Stephen Spender

1909-1995, Reino Unido

Trad. Alejandro Bajarlia

Lo que yo esperaba…

Lo que yo esperaba era
el trueno, la pelea,
largas batallas con hombres
y el ascenso.
Tras el continuo esfuerzo
debía volverme fuerte;
luego las rocas temblarían
y yo descansaría un largo tiempo.

Lo que no había previsto
era el paulatino día
debilitando la voluntad,
destilando el brillo,
la falta de bondad para tocar,
la dilución del cuerpo y el alma
—el humo frente al viento,
corrupto, insustancial.

El desgaste del Tiempo
y ver pasar a lisiados
con raras torceduras en sus piernas
en forma de preguntas,
la aflicción que pulveriza
derritiendo los huesos con piedad,
los enfermos cayendo de la tierra:
todo esto, no lo pude prever.

Siempre a la espera de
cierto resplandor en que confiar,
de cierta inocencia final
exenta de polvo,
que, colgando con solidez,
oscilaría a través de todo,
como el poema creado
o el cristal poliédrico.

Fotografías de Katia Chausheva

Tłum. Ada Trzeciakowska

To, czego się spodziewałem…

To czego się spodziewałem to
grzmoty, walka,
długie zmagania z ludźmi
i wspinaczka.
Po ciągłym wysiłku
powinienem urosnąć w siłę;
skały wtedy zatrzęsłyby się,
a ja odpoczywałbym długo.

To czego nie przewidziałem to
przewlekły dzień
osłabiający wolę
wysączający jasność,
brak namacalnego dobra,
gaśnięcie ciała i duszy.
-dym wobec wiatru-
zepsuty, nieistotny.

Zużycie czasu,
i oglądanie przemarszu kalek
z kończynami wygiętymi w pytania
w dziwacznym skrzywieniu,
miażdżący smutek
z litością roztapiający kości,
chorzy wypadający z ziemi…
tego przewidzieć nie mogłem.

Zawsze w oczekiwaniu na
jakiś blask godzien zaufania,
jakąś ostateczną niewinność
wolną od kurzu i pyłu,
która, zawieszona solidnie,
będzie prześwitywać przez wszystko,
jak napisany wiersz,
albo szlifowany kryształ.

What I expected…

What I expected was
Thunder, fighting,
Long struggles with men
And climbing.
After continual straining
I should grow strong;
Then the rocks would shake,
And I rest long.

What I had not foreseen
Was the gradual day
Weakening the will
Leaking the brightness away,
The lack of good to touch,
The fading of body and soul
—Smoke before wind,
Corrupt, unsubstantial.

The wearing of Time,
And watching of cripples pass
With limbs shaped like questions
In their odd twist,
The pulverous grief
Melting the bones with pity,
The sick falling from earth—
These, I could not foresee.

Expecting always
Some brightness to hold in trust,
Some final innocence
Exempt from dust,
That, hanging solid,
Would dangle through all,
Like the created poem,
Or faceted crystal.

Stephen Spender

1909-1995, Reino Unido

Trad. Alejandro Bajarlia

Cuando me siento a mirar…

Cuando me siento a mirar por la ventana,
perdiendo el tiempo que el tráfico no pierde,
ni ninguno de los peatones que en la calle
ganan tiempo al tiempo mientras avanzan,
midiendo los segundos con sus pies,
cabalgando en sus mentes la crestada multitud
sobre caballos blancos de días que pasan,
entonces pienso en ti, James, frente a otra ventana,
con tus gruesas manos relajadas y tu mirada azul
invadida por una sensación de vacío,
sorprendido como si una ráfaga de aire
hubiera soplado entre las hendiduras
de tu mente y tu cabello,
dejando en tu ceño fruncido una confusa desesperanza.

Pero últimamente he aprendido que los espacios
y la soledad intemporal
de lugares estériles y desperdiciados,
el desierto, la habitación desordenada y la hora
entre la vigilia y el sueño,
son ventanas abiertas a la energía
donde más nos convertimos en lo que somos,
cuando la mirada y el oído conscientes
se separan de lo que ven y escuchan,
y en lo profundo de la negrura vacía y silenciosa
florecen melodías e imágenes con vida.

1 El pintor Nicola Samori; 2 Foto propia

Tłum. Ada Trzeciakowska

Kiedy siedzę i wyglądam przez okno…

Kiedy siedzę i wyglądam przez okno
tracąc czas, którego uliczny zgiełk nie traci,
ani żaden z przechodniów, którzy
zyskują czas w czasie, gdy prą do przodu
odmierzając krokami sekundy,
w wyobraźni jadąc na szczycie fali
na białych koniach kolejnych dni,
myślę o tobie, James, w innym oknie
twoje szerokie dłonie wiszą a błękitne oczy
przepełnia poczucie pustki,
jesteś zaskoczony, tak jakby podmuch wiatru
wdarł się poprzez szczeliny
twojego umysłu i włosów,
i zmarszczył ci czoło niewyraźną rozpaczą.

Lecz dowiedziałem się ostatnio, że przestrzenie
i ponadczasowa samotność
sterylnych, opustoszałych miejsc,
pustynia, nieuporządkowany pokój i czas
na pograniczu snu i jawy,
są oknami otwartymi na siłę,
to tam stajemy się bardziej sobą,
kiedy świadome ucho i oko
pozostają odcięte od tego, co widzą i słyszą
a w najczarniejszej, pustej, cichej głębi
odżywają melodie i kwitną obrazy.

As I sit staring out

As I sit staring out of my window
Wasting time which the traffic does not waste,
Nor any of the passers by in the street
Who keep time with time as they go
Measuring the seconds with their feet,
In their minds riding the crested tide
On white horses of pursuant days,
I think of you, James, at another window
With your stubby hands relaxed and your blue gaze
Invaded by a sense of emptiness,
Startled as if a gust of wind
Had blown through the interstices
Of your mind and hair,
Ruffling your forehead with a puzzled despair.

But I have learned lately that the spaces
And the timeless loneliness
Of the unfruitful waste places,
The desert, the untidy room, and the hour
Between waking and sleep,
Are windows opened onto power
Where we become most what we are,
When the conscious eye and ear
Are severed from what they see and hear
And in the hollow silent blackness deep
Living tunes and pictures flower.

Jeannette L. Clariond

1948 – , México

La tarde (1º frg.)

Extraviada, miré la tarde contra el viento desnudo,
las hojas caídas escuché.

Vacía, Emily, ¿es real que la tarde se vacía?

La poesía, es ausencia de agua, puerta
que abre otra puerta y otra y una más.

Nada entraba en mis ojos o en mi lengua
que no fuera belleza.

Tomé un cuaderno, un lápiz afilado,
encendí una vela en plena luz.

Salí a caminar por calles oscuras,
el horizonte se abrió lento ante mis ojos.

en Leve sangre

Fotografías de Astrid Kruse Jensen

Trad. Ada Trzeciakowska

Popołudnie (frg.)

Zagubiona, spojrzałam na popołudnie pod nagi wiatr,
usłyszałam opadłe liście.

Puste, Emily, czy to prawda, że popołudnie robi się puste?

Poezja, to brak wody, drzwi,
które otwierają kolejne drzwi i następne.

Nie wpadło mi do oczu ani nie osadziło się na języku,
nic co nie byłoby pięknem.

Wzięłam zeszyt, zaostrzony ołówek,
zapaliłam świecę w blasku dnia.

Wędrowałam ciemnymi ulicami,
horyzont otwierał się powoli przede mną.

Transl. Curtis Bauer

The afternoon

Lost, I watched the afternoon stand in front of the naked wind,
listened to the fallen leaves.

Hollow, Emily, is it possible the afternoon hollows?

Poetry, absence of water, a door opening
a thousand doors, and then another.

Nothing entered my eyes or crossed my tongue
that was not beauty.

I took out a notebook, a sharpened pencil,
lit a candle in full light.

I walked through the dark streets,
the slow horizon opened before me.

Mariluz Escribano

1935-2019, España (Granada)

*Traducción hecha para La Reversible.

Canción del silencio

En las horas pisadas por las sombras
en un gesto final de despedida,
cuando es tarde y tardíamente escucho
esta niebla o canción que me regresa,
todos los muebles tienen
una poblada soledad de incierta
nostalgia telefónica.

Y los libros me miran
con sus ojos de octubre
y el cigarrillo clama
urgido desde el piano
con volutas que pasan
transitan, me construyen
la palabra de amor en que trabajo.

Sobre la mesa, intacta,
la violeta de un nombre
que desprende una página.

Yo ya sé que es domingo
y que la brisa tiene una luz convocada
que me recuerda el mar.
Pero deja que guarde entre mis manos
limosnas de silencio:
siempre dejan sus huellas
espacios de rocío en la mirada.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pieśń ciszy

W godzinach nawiedzanych przez cienie
w ostatecznym geście pożegnania,
gdy późno i poniewczasie wsłuchuję się w
tę mgłę czy pieśń powracającą do mnie,
wszystkie meble posiadają
zaludnioną samotność niepewnej
telefonicznej nostalgii.

Książki wpatrują się we mnie
swoimi październikowymi oczami
i papieros wzywa
pilnie znad pianina
smużkami dymu, które przechodzą
krążą, kreślą dla mnie
miłosne słowo, nad którym pracuję.

Na stole, nietknięty,
fiołek czyjegoś imienia
wydobywa się ze strony.

Tak, wiem, że to niedziela
i że bryza skupia sproszone światło,
które przypomina mi morze.
Ale pozwól, że w dłoniach zachowam
jałmużny milczenia:
zawsze zostawiają ślady
krainy rosy w spojrzeniu.

Fotografías: 1 y 6 Marit Beer; 2, 3, 5, 7 Josef Sudek; 4 Rene Groebli

Federico Fellini

1920-1993, Italia

8½*

*Guion escrito por F. Fellini, Ennio Flaiano, Tullio Pinelli

Mejor dejarlo ir y esparcir sal sobre la tierra. Como hacían los antiguos para purificar los campos de batalla. En el fondo lo único que necesitamos es un poco de higiene, de limpieza, de desinfección. Estamos ahogados por palabras, imágenes, sonidos que no tienen razón de ser que vienen del vacío y van al vacío. A cualquier artista que se precie sólo habría que pedirle este acto de lealtad. Aprender a estar en silencio. ¿Recuerda el homenaje de Mallarmé a la página en blanco? Y Rimbaud, poeta, amigo mío, no director cinematográfico. ¿Sabe cuál fue su poesía más fina? Su renuncia a seguir escribiendo, su retiro en África. Si no podemos tenerlo todo, la nada es la verdadera perfección. Perdóneme por tanta cita célebre. Pero los críticos hacemos lo que podemos. Nuestra verdadera misión es barrer los miles de abortos que todos los días, obscenamente, intentan venir al mundo. Y Ud. se atrevió a dejar tras sí una película entera. Como un cojo que deja detrás una huella deforme. Qué monstruosa presunción creer que otros puedan beneficiarse con el escuálido catálogo de sus errores. ¿Qué puede importarle si se benefician uniendo los fragmentos de su vida? ¿Sus recuerdos vagos, los rostros de las personas que Ud. nunca pudo amar?

Fotogramas de la película

8½*

*utorzy scenariusza: F.Fellini, Ennio Flaiano, Tullio Pinelli

Lepiej odejść i posypać ziemię solą, jak robili starożytni, żeby oczyścić pola bitew. W końcu potrzebujemy jakiejś higieny, czystości, dezynfekcji. Jesteśmy stłamszeni obrazami, słowami i dźwiękami, które nie miały prawa zaistnieć, pustymi i pochodzącymi z pustki.  Od każdego, kto wart jest miana artysty, nie wymagajmy niczego, poza aktem jego wiary nauczenia się milczeć. Pamiętasz hołd Mallarme’a dla pustej kartki?  A Rimbaud, poeta, mój drogi, a nie reżyser filmowy. Co było jego największym dziełem?  Jesteśmy gotowi zacząć.  Jego porzucenie pisania i wyjazd do Afryki.  Jeśli nie możemy mieć wszystkiego, to prawdziwą perfekcją jest nicość. Wybacz mi to całe cytowanie. Ale my, krytycy… robimy, co umiemy.  Naszą prawdziwą misją jest sprzątanie tysięcy pomyłek, które codziennie próbują ohydnie ujrzeć światło dzienne. A ty pozostawiłbyś po sobie cały film, jak kaleka pozostawia za sobą ślad swojej kalekiej stopy.  Co za potworna zarozumiałość, myśleć, że inni mogliby skorzystać na nędznym katalogu twoich pomyłek! A jaki byłby pożytek z połączenia ze sobą poszarpanych kawałków twojego życia? Twoje niejasne wspomnienia, twarze ludzi, których nigdy nie umiałeś pokochać…