José Watanabe

1946-2007, Perú

La mantis religiosa

Mi mirada cansada retrocedió desde el bosque azulado por el sol
hasta la mantis religiosa que permanecía inmóvil a 50 cm. de mis ojos.
Yo estaba tendido sobre las piedras calientes de la orilla del Chanchamayo
y ella seguía allí, inclinada, las manos contritas,
confiando excesivamente en su imitación de ramita o palito seco.

Quise atraparla, demostrarle que un ojo siempre nos descubre,
pero se desintegró entre mis dedos como una fina y quebradiza cáscara.

Una enciclopedia casual me explica ahora que yo había destruido
a un macho
vacío.
La enciclopedia refiere sin asombro que la historia fue así:
el macho, en su pequeña piedra, cantando y meneándose, llamando
hembra
y la hembra ya estaba aparecida a su lado,
acaso demasiado presta
Y dispuesta.

Duradero es el coito de las mantis.
En el beso
ella desliza una larga lengua tubular hasta el estómago de él
y por la lengua le gotea una saliva cáustica, un ácido,
que va licuándole los órganos
y el tejido del más distante vericueto interno, mientras le hace gozo,
y mientras le hace gozo la lengua lo absorbe, repasando
la extrema gota de sustancia del pie o del seso, y el macho
se continúa así de la suprema esquizofrenia de la cópula
a la muerte.
Y ya viéndolo cáscara, ella vuela, su lengua otra vez lengüita.

Las enciclopedias no conjeturan. Ésta tampoco supone qué última palabra
queda fijada para siempre en la boca abierta y muerta del macho.
Nosotros no debemos negar la posibilidad de una palabra
de agradecimiento.

1. Tarantelle de Stanley William Hayter, 2. Oskar Kokoschka La novia del viento 3. y 4. André Masson Gradiva y La mantis religiosa

Sobre André Masson: “En su atelier de la rue Blomet, contiguo al de Miró, Masson trabó amistad con Michel Leiris, Antonin Artaud y Georges Bataille, y con ellos descubrió fascinado a autores como Sade, Nietzsche, Lautréamont, autores que exaltaban la violencia, la crueldad cósmica o pánica por la que todos los seres se devoran mutuamente. En esa crueldad, con su aniquilación de los límites individuales, se abría el abismo de la pulsión de vivir”.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Modliszka

Mój zmęczony wzrok cofnął się z nad lasu pobłękitniałego od słońca
do modliszki, która trwała w bezruchu jakieś 50 cm od moich oczu.
Leżałem na gorących kamieniach brzegu Chanchamayo
a ona wciąż tam była, pochylona, z rękami wyrażającymi skruchę,
nadmiernie ufając kamuflażowi imitującemu gałązkę lub suchy patyk.

Chciałem ją złapać, udowodnić jej, że oko zawsze nas demaskuje,
ale rozsypała mi się między palcami jak delikatna i krucha skorupka.

Przypadkowa encyklopedia wyjaśnia mi teraz, że zniszczyłem
pustego
samca.
Encyklopedia bez zająknięcia podaje, że historia rozegrała się w ten oto sposób:
samiec, na swoim kamyku, rozśpiewany i rozkołysany, wzywa
samicę
a samica już znajduje się u jego boku,
może trochę za bardzo chętna
Za bardzo gotowa.

Długi jest akt płciowy modliszek.
Podczas pocałunku
ona wsuwa długi, rurkowaty język aż do jego brzucha.
a po języku spływa żrąca ślina, kwas,
który upłynnia organy
i tkanki najbardziej odległych wewnętrznych zakamarków, podczas gdy daje mu rozkosz,
i podczas gdy daje mu rozkosz jej język chłepcze go, aż do
ostatniej kropli substancji odnóża czy mózgu, a samiec
w ten sposób przechodzi od najwyższej schizofrenii kopulacji do
śmierci.
I widząc już jego powłokę, wzlatuje, a język jej znów jest języczkiem.

Encyklopedie nie snują domysłów. Ten też nie przypuszcza, jakie ostatnie słowo
zostaje utrwalone na zawsze w otwartych i martwych ustach samca.
Nie możemy zatem wykluczać, że mogą być to być słowa
podziękowania.

Carina Sedevich

1972-, Argentina

***SEGÚN TARANTINO

David Carradine

Según Tarantino la cámara fue hecha para mostrar a
la gente matándose y besándose. Hay mañanas en que estoy
para siempre entrando con un hombre en un hotel.
-La hierba del invierno cruje a nuestros pies y desde fogatas
invisibles sube el humo que perfuma el aire.-

de Cuando la muerte sorprendió a Fassbinder

Fotogramas de Kung Fu y Kill Bill de Quentin Tarantino (David Carradine murió de asfixia erótica, su cuerpo fue encontrado en un hotel en Bangkok en 2009).

Tłum. Ada Trzeciakowska

*** Według Tarantino

David Carradine

Według Tarantino kamery wymyślono, by pokazywały
ludzi kiedy się zabijają i całują. Bywają ranki gdy
na zawsze wchodzę z pewnym mężczyzną do hotelu.
-Zimowa trawa skrzypi pod stopami a z niewidocznych
ognisk napływa dym, którym pachnie wiatr-.

Robert Hass

1941 – , Estados Unidos

Trad. Andrés Catalán

Miseria y esplendor

Convocados conscientemente por el recuerdo, ella
estará sonriendo, los dos estarán en la cocina hablando,
antes o después de la cena. Pero están en esta otra habitación,
la ventana está hecha de vidrios diminutos, y están en un sofá
abrazándose. Él la sujeta tan fuerte
como puede, ella se entierra en su cuerpo.
Es por la mañana o quizá por la tarde, la luz
fluye a través de la habitación. Fuera,
al día lo sucede lentamente la noche,
y después el día. El proceso se tambalea
y se acelera: semanas, meses, años. La luz en la habitación
permanece inalterable, así que es obvio lo que está sucediendo.
Intentan convertirse en una sola criatura,
pero algo no consiente. Son tiernos
el uno con el otro, temerosos
de que sus breves, agudos gritos les lleven a aceptar el momento
en que volverán a separarse. Así que se restriegan contra el otro,
secas sus bocas, después húmedas, después secas.
Se sienten en el centro de una poderosa
y desconcertada voluntad. Sienten
que son un único animal casi completo,
arrojado por las olas a la orilla de un mundo—
o acurrucado contra la puerta de un jardín—
del que no pueden admitir que jamás lograrán ser admitidos.

Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro, fotografías de Max Dupain y Duane Michaels

Tłum. Ada Trzeciakowska

Nędza i chwała

Przywołana świadomym wspomnieniem, ona
uśmiechałaby się, mogliby rozmawiać w kuchni,
przed lub po obiedzie. Ale są w tym drugim pokoju,
z oknem z mnóstwa małych szybek, siedzą na kanapie
i obejmują się. On ściska ją najmocniej
jak może, a ona zapada się w jego ciało.
Poranne, może wieczorne, światło
płynie przez pokój. Na zewnątrz,
dzień powoli przechodzi w noc,
a potem w dzień. Proces wibrując szalenie
przyspiesza: mijają tygodnie, miesiące, lata. Światło w pokoju
nie uległo zmianie, więc jasne jest, co się dzieje.
Próbują stać się jednym stworzeniem,
ale coś im na to nie pozwala. Są dla siebie czuli, wystraszeni,
że ich urywane, przenikliwe krzyki przygotują ich na chwilę
gdy znów od siebie odpadną. Więc ocierają się o siebie,
usta są suche, potem mokre, a potem suche.
Czują się jak w oku jakiejś potężnej
i zbitej z tropu woli. Czują
się zwierzęciem prawie kompletnym,
wyrzuconym przez fale na brzeg świata –
lub skulonym pod bramą do ogrodu –
do którego, czego nie potrafią przyjąć,
nie zostaną nigdy przyjęci.

Misery and Splendor

Summoned by conscious recollection, she
would be smiling, they might be in a kitchen talking,
before or after dinner. But they are in this other room,
the window has many small panes, and they are on a couch
embracing. He holds her as tightly   
as he can, she buries herself in his body.
Morning, maybe it is evening, light
is flowing through the room. Outside,
the day is slowly succeeded by night,
succeeded by day. The process wobbles wildly
and accelerates: weeks, months, years. The light in the room
does not change, so it is plain what is happening.
They are trying to become one creature,
and something will not have it. They are tender
with each other, afraid
their brief, sharp cries will reconcile them to the moment
when they fall away again. So they rub against each other,
their mouths dry, then wet, then dry.
They feel themselves at the center of a powerful
and baffled will. They feel
they are an almost animal,
washed up on the shore of a world—
or huddled against the gate of a garden—
to which they can’t admit they can never be admitted.

Michael Strunge

1958-1986, Dinamarca

Trad. Omar Pérez Santiago

Cuando estamos durmiendo

Cuando estamos durmiendo
nuestros corazones son dos pájaros
sueltos por la noche y la ciudad.
Encuentran huecos entre las casas
y tienen todas las épocas, a todo el cielo.
Llegan de sobra a los segundos –
Extienden las alas y abarcan la ciudad
vagan como relámpagos silenciosos lejos de aquí
Con la extrema percepción de oxígeno de las plumas:
los bosques, el mar, los cerebros de la gente
tendidos con sueños extendidos.
Por tanto soñamos –
tu sonrisa en el mensaje, las venas de tus párpados,
tus sonidos de visión dormida, ssshh, ssshh,
tu corazón un pájaro ahí fuera en la oscuridad,
un sonido en la oscuridad aquí dentro.
Tu piel es tan blanca y de nuevo siento
esta feliz angustia por la muerte.

Obras de Gabriel Pacheco y Andrew Newell Wyeth

Tłum. Ada Trzeciakowska

Kiedy śpimy

Kiedy śpimy
nasze serca to dwa ptaki
wypuszczone w noc nad miastem.
Znajdują dziuple między domami
I posiadają wszystkie czasy i nieba bezmiar.
Bez problemu nadążają za sekundami –
Rozkładają skrzydła i obejmują całe miasto
błądząc jak bezgłośne błyskawice daleko stąd
Nadzwyczajnie wyczuwają tlen piórami:
nad lasami, morzami, umysłami ludzi
wyciągniętych pod rozciągającymi się snami.
Dlatego śnimy-
twój uśmiech w wiadomości, żyły twoich powiek,
twoje odgłosy uśpionej wizji, ssshh, ssshh,
twoje serce ptak tam gdzieś w ciemności,
odgłos w ciemności tutaj obok.
Twoja skóra tak biała i znów czuję
tę szczęśliwą udrękę z powodu śmierci.

Når vi sover

Når vi sover
er vore hjerter to fugle
ude i mørket og byen.
Mellem husene finder de vej
og har alle tider, hele himlen.
De når vidt på sekunder –
breder vingerne ud og omspænder byen
strejfer som lydløse lyn langt herfra
med fjerenes yderste sansning af ilt:
skovene, havet, menneskenes hjerner
spændte med afspændte drømme.
Derfor drømmer vi –
dit smil ved besked, dine øjenlågs årer,
dine lyde af søvnsyn, ssshh ssshh,
dit hjerte en fugl derude i mørket,
en lyd i mørket herinde.
Din hud er så hvid og igen kan jeg føle
denne lykkelige angst for at dø.

Jarosław Markiewicz

1942-2010, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Está con nosotros el arbolito que es una revelación.
Tumbé mi cabeza y la tuya,
mi cabeza llena de pensamientos ajenos,
introduje en tu cuerpo el ojo que quiso
ser el ombligo del mundo,
pero tenía los párpados pesados.
¿Y nada más?
Nada más.
Si es un niño,
píntalo de verde.
Si es una niña,
azul será mejor.
Si fuese un potro, suéltalo también.

***

Jest z nami drzewko, które jest odkryciem.
Położyłem twoją i moją głowę,
moją głowę pełną cudzych myśli,
wniosłem do twojego ciała oko, które chciało
być pępkiem świata,
ale miało ciężkie powieki.
I nic więcej?
Nic więcej.
Jeśli to będzie chłopiec,
to pomaluj go na zielono.
Jeśli to będzie dziewczynka,
to lepszy byłby błękit.
Gdyby to było źrebię, to wypuść je także.

Obra de Michal Lukasiewicz

Jaime Sabines

1926-1999, México

Adán y Eva

IV

Ayer estuve observando a los animales y me puse a pensar en ti. Las hembras son más tersas, más suaves y más dañinas. Antes de entregarse maltratan al macho, o huyen, se defienden. ¿Por qué? Te he visto a ti también, como las palomas, enardeciéndote cuando yo estoy tranquilo. ¿Es que tu sangre y la mía se encienden a diferentes horas?
Ahora que estás dormida debías responderme. Tu respiración es tranquila y tienes el rostro desatado y los labios abiertos. Podrías decirlo todo sin aflicción, sin risas.
¿Es que somos distintos? ¿No te hicieron, pues, de mi costado, no me dueles?
Cuando estoy en ti, cuando me hago pequeño y me abrazas y me envuelves y te cierras como la flor con el insecto, sé algo, sabemos algo. La hembra es siempre más grande, de algún modo.
Nosotros nos salvamos de la muerte. ¿Por qué? Todas las noches nos salvamos. Quedamos juntos, en nuestros brazos, y yo empiezo a crecer como el día.
Algo he de andar buscando en ti, algo mío que tú eres y que no has de darme nunca.
¿Por qué nos separaron? Me haces falta para andar, para ver, como un tercer ojo, como otro pie que sólo yo sé que tuve.

Fotografías de Max Dupain (1911-1992, Australia)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Adam i Ewa

IV

Wczoraj obserwowałem zwierzęta i pomyślałem o tobie. Samice są gładsze, miększe i niebezpieczniejsze. Każdy akt oddania się poprzedzają dręczeniem samca, ucieczką lub obroną. Dlaczego? Przecież i ciebie również widziałem, gdy, niczym gołębie, rozpalasz się wtedy kiedy ja jestem spokojny. Czyżby twoja i moja krew płonęły o innych godzinach?
Teraz, gdy śpisz, powinnaś mi odpowiedzieć. Oddychasz spokojnie, masz odprężoną twarz i rozchylone usta. Mogłabyś wszystko powiedzieć bez żadnej udręki, bez śmiechu.
Czyżbyśmy byli tak różni? Czy to nie z mojego żebra powstałaś, czyż nie bolisz mnie?
Kiedy jestem w tobie, kiedy kurczę się a ty obejmujesz mnie i otaczasz sobą i zamykasz się jak kwiat nad owadem, wiem coś, wiemy coś. Samica zawsze jest potężniejsza, w pewien sposób.
My ocalamy się od śmierci. Dlaczego? Każdej nocy ocalamy się. Zostajemy razem, w swoich ramionach, a ja zaczynam rosnąć niczym dzień.
Czegoś zapewne muszę w tobie szukać, czegoś mojego czym jesteś ty i czego nigdy nie powinnaś mi dać.
Dlaczego nas rozdzielono? Jesteś mi potrzebna bym mógł chodzić, widzieć, niczym trzecie oko, niczym stopa, o istnieniu której wiem tylko ja.

Juan Gelman

1930-2014, Argentina

Brillos

En la terraza
la niña mira a la luna y
se hace el amor.
¿Quién brilla para quién?
Ella canta canciones oscuras
al universo que tiembla.

Trad. Ada Trzeciakowska

Lśnienia

Na werandzie
dziewczyna patrzy w księżyc i
kocha się.
Kto lśni dla kogo?
Ona nuci ciemne pieśni
wszechświatowi, co drży.

Foto propia/ Man Ray

Zygmunt Bauman

1925-2017, Polonia / Inglaterra

Trad. Mirta Rosenberg

Amor líquido

La orfandad y el desconsuelo fueron celebrados brevemente en cuanto liberación definitiva del sexo de la prisión en que la sociedad patriarcal, puritana, aguafiestas, pacata, hipócrita y rígidamente victoriana lo habían encerrado.
Por fin había una relación pura de toda pureza, un encuentro que no servía a otro propósito que el del placer y el goce. Un sueño de felicidad sin ataduras, una felicidad sin temor a efectos secundarios y alegremente despreocupada de sus consecuencias, una felicidad de tipo «si no está completamente satisfecho, devuelva el producto y su dinero le será reembolsado»: la encarnación misma de la libertad, tal como lo han definido la sabiduría popular y las prácticas de la sociedad de consumo.
Está bien, y quizás sea incluso excitante y maravilloso, que el sexo se haya liberado hasta tal punto. El problema es cómo sostenerlo en su lugar una vez que hemos arrojado el contrapeso por la borda, cómo hacer que no se desmadre cuando ya no existen marcos disponibles. Volar liviano produce alegría, volar a la deriva es angustiante. El cambio es embriagador, la volatilidad es preocupante. ¿La insoportable levedad del sexo?
Volkmar Sigusch practica la psicología: atiende a diario a víctimas del «sexo puro». Lleva un registro de sus quejas, y la lista de heridos que acuden en busca de la ayuda de expertos no deja de crecer. El resumen de sus hallazgos es sobrio y sombrío.
“Todas las formas de relaciones íntimas en boga llevan la misma máscara de falsa felicidad que en otro tiempo llevó el amor marital y luego el amor libre (…) A medida que nos acercamos para observar y retiramos la máscara, nos encontramos con anhelos insatisfechos, nervios destrozados, amores desengañados, heridas, miedos, soledad, hipocresía, egoísmo y repetición compulsiva (…) El rendimiento ha reemplazado al éxtasis, lo físico está de moda, lo metafísico no (…) Abstinencia, monogamia y promiscuidad están alejadas por igual de la libre vida de la sensualidad que ninguno de nosotros conoce.”
Las consideraciones técnicas no se llevan bien con las emociones. Preocuparse por el rendimiento no deja ni lugar ni tiempo para el éxtasis. El camino de lo físico no conduce hacia la metafísica. El poder seductor del sexo solía emanar de la emoción, el éxtasis y la metafísica, tal y como lo haría hoy, pero el misterio ha desaparecido y, por lo tanto, los anhelos sólo pueden quedar insatisfechos…
Cuando el sexo significa un evento fisiológico del cuerpo y la «sensualidad» no evoca más que una sensación corporal placentera, el sexo no se libera de sus cargas supernumerarias, superfluas, inútiles y agobiantes. Muy por el contrario, se sobrecarga. Se desborda sin ninguna expectativa que no sea la de simplemente cumplir.
Las íntimas conexiones del sexo con el amor, la seguridad, la permanencia, la inmortalidad gracias a la continuación del linaje, no eran al fin y al cabo tan inútiles y restrictivas como se creía, se sentía y se alegaba. Esas viejas y supuestamente anticuadas compañeras del sexo eran quizás sus apoyos necesarios (necesarios no en cuanto a la perfección técnica del rendimiento, sino por su potencial de gratificación). Quizás las contradicciones que la sexualidad entraña endémicamente no sean más fáciles de resolver (mitigar, diluir, neutralizar) en ausencia de sus «ataduras». Quizás esas ataduras no eran pruebas del malentendido o el fracaso cultural, sino logros del ingenio cultural.

Esculturas de Auguste Rodin

Tłum. Tomasz Kunz

Razem osobno

Przez krótki czas świętowano „osierocenie” seksu, widząc w tym ostateczne jego wyzwolenie z więzienia, w którym dotąd trzymało go patriarchalne, purytańskie, wciąż-beznadziejnie-wiktoriańskie, pełne hipokryzji, nadęte i namaszczone społeczeństwo.
Oto, nareszcie, związek najczystszy z czystych, spotkanie, które prócz przyjemności i zmysłowego szczęścia nie służy żadnym innym celom. Wymarzona szczęśliwość bez zobowiązań, szczęśliwość wyzbyta lęku o efekty uboczne i beztrosko niebaczna na swoje konsekwencje, szczęśliwość typu „jakość gwarantowana albo pełny zwrot kosztów”: najpełniejsze wcielenie wolności, w znaczeniu, jakie nadaje jej dzisiaj potoczna mądrość i codzienna praktyka społeczeństwa konsumentów.
To miłe, może nawet rozkoszne i koniec końców wspaniałe, że seks jest tak „wyzwolony”. Sęk w tym, jak uchronić go przed dryfowaniem, kiedy cały balast wyrzucono za burtę, jak sprawić, by zachował formę, kiedy wzorcownie całkiem opustoszały Przyjemnie jest latać, ale lot bez sterów jest już tylko koszmarem. Zmiana jest rozkoszna, chaotyczność drażniąca. Nieznośna lekkość seksu?
Volkmar Sigusch jest praktykującym psychoterapeutą; codziennie styka się z ofiarami „czystego seksu”. Notuje ich skargi — a lista żalów wymagających interwencji eksperta bez przerwy się wydłuża. Wnioski, jakie wyciąga Sigusch ze swoich obserwacji, są równie posępne, co trzeźwe.
„Wszystkie modne obecnie formy intymnych relacji przywdziewają tę samą maskę fałszywej szczęśliwości, którą nosiła kiedyś miłość małżeńska, a później wolna miłość (…) Kiedy przyjrzymy się uważniej i zedrzemy maskę, znajdziemy pod nią nie spełnione pragnienia, stargane nerwy, zawiedzioną miłość, rany, lęki, samotność, hipokryzję, egotyzm i przymus powtarzania (…) Jakość wykonania zastępuje ekstazę, fizyczność pozostaje, metafizyczność znika (…) Wstrzemięźliwość, monogamia i rozpusta, wszystkie one są równie dalekie od swobodnej gry zmysłów, której nikt z nas nie zna”.
Szczegóły techniczne trudno godzić z emocjami. Skupianie całej uwagi na wykonawstwie nie zostawia czasu ani miejsca na ekstazę. Fizyka nie jest przedsionkiem metafizyki. A jednak to z emocji, ekstazy i metafizyki płynęła zawsze zniewalająca moc seksu, i tak też dzieje się dzisiaj, gdy tajemnica znikła, a pragnienia muszą pozostać nie spełnione…
Kiedy seks sprowadza się do aktu fizjologicznego, a „zmysłowość” staje się źródłem co najwyżej przyjemnych doznań cielesnych, nie znaczy to wcale, że seks wyzwolił się od przesadnych, zbędnych, niepotrzebnych, nieporęcznych i kłopotliwych obciążeń. Przeciwnie; oznacza to, iż jest on przeciążony. Przytłoczony ciężarem oczekiwań, którym nie jest w stanie sprostać.
Intymne związki seksu z miłością, bezpieczeństwem, trwałością i nieśmiertelnością-którą-zapewnia-trwanie-rodu, nie były ostatecznie aż tak bezużyteczne i krępujące, jak to niegdyś sądzono, odczuwano i deklarowano. Być może ci starzy i ponoć staroświeccy towarzysze seksu byli jego niezbędnym wsparciem (niezbędnym nie dla technicznej perfekcji wykonania, lecz dla czerpania z niego satysfakcji). Być może sprzeczności tkwiące w samej naturze seksualności nie dają się pogodzić (złagodzić, zażegnać, zneutralizować), niezależnie od braku czy obecności „zobowiązań” łączących się z seksem. Być może te zobowiązania były raczej dowodem przenikliwości kultury niż symbolem jej zafałszowań lub błędnych wyobrażeń.

Liquid Love: On the Frailty of Human Bonds

Orphaning and bereavement were for a brief time celebrated as the ultimate liberation of sex from the prison in which patriarchal, puritan, still-haplessly-Victorian, spoilsport, killjoy and hypocritical society held it.
Here, at long last, there was a purer than pure relationship, an encounter that served no other purpose but pleasure and joy. A dream happiness without strings attached, a happiness unafraid of side-effects and so cheerfully oblivious to its consequences, a happiness of the ‘if not fully satisfied, return product for full refund’ kind: a fullest incarnation of freedom, as the popular wisdom and practice of consumer society has defined it.
It is all right, perhaps even exhilarating and altogether wonderful, for sex to be so liberated. The snag is how to hold it in place once the ballast has been thrown overboard; how to hold it in shape if frames are no longer available. Flying lightly is mirth, rudderless flying is distress. Change is blissful, volatility annoying. The unbearable lightness of sex?
Volkmar Sigusch is a practising therapist; daily, he meets the casualties of ‘pure sex’. He records their complaints – and the list of grievances calling for the expert’s intervention lengthens unstoppably. His summaries of findings are as sombre as they are sober.
All forms of intimate relationships currently in vogue bear the same mask of false happiness once worn by marital and later by free love… [A]s we took a closer look and pulled away the mask, we found unfulfilled yearnings, ragged nerves, disappointed love, hurts, fears, loneliness, hypocrisy, egotism, and repetition compulsion… Performances have replaced ecstasy, physics are in, metaphysics out… Abstinence, monogamy, and promiscuity are all equally far removed from the free life of sensuality that none of us knows.
Technical concerns square ill with emotions. Concentration on performance leaves no time or room for ecstasy. Physics is not the road to metaphysics. It was emotion, ecstasy and metaphysics from which the seductive power of sex used to flow – as it would do now, but the mystery is gone and so the yearnings cannot but stay unfulfilled…
When sex stands for a physiological event in the body and ‘sensuality’ invokes little except a pleasurable bodily sensation, sex is not liberated from supernumerary, superfluous, useless, cumbersome and cramping loads. It is, on the contrary, overloaded. Overflowing with expectations beyond its capacity to deliver.
Intimate connections of sex with love, security, permanence, immortality-through-continuation-of-kin were not after all as useless and constraining as they were thought and felt and charged to be. The old and allegedly old-fashioned companions of sex were perhaps its necessary supports (necessary not for the technical perfection of the performance, but for its gratifying potential). Perhaps the contradictions with which sexuality is endemically fraught are no more likely to be resolved (mitigated, defused, neutralized) in the absence of ‘strings attached’, than they could be in their presence. Perhaps those strings were feats of cultural ingenuity rather than tokens of cultural misconception or failure.

Pascal Quignard

1948 – , Francia

El sexo y el espanto (frag. del cap. XV)

Trad. Silvio Mattoni

Hay que ceder al propio secreto hasta el punto en que la vista no esté impedida de hacerlo. El sueño es lo único que lo revela para el soñante, que está solo, en forma de imágenes. Nunca se comparte el sueño. No lo compartimos siquiera con el lenguaje. El pudor concierne al sexo como secreto. Ese secreto es inaccesible para el lenguaje, no sólo porque es anterior a él en muchos milenios, sino sobre todo porque en cada ocasión está en su origen. El lenguaje está para siempre desposeído de ello. Como el hombre que habla está para siempre desposeído porque ha salido para siempre de la vulva. Porque ya no es un infans sino un maturas, un adultus. Porque se ha vuelto lenguaje. Razón por la cual en principio ese secreto “que no habla” (infans) rara vez perturba su lenguaje. Razón por la cual en segundo lugar la “imagen” de ese secreto perturba tanto al hombre. Tanto que llega a soñar. Razón por la cual la visión de esa escena lo inmoviliza en el silencio y lo sepulta en la noche.

Agostino Arrivabene Orpheus

Tłum. Krzysztof Rutkowski

Seks i trwoga (frag. roz. XV)

Trzeba poddać się sile wewnętrznej tajemnicy, aż doprowadzi ona do miejsca, w którym nic nie zasłoni widoku […]. Wstyd, stykając się z seksem, zamienia go w sekret. Ten sekret nie jest dostępny językowi nie tylko dlatego, że jest od niego starszy o wiele tysięcy lat, lecz także i przede wszystkim dlatego, że za każdym razem decyduje on o pochodzeniu języka. Język jest z niego wywłaszczony na zawsze. Podobnie jak człowiek mówiący jest z niego wywłaszczony na zawsze, ponieważ na zawsze opuścił vulvam. Ponieważ nie jest już infans, lecz maturus, jest adultus.

Nuala Ní Dhomhnaill

1952 – , Irlanda

Trad. Ada Trzeciakowska

Mirando al hombre

Quítatelos,
Sucesivamente
Los pantalones y tu gastada
Camiseta,
Deja las gafas
En el estante
Al lado del peine
Y el pañuelo.
Luego atraviesa el cuarto
Pasa a mi derecha,
Acércate a la cama
Para que pueda viajar
Con mis ojos de arriba para abajo
A través de los valles oscuros de tu piel,
Que mi mirada acaricie
Esos maravillosos huesos.
Y sé paciente
Conmigo esta noche,
No sugieras cómo debemos hacerlo,
Relájate, entiende
Que frente la verdad desnuda
No soy capaz
De saciar la vista
Ni cerrar a cal y canto mis ojos.
Hombre de largas
Extremidades,
Anchos brazos
Y cintura estrecha.
Eres bello y masculino
Desde el cabello hasta los dedos de los pies,
Y con el sexo
en su sitio,
A ti se te debería venerar
En los lugares públicos
A ti se te deberían entregar
Los trofeos y los cheques.
Eres un modelo
Para la mano del artista.
Y ahora estás delante de mí
Solamente llevas tu piel y el reloj en la mano.

Tłum. Jerzy Jarniewicz

Patrząc na mężczyznę

Zdejmij je,
Po kolei,
Spodnie i znoszony
Szary podkoszulek,
Okulary połóż
Na półce
Obok grzebienia
I chusteczki.
Potem przejdź po podłodze
Po mojej prawej stronie,
Podejdź do łóżka,
Żebym mogła oczyma
Wędrować z góry na dół
Po ciemnych dolinach skóry,
Niech mój wzrok głaszcze
Te cudowne kości.
I bądź cierpliwy
Ze mną dziś wieczór,
Nie podpowiadaj, jak mamy to zrobić,
Rozluźnij się, zrozum,
Że wobec nagiej prawdy
Nie umiem
Zaspokoić wzroku
Ani zamknąć na spust oczu.
Mężczyzno, o długich
Kończynach,
Szerokich ramionach.
I wąskiej talii,
Jesteś piękny i męski
Od włosów po palce u stóp,
I z przyrodzeniem
Na właściwym miejscu,
Ciebie powinno się czcić
W miejscach publicznych,
Tobie powinno się wręczać
Trofea i czeki.
Jesteś modelem
Dla dłoni artysty.
Stoisz teraz przede mną
W samej skórze, z zegarkiem na ręce.

Fotogramas de El vientre del arquitecto de P. Greenaway y Te querré siempre de R. Rossellini

Mi montaje de correspondencias inspirado en la canción I love in your tragic beauty