Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Trad. Manel Bellmunt Serrano

El mundo es solo aire

El mundo es solo aire
resplandeciente, friable, objetos traslúcidos,
un aleteo de aliento a través del cual veo
el tiempo.
Es más material el pensamiento
(sobre sus huellas en la nieve, sobre el aroma
de hierba pisoteada, sobre una hoja aprisionada
en el puño del viento).
Es más intangible la insonora
palabra
que la madera, el muro, el cuerpo: 
testimonios invisibles del paraíso.

Foto propia

Świat to tylko powietrze

Świat to tylko powietrze 
świetliste, sypkie, przezroczyste rzeczy 
łopocący oddech, przez który widzę 
czas.
I bardziej materialna jest myśl 
(o śladach na śniegu, zapachu  
zgniecionej trawy, liściu uwięzionym
w pięści wiatru).
Bardziej dotykalne jest bezdźwięczne 
słowo 
niż drzewno, mur, ciało – niewidoczne 
świadectwo raju

Jan Polkowski

Trad. Ada Trzeciakowska

1953 – , Polonia

***

Tantos versos bellos sobre el fin del mundo.
¿Y si la belleza prolonga la vida?
¿O quizá es ella el morir?
(No respires,) pongámosla sobre las piedras
bajo los pies de gente que yerra
y miremos cómo luce en los cielos el infinito
tiempo del fin.

Foto propia

***

Tyle pięknych wierszy o końcu świata.
A może to piękno przedłuża życie?
Czy też właśnie jest umieraniem?
(Nie oddychaj,) Połóżmy je na kamienie
pod stopami błądzących ludzi
i patrzmy, jak świeci w niebiosach nieskończony
czas końca.

Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Manantial de eternidad

Trad. Manel Bellmunt Serrano

La lengua de las cosas, la poesía de
sin querer que decir “mesa”
quiera decir algo más.
Pero decirlo de forma tan
transparente que se pueda ver
esta única, cálida y algo tambaleante
cargada de aromas, del infantil tacto
de los muertos, con un cajón
apuntalado por unas patas que sobresalen
para ver
el nacimiento de la poesía:
la primera rotación de la tierra.

Trad. Ada Trzeciakowska

La lengua de las cosas, la poesía de objetos puros
sin pretender decir algo más
que “mesa” al decir “mesa”
y decirlo de forma
tan transparente que se pueda ver
esa única, cálida, algo tambaleante mesa
cargada de olores, de caricias infantiles
de los muertos, con un cajón
apoyado sobre las patas sacadas
para ver
aquel hacerse de la poesía:
la primera rotación de la tierra.

Foto: Atelier de Josef Sudek

Strumień wieczności

Język rzeczy, poezja czystych przedmiotów
bez chęci, by mówiąc „stół”
powiedzieć coś więcej
Ale powiedzieć w sposób tak
przezroczysty, by było widać
ten jedyny, ciepły, trochę kiwający się stół
obarczony zapachami, dziecinnymi dotknięciami
zmarłych, z jedną szufladą
podpartą wysuwającymi się wraz z nią nogami
by zobaczyć
to stanie się poezji:
pierwszy obrót ziemi.

Pablo Neruda

1904-1973, Chile

El barco

Pero si ya pagamos nuestros pasajes en este mundo
por qué, por qué no nos dejan sentarnos y comer?
Queremos mirar las nubes,
queremos tomar el sol y oler la sal,
francamente no se trata de molestar a nadie,
es tan sencillo: somos pasajeros.

Todos vamos pasando y el tiempo con nosotros:
pasa el mar, se despide la rosa,
pasa la tierra por la sombra y por la luz,
y ustedes y nosotros pasamos, pasajeros.

Entonces qué les pasa?
Por qué andan tan furiosos?
A quién andan buscando con revólver?

Nosotros no sabíamos
que todo lo tenían ocupado,
las copas, los asientos,
las camas, los espejos,
el mar, el vino, el cielo.

Ahora resulta
que no tenemos mesa.
No puede ser, pensamos.
No pueden convencernos.
Estaba oscuro cuando llegamos al barco.
Estábamos desnudos.
Todos llegábamos del mismo sitio,
Todos veníamos de mujer y de hombre.
Todos tuvimos hambre y pronto dientes.
A todos nos crecieron las manos y los ojos
para trabajar y desear lo que existe.

Y ahora nos salen con que no podemos,
que no hay sitio en el barco,
no quieren saludarnos,
no quieren jugar con nosotros.

Por qué tantas ventajas para ustedes?
Quién les dio la cuchara cuando no habían nacido?

Aquí no están contentos,
así no andan las cosas.

No me gusta en el viaje
hallar, en los rincones, la tristeza,
los ojos sin amor o la boca con hambre.

No hay ropa para este creciente otoño
y menos, menos para el próximo invierno.
Y sin zapatos cómo vamos a dar la vuelta
al mundo, a tanta piedra en los caminos?

Sin mesa dónde vamos a comer,
dónde nos sentaremos si no tenemos silla?
Si es una broma triste, decídanse, señores,
a terminarla pronto,
a hablar en serio ahora.

Después el mar es duro.

Y llueve sangre.

Mi videopoema, adaptación de El barco

Tłum. Ada Trzeciakowska

Statek

Ale przecież zapłaciliśmy już za nasze bilety w tym świecie
dlaczego, dlaczego nie dacie nam spocząć i zjeść?
Chcemy popatrzeć na chmury,
chłonąć słońce i zapach soli,
mówiąc szczerze nie mamy zamiaru nikomu przeszkadzać,
to jest takie oczywiste: jesteśmy pasażerami.

Wszyscy przemijamy a czas wraz z nami:
przemija morze, żegna się róża,
ziemia przechodzi przez cień i światło,
my i wy, wszyscy przemijamy, pasażerowie.

W takim razie co się z wami dzieje?
Skąd ta wściekłość?
Kogo szukacie z rewolwerem w ręku?

Nie wiedzieliśmy,
że wszystko jest już zajęte,
kieliszki, miejsca,
łóżka, lustra,
morze, wino, niebo.

Okazuje się,
że nie ma dla nas stołu.
To nie możliwe, myślimy.
Nie przekonacie nas.
Było ciemno, kiedy dotarliśmy do statku.
Byliśmy nadzy.
Wszyscy przybyliśmy z tego samego miejsca.
Wszyscy pochodzimy od kobiety i mężczyzny.
Wszyscy byliśmy głodni i wyrosły nam zęby.
Wszystkim urosły ręce i oczy,
by pracować i pragnąć tego, co istnieje.

A wy teraz mówicie, że nie możemy,
że nie ma miejsca na statku,
nie chcecie nas przywitać,
nie chcecie się z nami bawić.

Dlaczego dla was rezerwujecie wszystkie przywileje?
Czy ktoś wam podał łyżkę, kiedy jeszcze was nie było?

My tutaj nie jesteśmy zadowoleni,
nie tak świat został ułożony.

Nie lubię podróżować
natykać się, po kątach, na smutek,
wzrok bez miłości lub głodne usta.

Brak nam ubrań na zbliżającą się jesień
i tym bardziej, tym bardziej na przyszłą zimę.
A bez butów jak okrążymy świat,
skoro na dogach leżą kamienie?

Bez stołu, gdzie zjemy,
gdzie usiądziemy, skoro nie mamy krzesła?
Jeśli to jakiś smutny żart, niech się państwo zdecydują,
zakończyć go szybko,
i porozmawiać poważnie.

Potem morze staje się srogie.

I z nieba pada krew.