Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Roberto Mascaró

Apuntes de fuego

Durante los meses tristes, centelleó mi vida sólo cuando hice el amor contigo.
Como la luciérnaga se enciende y se apaga, se enciende y se apaga- a medias puede uno seguir su camino
en la noche oscura del olivar.

Durante los meses tristes, estaba el alma desesperada y sin vida
pero el cuerpo caminó directo hacia ti.
El cielo de la noche rugió.
Sigilosamente ordeñábamos cosmos y sobrevivimos.

Fotograma en negativo de Historia de un pecado de W. Borowczyk y foto propia (Povedilla)

Tłum. Leonard Neuger 

Ogniste gryzmoły

W te ponure miesiące moje życie roziskrzyło się tylko gdy się z tobą kochałem.
Jak świetlik: zapala się i gaśnie, zapala się i gaśnie – w przebłyskach można iść w jego ślady
w mroku nocnym wśród drzew oliwnych.

W te ponure miesiące dusza siedziała skulona i bez życia
lecz ciało poszło prostą drogą do ciebie.
Ryczało nocne niebo.
Doiliśmy kosmos ukradkiem i przeżyliśmy.

Fotos de Man Ray

Transl. Robin Fulton

Fire Jottings

Throughout the dismal months my life sparkled alive only when I made
love with you.
As the firefly ignites and fades out, ignites and fades out — in glimpses we
can trace its flight
in the dark among the olive trees

Throughout the dismal months the soul lay shrunken, lifeless,
but the body went straight to you.
The night sky bellowed.
Stealthily we milked the cosmos and survived.

.

Andrzej Stasiuk

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

En mi desasosiego

En mi desasosiego, en tu sosiego*
el lobo y el zorro se detuvieron inmóviles:
El corzo a medio salto, la oca a un cuarto del grito
como parejas heráldicas que alaban la inevitable muerte.
Pero así no, amor mío, así no:
Hay en ello una suavidad igual a la crueldad,
el zorro es una zorra, la oca es un ganso.
La ternura alimentada con el miedo y el miedo
acariciado con una mano tierna.

*juego de palabras. Palabra polaca “pokój” tiene doble signficado. 1. sosiego/paz 2. cuarto/dormitorio

Fotomontaje de Robin Isely

W mym niepokoju

W mym niepokoju, w twoim pokoju
wilk i lis przystanęły nieruchomo:
Sarna w pół skoku, gęś w ćwierć krzyku
jak heraldyczne pary głoszące chwałę nieuchronnej śmierci.
Lecz to nie tak, moja miła, nie tak:
Jest w tym łagodność równa okrucieństwu,
lis jest lisicą a gęś gąsiorem.
Czułość sycona strachem i strach
głaskany czułą dłonią.

Paul Celan

1920-1970, Rumanía/Alemania

Corona

Trad. José Luis Reina Palazón

En mi mano come el otoño su hoja: somos amigos.
Descascaramos el tiempo de las nueces y le enseñamos a andar:
El tiempo retorna a la cáscara.

En el espejo es domingo,
en el soñar se duerme,
la boca dice verdad.

Mi ojo desciende al sexo de la amada:
nos miramos,
nos decimos lo oscuro,
nos amamos uno al otro como amapola y memoria,
dormimos como vino en las conchas,
como la mar en el rayo de sangre de la luna.

Estamos abrazados en la ventana, nos miran desde la calle:
¡Ya es tiempo de que se sepa!
Ya es tiempo de que la piedra se avenga a florecer,
que a la inquietud le palpite un corazón.
Ya es tiempo de que sea tiempo.

Ya es tiempo.

Trad. José Ángel Valente

En mi mano el otoño come su hoja: somos amigos.
Extraemos el tiempo de las nueces y le enseñamos a caminar:
regresa el tiempo a la nuez.

En el espejo es domingo,
en el sueño se duerme,
la boca dice la verdad.

Mi ojo asciende al sexo de la amada:
nos miramos,
nos decimos palabras oscuras,
nos amamos como se aman amapola y memoria,
nos dormimos como el vino en los cuencos,
como el mar en el rayo sangriento de la luna.

Nos mantenemos abrazados en la ventana, nos ven desde la calle:
tiempo es de que se sepa,
tiempo es de que la piedra pueda florecer,
de que en la inquietud palpite un corazón.
Tiempo es de que sea tiempo.

Es tiempo.

Monica Vitti en El desierto rojo de M. Antonioni (1964)

Tłum. Ryszard Krynicki

Corona

Jesień zjada mi z ręki swój liść: jesteśmy przyjaciółmi.
Wyłupujemy czas z orzechów i uczymy go chodzić:
czas wraca do skorupy.

W lustrze jest niedziela,
we śnie się śpi, usta mówią prawdziwie.

Moje oko zstępuje do płci ukochanej:
spoglądamy na siebie,
mówimy sobie to, co ciemne,
kochamy się jak mak i pamięć,
śpimy jak wino w muszlach,
jak morze w krwawiącym promieniu księżyca.

Stoimy objęci w oknie, przyglądają się nam z ulicy:
już czas, żeby się dowiedzieli!
Już czas, żeby kamień raczył zakwitnąć,
żeby w sercu zabił niepokój.
Już czas, żeby nadszedł czas.

Już czas

Corona

Aus der Hand frißt der Herbst mir sein Blatt: wir sind Freunde.
Wir schälen die Zeit aus den Nüssen und lehren sie gehn:
die Zeit kehrt zurück in die Schale.

Im Spiegel ist Sonntag,
im Traum wird geschlafen,
der Mund redet wahr.

Mein Aug steigt hinab zum Geschlecht der Geliebten:
wir sehen uns an,
wir sagen uns Dunkles,
wir lieben einander wie Mohn und Gedächtnis,
wir schlafen wie Wein in den Muscheln,
wie das Meer im Blutstrahl des Mondes.

Wir stehen umschlungen im Fenster, sie sehen uns zu von der 
                                                                Straße:
es ist Zeit, daß man weiß!
Es ist Zeit, daß der Stein sich zu blühen bequemt,
daß der Unrast ein Herz schlägt.
Es ist Zeit, daß es Zeit wird.

Es ist Zeit.

Aldous Huxley

1894-1963, Gran Bretaña

Trad. Floreal Mazía

La isla (frag.)

–¿El coronel Dipa? –¡Qué extraño regalo de Adriano a Antinoo! Volvió a mirar el grabado de la motocicleta, y luego contempló de nuevo el rostro encendido de Murugan. Se hizo la luz en su cerebro; se reveló el propósito del coronel. La serpiente me tentó y comí. El árbol del centro del jardín se llamaba Árbol de los Bienes de Consumo, y para los habitantes de todos los edenes subdesarrollados, el más leve regusto de su fruta, y aun la visión de sus mil trescientas cincuenta y ocho páginas, tenía el poder de hacerles reconocer avergonzados, que, hablando en términos industriales, se encontraban completamente desnudos. El futuro raja de Pala estaba siendo obligado a entender que era el gobernante descamisado de una tribu de salvajes.
–Debería –dijo en voz alta– importar un millón de estos catálogos y distribuirlos, a título gratuito, por supuesto, como los anticonceptivos, a todos sus súbditos.
–¿Para qué?
–Para aguzarles el apetito de poseer cosas. Entonces empezarán a pedir Progreso a gritos: pozos petrolíferos, armamentos, Joe Aldehyde, técnicos soviéticos.
Murugan frunció el entrecejo y meneó la cabeza.
–No serviría.
–¿Quiere decir que no se dejarían tentar? ¿Ni siquiera por Motonetas Aerodinámicas y Corpiños color Rosa Susurro? ¡Pero eso es increíble!
–Podrá ser increíble –replicó Murugan con amargura–, pero es un hecho. No les interesa nada de eso.
–¿Ni siquiera a los jóvenes?
–Yo diría que especialmente a los jóvenes.
Will Farnaby aguzó los oídos. Esa falta de interés le resultaba en alto grado interesante.
–¿Y puede adivinar por qué? –preguntó.
–No adivino –respondió el joven–. Lo sé. –Y como si de repente hubiese decidido representar una parodia de su madre, comenzó a hablar en tono de justiciera indignación, absurdamente ajeno a su edad y aspecto.– Por empezar, están muy ocupados en… –Vaciló, y la odiada palabra fue musitada con énfasis de repugnancia.– En cosas del sexo.
–Pero todos se dedican al sexo. Cosa que no les impide ansiar los coches veloces.
–Aquí el sexo es distinto –insistió Murugan.
–¿Debido al yoga del amor? –preguntó Will, recordando el rostro embelesado de la pequeña enfermera.
–Tienen algo que les hace creer que son perfectamente dichosos, y no quieren ninguna otra cosa –asintió el joven.
–¡Qué estado de bienaventuranza!
–¡No hay nada de bienaventurado en eso! –replicó Murugan con seque-dad–. Es estúpido y desagradable. Nada de progreso; sólo sexo, sexo, sexo. Y, por supuesto, esa asquerosa droga que les dan.

Fotogramas de Moonrise Kingdom de Wes Anderson (2012)

Tłum. Sławomir Jerzy Białostocki

Wyspa

– Od pułkownika Dipy? – Co za dziwny prezent od Hadriana dla Antinousa! Popatrzył jeszcze raz na zdjęcie motocykla i z powrotem na rozpromienioną twarz Murugana. Zaświtało mu – nagle dojrzał ukryty cel zabiegów pułkownika. „Wąż mnie zwiódł i zjadłam”. Drzewo w rajskim ogrodzie nazywa się Drzewo Towarów Konsumpcyjnych, a dla mieszkańców każdego z upośledzonych w rozwoju Rajów smak najmniejszego z jego owoców, a nawet sam widok jego tysiąca trzystu pięćdziesięciu ośmiu liści ma moc uświadomienia im wstydliwego faktu, że w sensie wyrobów przemysłowych są kompletnie goli. A przyszłemu Radży Pali dawano szansę uświadomienia sobie, że nie jest niczym więcej jak nienawykłym do noszenia spodni władcą szczepu dzikusów.
– Powinieneś – powiedział Will na głos – sprowadzić milion tych katalogów i rozdać – oczywiście gratis, tak jak środki antykoncepcyjne – wśród swoich poddanych.
– W jakim celu?
– By zaostrzyć im apetyt na posiadanie. Zaczną się wtedy domagać Postępu, a więc szybów naftowych, uzbrojenia, Joego Aldehyda, radzieckich techników.
Murugan zmarszczył brwi i potrząsnął głową.
– To nic nie da.
– Myślisz, że ich nie skusi? Nawet Speedstery o eleganckiej sylwetce i bladoróżowe biustonosze? Ależ to nie do wiary!
– Może i nie do wiary – powiedział gorzko Murugan – ale to fakt. Oni są po prostu niezainteresowani.
– Nawet ci młodzi?
– Powiedziałbym, że szczególnie ci młodzi.
Will Farnaby nadstawił uszu. Brak zainteresowania w tym przypadku był niezwykle interesujący.
– Czy potrafisz zgadnąć dlaczego? – zapytał.
– Nie muszę zgadywać – odparł chłopak. – Wiem. – Sztucznie jak aktor, jakby nagle postanowił parodiować swoją matkę, zaczął mówić, absurdalnie niepasującym do jego wieku i wyglądu, tonem świętego oburzenia. – Zacznijmy od tego, że są zdecydowanie zbyt zajęci… – Tu się zawahał, a następnie wyświstał to wstrętne słowo z akcentowaną odrazą: – Seksem.
– Ależ seksem zajmują się wszyscy. Co ich nie powstrzymuje przed uganianiem się za skuterami o eleganckiej linii.
– W tym kraju seks jest czymś innym – upierał się Murugan.
– Czy z powodu jogi miłości? – zapytał Will, pamiętając pełną zachwytu twarz małej pielęgniarki.
Chłopak pokiwał twierdząco głową.
– Mają coś, co każe im myśleć, że są zupełnie szczęśliwi i nie potrzebują nic więcej.
– Ależ to prawdziwe błogosławieństwo!
– Nie ma w tym nic błogosławionego – odciął się Murugan. – Tylko coś głupiego i odrażającego. Żadnego postępu, jedynie seks, seks i seks. No i oczywiście ten potworny narkotyk, który się im daje.

Island

Murugan shook his head. “Colonel Dipa gave it to me.” “Colonel
Dipa?” What an odd kind of present from Hadrian to Antinoiis! He looked again at the picture of the motorbike, then back at Murugan’s glowing face. Light dawned; the Colonel’s purpose revealed itself. The serpent tempted me, and I did eat. The tree in the midst of the garden was called the Tree of Consumer Goods, and to the inhabitants of every underdeveloped Eden the tiniest taste of its fruit, and even the sight of its thirteen hundred and fifty-eight leaves, had power to bring the shameful knowledge that, industrially speaking, they were stark-naked. The future Raja of Pala was being made to realize that he was no more than the untrousered ruler of a tribe of savages.
“You ought,” Will said aloud, “to import a million of these catalogues
and distribute them—gratis, of course, like contraceptives—to all your
subjects.”
“What for?”
“To whet their appetite for possessions. Then they’ll start clamoring for
Progress—oil wells, armaments, Joe Aldehyde, Soviet technicians.”
Murugan frowned and shook his head. “It wouldn’t work.”
“You mean, they wouldn’t be tempted? Not even by Sleek Speedsters
and Whisper-Pink Bras? But that’s incredible!”
“It may be incredible,” said Murugan bitterly, “but it’s a fact. They’re just not interested.”
“Not even the young ones?”
“I’d say especially the young ones.”
Will Farnaby pricked up his ears. This lack of interest was profoundly
interesting. “Can you guess why?” he asked.
“I don’t guess,” the boy answered. “I know.” And as though he had
suddenly decided to stage a parody of his mother, he began to speak in a tone of righteous indignation that was absurdly out of keeping with his age and appearance. “To begin with, they’re much too busy with …” He hesitated, then the abhorred word was hissed out with a disgustful
emphasis. “With sex.”
“But everybody’s busy with sex. Which doesn’t keep them from
whoring after sleek speedsters.”
“Sex is different here,” Murugan insisted.
“Because of the yoga of love?” Will asked, remembering the little
nurse’s rapturous face.
The boy nodded. “They’ve got something that makes them think
they’re perfectly happy, and they don’t want anything else.”
“What a blessed state!”
“There’s nothing blessed about it,” Murugan snapped. “It’s just stupid
and disgusting. No progress, only sex, sex, sex. And of course that beastly dope they’re all given.”

Abelardo Sánchez-León

1947 – , Perú

Del roce de nuestras piernas…

Del roce de nuestras piernas asomará un varón o una hembra.
Y tendrá el cabello largo como el heno que acariciamos entre
gritos esta noche.
Esparciremos un blanco semen y goteará en los tejados,
se recostará en los flancos,
girará en la brisa como eco quiñado en nuestras manos.
(Nacimos desnudos y salvajes,
estirándonos gruesos muñones cercenados en el frío de la distancia,
ya calmados del brío fogoso, de la hoguera ardiente,
de la noche cubierta de espasmos y estrellas.
Nacemos removiendo nuestros cuerpos deformes y depilados,
con el viento calmo esperando remover el astillado lecho,
donde los padres se revolcaban con el sudor de las sábanas
entre sus muslos agitados)
De esta noche nacerá un varón o una hembra con el roce
de nuestras piernas.
En tu vientre nutrirás carne tuya con tu propia carne.
Desde la ingle sentirás los dolores
y su cabeza irá creciendo hasta abarcar todo el cuerpo.
Donde vayas irá contigo.
Donde calles callará contigo.
Lo alimentarás con la sangre y la carne.
Y se irá de un tirón cuando estés echada sudando todo el peso
de su silencio.
Déjame acariciar tu piel como agua deslizándose entre mis manos.
Recostar el cuello en el vientre y revolcarnos hasta oscurecer la noche.
Desnudemos nuestros cuerpos con la brisa y que el olor del heno
nos cubra esperando la mañana en el hastío inmóvil.
Sólo nos pertenece esta noche.
Se lo llevarán como nos arrancaron a nosotros de los brazos,
se arrastrará en las calles escalando los elaborados peldaños.
Irá donde tú no vayas.
Dormirá donde tú no duermas.
Está amaneciendo y veo las barbas del tiempo sobre nuestras sombras.
Abrázame: que se aleje con el sudor de los dos cuerpos,
y su piel olerá como el heno de la noche.

Fotogramas de “El espejo” de Andrei Tarkovsky (1975)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Z potarcia naszych nóg…

Z potarcia naszych nóg wyjrzy chłopiec lub dziewczynka.
I będzie mieć włosy długie jak siano które gładziliśmy pośród
krzyków tej nocy.
Rozsiejemy białe nasienie i będzie kapać na dachy,
zalegać na skrzydłach budynków,
wirować na wietrze niczym rozszczepione echo w naszych dłoniach.
(Urodziliśmy się nadzy i dzicy,
wyciągając grube kikuty ścięte chłodem rozdzielenia,
wyciszone już zapał płomienny, żar ogniska,
pokryta spazmami i gwiazdami noc.
Rodzimy się w konwulsjach zdeformowane, bezwłose ciała,
czekające, na spokojnym wietrze, aż usunie się roztrzaskane posłanie,
gdzie rodzice tarzali się w pocie prześcieradeł,
wśród wzburzonych ud)
Z nocy tej narodzi się chłopiec lub dziewczynka przez potarcie naszych nóg.
W brzuchu twoim będziesz żywić ciało twoje własnym ciałem.
Od pachwiny poczujesz ból
a głowa twoja będzie rosła aż obejmie ciało całe.
Gdzie ty, ono pójdzie za tobą.
Gdzie ty, zamilknie wraz z tobą.
Będziesz go odżywiać mięsem i krwią.
I odejdzie nagle, kiedy leżąc będziesz wypacać cały ciężar jego ciszy.
Pozwól mi pogłaskać skórę twoją niczym wodę prześlizgującą się między palcami.
Położyć szyję na brzuchu twoim i tarzać się aż ściemnieje noc.
Obnażmy ciała na na wietrze, niech zapach siana
otuli nas czekających świtu w bezwładzie apatii.
Ta noc tylko do nas należy.
Zabiorą je jak i nas wyrwano z objęć,
będzie wlokło się ulicami wspinając się po misternych stopniach.
Dojdzie tam, gdzie ty nie możesz.
Zaśnie, gdzie ty nie zaśniesz.
Świta i dostrzegam zarost czasu na naszych cieniach.
Obejmij mnie: niech odejdzie wraz z potem naszych ciał,
a jego skóra będzie pachnieć jak siano nocy.

Anne Sexton

1928-1974, EE.UU.

Cuando un hombre entra en una mujer

Cuando un hombre entra 
en una mujer, 
como el oleaje que muerde la orilla, 
una y otra vez, 
y la mujer abre la boca de placer 
y sus dientes brillan 
como el alfabeto, 
Logos aparece ordeñando una estrella, 
y el hombre 
dentro de la mujer 
hace un nudo, 
para que nunca más estén separados 
y la mujer 
sube a una flor 
y traga su tallo
y Logos aparece 
y desata los ríos.

Este hombre, 
esta mujer 
con su doble hambre, 
han procurado penetrar 
la cortina de Dios, 
lo cual brevemente 
han logrado 
aunque Dios 
en su perversidad 
deshace el nudo.

When man enters woman

When man
enters woman,
like the surf biting the shore,
again and again,
and the woman opens her mouth in pleasure
and her teeth gleam
like the alphabet,
Logos appears milking a star,
and the man
inside of woman
ties a knot
so that they will
never again be separate
and the woman
climbs into a flower
and swallows its stem
and Logos appears
and unleashed their rivers.

This man,
this woman
with their double hunger,
have tried to reach through
the curtain of God
and briefly they have,
though God
in His perversity
unties the knot.

Tłum. Monika J. Sujczyńska

Kiedy mężczyzna wchodzi w kobietę

Kiedy mężczyzna
wchodzi w kobietę
jak fala która wgryza się w brzeg
raz za razem
i kobieta otwiera usta w rozkoszy,
a zęby jej lśnią
jak alfabet,
zjawia się Logos dojący gwiazdę,
i mężczyzna
wewnątrz kobiety
zawiązuje węzeł,
by nic ich nigdy
nie rozdzieliło,
a kobieta
wdrapuje się do środka kwiatu
i połyka łodygę,
i zjawia się Logos
i puszcza z uwięzi ich rzeki.

Ten mężczyzna,
ta kobieta,
zgłodniali w dwójnasób,
usiłowali przedrzeć się
przez zasłonę Boga
i na chwilę zdołali,
a jednak Bóg
z właściwą sobie perfidią
rozwiązuje węzeł.

Rafał Wojaczek

1945-1971, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Cruz

Yo soy horizontal
Tú eres vertical
Tú eres el monte
Yo soy la colina
Yo soy la Tierra
Tú eres el Sol
Tú eres el escudo
Yo soy la espada
Yo soy la herida
Tú eres el dolor
Yo soy la noche
Tú eres el Dios
Tú eres el fuego
Yo soy el agua
Yo estoy desnuda
Tú estás dentro de mí
Yo soy horizontal
Pero no siempre
Tú eres vertical
Pero a veces
Yo soy un vertical
Monte de orgasmo
Tú estás vertical
Junto a mí

Krzyż

Ja jestem pozioma
Ty jesteś pionowy
Ty jesteś góra
Ja jestem dolina
Ja jestem Ziemia
Ty jesteś Słońce
Ja jestem tarcza
Ty jesteś miecz
Ja jestem rana
Ty jesteś ból
Ja jestem noc
Ty jesteś Bóg
Ty jesteś ogień
Ja jestem woda
Ja jestem naga
Ty jesteś we mnie
Ja jestem pozioma
Ale nie zawsze
Ty jesteś pionowy
Ale do czasu
Ja jestem pionowa
Góra orgazmu
Ty jesteś pionowy
Przy mnie

Gary Snyder

1930 – , Estados Unidos

* Recomiendo leer el poema de G. Snyder junto con este de M. Kielar

Trad. Ada Trzeciakowska

Quema. 2.

Uno se mueve continuamente con la conciencia
De aquello otro, ajeno por completo, no humano:
que zumba dentro como un tambor tenso,
evitando con cuidado cualquier pensamiento directo,
Atento al mundo real (de) carne y piedra.

Intrincadas capas de vacío
Sólo este mundo, formas tramposas
             una mano, un pecho, dos abrazados
Ternura humana se echa por tierra
En ciclos secos sin fin
Formas dentro de formas cayendo
                                                        aferrándose
Con holgura, ¿qué se ha marchado?
                                                          -amor-

En primavera el Aguacate pierde las hojas muertas
Suave tembleteo atraviesa el bosque de Cerezos
Pájaro en aquel instante
Todos aquellos libros
            ella lleva un jersey fino
            sin sujetador
            en escasa luz
Una ojeada, millas abajo
Carne y huesos se funden en la roca
            “sin arrepentirse-
pío pío
             (gorriones)
ni una palabra sobre el vacío
Al cual una mano al copular
Se aferra

Fotogramas de Woman of the lake de Yoshida Yoshishige (1966)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Spalanie. 2.

Człowiek porusza się świadom ciągle
Tego innego, obcego całkiem, nieludzkiego:
co brzęczy wewnątrz, jak napięty bęben,
Uważnie unika każdej myśli o nim;
Skupiony na realnym świecie ciała i kamienia.

Misterne warstwy pustki
Ten jedyny świat i formy podstępne
             ręka, pierś, dwoje w objęciu –
Ludzka czułość uchodzi prędko
zwiędłymi nieskończonymi cyklami,
Kształty do środka kształtów wpadają
                                                             przylegając,
Luźno, co przeminęło?
                                     – miłość

Wiosną drzewo Avocado zrzuca zeschłe liście
Miękki dreszcz przeszywa Wiśniowe sady

Ptak w tej chwili
Te wszystkie książki
            ona w cienkim swetrze
            bez stanika
            w słabym świetle
Jedno spojrzenie, mile poniżej
Ciało i kości stapiają się na skale
            “bez żalu-
ćwir ćwir
            (wróble)
i ani słowa o pustce
do której kopulując jedną ręką
kurczowo przywiera

Burning. 2.

One moves continually with the consciousness
Of that other, totally alien, non-human:
Humming inside like a taut drum,
Carefully avoiding any direct thought of it,
Attentive to the real-world flesh and stone.

Intricate layers of emptiness
This only world, juggling forms
            a hand, a breast, two clasped
Human tenderness scuttles
Down dry endless cycles
Forms within forms falling
                                              clinging
Loosely, what’s gone away?
                                              —love

In Spring the Avocado sheds dead leaves
Soft rattling through the Cherry greens
Bird at this moment
All these books
            wearing a thin sweater
            & no brassiere
            in failing light
One glance, miles below
Bones & flesh knit in the rock
            “have no regret-
chip chip
            (sparrows)
& not a word about the void
To which one hand diddling
Cling

Pascal Quignard

1948 – , Francia

La vida secreta (frag. del cap. XV)

Trad. Encarna Castejón

Pasado muerto y pasado vivo. El lugar entre dos mundos es la línea fronteriza donde se entremezclan el futuro y la herencia. Sólo soy un fragmento de tesela que se ajusta gritando de hambre a lo que le falta. La historia y la memoria están tan polarizadas, es decir, son tan enemigas, como un arcón de juguetes y el espíritu del tiempo. Como una biblioteca y una noesis. Un desván procura abrigo; se trata de restos muertos, un molinillo de oraciones y el polvo que se suma a todo ello. En el desván, el arcón y la biblioteca no hay trazas del pasado vivo, todavía silencioso, todavía infante, de la oscuridad del origen que la carencia hambrienta de la memoria puede recobrar por sorpresa.
O que la arista intercepta (fascina).
El pasado es lo actual con exclusión de lo moderno.
Hay que recordar que al hablar llevo el silencio a todas partes. (Porque no había comprendido que hubiera que hacer un pacto con el lenguaje de los demás hombres si confiaba en no morir.)
Llevo a todas partes el silencio, que sin embargo no es lo que el lenguaje ha perdido. El silencio sólo es la sombra que proyecta el lenguaje. Como la conciencia sólo es la cámara de ecos del lenguaje en la caja de resonancias del cráneo.
La actividad de pensar, es decir, de renacer, está unida al paraíso perdido.
Al igual que la blanca y opaca gota de esperma es lo único que queda del agua del Panthalassa.
Tocar esa gota, pegajosa como los brotes de primavera a los que sucede, es tocar el pasado mismo.

El sanatorio de la clepsidra de W. J. Has (1974)

Tłum. Krzysztof Rutkowski

Życie sekretne (frag. roz. XV)

Przeszłość martwa i przeszłość żywa. Między dwoma światami przebiega linia graniczna dzieląca przyszłość od spuścizny. Jestem tylko kawałkiem glinianej tabliczki, której brakuje reszty: krzyczę spragniony braku. Historia i pamięć się polaryzują, to znaczy są sobie wrogie. Jak pudło na zabawki i duch dziejów. Jak biblioteka i czynność myślenia. Na strychu leżą martwe przedmioty: leży katarynka, a na niej leży kurz. Strych, pudło, biblioteka – nie wyczuwa się tu przeszłości żywej, przemilczanej, niewymówionej, w ciemności, którą zgłodniała pamięć może jednak znienacka rozświetlić.
Lub oścień stając – ustawić (fascynować).
Przeszłość to aktualność współcześnie wykluczona.
Trzeba pamiętać, że to, co mówiłem, zawsze otulałem w milczenie. (Ponieważ nie rozumiałem jeszcze, że jeśli nie chce się od razu umrzeć, należy zawrzeć pakt z innymi mówiącymi).
Otulałem zawsze mowę milczeniem, które nie jest przecież mową zgubioną. Milczenie jest cieniem rzucanym przez mowę. Podobnie jak świadomość jest komorą na echo mowy w rezonatorze czaszki.
Myślenie, jak od-rodzenie, odbywa się w kącie utraconego raju.
Biała i mętna kropla spermy jest jedyną pozostałością oceanu Panthalassa.
Dotknięcie tej kropli, kleistej jak pąki na wiosnę, oznacza dotknięcie przeszłości samej.