Aníbal Núñez

1944 – 1987, España

Aquella música

Aquella música que nunca
acepta su armonía es armonía:
arpegios que se miran en la luna,
trinos que se regalan el oído
son sucia miel, no música

Tienes ejemplos en las olas
que saben que su próxima batida
en el acantilado no es la última
ni la mejor de todas
y en la lluvia
que da su aroma a tierra agradecida
y no puede sentirlo

De la lucha
contra tus propios ídolos
nace toda, la única
armonía celeste: lluvia, olas
son insatisfacción, son melodía,
inagotable música.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ta muzyka

Muzyka, która nigdy nie akceptuje
swojej harmonii jest harmonią:
Arpeggio, przeglądające się w księżycu,
Tryle, które cieszą nasze uszy
są jak brudny miód, nie muzyka

Inne przykłady znajdziesz u fal
które wiedzą, że kolejne uderzenie
w klif nie będzie ich ostatnim
ani najbardziej udanym ze wszystkich
i u deszczu
który oddaje swój zapach wdzięcznej ziemi
a nie może go poczuć

Z walki
przeciwko twoim własnym bożkom
rodzi się, ta jedyna
niebiska harmonia: deszcz, fale
są wyrazem niezadowolenia, są melodią,
niekończącą się muzyką.

Fotos propias: El monte Aso (Aso-san)

María Ángeles Pérez López

1967 – , España

***

Lanzar contra la luz todos los peces
y evitar que las redes los atrapen,
que los muerda el anzuelo con su boca
curvada en la violencia de morir.
Desanudar la asfixia, trabazón,
bocanada de anhídrido y espinas ,
en que se hunden la angustia y los tacones
cuando el jueves se cierra, abochornado,
sobre su propia lista de imposibles.
Lanzarlos como quién avienta lana,
como quien suelta el trigo tras la trilla
o la harina blanquísima en el pan,
para que permanezcan en su vuelo
igual que permanece en la memoria
del agua cada fibra de la luz.
Para que se detenga su caída
contra el asfalto sucio, contra el miedo
metálico que exudan los arpones.
Para que permanezca en cada letra
el copo diminuto de almidón
como quietud de aquello que se mueve,
pez que se escurre raudo entre las manos
y nada en la canción de las agallas.

(con Eugenio Montejo)

Los árboles de Eugenio Montejo aquí

Paul Klee Magia de los peces (1925)

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Cisnąć w światło wszystkie ryby
tak by sieci ich nie złapały,
by nie ugryzł ich haczyk swoimi ustami
wykrzywionymi w gwałtowności umierania.
Poluzować duszność, wiązanie,
haust anhydrytu i ości,
w których grzęzną lęk i obcasy
gdy czwartek dobiega końca, zawstydzony
swoją własną listą rzeczy niewykonalnych.
Sypnąć nimi jak ktoś kto wietrzy wełnę,
kto przesypuje zmłóconą pszenicę
lub bielusieńką mąkę na chleb,
by trwały w swoim locie
tak jak trwa w pamięci
wody każde włókno światła.
Tak by wstrzymać ich upadek
na brud asfaltu, na metaliczną
trwogę sączącą się z harpunów.
Tak by trwał w każdej literze
maleńki płatek krochmalu
jak wytchnienie dla tego co w ruchu,
zwinna ryba wyślizguje się z rąk
i płynie w pieśni skrzeli.

(Z Eugenio Montejo)

Aníbal Núñez

1944 – 1987, España

La belleza arrebata a las palabras que quieren proclamarla

De la mutilación de las estatuas
a veces surge la belleza, de los
capiteles truncados cuyo acanto
cayera en la maleza entre el acanto
—réplica en viejo mármol de un verdor sorprendido
por la primera lluvia que conoce—: posible
perfección del azar que nada tiene
que hacer para ser símbolo de todo
lo que se quiera

Triste
belleza —no la suya: nunca es triste
la piedra en su lugar, nunca fue triste
la maleza en el suyo— la del símbolo…

Pues el azar que rompe la voluta,
cercena gestos imperecederos…
es el mismo que quiebra la hermosura
de edificios de sangre

Sólo quise
decirte —y me han salido dos acantos
y tres tristes— que nada
hay para mí más bello que el ver que estás alegre
y viva.

Chris Marker y A. Resnais Las estatuas mueren también: “Cuando los hombres están muertos, entran en la historia. Cuando las estatuas están muertas, entran en el arte. Esta botánica de la muerte, es lo que nosotros llamamos la cultura.”

Tłum. Ada Trzeciakowska

Piękno wydziera słowa pragnące je sławić

Z okaleczonych posągów
czasem emanuje piękno, ze
ściętych kapiteli, których ornamentowy akant
stoczył się w chaszcze pomiędzy liście akantu
-replika w antycznym marmurze zieleni zdziwionej
pierwszym dla niej deszczem-: możliwa
doskonałość przypadku, który nic nie musi
czynić by stać się symbolem dla nas
dowolnym

Smutne
piękno- nie jego: nigdy nie są smutne
kamienie w takiej chwili, nigdy nie były smutne
wówczas chaszcze- lecz to symbolu…

Bowiem przypadek, który kruszy wolutę,
ukraca nieprzemijające gesty…
jest tym samym, który niszczy piękno
z krwi budynków

Chciałem ci tylko
powiedzieć -a wymknęły mi się dwa akanty
i trzy smutne- że nie ma
dla mnie nic piękniejszego niż ujrzeć cię radosną
i żywą.

Aníbal Núñez

1944 – 1987, España

Mudanza

Una palabra para hacer llover
está sobre el armario. No la toques
que lloverá en la estepa y los armarios
saldrán mañana a flote en los pasillos mudos.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Przeprowadzka

Słowo wywołujące deszcz
leży na szafie. Nie dotykaj go
bo na stepach spadnie deszcz a szafy wypłyną na nieme korytarze.

Fotograma de Últimas imágenes del naufragio de Eliseo Subiela (1989)

Raúl Vacas Polo

1971 – , España

Aquí les dejo una señal. Habrá un pequeño despertar
en cada cosa, replegado en el frío azucarado
de la noche, cuando lleguen los pájaros.

Todos serán, un día, aquel perfil
que dibujó el espejo del pasillo.

Esta será la victoria.
El triunfo de la idea,
el estallido final de los átomos
que se entrelazan absurdos y se chocan
como la gente en las plazas.

Luego los hombres abonarán las páginas
y la memoria. Entenderán
que no hay respuestas para todo.

Que todo tiende a ene cada noche.

Que las mentiras se anexionan como rémoras
a la epidermis de las cosas
y que al final de todo está la tierra o el agua tibia
o el plancton de unos ojos de mujer.

Aquí les dejo una señal que ya no es mía.

Acérquenla despacio a una bombilla de limón
y cuando miren al trasluz,
descubrirán otra distinta.

Cierren luego los ojos

En Uno solo. Cuaderno de apuntes en “Lágrimas” (2014)


EL HOMBRE INSCRITO EN EL LABERINTO @ aquilino gonzález

Tłum. Ada Trzeciakowska

Proszę oto znak. Każda rzecz dozna niewielkiego
przebudzenia, poskładanego w ocukrzonym zimnie
nocy, kiedy przylecą ptaki.

Wszyscy będą, pewnego dnia, tamtym profilem
zarysowanym przez lustro w korytarzu.

To właśnie będzie zwycięstwo.
Tryumf idei,
ostateczny wybuch atomów,
które splatają się absurdalne i zderzają się
jak ludzie na placach.

Potem ludzie użyźnią strony
i pamięć. Zrozumieją
że nie ma odpowiedzi na wszystko.

Że nocą wszystko dąży do n.

Że kłamstwa przywierają jak trudności
do naskórka rzeczy
i że na końcu wszystkiego jest ziemia lub ciepła woda
lub plankton o oczach kobiety.

Proszę oto znak, który dłużej nie jest mój.

Przybliżcie go powoli do żarówki z cytryny
i kiedy popatrzycie pod światło,
odkryjecie kolejny, zupełnie różny.

Zamknijcie później oczy.