Adrienne Rich

1922-2012, EE.UU.

Trad. A. Marcos

Qué tiempos son éstos:  

Hay un lugar entre dos hileras de árboles
donde la hierba crece monte arriba
y el viejo camino revolucionario se deshace en sombras
cerca de un templo abandonado por los perseguidos
que desaparecieron entre esas umbrías.

He caminado por allí cogiendo hongos al borde del espanto,
pero no te engañes,
éste no es un poema ruso, no sucede en otro lugar, sino aquí,
en nuestro país acercándose a su propia verdad y pavor,
a sus propios modos de hacer desaparecer a las gentes.

No te diré dónde se halla ese lugar, la oscura espesura del bosque
uniéndose a la imprecisa franja de la luz,
sus encrucijadas espectrales, paraíso de la hojarasca:
ya sé quién quiere comprarlo, venderlo, hacerlo desaparecer.

Y si no voy a decirte dónde está, entonces ¿por qué hablarte de ello?
Porque todavía escuchas, porque en tiempos como éstos,
para tenerte al menos escuchando, es necesario
hablar de árboles.

Fotografías de Nicolas Dhervillers, serie Uncertain Fates

Tłum. Ada Trzeciakowska

Co to za czasy

Jest takie miejsce pośród szpalerów drzew, gdzie
wzgórze porasta trawą
a stara rewolucyjna droga ginie w cieniu
tuż obok świątyni opuszczonej przez prześladowanych,
którzy zniknęli w mroku.

Spacerowałam tamtędy zbierając grzyby na skraju trwogi,
lecz nie oszukuj się
to nie rosyjski poemat, akcja nie toczy się gdzie indziej, tylko tutaj,
w naszym kraju zbliżającym się do swej własnej prawdy i trwogi,
do własnych sposobów na sprawienie, by ludzie znikali.

Nie powiem ci, gdzie znajduje się to miejsce, ciemny gąszcz lasu
napotyka niejasną smugę światła-
widmowe rozstaje, raj opadłych liści:
już wiem kto chce go kupić, sprzedać, sprawić by zniknął.

I skoro nie powiem ci, gdzie ono jest, to czemu miałabym mówić
coś więcej? Bo ciągle słuchasz, bo w takich czasach jak te
byś słuchał przynajmniej, koniecznie
trzeba mówić o drzewach.

Fotografías de Nicolas Dhervillers, serie Detachment

What Kind of Times Are These

There’s a place between two stands of trees
where the grass grows uphill
and the old revolutionary road breaks off into shadows
near a meeting-house abandoned by the persecuted
who disappeared into those shadows.

I’ve walked there picking mushrooms at the edge of dread,
but don’t be fooled
this isn’t a Russian poem, this is not somewhere else but here,
our country moving closer to its own truth and dread,
its own ways of making people disappear.

I won’t tell you where the place is, the dark mesh of the woods
meeting the unmarked strip of light—
ghost-ridden crossroads, leafmold paradise:
I know already who wants to buy it, sell it, make it disappear.

And I won’t tell you where it is, so why do I tell you
anything? Because you still listen, because in times like these
to have you listen at all, it’s necessary
to talk about trees.

Emil Cioran

1911-1995, Rumanía

Trad. Rafael Panizo

 El lirismo absoluto

Quisiera estallar, hundirme, disgregarme, quisiera que mi destrucción fuese mi obra, mi creación, mi inspiración; quisiera realizarme en el aniquilamiento, elevarme, mediante un ímpetu demente, pro encima de los confines, y que mi muerte fuese mi triunfo. Quisiera fundirme en el mundo y que el mundo se fundiera en mí, que juntos tuviésemos en nuestro delirio un sueño apocalíptico, extraño como una visión del final y magnífico como un gran crepúsculo. Quisiera que naciesen de la materia de nuestro sueño esplendores enigmáticos y sombras conquistadoras, que un incendio total devorase el mundo y que sus llamaradas provocasen voluptuosidades crepusculares tan complicadas como la muerte y fascinantes como la nada.
Para que el lirismo alcance su expresión suprema son necesarias tensiones dementes. El lirismo absoluto es el lirismo de los últimos instantes. La expresión se confunde en ellos con la realidad, se vuelve todo, se convierte en una hipóstasis del ser. No ya objetivación parcial, menor e incapaz de revelaciones sino parte integrante de nosotros mismos. A partir de entonces no son importantes solamente la sensibilidad o la inteligencia, sino también el ser, el cuerpo entero, toda nuestra vida con su ritmo y sus pulsaciones. El lirismo total no es más que el destino llevado al grado supremo del conocimiento de sí mismo. Cada una de sus expresiones es un trozo de nosotros mismos. De ahí que sólo lo experimentemos en los momentos esenciales, en los que los estados expresados se consumen al mismo tiempo que la propia expresión, al igual que el sentimiento de la agonía y el fenómeno complejo de morir. El acto y la realidad coinciden: el primero no es ya una manifestación de la segunda, sino ella misma. El lirismo como una tendencia hacia la auto-objetivación se sitúa más allá de la poesía, del sentimentalismo, etc. Se parece más a una metafísica del destino, en la medida en que coinciden en él una actualidad total de la vida y el contenido más profundo del ser a la búsqueda de una conclusión. Por regla general, el lirismo absoluto tiende a resolverlo todo haciéndolo girar alrededor de la muerte. Pues todo lo que es capital tiene algo que ver con la muerte.
¡Sensación de la confusión absoluta! No ser ya capaz de ninguna distinción, no poder ya aclarar nada, no comprender ya nada… Esa sensación convierte al filósofo en poeta. Sin embargo, no todos los filósofos pueden conocerla ni vivirla con una intensidad permanente. Si lo hicieran, no podrían continuar filosofando de manera abstracta y rigurosa.
El proceso de transformación del filósofo en poeta es esencialmente dramático. Desde la cumbre del mundo definitivo de las formas y de las interrogaciones abstractas, se hunde uno, en pleno vértigo de los sentidos, en la confusión de los elementos del alma, que se entretejen para engendrar construcciones extrañas y caóticas. ¿Cómo consagrarse a la filosofía abstracta a partir del momento en que se siente en sí mismo el desarrollo de un drama complejo en el cual se amalgaman un presentimiento erótico y una inquietud metafísica torturadora, el miedo a la muerte y una aspiración a la ingenuidad, la renuncia total y un heroísmo paradójico, la desesperación y el orgullo, la premonición de la locura y el deseo de anonimato, el grito y el silencio, y el entusiasmo y la nada? Además, esas tendencias se amalgaman y evolucionan en una efervescencia suprema y una locura interior, hasta la confusión total. Ello excluye toda filosofía sistemática, toda construcción precisa. Hay muchos seres que han comenzado por el mundo de las formas y han acabado en la confusión; esos seres no pueden ya filosofar más que de manera poética. Pro cuando se alcanza ese grado de confusión, sólo importan los suplicios y las voluptuosidades de la locura.

en Las cimas de la desesperación (1934)

Cuadros de Z. Beksiński

Tłum. Ireneusz Kania

Liryzm absolutny

Chciałbym eksplodować cały, od korzeni, wszystkim, co w sobie mam, całą swoją energią i wszystkimi zasobami, chciałbym popłynąć wartkim strumieniem zmieszanych szczątków, tak by moje samozniszczenie stało się bezpośrednią ekspresją, moim własnym dziełem, tworem i inspiracją. Bym urzeczywistnił się w niszczeniu, bym rósł w szaleńczym wzlocie poza wszelkie granice, i by moja śmierć stała się moim triumfem. Niechbym roztopił się w świecie, a świat we mnie, niechbyśmy w naszym szaleństwie wyśnili apokaliptyczny sen, dziwny jak wszystkie wizje końca i wspaniały jak wielkie zmierzchania. Wtedy z tkaniny naszego snu wyłoniłyby się enigmatyczne splendory i dziwaczne kształty, zdobywcze cienie i halucynacyjne głębie. Tę fantastyczną scenerię końca ozdobiłaby nadto gra świateł i cieni, i wówczas, gdy nic już nie stawia oporu, gdy wzlot wiedzie ku nicości, a formy rozpękają się upojone agonią i zachwytem— wszystko rozrosłoby się bezgranicznie w jakiejś kosmicznej transfiguracji. Wtedy wszechogień ogarnie cały ten świat, a jego płomienie, bardziej zdradliwe niż kobiecy uśmiech i bardziej niematerialne niż melancholia, wzbudzą w nas rozkosze zmierzchu, skomplikowane jak śmierć i fascynujące jak nicość w chwilach smutku.
Szaleńcze przeżycia są konieczne, aby liryzm uzyskał ostateczny swój wyraz, by jego natężenie przekroczyło granice normalnej subiektywności. Liryzm absolutny to liryzm chwil ostatnich, albowiem w nim ekspresja miesza się z rzeczywistością, staje się wszystkim, bytem w pewnej hipostazie. Nie jest już częściowym, poślednim i jałowym poznawczo uzewnętrznieniem, lecz staje się częścią samego ciebie. Tutaj nie jest już ważna tylko wrażliwość lub inteligencja, ale całość twojej istoty, całe twoje ciało, życie, jego rytm i pulsowanie. Liryzm totalny, absolutny, to sam los sprowadzony do absolutnego samopoznania. Taki liryzm nigdy nie będzie się wyrażał w oderwanych formułach, bo każdy akt ekspresji to kawałek ciebie samego. Toteż liryzm ten pojawia się tylko w momentach rozstrzygających, kiedy wyrażane przezeń stany wygasają wraz z ekspresją. Akt nakłada się tu na rzeczywistość, nie jest już bowiem jedynie przejawem rzeczywistości, ale samą rzeczywistością. Liryzm absolutny – totalny popęd do samouzewnętrznienia się – to coś ponad i poza poezją, sentymentalizmem itd… Stoi on bliżej jakiejś metafizyki losu, gdyż totalna aktualność życia i najgłębsze treści bytu manifestują się w nim, aby ostatecznie znaleźć takie czy inne rozwiązanie. Na ogół liryzm absolutny rozwiązuje wszystko w sensie śmierci. Albowiem wszystko, co naprawdę ważne, ma związek ze śmiercią.
Czuję, że na pewno rozewrze się pode mną wielka, mroczna pustka, która pochłonie mnie na zawsze w wiecznej nocy. I dziwię się, że zachodzi to tylko w moim odczuciu, nie zaś w rzeczywistości. Nic w takich chwilach nie wydawałoby mi się bardziej naturalne, niż żebym pogrążył się w jakąś ciemną otchłań, dokąd nie docierałby nawet najbledszy odblask mdłego światła tego świata. Nie chcę szukać organicznego wytłumaczenia tego mojego popędu ku ciemności -bo nie mogę znaleźć przyczyny upojenia światłem. Zawsze jednak jestem w kłopocie, gdy myślę, jaki może mieć sens to naprzemienne doświadczanie światła i mroku… Koncepcja biegunowości wydaje mi się niewystarczająca, ponieważ w inklinacji ku rejonom nocy kryje się o wiele głębszy niepokój, którego źródłem nie może być struktura bytu, geometria istnienia. Odczucie, że pochłania cię noc, która się pod tobą otwiera, możliwe jest tylko gdy masz wrażenie, że coś ciężkiego uwiera cię w mózgu i w całej twojej istocie, tak jakby cały twój organizm gniotła bezmierność nocy. Ach, kiedyż pochłonie mnie na wieczność bezgraniczna noc świata!
Doznanie absolutnego pomieszania! Czyli: niemożliwa już jest żadna dystynkcja, żadne rozróżnienie i przyporządkowanie, niczego już nie można objaśnić, zrozumieć ani ocenić. Doznanie tej absolutnej konfuzji z każdego filozofa czyni poetę; tyle tylko, że nie każdy filozof może je poznać i przeżyć z długotrwałą intensywnością. Albowiem gdyby zaznał tego odczucia, nie mógłby już filozofować w sposób abstrakcyjny i sztywny.
Proces, w którym filozof staje się poetą, jest pełen dramatyzmu. Nie ma już raz na zawsze określonego świata form i problemów abstrakcyjnych, które w wirze uczuć, w zamęcie rozmaitych elementów duszy splatają się tworząc kształty cudaczne i bezładne. Jak mógłbyś uprawiać filozofię abstrakcyjną, gdy rozgrywa się w tobie skomplikowany dramat, w którym spotykają się przeczucie erotyczne z dręczącym niepokojem metafizycznym, strach przed śmiercią z tęsknotami do naiwności, całkowita rezygnacja z paradoksalnym heroizmem, rozpacz z dumą, przeczucie szaleństwa z pragnieniem bezimienności, krzyk z milczeniem, poryw z nicością? I wszystko to dzieje się równocześnie, w tym samym czasie. Wszystkie te impulsy rosną wśród największego, jak tylko być może, tumultu, w jakimś absolutnym zamęcie. Jakże wówczas można jeszcze uprawiać filozofię systemową, jak można się jeszcze zdobyć na budowę jasno rozplanowanego gmachu? Są ludzie, którzy zaczęli od świata form, a kończą w absolutnym zamęcie. Dlatego mogą oni filozofować tylko poetycko. Ale w absolutnym pomieszaniu nie jest ważne nic oprócz mąk i rozkoszy szaleństwa.

W Na szczytach rozpaczy (1934)

Transl. Ilinca Zarifopol-Johnston

Absolute lirycism

I would like to explode, flow, crumble into dust, and my disintegration would be my masterpiece. I would like to melt in the world and for the world to melt orgasmically in me and thus in our delirium to engender an apocalyptic dream, strange and grandiose like all crepuscular visions. Let our dream bring forth mysterious splendors and triumphant shadows, let a general conflagration swallow the world, and let its flames generate crepuscular pleasures as intricate as death and as fascinating as nothingness.
Lyricism reaches its ultimate form of expression only through delirium. Absolute lyricism is the lyricism of last moments. In it, expression becomes reality, ceasing to be a partial, minor, and unrevealing objectification. Not only your intelligence and your sensitivity, but your entire being, your life, and your body participate in it. Absolute lyricism is destiny which has reached absolute self-knowledge. Such lyricism will never take an objective and separate form, for it is your own flesh and blood. It only emerges at those crucial moments when experience is expression. Death’s only form is its experience. Thus lyricism is a juxtaposition of act and reality, because the act is no longer a manifestation of reality but reality itself. Absolute lyricism is beyond poetry and sentimentalism, and closer to a metaphysics of destiny, in general, it tends to put everything on the plane of death. All important things bear the sign of death.
The feeling of utter confusion! Not to be able to differentiate, clarify, understand, or appreciate! Such a feeling would make any philosopher a poet, but not all philosophers experience it with significant and durable intensity, for if they did, they could no longer philosophize abstractly and rigidly.
How a philosopher becomes a poet is like a drama. You fall from a world of abstractions into a whirlwind of feelings, into all the fantastic shapes and figures entangled in the soul. How could the actor of a complicated drama of the soul in which, all at once, erotic anticipation clashes with metaphysical anxiety, fear of death with desire for innocence, total renunciation with paradoxical heroism despair with pride, forebodings of madness with longings for anonymity, screams with silence, aspiration with nothingness- how could he still go on philosophizing in a systematic way? There are men who started in the world of abstract forms and ended in absolute confusion. Therefore they can only philosophize poetically. In the state of absolute confusion, only the delights and torments of madness still matter.

In On Heights of Despair (1934)