Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Hace mucho tiempo escribí un poema
sobre el amor
ahora el amor no tiene donde ir
llama a mi puerta y quiere volver a empezar
Dice paga tu deuda, decide y vive
por mí tal y como yo he sufrido
sin aliento
para que pudieras pensar
que estabas vivo

Cojo pan y cuchillo
No tengo hambre
La nieve está trepando cada vez más alto
Se alejan del hogar
las blancas huellas del futuro
Detrás de la pared azul de la cocina
se mueve se acerca
un bosque mudo
un fuego ennegrecido
de la penitencia

Fotogramas de Armonías de Werckmeister (2000) de Béla Tarr

***

Dawno temu napisałem wiersz
o miłości
teraz miłość nie ma dokąd pójść
dobija się do mnie i chce zacząć od nowa
Mówi spłać dług decyduj i żyj
za mnie tak jak ja cierpiałam
i oddawałam oddech
byś mógł myśleć
że żyjesz

Biorę nóż i chleb
Nie czuję głodu
Śnieg wspina się coraz wyżej
Od domu oddalają się
białe ślady przyszłości
Za niebieską kuchenną ścianą
porusza się nadchodzi
niemy las
sczerniały ogień
pokuty

Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

la gran belleza

Mi sueño me es querido y más querido este ser de piedra,
mientras dure la agonía y la vergüenza.
No ver, no oír [o sentir] es para mí la mejor fortuna.;
¡Así que no me despiertes! Habla suavemente
Miguel Ángel

Los labios de mármol recitan sonetos de Miguel Ángel
y la lluvia fresca de los pies infantiles
mitiga el dolor del cuerpo enfermo
Una monja con hábito blanco acaricia la mejilla de un muchacho
Su mano de alabastro agita los espíritus revueltos de los árboles
pasa las páginas de los años tiernos de las estatuas
y resucita la espina de la hora muerta
Los higos y las naranjas se frotan contra las togas
de los antiguos sabios
desprecian las formas del cono, la esfera y el cubo
buscan el sentido imperfecto
en la siembra infinita de las generaciones
La Fornarina muestra con coquetería
sus pechos pequeños y duros
De las nubes ajenas cae sobre Roma
una lágrima eterna
¿La belleza no salva?
¿Es sólo un fondo para la desesperación?
¿Su causa?
¿Ornamento? El sentido de
del final? Un intento del engaño
reiterado con persistencia? ¿Silencio de un
Dios solitario?

Imagen propia

wielkie piękno

Sen cenię, głazem być fest lepszym
Póki zło z hańbą w świecie się panoszą.
Nie wiedzieć, nie czuć jest dla mnie rozkoszą;
Przeto mnie nie budź, cyt! mów cichym głosem
Michał Anioł

Marmurowe usta recytują sonety Michała Anioła
a chłodny deszcz stóp biegnących dzieci
uśmierza ból schorowanego ciała
Zakonnica w białym habicie gładzi policzek chłopca
Jej alabastrowa dłoń porusza rozwiane duchy drzew
przewraca stronice młodych lat posągów
i wskrzesza cierń umarłej godziny
Figi i pomarańcze ocierają się o togi
antycznych mędrców
gardzą kształtami stożka kuli i sześcianu
szukają niedoskonałego sensu
w nieskończonym zasiewie pokoleń
La Fornarina zalotnie odsłania
drobne twarde piersi
Z obcych obłoków spada na Rzym
wiekuista łza
Piękno nie ocala?
Jest tylko tłem dla rozpaczy?
Jej przyczyną?
Ornamentem? Sensem
końca? Ponawianą z uporem próbą
oszustwa? Milczeniem samotnego
Boga?

Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Trad. Manel Bellmunt Serrano

El mundo es solo aire

El mundo es solo aire
resplandeciente, friable, objetos traslúcidos,
un aleteo de aliento a través del cual veo
el tiempo.
Es más material el pensamiento
(sobre sus huellas en la nieve, sobre el aroma
de hierba pisoteada, sobre una hoja aprisionada
en el puño del viento).
Es más intangible la insonora
palabra
que la madera, el muro, el cuerpo: 
testimonios invisibles del paraíso.

Foto propia

Świat to tylko powietrze

Świat to tylko powietrze 
świetliste, sypkie, przezroczyste rzeczy 
łopocący oddech, przez który widzę 
czas.
I bardziej materialna jest myśl 
(o śladach na śniegu, zapachu  
zgniecionej trawy, liściu uwięzionym
w pięści wiatru).
Bardziej dotykalne jest bezdźwięczne 
słowo 
niż drzewno, mur, ciało – niewidoczne 
świadectwo raju

Jan Polkowski

Trad. Ada Trzeciakowska

1953 – , Polonia

***

Tantos versos bellos sobre el fin del mundo.
¿Y si la belleza prolonga la vida?
¿O quizá es ella el morir?
(No respires,) pongámosla sobre las piedras
bajo los pies de gente que yerra
y miremos cómo luce en los cielos el infinito
tiempo del fin.

Foto propia

***

Tyle pięknych wierszy o końcu świata.
A może to piękno przedłuża życie?
Czy też właśnie jest umieraniem?
(Nie oddychaj,) Połóżmy je na kamienie
pod stopami błądzących ludzi
i patrzmy, jak świeci w niebiosach nieskończony
czas końca.

Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Manantial de eternidad

Trad. Manel Bellmunt Serrano

La lengua de las cosas, la poesía de
sin querer que decir “mesa”
quiera decir algo más.
Pero decirlo de forma tan
transparente que se pueda ver
esta única, cálida y algo tambaleante
cargada de aromas, del infantil tacto
de los muertos, con un cajón
apuntalado por unas patas que sobresalen
para ver
el nacimiento de la poesía:
la primera rotación de la tierra.

Trad. Ada Trzeciakowska

La lengua de las cosas, la poesía de objetos puros
sin pretender decir algo más
que “mesa” al decir “mesa”
y decirlo de forma
tan transparente que se pueda ver
esa única, cálida, algo tambaleante mesa
cargada de olores, de caricias infantiles
de los muertos, con un cajón
apoyado sobre las patas sacadas
para ver
aquel hacerse de la poesía:
la primera rotación de la tierra.

Foto: Atelier de Josef Sudek

Strumień wieczności

Język rzeczy, poezja czystych przedmiotów
bez chęci, by mówiąc „stół”
powiedzieć coś więcej
Ale powiedzieć w sposób tak
przezroczysty, by było widać
ten jedyny, ciepły, trochę kiwający się stół
obarczony zapachami, dziecinnymi dotknięciami
zmarłych, z jedną szufladą
podpartą wysuwającymi się wraz z nią nogami
by zobaczyć
to stanie się poezji:
pierwszy obrót ziemi.

Pablo Neruda

1904-1973, Chile

El barco

Pero si ya pagamos nuestros pasajes en este mundo
por qué, por qué no nos dejan sentarnos y comer?
Queremos mirar las nubes,
queremos tomar el sol y oler la sal,
francamente no se trata de molestar a nadie,
es tan sencillo: somos pasajeros.

Todos vamos pasando y el tiempo con nosotros:
pasa el mar, se despide la rosa,
pasa la tierra por la sombra y por la luz,
y ustedes y nosotros pasamos, pasajeros.

Entonces qué les pasa?
Por qué andan tan furiosos?
A quién andan buscando con revólver?

Nosotros no sabíamos
que todo lo tenían ocupado,
las copas, los asientos,
las camas, los espejos,
el mar, el vino, el cielo.

Ahora resulta
que no tenemos mesa.
No puede ser, pensamos.
No pueden convencernos.
Estaba oscuro cuando llegamos al barco.
Estábamos desnudos.
Todos llegábamos del mismo sitio,
Todos veníamos de mujer y de hombre.
Todos tuvimos hambre y pronto dientes.
A todos nos crecieron las manos y los ojos
para trabajar y desear lo que existe.

Y ahora nos salen con que no podemos,
que no hay sitio en el barco,
no quieren saludarnos,
no quieren jugar con nosotros.

Por qué tantas ventajas para ustedes?
Quién les dio la cuchara cuando no habían nacido?

Aquí no están contentos,
así no andan las cosas.

No me gusta en el viaje
hallar, en los rincones, la tristeza,
los ojos sin amor o la boca con hambre.

No hay ropa para este creciente otoño
y menos, menos para el próximo invierno.
Y sin zapatos cómo vamos a dar la vuelta
al mundo, a tanta piedra en los caminos?

Sin mesa dónde vamos a comer,
dónde nos sentaremos si no tenemos silla?
Si es una broma triste, decídanse, señores,
a terminarla pronto,
a hablar en serio ahora.

Después el mar es duro.

Y llueve sangre.

Mi videopoema, adaptación de El barco

Tłum. Ada Trzeciakowska

Statek

Ale przecież zapłaciliśmy już za nasze bilety w tym świecie
dlaczego, dlaczego nie dacie nam spocząć i zjeść?
Chcemy popatrzeć na chmury,
chłonąć słońce i zapach soli,
mówiąc szczerze nie mamy zamiaru nikomu przeszkadzać,
to jest takie oczywiste: jesteśmy pasażerami.

Wszyscy przemijamy a czas wraz z nami:
przemija morze, żegna się róża,
ziemia przechodzi przez cień i światło,
my i wy, wszyscy przemijamy, pasażerowie.

W takim razie co się z wami dzieje?
Skąd ta wściekłość?
Kogo szukacie z rewolwerem w ręku?

Nie wiedzieliśmy,
że wszystko jest już zajęte,
kieliszki, miejsca,
łóżka, lustra,
morze, wino, niebo.

Okazuje się,
że nie ma dla nas stołu.
To nie możliwe, myślimy.
Nie przekonacie nas.
Było ciemno, kiedy dotarliśmy do statku.
Byliśmy nadzy.
Wszyscy przybyliśmy z tego samego miejsca.
Wszyscy pochodzimy od kobiety i mężczyzny.
Wszyscy byliśmy głodni i wyrosły nam zęby.
Wszystkim urosły ręce i oczy,
by pracować i pragnąć tego, co istnieje.

A wy teraz mówicie, że nie możemy,
że nie ma miejsca na statku,
nie chcecie nas przywitać,
nie chcecie się z nami bawić.

Dlaczego dla was rezerwujecie wszystkie przywileje?
Czy ktoś wam podał łyżkę, kiedy jeszcze was nie było?

My tutaj nie jesteśmy zadowoleni,
nie tak świat został ułożony.

Nie lubię podróżować
natykać się, po kątach, na smutek,
wzrok bez miłości lub głodne usta.

Brak nam ubrań na zbliżającą się jesień
i tym bardziej, tym bardziej na przyszłą zimę.
A bez butów jak okrążymy świat,
skoro na dogach leżą kamienie?

Bez stołu, gdzie zjemy,
gdzie usiądziemy, skoro nie mamy krzesła?
Jeśli to jakiś smutny żart, niech się państwo zdecydują,
zakończyć go szybko,
i porozmawiać poważnie.

Potem morze staje się srogie.

I z nieba pada krew.