Jaroslav Seifert

1901-1986, Chequia

Premio Nobel de Literatura en 1984, Seifert escribió este poema en reacción a la traición del Occidente al firmar los acuerdos de Múnich en 1938. Sin embargo, he elegido este poema pensando en la situación tan dramática que vive la India donde el coronavirus siembra la muerte y el exilio y la escasa e insuficiente ayuda internacional que recibe estos días.

Trad. Clara Janés

Apagad las luces

En silencio. Que no se caiga el rocío
que tiembla en la punta misma de las pestañas;
sin hacer ruido. silenciosamente. sin patetismo,
a aquella noche le digo: no fuiste de las peores.

Con las alas de la guarda
de las tinieblas, no nos envolvió tu ángel,
que con nosotros estaba, oh noche seria
después de frívolas noches, con violencia.

Y el grito que por tu alfombra se extiende
cuando de horror las manos nos estrechamos,
ese espantoso grito que puede oír cualquiera todavía,
una llamada dulce es para mí.

¡Apagad las luces! que no se caiga el rocío
que tiembla en la punta misma de las pestañas;
sin hacer ruido, silenciosamente, sin patetismos,
digo: cuál, cuál era la claridad
de aquella noche en que todo oscureció,
en que todos como sombras
en su tronco se encogieron.
Sé bien, sé muy bien que entonces hubiera sido mejor
oír el estruendo.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zgaście światła

Tylko po cichu, aby nie strącić rosy,
co drży na koniuszkach rzęs,
tylko po cichu, bez patosu, byle w ciszy,
mówię do nocy: Nie byłaś

z tych najstraszniejszych. Opiekuńczych
skrzydeł twych mrokiem nagle nas otulił,
poważna nocy po tylu lekkomyślnych,
anioł, który z nami był,

A okrzyk, który toczył się po twym pluszu,
kiedy ze grozą rozcieraliśmy dłonie,
ten straszny krzyk, do dziś dociera do uszu
brzmi mion dziś jak słodkie wołanie.

Zgaście światła! Aby nie strącić rosy,
co drży na koniuszkach rzęs,
tylko po cichu, bez patosu, byle w ciszy,
mówię sobie: “Jaka, jaka jasność to jest?

w tę noc, kiedy wszystko pociemniało.
a każdy jak cień był skulonym pniem!
Wiem, wiem, że lepiej by wtedy było
by noc buchnęła dudnieniem.

Zhasněte světla

Jen potichu, tak abych nestřás rosu,
jež zachvěla se na konečcích řas,
jen potichu, jen tiše, bez patosu
té noci říkám: Nebylas

z těch nejstrašnějších. Do perutí strážných
tvé tmy nás prudce zahalil,
ty noci vážná po těch lehkovážných,
anděl, jenž s námi byl.

A pokřik, jenž se válel po tvém plyši,
když hrůzu tvou jsme mnuli ve dlani,
ten strašný křik, jejž podnes kdekdo slyší,
 ten zní mi dnes jak sladké volání.

Zhasněte světla! Abych nestřás rosu,
jež zachvěla se na konečcích řas,
 jsem potichu, jen tiše bez patosu
si říkám: Jaký, jaký to byl jas

v té noci, když se všechno zatemnilo
a každý jako stín se schoulil ke kmeni!
já vím, já vím, že líp by tenkrát bylo
zaslechnout dunění.


Federico García Lorca

1898-1936, España

Imagen de Laura Makabresku
Omega (poema para muertos)

Las hierbas.
Yo me cortaré la mano derecha.
Espera.
Las hierbas.
Tengo un guante de mercurio y otro de seda.
Espera.
¡Las hierbas!
No solloces. Silencio, que no nos sientan.
Espera.
¡Las hierbas!
Se cayeron las estatuas
al abrirse la gran puerta.
¡¡Las hierbaaas!!

Primera obra del disco del 1996 que revolucionó flamenco. Poemas de F. García Lorca (del Poeta en Nueva York), música de Enrique Morente, Lagartija Nick y Leonard Cohen y mezcla de rock progresivo con flamenco.

Pierwszy utwór z ważnej płyty, plyty, która zmieniła oblicze flamenco w 1996. Wiersz F. Garcii Lorki (z tomiku Poeta w Nowym Jorku), muzyka legendy z Grenady cantaora Enrique Morente, Lagartija Nick i Leonarda Cohena plus muzyka fusion: flamenco połączone z rockiem progresywnym.

Trad. Ada Trzeciakowska

Omega (wiersz dla umarych)

Trawy.
Prawą dłoń sobie utnę.
Czekaj.
Trawy.
Rtęciową rękawicę mam z a drugą z jedwabiu.
Czekaj.
Trawy!
Dość szlochów. Cisza, nie wyczują nas.
Czekaj.
Trawy!
Runęły posągi
drzwi się rozwarły.
Traaawy!!

Transl. Paul Blackburn

Omega (poem for the dead)

Herbs.
I’ll cut off my right hand.
Hold it.
The herbs.
I have one glove of mercury & the other of silk.
Hold it.
The herbs!
Don’t blubber. Keep quiet, they won’t sense us.
Hold it.
Herbs!
The statues fell
at the swinging wide of the great door.
The herrrbs!!

Louise Glück

1943 – , Estados Unidos

Trad. Abraham Gragera y R. Miguel Franco

Un mito sobre la entrega

Cuando Hades decidió que amaba a aquella chica
le construyó una réplica de la tierra;
todo era igual, incluso el prado,
pero con una cama.

Todo igual, hasta la luz del sol,
pues para una joven sería difícil
pasar tan deprisa de la luz a la total oscuridad.

Pensó en introducir la noche poco a poco,
primero como sombras de hojas que se agitan.
Después luna y estrellas. Y más tarde sin luna y sin estrellas.
Que Perséfone se vaya acostumbrando, pensó él,
al final lo encontrará reconfortante.

Un duplicado de la tierra
sólo que en él había amor.
¿No es amor lo que todos quieren?

Esperó largos años,
construyendo un mundo, observando
a Perséfone en el prado.
Perséfone, la que olfateaba, la que degustaba.
Si te apetece una cosa
te apetecen todas, pensó él.

¿No quiere todo el mundo sentir por la noche
el cuerpo amado, brújula, estrella polar,
oír la respiración tranquila que dice
estoy vivo y que significa también:
estás vivo porque me oyes,
estás aquí, a mi lado; y que cuando uno se gire,
se gire el otro?

Eso es lo que sintió el señor de las tinieblas
al mirar el mundo que había
construido para Perséfone. No se le ocurrió siquiera
que allí no se podría olfatear.
Ni comer, eso es seguro.

¿Culpa? ¿Terror? ¿Miedo de amar?
Él no podía imaginarse tales cosas,
ningún enamorado se las imagina.

Él sueña, se pregunta cómo llamar a ese sitio.
Piensa: El Nuevo Infierno. Después: El Jardín.
Al final decide que se llame
La infancia de Perséfone.

Una tenue luz despunta sobre la bien trazada pradera,
detrás de la cama. Él la coge en brazos. Quiere
decirle: Te quiero, nada puede dañarte

pero cree
que es mentira, y al final le dice
estás muerta, nada puede dañarte,
lo cual se le antoja
un inicio más prometedor, más verdadero.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Mit o oddaniu

Kiedy Hades ustalił, że kocha tę dziewczynę
stworzył dla niej replikę ziemi,
wszystko na niej było takie same, nawet łąka
tyle, że z łóżkiem.

Wszystko takie same, nawet światło słońca,
bo trudne byłoby dla tak młodej dziewczyny
nagłe przejście od jasności do kompletnych ciemności.

Wymyślił zatem, że noc wprowadzi pomału,
na początek jako cienie drżących liści.
następnie księżyc i gwiazdy. Aż w końcu ani księżyca ani gwiazd.
Niech Persefona powoli się z nią oswaja.
Ostatecznie przyniesie jej ona ukojenie, pomyślał.

Druga ziemia,
tyle, że pełna miłości.
Przecież wszyscy pragną miłości?

Czekał latami,
wznosząc świat, obserwując
Persefonę na łące.
Persefonę zaabsorbowaną smakami i zapachami.
Jeśli choć jedna rzecz ci smakuje
posmakują ci wszystkie, pomyślał.

Czy nie wszyscy pragną czuć obecność
ukochanego ciała, kompasu, polarnej gwiazdy,
słyszeć jej spokojny oddech, który mówi
jestem żywa, zatem i
ty jesteś żywy, skoro mnie słyszysz,
jesteś tu, przy mnie. I kiedy jedno z nich się obraca,
drugie również.

To właśnie czuł władca ciemności,
spoglądając na świat, który
stworzył dla Persefony. Nie przyszło mu na myśl,
że tu nie istnieją zapachy,
a już na pewno nie smakołyki.

Czy czuł winę? Przerażenie? Bał się miłości?
Tego nie mógł sobie wyobrazić;
nigdy żaden kochanek sobie tego nie wyobraża.

Śni tylko i rozmyśla jaką by tu nadać nazwę temu miejscu.
Na początku rozważa: Nowe piekło. Potem: Ogród.
Ostatecznie nazwie je
Dziewczęce lata Persefony.

Łagodne światło wschodzi nad łąką,
tuż za posłaniem. On bierze ją w ramiona.
Chciałby powiedzieć: Kocham cię, już nic więcej cię nie zrani.

Lecz zdaje sobie sprawę,
że to kłamstwo, zatem ostatecznie mówi
jesteś martwa, już nic więcej cię nie zrani
co jawi mu się jako
całkiem obiecujący początek, a przynajmniej bardziej zgodny z prawdą.

A Myth of Devotion

When Hades decided he loved this girl
he built for her a duplicate of earth,
everything the same, down to the meadow,
but with a bed added.

Everything the same, including sunlight,
because it would be hard on a young girl
to go so quickly from bright light to utter darkness

Gradually, he thought, he’d introduce the night,
first as the shadows of fluttering leaves.
Then moon, then stars. Then no moon, no stars.
Let Persephone get used to it slowly.
In the end, he thought, she’d find it comforting.

A replica of earth
except there was love here.
Doesn’t everyone want love?

He waited many years,
building a world, watching
Persephone in the meadow.
Persephone, a smeller, a taster.
If you have one appetite, he thought,
you have them all.

Doesn’t everyone want to feel in the night
the beloved body, compass, polestar,
to hear the quiet breathing that says
I am alive, that means also
you are alive, because you hear me,
you are here with me. And when one turns,
the other turns—

That’s what he felt, the lord of darkness,
looking at the world he had
constructed for Persephone. It never crossed his mind
that there’d be no more smelling here,
certainly no more eating.

Guilt? Terror? The fear of love?
These things he couldn’t imagine;
no lover ever imagines them.

He dreams, he wonders what to call this place.
First he thinks: The New Hell. Then: The Garden.
In the end, he decides to name it
Persephone’s Girlhood.

A soft light rising above the level meadow,
behind the bed. He takes her in his arms.
He wants to say I love you, nothing can hurt you

but he thinks
this is a lie, so he says in the end
you’re dead, nothing can hurt you
which seems to him
a more promising beginning, more true.

Piedad Bonnett

1951 – , Colombia

Lección de supervivencia

Nada hay de bello en el pepino o carajo de mar.
Es, en verdad, un animal sin gracia
como su nombre.
En el fondo de los grandes océanos,
inmóvil, blando, amorfo,
permanece,
condenado a la arena,
y ajeno a la belleza que encima de su cuerpo
despliega el mar.
Se sabe que
cuando el pepino de mar huele la muerte
en el depredador que lo amenaza,
expele su intestino
y hasta el racimo entero de sus vísceras,
que sirven de alimento a su enemigo.
Y es que también nos puede hablar la poesía
desde lo horrible:
con un limpio ritual
huye el pepino de aquello que amenaza con
dañarlo.
Para sobrevivir queda vacío.
Liviano ya de sí y libre de otros
muda de ser.
Y poco a poco,
sus entrañas
 se recomponen.
Y vuelve a ser, en letargo de sal,
una entidad que vive a su manera.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Lekcja przetrwania

Nie ma nic pięknego w strzykwie.
Jest to w rzeczywistości stworzenie pozbawione wdzięku,
tak jak jego nazwa.
Na dnie ogromnych oceanów,
nieruchoma, miękka, amorficzna,
trwa,
skazana na piasek,
i nieczuła na piękno, które nad jego ciałem
rozpościera morze.
Wiadomo, że
gdy strzykwa wyczuwa śmierć
u drapieżnika, który jej zagraża,
wydala swoje jelito
i aż do ostatniej kropli swoich wnętrzności,
które służą za pokarm jego wrogowi.
Tak właśnie również z potworności może do nas przemówić poezja:
czysty rytuał, za pomocą którego
strzywa ucieka od tego, co jej grozi
uszczerbkiem.
Żeby przeżyć staje się pusta.
Lekka bez ciężaru samej siebie i wolna od innych
zmienia swoją istotę.
I powoli,
jej wnętrzności
ulegają odnowie.
I znów staje się, w letargu z soli,
stworzeniem, które żyje na swój własny sposób.

Fotogramas de la película Elena de Petra Costa (2012)