Harry Martinson

1904 – 1978, Suecia

Trad. Francisco J. Uriz

El consejo de Li Ti

Si tienes dos monedas, dijo Li Ti durante un viaje,
compra un pan y una flor
El pan te sirve de alimento.
la flor que compres significa
que la vida merece ser vivida.

Rada Li Ti

Tłum. Leonard Neuger

Jeśli posiadasz dwa pieniążki, powiedział w czasie podróży Li Ti,
to kup jeden chleb i jeden kwiat.
Chleb będzie ci ku pożywieniu.
Kwiat, który kupisz, oznacza,
że życie warte jest życia.

Li Ti’s Advice

Transl. S. Klass

If you own two coppers, said Li-Ti on a journey,
buy one loaf of bread and one blossom.
The bread is there to fill you
The blossom you buy is to tell you
that life is worth the living.

Harry Martinson

1904 – 1978, Suecia

* Aniara es un poema épico monumental del Premio Nobel sueco, un poema de ciencia ficción. Es un canto a la erosión. “Hay en sus episodios el eco de traumas como Hiroshima, ciudades enteras borradas del mapa y las imágenes, insoportables de un hongo nuclear que ocupan su lugar en el recuerdo. En este espejo del siglo XX, Martinson habla también de trabajo esclavo, de persecuciones y encarcelamientos propios de los estados totalitarios, del auge de cultos y otros tipos de muletas intelectuales antes de asumir que este es un viaje “que aboca a su pueblo a la destrucción y la nada”. Y hay también precisas reflexiones en torno al lenguaje y a la incapacidad de la ciencia y la religión para responder a las grandes cuestiones”. El poema, traducido al español en prosa, cuenta con una ambiciosa adaptación cinematográfica orientada hacia la reflexión y dimensión filosófica.

Aniara

13.

Trad. Carmen Montes Cano

El año sexto seguía Aniara adelante a velocidad invariable hacia la imagen de Lira. El astrónomo jefe pronunció ante los migrantes un discurso sobre la profundidad del espacio.
Sostenía en la mano un hermoso cuenco de cristal:
Empezamos ya a intuir que este espacio en el que bogamos es de clase diferente de la que pensábamos cuando en la Tierra revestíamos la palabra espacio con nuestra imaginación.
Empezamos a intuir que esta deriva es más profunda de lo que nos parecía, que el conocimiento es una candidez ingenua y que, a partir de una medida equis de una visión, ha dado en creer que el Misterio tiene estructura.
Ya empezamos a intuir que lo que llamamos espacio y cristalinidad en torno al casco de Aniara es espíritu, eterno espíritu inaprehensible; que nos hemos perdido en el mar del espíritu.
Nuestra nave espacial Aniara avanza en algo que no posee cráneo, ni tampoco necesita masa cerebral. Avanza sin cesar por algo que es, pero que no tiene por qué seguir las vías del pensamiento: un espíritu que es más que el mundo racional. Así es: Dios, Muerte y Misterio a través, va la nave Aniara sin guía y sin destino.
¡Ay, quién pudiera regresar a la base, ahora que hemos descubierto qué es esta nave: una mera burbuja en el cristal del espíritu de Dios!
Os contaré lo que me han dicho del cristal y entonces lo comprenderéis. En todo cristal que permanece intacto el tiempo suficiente se va moviendo la burbuja poco a poco, infinitamente lenta hacia otro punto del cuerpo cristalino; a los mil años la burbuja habrá hecho un viaje en ese cuerpo.
Lo mismo sucede en un espacio infinito cuyos abismos, de años luz de profundidad, un arco trazan en torno a la burbuja navegante que es Aniara.
Pues aunque la velocidad que alcanza es grande y mucho mayor que la de un planeta veloz, a la luz de las medidas espaciales, es su celeridad exactamente igual a la que sabemos que adquiere la burbuja en este cuenco de cristal.

*

Aterrado al comprenderlo huyo yerto de la sala de la mima a la luz roja del salón de baile; allí encuentro a Daisi.
Mendigo la acogida de su abrazo salvador, suplico el acceso a su seno velludo donde la cruda certeza de la muerte no es.
Ahí queda aún la vida en las salas de Mima, en el seno de Daisi viven los valles de Doris cuando el uno en el otro, sin frialdad ni amenaza, olvidamos los espacios que rodean Aniara.

Recomiendo leer esta reseña a modo de introducción a la película.

Aniara

13.

Tłum. Janusz B. Roszkowski

Szóstego roku mknęła Aniara
z nie zmniejszoną szybkością ku gwiazdozbiorowi Liry.
Główny astronom wygłosił dla emigrantów
odczyt o głębi przestrzeni kosmicznej,
unosząc w ręku piękna czarę ze szkła:

Zaczynamy powoli przeczuwać, że ta przestrzeń,
w którą wnikamy, jest innego rodzaju
niż to, co przez to pojęcie rozumieliśmy
na Ziemi, oblekając je naszą fantazją.
Zaczynamy przeczuwać, że nasze zagubienie
jest jeszcze głębsze, niż mogliśmy sądzić,
że wiedza jest świętą naiwnością,
która z odmierzonej miary myślowej wizji
wykoncypowała, że Zagadka ma strukturę.
Już teraz przeczuwamy, że to, co zwiemy przestrzenią,
ta idealnie krystaliczna próżnia wokół kadłuba Aniary,
jest duchem, wiecznie niepojętym duchem,
że zatraciliśmy się w morzu ducha.

Nasz statek kosmiczny Aniara mknie
w coś, czego żadna puszka czaszkowa nie ma
i czego żadna substancja mózgowa nie potrzebuje.
Mknie w coś, co istnieje,
lecz co nie musi wędrować drogą myśli:
duch, będący czymś więcej niż światem myśli.
Tak, poprzez Boga i Śmierć i Zagadkę
mknie bez celu i śladu nasz kosmiczny statek.
O, gdyby się dało powrócić do naszej bazy,
teraz kiedy odkryliśmy, czym nasz statek kosmiczny jest:
w szkle Bożego ducha małym pęcherzykiem gazu!

Opowiem, co słyszałem o szkle
i wówczas zrozumiecie. W każdym szkle,
które wystarczająco długo stoi w bezruchu,
przemieszcza się stopniowo gazowy pęcherzyk
nieskończenie powoli ku innemu punktowi
w ciele szkła i po tysiącu lat
podróż pęcherzyka dobiega kresu.

Tak samo dzieje się w nieskończonej przestrzeni,
gdzie otchłań lat świetlnych wysklepia się
wokół przemieszczającego się pęcherzyka Aniary.
Albowiem mimo iż prędkość statku jest wielka –
dużo większa od szybkości jakiejkolwiek planety –
mierzona miarą trzeciego stopnia
odpowiada dokładnie prędkości,
z jaką przemieszcza się pęcherzyk w tej czarze ze szkła.

*

Przerażony tą jasnością uciekam zmarznięty
od hallu Mimy do czerwonych świateł
tanecznego salonu, gdzie znajduję Daisi.
Żebrzę u jej zbawiennych objęć o spotkanie,
błagam o wejście w owłosione łono,
gdzie zimna jasność śmierci nie istnieje.
Tam życie trwa w dolinach Mimy,
doliny Doris żyją w łonie Daisi,
kiedy wnikając w siebie ciepło i bezpiecznie
zapominamy, że Aniara pędzi w czarną bezdeń.

Transl. S. Klass & L. Sjoberg

In the sixth year Aniara fared
with undiminished speed toward Lyra’s stars.
The chief astronomer gave the emigrants
a lecture on the depth of outer space.
In his hand he held a splendid bowl of glass:

We’re slowly coming to suspect that the space
we’re traveling through is of a different kind
from what we thought whenever the word “space”
was decked out by our fantasies on Earth.
We’re coming to suspect now that our drift
is even deeper than we first believed,
that knowledge is a blue naiveté
which with the insight needful to the purpose
assumed the mystery to have a structure.
We now suspect that what we say is space
and glassy-clear around Aniara’s hull
is spirit, everlasting and impalpable,
that we are lost in spiritual seas.

Our space-ship Aniara travels on
in something that does not possess a brain-pan
and does not even need the stuff of brains.
She’s traveling on in something that exists
but does not need to take the path of thought.
Through God and Death and Mystery we race
on space-ship Aniara without goal or trace.
O would that we could turn back to our base
now that we realize what our space-ship is:
a little bubble in the glass of Godhead.

I shall relate what I have heard of glass
and then you’ll understand. In any glass
that stands untouched for a sufficient time,
gradually a bubble in the glass will move
infinitely slowly to a different point
in the glazen form, and in a thousand years
the bubble’s made a vovage in its glass.

Similarly, in a boundless space
a gulf the depth of light-years throws its arch
round bubble Aniara on her march.
For though the rate she travels at is great
and much more rapid than the swiftest planet,
her speed as measured by the scale of space
exactly corresponds to that we know
the bubble makes inside this bowl of glass.

*

Chilled at such certitude, I take flight
out of the mima-hall to the ruddy light
filling the dance-hall and, finding Daisy there,
I seek admission to her womb of hair,
in her savior-arms I beg a tryst
where death’s cold certitude does not exist.
There’s where life remains in Mima’s room;
the Doric valleys live in Daisy’s womb
as in ourselves, no cold or threat to hound us,
we lose track of the spaces that surround us.