Adam Gai

Página del autor

1941 – , Argentina/Israel

Localidades numeradas

Para ir a la guerra tuve que comprar con anticipación el boleto con el asiento numerado para no viajar de parado. La estación desbordaba de pasajeros. No todos iban a la misma guerra, yo elegí la final, porque era la decisiva. Al bajar del tren sentí el ruido de los cañones, pero estaban lejos. Me puse en camino. Las señales de tránsito eran precisas, la primera era un muerto tirado apuntando el brazo a la derecha. No pude correr como había planeado, había un embotellamiento de cadáveres y los semáforos no funcionaban. Hacía calor, mucho calor, un poco por el verano, un poco más por las explosiones. Me sentí en casa en ese terreno. No era la primera en la que participaba, desde hace años hay una guerra cada dos semanas y la gente se acostumbra, es como ir de picnic. A mi lado pasó una familia: esposo, esposa, cuatro chicos y el perro, con bolsas de comida, y una carpa para no morir a la intemperie. En un cruce nos separamos, yo me moría de sed. Por suerte había un kiosco, una mujer pálida atendía. Tuve que repetir tres veces que quería una latita de Indian Tonic y me di cuenta por qué. La mujer se había tapado los oídos con algodón, para no oír los estruendos. Me preguntó si conocía a la guerra, le dije que no, que vine después de leer el aviso en el periódico. Me preguntó a qué bando pertenecía. Le dije que a los dos, que no hago diferencias.
Veo venir una guerra, le doy la mano y le digo mucho gusto, encantada, me responde. Nos sacamos un selfi y me morí otra vez.

Fotogramas de La jeteé de Chris Marker y Vals con Bashir de Ari Folman

Tłum. Ada Trzeciakowska

Bilet z miejscówką

Aby dostać się na wojnę musiałem z wyprzedzeniem kupić bilet z miejscówką, nie chciałem stać. Stacja pękała w szwach. Nie wszyscy jechali na tę samą wojnę, ja wybrałem tę ostateczną, bo zdawała mi się decydująca. Gdy tylko wysiadłem z pociągu, z oddali doleciał mnie huk dział. Ruszyłem piechotą. Znaki wskazujące drogę były precyzyjne, pierwszym było leżące na ziemi ciało celujące ramieniem w prawo. Nie mogłem zjeść, tak jak to sobie zaplanowałem, zrobił się zator z trupów i sygnalizacja nie działała. Panował upiorny upał, częściowo z powodu lata, częściowo z powodu wybuchów. Poczułem się jak w domu. To nie była pierwsza wojna, w której brałem udział, od wielu lat co dwa tygodnie wybucha jakaś wojna i ludzie się w końcu przyzwyczajają, to prawie jak wyjazd na piknik. Minęła mnie jakaś rodzina: mąż, żona, czwórka dzieci i pies, nieśli torby z zakupami, namiot, żeby nie umrzeć pod gołym niebem. Na skrzyżowaniu się rozdzieliliśmy, umierałem z pragnienia. Na szczęście natknąłem się na kiosk, obsługiwała go jakaś blada kobieta. Dopiero gdy powtórzyłem trzy razy, że chcę puszkę Indian Tonic, zauważyłem, że ma zatkane watą uszy, żeby nie ogłuchnąć od huku wybuchów, Zapytała, czy wiem co to wojna, odpowiedziałem, że nie, że przyjechałem po przeczytaniu ogłoszenia w gazecie. Zapytała wtedy po której stronie stoję. Powiedziałam, że po obu, że nie widzę różnicy.
Widzę, jak nadciąga wojna, podaję jej rękę mówię, że bardzo mi miło, mnie też odpowiada. Robimy sobie selfi, wtedy umieram po raz kolejny.

Adam Gai

Página del autor

1941 – , Argentina/Israel

El día en que las flores tomaron la ciudad

Salieron de los jardines, de los parques, de los floreros, de las florerías,
vestidas de rocío, revolucionarias,
para embargar la ciudad con sus perfumes,
las nubes las miraron con envidia,
no se atrevieron a bajar, a marchar con ellas, las libres
por un día, reacias a los ojales, a los celofanes y al mármol de cementerio,
bailando sus propios valses y protestando ante el balcón de Baudelaire;
el pueblo abrió las ventanas, pálido
y se acordó de lo que había olvidado,
el efímero color sagrado de la vida.

Fotogramas de Flores (2017) de Jorge Jácome. En una situación de crisis natural, la totalidad de la población de las Azores es obligada a evacuar debido a una plaga incontrolada de hortensias, una flor común en estas islas. Dos jóvenes soldados, arrebatados por la belleza del paisaje, nos guían a través de las tristes historias de aquellos que se ven forzados a irse y el deseo inherente de resistir y quedarse a vivir en las islas. El paseo fílmico se convierte en una reflexión nostálgica y política sobre la pertenencia y la identidad territorial y los roles que asumimos en los lugares de los que venimos.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dzień w którym kwiaty zdobyły miasto

Wyszły z ogrodów, z parków, z wazonów i kwiaciarni,
ubrane w rosę, rewolucyjne,
aby urzec miasto swoim zapachem,
chmury zerkały na nie zazdrośnie,
nie odważyły się zejść, sunąć z nimi, wolne
przez jeden dzień, nieposłuszne butonierkom, celofanom i cmentarnym marmurom,
tańcząc własne walce i protestując pod balkonem Baudelaire’a;
ludność otworzyła okna, pobladła
i przypomniała sobie to o czym zapominała,
o ulotnym i tajemnym kolorze życia.

Adam Gai

Página del autor

1941 – , Argentina/Israel

La procesión va por fuera

Entró al barrio musulmán
no en camino a la mezquita
sino camino al dios de prohibido nombre
y cuerpo velado por el muro antiguo.

Entró blandiendo una bandera, que cubría su cabeza y sus hombros
su dios lo esperaba y él llega
cantando y odiando, su clara manera de amar.

Ahora oye las palabras que brotan de la piedra: tengo una carta para ti,
sácala de la grieta, léela
la leyó, decía: mi piel está manchada
de tus deseos de sangre
ten piedad, no vuelvas

Barrio musulmán en Jerusalén: el Kotel HaKatan o pequeño Muro de las Lamentaciones situado a la izquierda de la “Puerta de Hierro”, sitio frecuentado de forma regular por los judíos ultrarreligiosos y con una importante presencia policial.

Kotel HaKatan – Mała Ściana płaczu w dzielnicy muzułmańskiej Jerozolimy.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pozory mylą

Wszedł do dzielnicy muzułmańskiej
nie kierując się do meczetu
lecz w drodze do boga, którego imienia zakazano
a ciała strzegła starożytna ściana.

Wszedł wymachując flagą, która zakrywała mu głowę i ramiona
jego bóg czeka na niego, kiedy nadchodzi
ze śpiewem i nienawiścią na ustach, bo właśnie tak okazywał swoją miłość.

Teraz słyszy słowa wydobywające się z kamienia: mam dla ciebie list,
wyjmij go ze ściany, przeczytaj
Przeczytał, napisano: moja skóra została splamiona
twoją żądzą krwi
miej litość, nie przychodź więcej.

Adrienne Rich

1922-2012, EE.UU.

Trad. A. Marcos

Qué tiempos son éstos:  

Hay un lugar entre dos hileras de árboles
donde la hierba crece monte arriba
y el viejo camino revolucionario se deshace en sombras
cerca de un templo abandonado por los perseguidos
que desaparecieron entre esas umbrías.

He caminado por allí cogiendo hongos al borde del espanto,
pero no te engañes,
éste no es un poema ruso, no sucede en otro lugar, sino aquí,
en nuestro país acercándose a su propia verdad y pavor,
a sus propios modos de hacer desaparecer a las gentes.

No te diré dónde se halla ese lugar, la oscura espesura del bosque
uniéndose a la imprecisa franja de la luz,
sus encrucijadas espectrales, paraíso de la hojarasca:
ya sé quién quiere comprarlo, venderlo, hacerlo desaparecer.

Y si no voy a decirte dónde está, entonces ¿por qué hablarte de ello?
Porque todavía escuchas, porque en tiempos como éstos,
para tenerte al menos escuchando, es necesario
hablar de árboles.

Fotografías de Nicolas Dhervillers, serie Uncertain Fates

Tłum. Ada Trzeciakowska

Co to za czasy

Jest takie miejsce pośród szpalerów drzew, gdzie
wzgórze porasta trawą
a stara rewolucyjna droga ginie w cieniu
tuż obok świątyni opuszczonej przez prześladowanych,
którzy zniknęli w mroku.

Spacerowałam tamtędy zbierając grzyby na skraju trwogi,
lecz nie oszukuj się
to nie rosyjski poemat, akcja nie toczy się gdzie indziej, tylko tutaj,
w naszym kraju zbliżającym się do swej własnej prawdy i trwogi,
do własnych sposobów na sprawienie, by ludzie znikali.

Nie powiem ci, gdzie znajduje się to miejsce, ciemny gąszcz lasu
napotyka niejasną smugę światła-
widmowe rozstaje, raj opadłych liści:
już wiem kto chce go kupić, sprzedać, sprawić by zniknął.

I skoro nie powiem ci, gdzie ono jest, to czemu miałabym mówić
coś więcej? Bo ciągle słuchasz, bo w takich czasach jak te
byś słuchał przynajmniej, koniecznie
trzeba mówić o drzewach.

Fotografías de Nicolas Dhervillers, serie Detachment

What Kind of Times Are These

There’s a place between two stands of trees
where the grass grows uphill
and the old revolutionary road breaks off into shadows
near a meeting-house abandoned by the persecuted
who disappeared into those shadows.

I’ve walked there picking mushrooms at the edge of dread,
but don’t be fooled
this isn’t a Russian poem, this is not somewhere else but here,
our country moving closer to its own truth and dread,
its own ways of making people disappear.

I won’t tell you where the place is, the dark mesh of the woods
meeting the unmarked strip of light—
ghost-ridden crossroads, leafmold paradise:
I know already who wants to buy it, sell it, make it disappear.

And I won’t tell you where it is, so why do I tell you
anything? Because you still listen, because in times like these
to have you listen at all, it’s necessary
to talk about trees.

Adam Gai

Página del autor

1941 – , Argentina/Israel

Poemas de sobremesa

Derribaron la puerta y la agarraron entre dos
sin explicarle nada. Uno por delante, otro por detrás.
La mesa afirmó sus patas con la firmeza que pudo.
Fue inútil, la empujaron, no pasaba,
decidieron inclinarla, primero dos patas,
después las otras dos. No sospecharon que los versos
que estaban sobre la mesa cayeron sigilosos
y estaban seguros de que ella no los iba a delatar,
aunque agujerearan su madera.
La bajaron a patadas.
Los versos entretanto se arrastraron, antes de que volvieran para atraparlos,
se aferraron a las paredes con sus uñas consonantes
camuflados con palabras de color de lagartija
treparon a la terraza y de un salto a las nubes
para arrojar en la lluvia su mensaje gota a gota, rima a rima,
bocas sedientas estaban
esperando abajo
sin que los guardias notaran
que el agua es la resistencia.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Wiersze przy stole

Wyważyli drzwi i chwycili go we dwoje
bez słowa wyjaśnienia. Jeden z przodu, drugi z tyłu.
Stół zaparł się na nogach z całą zawziętością na jaką było go stać.
Na daremnie, popchnęli go, nie mieścił się,
zdecydowali się więc go przechylić, najpierw dwie nogi,
a potem kolejne dwie. Nie przypuszczali, że wersy
leżące na stole bezszelestnie spadły na ziemię,
byli pewni, że on ich nie wyda,
choćby przebili na wylot jego drewno.
Kopniakami zepchnęli go na dół.
A wersy w tym czasie powlekły się, nim jeszcze zdążyli je złapać,
wczepiły się w ściany swoimi spółgłoskowymi pazurami
zamaskowane słowami w kolorze jaszczurki
wspięły się na taras a potem jednym skokiem na chmury,
by słać przesłania deszczem, kropla za kroplą, rym za rymem,
spragnione usta
czekały na dole
a pełniący wartę nie zauważyli nawet,
że woda jest aktem oporu.

Adrienne Rich

1922-2012, EE.UU.

Trad.  Sandra Toro

Cartografías del silencio

5.

El silencio que deja al descubierto:
En la Pasión de Juana de Dreyer

la cara de Falconetti, el pelo rapado, una gran geografía
escrutada en silencio por la cámara

Si hubiese una poesía donde esto pudiese ocurrir
no como espacio en blanco ni como palabras

ajustadas igual que una piel sobre los significados
sino como el silencio que cae al final

de una noche que dos personas pasaron
hablando hasta el amanecer.

Fotogramas de La pasión de Juana de Arco de Carl Theodor Dreyer (1928)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Karografie ciszy

5.

Cisza, która obnaża:
W Męczeństwie Joanny Dreyera

Twarz Falconetti, zgolone włosy, rozległa geografia
badana w ciszy przez kamerę

Gdyby tylko istniała poezja gdzie jest to możliwe
nie jako puste odstępy ani jako słowa

naciągnięte niczym skóra na znaczeniach
lecz jako cisza która zapada na koniec

nocy, którą dwoje ludzi spędziło
na rozmowie aż do świtu.

Fragmento del oratorio compuesto por Richard Einhorn para la película de C.T. Dreyer

Cartographies of Silence

5.

The silence strips bare:
In Dreyer’s Passion of Joan

Falconetti’s face, hair shorn, a great geography
mutely surveyed by the camera.

If there were a poetry where this could happen
not as blank space or as words

stretched like skin over meanings
but as silence falls at the end

of a night through which two people
have talked till dawn.

Adrienne Rich

1922-2012, EE.UU.

Trad.  Juan Carlos Villavicencio

Los árboles

Los árboles del interior se mueven hacia el bosque,
el bosque que estuvo vacío todos estos días
donde ningún pájaro podía sentarse
ningún insecto esconderse,
ningún sol enterrar sus pies en la sombra
el bosque que estuvo vacío todas estas noches
estará lleno de árboles por la mañana.

Toda la noche las raíces trabajan
por retirarse de las grietas
en el suelo de la terraza.
Las hojas se tuercen hacia los vidrios
pequeños vástagos rígidos por el esfuerzo
largas y estrechas ramas se arrastran bajo el tejado
como pacientes recién dados de alta
medio aturdidos, dirigiéndose
a las puertas de la clínica.

Me siento adentro, las puertas se abren a la terraza,
escribo largas cartas
en las que apenas menciono la partida
del bosque desde la casa.
La noche está fresca, la luna entera brilla
en un cielo aún abierto
el olor de las hojas y el liquen
aún alcanza como una voz las habitaciones.
Mi cabeza está llena de susurros
que mañana estarán en silencio.

Escucha. Los vidrios se quiebran.
Los árboles se van tropezando
hacia la noche. Los vientos se apresuran
            a reunirse con ellos.
La luna se ha roto como un espejo,
sus fragmentos fulguran ahora en la copa
del más alto de los robles.

Fotografías de Denise Grunstein y Marit Beer

Tłum. Julia Hartwig

Drzewa

Drzewa z wnętrza domu wyruszają do lasu
las był pusty przez wszystkie te dni
i nie mógł w nim spocząć żaden ptak
ni skryć się żaden owad
ani słońce nie mogło zagłębić nóg w jego cieniu
Las, który był pusty przez wszystkie te noce
rankiem zapełni się drzewami.

Przez całą noc korzenie pracują
by wyjść przez szpary
w podłodze werandy
Liście prężą się w stronę lustra
gałązki sztywnieją z wysiłku
skurczone przez długi czas konary szorują pod dachem
jak dopiero co zwolnieni pacjenci
którzy na wpół oszołomieni spieszą
do drzwi kliniki

Siedzę wewnątrz przy otwartych na werandę drzwiach
i piszę długie listy
w których lekko tylko napomykam o odwrocie
lasu z mojego domu

Noc jest świeża świeci pełny księżyc
na otwartym wciąż niebie,
zapach liści i mchu
wchodzi do pokoju jak czyjś głos.
Głowa moja jest pełna szeptów
które jutro umilkną
Posłuchaj To pęka szkło
Drzewa potykając się suną
w głąb nocy Wiatry spieszą im na spotkanie
Księżyc roztrzaskał się jak lustro
jego odłamki tkwią teraz w koronie
najwyższego dębu

The trees

The trees inside are moving out into the forest,
the forest that was empty all these days
where no bird could sit
no insect hide
no sun bury its feet in shadow
the forest that was empty all these nights
will be full of trees by morning.

All night the roots work
to disengage themselves from the cracks
in the veranda floor.
The leaves strain toward the glass
small twigs stiff with exertion
long-cramped boughs shuffling under the roof
like newly discharged patients
half-dazed, moving
to the clinic doors.

I sit inside, doors open to the veranda
writing long letters
in which I scarcely mention the departure
of the forest from the house.
The night is fresh, the whole moon shines
in a sky still open
the smell of leaves and lichen
still reaches like a voice into the rooms.
My head is full of whispers
which tomorrow will be silent.

Listen. The glass is breaking.
The trees are stumbling forward
into the night. Winds rush to meet them.
The moon is broken like a mirror,
its pieces flash now in the crown
of the tallest oak.

Adrienne Rich

1922-2012, EE.UU.

Trad. María Soledad Sánchez Gómez

Canción

Te preguntas si estoy sola:
pues sí, estoy sola
como un avión que viaja solitario y horizontal
siguiendo las señales de radio, dirigiéndose
a cruzar las Rocosas
por la sucesión de pasillos azules
de un campo de aterrizaje sobre el océano

¿Quieres preguntarme si estoy sola?
Bien, por supuesto, sola
como una mujer que conduce a través del país
día tras día, dejando atrás
milla tras milla
pequeñas ciudades en las que podría haber parado
y vivido y muerto, sola

Si estoy sola
debe ser la soledad
de despertar primero, de respirar
el primer soplo de aire frío del alba sobre la ciudad
de ser la que está despierta
en una casa envuelta en sueño

Si estoy sola
es con la firmeza del bote helado en la costa
en la última luz roja del año
que sabe lo que es, que sabe que no es
hielo ni lodo ni luz invernal
sino madera, con el don de arder

Trad. Ada Trzeciakowska

Pieśń

Jesteś ciekaw czy jestem sama:
więc tak, jestem sama
jak samolot lata samotnie podtrzymywany
przez radiowe fale, kierując się
nad Górami Skalistymi
naciągniętymi na błękitno strunami pasów
lotniska nad oceanem.

Chcesz wiedzieć, czy jestem sama?
Dobrze, oczywiście, samotna
jak kobieta przemierzająca kraj samochodem
dzień za dniem, zostawiając za sobą
milę za milą
miasteczka, w których mogłaby zatrzymać się
i żyć i umrzeć, sama

Jeśli jestem sama
to musi być samotność
budzącej się najwcześniej, oddychającej
pierwszym zimnym powiewem świtu w mieście
jedynej przebudzonej
w domu owiniętym w sen

Jeśli jestem sama
to jak zamarznięta łódka na brzegu
w ostatnim czerwonym świetle roku,
która wie czym jest, wie, że nie jest ani
lodem ani błotem ani zimowym światłem
lecz drewnem obdarzonym darem płonięcia.

Song

You’re wondering if I’m lonely:
OK then, yes, I’m lonely
as a plane rides lonely and level
on its radio beam, aiming
across the Rockies
for the blue-strung aisles
of an airfield on the ocean.

You want to ask, am I lonely?
Well, of course, lonely
as a woman driving across country
day after day, leaving behind
mile after mile
little towns she might have stopped
and lived and died in, lonely

If I’m lonely
it must be the loneliness
of waking first, of breathing
dawns’ first cold breath on the city
of being the one awake
in a house wrapped in sleep

If I’m lonely
it’s with the rowboat ice-fast on the shore
in the last red light of the year
that knows what it is, that knows it’s neither
ice nor mud nor winter light
but wood, with a gift for burning

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester (con algunas correcciones mías)

Don Cogito sobre la magia

1

Mircea Eliade tiene razón
somos a pesar de todo
una sociedad avanzada
magia y gnosis
florecen como nunca
paraísos artificiales
infiernos artificiales
se venden por las esquinas

en Amsterdam se descubrieron
instrumentos de tortura de plástico

una muchachita de Massachusetts
recibió un bautismo de sangre

los catatónicos del séptimo día
esperan en las pistas de despegue

se los llevará la cuarta dimensión
una ambulancia de ronca sirena

por Telegraph Street
avanza una caterva de barbudos
entre el dulzón aroma del nirvana

Juanito Pichón soñó
que era dios
y que dios era nada
y bajaba lento como una pluma
desde la torre Eiffel

un filósofo menor de edad
discípulo de Sade
corta con destreza
la barriga de una mujer encinta
y con su sangre escribe en las paredes
versículos sobre la destrucción

añádase a esto las orgías orientales
por coacción y algo aburridas

2

de aquí están surgiendo fortunas
ramas de la industria
ramas de la delincuencia

laboriosas barquichuelas realizan
travesías en pos de nuevas especias

los ingenieros de la depravación visual
trabajan sin respiro

jadeantes los alquimistas de la alucinación
fabrican
nuevos estremecimientos
nuevos colores
nuevos gemidos

nace así el arte
de la epilepsia agresiva

con el tiempo
los corruptores se harán mayores
y pensarán en reparar daños

surgirán entonces
nuevas cárceles
nuevos asilos
nuevos cementerios

mas esto es solo la visión
de un futuro mejor

por ahora
la magia
florece
como nunca

Fotogramas de Metrópolis de Fritz Lang

Pan Cogito o magii

1
Ma rację Mircea Eliade
jesteśmy – mimo wszystko
społeczeństwem zaawansowanym

magia i gnoza
kwitnie jak nigdy

sztuczne raje
sztuczne piekła
sprzedawane są na rogu ulicy

w Amsterdamie odkryto
plastykowe narzędzie tortur

dzieweczka z Massachusetts
przyjęła chrzest krwi

katatonicy siódmego dnia
stają na pasach startowych

porwie ich czwarty wymiar
karetka z ochrypłą syreną

przez Telegraph Street
płyną ławice brodaczy
w słodkim zapachu nirwany

Jaś Gołąb śnił
że jest bogiem
a bóg nicością
spływał wolno jak piórko
z wieży Eiffla

nieletni filozof
uczeń Sade’a
przecina umiejętnie
brzuch ciężarnej kobiety
i krwią maluje na ścianie
wersety zagłady

do tego orgie orientalne
wymuszone i trochę nudne

2

rosną z tego fortuny
gałęzie przemysłu
gałęzie zbrodni

pracowite stateczki płyną
w podróż po nowe korzenie

inżynierowie wizualnej rozpusty
pracują bez wytchnienia

zziajani alchemicy halucynacji
produkują
nowe dreszcze
nowe kolory
nowe jęki

i rodzi się sztuka
agresywnej epilepsji

z czasem
deprawatorzy osiwieją
i pomyślą o zadośćuczynieniu

powstaną wtedy
nowe więzienia
nowe azyle
nowe cmentarze

jest to jednak wizja
lepszej przyszłości

na razie
magia
kwitnie
jak nigdy