystani

VIII

If dawn breaks the heart, and the moon is a horror,
And the sun is nothing but the source of torpor,
Then of course I would have been silent all these years

And would not have chosen to go out tonight
In my new dark blue double-breasted suit
And to sit in a restaurant with a bowl

Of soup before me to celebrate how good life
Has been and how it has culminated in this instant.
The harmonies of wholesomeness have reached their apogee,

And I am aquiver with satisfaction, and you look
Good, too. I love your gold teeth and your dyed hair—
A little green, a little yellow—and your weight,

Which is finally up where we never thought
It would be. O my partner, my beautiful death,
My black paradise, my fusty intoxicant,

My symbolist muse, give me your breast
Or your hand or your tongue that sleeps all day
Behind its wall of reddish gums.

Lay yourself down on the restaurant floor
And recite all that’s been kept from my happiness.
Tell me I have not lived in vain, that the stars

Will not die, that things will stay as they are,
That what I have seen will last, that I was not born
Into change, that what I have said has not been said for me

in Dark Harbour

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Adalber Salas Hernández

XVI

Es cierto que, como alguien ya ha dicho, en
un mundo sin cielo todo es despedida.
Sin importar que agites la mano o no,

es despedida, y si no hay lágrimas en tus ojos,
aún es despedida, y si pretendes no darte cuenta,
odiando lo que pasa, aún es despedida.

Despedida, sin importar qué suceda. Y las palmeras, mientras
se inclinan sobre la verde, brillante laguna, y los pelícanos
zambulléndose, y los cuerpos aceitados de los bañistas que descansan,

son estadios en una quietud máxima, y el movimiento
de la arena y del viento y los gestos ocultos del cuerpo
son parte de ella, una simplicidad que transforma el ser

en ocasión para el duelo, o en ocasión
para celebrar, pues ¿qué más hace uno,
sintiendo el peso de las alas del pelícano,

la densidad de las sombras de las palmeras, las células que se oscurecen
en las espaldas de los bañistas? Están más allá de las distorsiones
del azar, más allá de las evasiones de la música. El final

es actuado una y otra vez. Y lo sentimos
en las tentaciones del sueño, en el madurar de la luna,
en el vino mientras espera en la copa.

en Puerto oscuro

Fotografía de Isabel Muñoz y Gerard Lacz

Tłum. Ada Trzeciakowska

XVI

Prawdą jest, jak ktoś powiedział, że w
Świecie bez nieba wszystko jest pożegnaniem.
Czy pomachasz ręką czy nie,

to pożegnanie, nawet jeśli łzy nie napływają do oczu
To ciągle pożegnanie, nawet jeśli usiłujesz je ignorować,
nienawidząc tego co przemija, to ciągle jest pożegnanie.

Pożegnanie nie ważne czego. Palmy nachylające się
nad zieloną, jasną laguną i nurkujące
pelikany, i świetliste ciała kąpielowiczów w spoczynku.

Są stadiami w ostatecznym bezruchu, a ruchy
Piasku, i wiatru, i sekretne poruszenia ciała
Są częścią tego samego, prostoty, która przeradza istnienie

W powód do żałoby lub powód do
Świętowania, bo cóż innego człowiek czyni
Odczuwając ciężar skrzydeł pelikana,

Gęstość palmowego cienia, komórek ciemniejących
Na plecach plażowiczów? Pozostają poza zniekształceniami
przypadku, poza ucieczką w muzykę. Koniec

Odgrywa się raz po raz. I odczuwamy go
W pokusach snu, w dojrzewaniu księżyca,
W winie, gdy czeka w kieliszku.

w Mrocznej przystani

XVI

It is true, as someone has said, that in
A world without heaven all is farewell.
Whether you wave your hand or not,

It is farewell, and if no tears come to your eyes
It is still farewell, and if you pretend not to notice,
Hating what passes, it is still farewell.

Farewell no matter what. And the palms as they lean
Over the green, bright lagoon, and the pelicans
Diving, and the glistening bodies of bathers resting,

Are stages in an ultimate stillness, and the movement
Of sand, and of wind, and the secret moves of the body
Are part of the same, a simplicity that turns being

Into an occasion for mourning, or into an occasion
Worth celebrating, for what else does one do,
Feeling the weight of the pelicans’ wings,

The density of the palms’ shadows, the cells that darken
The backs of bathers? These are beyond the distortions
Of chance, beyond the evasions of music. The end

Is enacted again and again. And we feel it
In the temptations of sleep, in the moon’s ripening,
In the wine as it waits in the glass.

in Dark Harbour

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Dámaso López García

2.

Ahora que el gran perro al que adoré durante años
Se ha convertido nada menos que en mí mismo, puedo mirar hacia dentro
Y ladrar y puedo mirar a las montañas calle abajo
Y ladrarles a ellas también. Soy un ojo que se ve a sí mismo
Mirar hacia atrás, una nariz que sigue la huella de las sombras
Al caer, un oído que oye los sonidos
Antes de que nazcan. Soy el último de los perros cobradores
Con el pelo de color platino, el último de una raza gloriosa.
Pero no consuela nada ser quien soy.
Doy vueltas por ahí considerando las aboliciones del destino
Hasta que mis ojos se llenan de lágrimas y me digo: «Ah, Rex,
Olvida. Olvida. Se han apagado las estrellas. Se desliza la luna de mármol».

“Cinco perros” en Tormenta de uno

Tłum. Ada Trzeciakowska

2.

Teraz kiedy wielki pies, którego uwielbiałem przez lata
stał się mną właśnie, mogę zajrzeć do środka
I szczekać i mogę patrzeć na góry na końcu ulicy
i je też oszczekać. Jestem okiem, które widzi siebie
patrzącego wstecz, nosem, śledzącym tropy padających
cieni, słuchem, który zbiera dźwięki zanim
jeszcze narodzą się. Jestem ostatnim z platynowych
retrieverów, zakończeniem wspaniałej linii.
Ale nie znajduję pociechy w byciu kim jestem.
Krążę po okolicy rozważając unieważnienia dokonane przez los,
Aż oczy napełniają się łzami i powtarzam sobie „Och Rex,
Zapomij. Zapomnij. Gwiazdy zgasły. Sunie marmurowy księżyc.”

“Pięć psów” w Blizzard of One

2.

Now that the great dog I worshipped for years
Has become none other than myself, I can look within
And bark, and I can look at the mountains down the street
And bark at them as well. I am an eye that sees itself
Look back, a nose that tracks the scent of shadows
As they fall, an ear that picks up sounds
Before they’re born. I am the last of the platinum
Retrievers, the end of a gorgeous line.
But there’s no comfort being who I am.
I roam around and ponder fate’s abolishments
Until my eyes are filled with tears and I say to myself, “Oh Rex,
Forget. Forget. The stars are out. The marble moon slides by. ”

“Five dogs” in Blizzard of One

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Eduardo Chirinos

Mapas negros

Ni la presencia de las piedras,
ni el aplauso del viento,
te dejarán saber
que has llegado,

ni el mar que sólo celebra
las partidas,
ni las montañas,
ni las moribundas ciudades.

Nada te dirá
dónde te encuentras.
Cada momento es un lugar
donde nunca has estado.

Puedes caminar
creyendo que arrojas
tu luz alrededor.
¿Pero cómo lo sabrás?

El presente es siempre oscuro.
Sus mapas son negros,
ascienden de la nada,
describen,

en su lenta ascensión
hacia ellos mismos,
sus propios viajes,
su vacío,

su triste y resignada
necesidad de completarse.
Como se elevan hacia el ser
son como el aliento.

Si los estudias un poco
será sólo para descubrir,
muy tarde, que todo aquello
que te importaba

no existe.
En ninguno de ellos
figura tu casa
tampoco la de tus amigos

que te esperan para aparecer,
ni la de tus enemigos
que enumeran tus faltas.
Sólo tú estás allí,

diciendo hola
a aquello que serás,
y el pasto negro
sostiene las estrellas negras.

Tłum. Agnieszka Kołakowska

Czarne mapy

Ani orszak kamieni
ani oklaski wiatru
nie powiedzą ci nigdy,
że oto już dotarłeś.

Nie powie ci tego morze,
co czci jedynie odjazdy.
Nie powiedzą ci góry
ani ginące miasta.

Nic ci nie powie, gdzie jesteś.
Każda chwila to miejsce,
w którym jeszcze nie byłeś:
jesteś tu po raz pierwszy.

Możesz iść w przekonaniu,
że idziesz otoczony
blaskiem jakiegoś światła.
Ale jak masz to stwierdzić?

„Teraz” zawsze jest ciemne.
Jego mapy są czarne,
wyrastają z nicości
i wznoszą się powoli

ku własnemu istnieniu,
opisując jedynie
swoją drogę, nie naszą,
pustkę, jaka tam zieje,

i smętny, beznamiętny,
nieodwołalny jej kres.
W tym ruchu
są jak oddech.

A gdybyś chciał je zbadać,
odkryjesz, lecz za późno,
że nie ma tam nic z tego,
co – jak ci się zdawało –

dotyczy ciebie. Nigdzie
o tobie nie ma nic.
Nie ma twojego domu
ani żadnych przyjaciół,

czekających na ciebie,
i nie ma żadnych wrogów,
liczących twoje wady.
Jesteś tam tylko ty,

witający sam siebie
nadchodzącego z przyszłości,
podczas gdy czarna trawa
podpiera czarne gwiazdy.

Fotos propias. Povedilla.

Black Maps

Not the attendance of stones,
nor the applauding wind,
shall let you know
you have arrived,

not the sea that celebrates
only departures,
nor the mountains,
nor the dying cities.

Nothing will tell you
where you are.
Each moment is a place
you’ve never been.

You can walk
believing you cast
a light around you.
But how will you know?

The present is always dark.
Its maps are black,
rising from nothing,
describing,

in their slow ascent
into themselves,
their own voyage,
its emptiness,

the bleak, temperate
necessity of its completion.
As they rise into being
they are like breath.

And if they are studied at all
it is only to find,
too late, what you thought
were concerns of yours

do not exist.
Your house is not marked
on any of them,
nor are your friends,

waiting for you to appear,
nor are your enemies,
listing your faults.
Only you are there,

saying hello
to what you will be,
and the black grass
is holding up the black stars.