Alejandra Pizarnik

1936-1972, Argentina

La única herida

¿Qué bestia caída de pasmo
se arrastra por mi sangre
y quiere salvarse?

He aquí lo difícil:
caminar por las calles
y señalar el cielo o la tierra.

Fotografía de Deborah Sheedy “Series IV”

Tłum. Ada Trzeciakowska

Jedyna rana

Co za bestia skręcona spazem
pełza w mojej krwi
i pragnie ocalenia?

w tym cała trudność:
chodzić ulicami
i wskazywać niebo lub ziemię.

Alejandra Pizarnik

Alejandra Pizarnik

1936-1972, Argentina

Madrugada

Desnudo soñado una noche solar.
He yacido días animales.
El viento y la lluvia me borraron
como a un fuego, como a un poema
escrito en un muro.

Fotografía de Michael Kenna

Tłum. Ada Trzeciakowska

Świt

Nagi przyśniony słoneczną nocą.
Leżałem przez zwierzęce dni.
Wiatr i deszcz zatarły mnie
jak ogień, jak wiersz
zapisany na murze.

Roberto Juarroz

1925-1995, Argentina

Poesía vertical V-21

La muerte es otro hilo de la trama.
Hay momentos en que podría penetrar en nosotros
con la misma naturalidad que el hilo de la vida
o el hilo del amor.

El tejido se completaría entonces casi tiernamente,
casi como si nosotros mismos lo tejiéramos.

Hay momentos para morir.
Hay momentos
en los que el hilo de la muerte
no deshace el tejido.

Fotograma Yo soy el amor de Luca Guadagnino (2009)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Poezje pionowe V-21

Śmierć jest kolejnym pasmem wątku
Są chwile w których mogłaby nas przeniknąć
z tą samą naturalnością jak pasmo życia
czy nić miłości.

Tkanka dopełniłaby się wtedy łagodnie,
prawie tak jakbyśmy ją utkali sami.

Są chwile na umieranie.
Są chwile,
w których pasmo śmierci
nie narusza tkanki.

Fotograma Yo soy el amor de Luca Guadagnino (2009)

David Meza

1990 – , México

Leonel (o en la orilla del sueño)

A mi generación

Bajo el horizonte un muchacho con lágrimas en los ojos dice que el tiempo no existe. El tiempo toma su sombrero y se va como un ave entre las ramas de la medianoche. La cuerda se ha detenido, y el agua del lavabo ha hecho de la casa un litoral donde los tiburones entran y salen de los cuadros en busca de más estrellas, un litoral donde las ballenas saltan y se revuelven entre las constelaciones, donde el cadáver de los cetáceos se transforma en polvo cósmico y arena; un litoral donde los delfines convirtieron la literatura en arrecifes y corales. Alguien ha dejado de dar cuerda a nuestra casa y las escamas del reptil se incrustan en un sueño. Todo quedó revuelto. El siglo XVI tomó la forma de un barco negro encallado en la arena. Un muchacho salió del barco y dijo “Algunos hombres nacen más pájaro que hombre” y se fue volando. Entonces, pude escuchar una voz. Era como un evangelio de tierra entre las manos de otro. Un otro que llevaba su corazón extendido como la piel de un tambor y que sabía mi nombre. Pienso que ese otro bien pudiera ser el mago. El siglo XVII siguió flotando como los planetas en el cielo. Una vez bajó a mi casa de cuerda y me dijo: “Si de alguna forma pudieses mezclar los sueños con la tinta de los calendarios, o decirle que le amas a una muchacha mientras un cometa le atraviesa el pecho; si de alguna forma pudieses revolver la música con las piedras y el agua con el pensamiento, si pudieses volverte noche, o volverte día para llenar el vacío de la muerte con las piedrillas del amor; entonces, quizá, tendrías lo necesario para empezar un poema”, y se fue.

Fragmento del Capítulo 3 de El sueño de Visnu

Mi videopoema, adaptación del texto de David Meza

Tłum. Ada Trzeciakowska

Leonel (czyli na brzegu snu)

Do mojego pokolenia

Pod nieboskłonem chłopiec ze łzami w oczach mówi, że czas nie istnieje. Czas zabiera swój kapelusz i znika jak ptak wśród gałęzi nocy. Struna zatrzymała się, a woda w umywalce zmieniła dom w wybrzeże, gdzie rekiny wskakują i wyskakują z obrazów w poszukiwaniu innych gwiazd, wybrzeże, gdzie wieloryby skaczą i obracają się wśród gwiezdnych konstelacji, gdzie ciało morświnów staje się kosmicznym pyłem i paskiem, wybrzeże, gdzie delfiny zmieniły literaturę w rafy koralowe i koralowce. Ktoś przestał nakręcać nasz dom i gadzie łuski wbijają się w sen. Wszystko się zagmatwało. XVI wiek przybrał formę czarnegco statku, który osiadł na piachu. Chłopiec opuścił łódź i powiedział „Niektórzy ludzie rodzą się bardziej ptakami niż ludźmi” i odleciał. Mogłem wtedy usłyszeć jego głos. Był jak ewangelia z ziemi w rękach kogoś innego. Kogoś kogo serce zostało naciągnięte jak skóra na bębenku i kto znał moje imię. Myślę, że ten ktoś inny mógł być czarodziejem. XVII wiek unosił się nadal jak planety na niebie. Pewnego razu zdjął mój dom z sznurka i powiedział: „Gdybyś w jakiś sposób mógł zmieszać sny z atramentem kalendarzy lub powiedzieć dziewczynie, że ją kochasz, podczas gdy kometa przeszywa jej pierś; gdybyś w jakiś sposób mógł poruszyć muzykę kamieniami i wodę za pomocą myśli, gdybyś mógł stać się nocą, lub zostać dniem by wypełnić pustkę śmierci kamyczkami miłości; wtedy, być może, miałbyś wszystko co potrzebne do napisania wiersza”, i odszedł.

Fragment Rozdziału 3 ze Snu Wisznu

Collage de Robin Isely

César Vallejo

1892-1938, Perú

Los heraldos negros

Hay golpes en la vida, tan fuertes… ¡Yo no sé!
Golpes como del odio de Dios; como si ante ellos,
la resaca de todo lo sufrido
se empozara en el alma… ¡Yo no sé!

Son pocos; pero son… Abren zanjas oscuras
en el rostro más fiero y en el lomo más fuerte.
Serán tal vez los potros de bárbaros Atilas;
o los heraldos negros que nos manda la Muerte.

Son las caídas hondas de los Cristos del alma
de alguna fe adorable que el Destino blasfema.
Esos golpes sangrientos son las crepitaciones
de algún pan que en la puerta del horno se nos quema.

Y el hombre… Pobre… ¡pobre! Vuelve los ojos, como
cuando por sobre el hombro nos llama una palmada;
vuelve los ojos locos, y todo lo vivido
se empoza, como charco de culpa, en la mirada.

Hay golpes en la vida, tan fuertes… ¡Yo no sé!

El caballo de Turín (Hungría 2011) Dirigida por Béla Tarr y Ágnes Hranitzky. Libremente inspirada en un episodio que marca el fin de la carrera del filósofo Friedrich Nietzsche. El 3 de enero de 1889, en la plaza Alberto de Turín, Nietzsche se lanzó llorando al cuello de un caballo agotado y maltratado por su cochero y, después, se desmayó. Desde entonces, dejó de escribir y se hundió en la locura y el mutismo. En una atmósfera preapocalíptica, se nos muestra la vida del cochero, su hija y el viejo caballo.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Czarni heroldowie

Bywają ciosy w życiu, tak potężne… Sam nie wiem!
Ciosy jakby z nienawiści Boga, jakby w ich obliczu,
przypływ gorzki wycierpianych chwil
ugrzązł nam w duszy… Sam nie wiem!

Jest ich niewiele, ale są… Rysują się ciemnymi bruzdami
na twarzy najdzikszej i najtwardszym karku.
Być może to źrebaki barbarzyńskich attylii:
lub czarni heroldowie, których wysyła nam Śmierć.

To głębokie upadki Chrystusów z duszy,
jakiejś godnej podziwu wiary, którą Los przeklina.
Te krwawe ciosy to trzaski
chleba co w drzwiczkach pieca się nam pali.

A człowiek… Biedny… biedny! Zwraca oczy, jak
przywołany szturchnięciem w plecy:
zwraca oczy oszalałe i wszystko co przeżył
tkwi, jak kałuża winy, w spojrzeniu.

Bywają ciosy w życiu, tak potężne… Sam nie wiem!

Eugenio Montejo

1938-2008, Venezuela

Los árboles

Pasan la vida entera meditando
y moviendo sus ramas.
Basta mirarlos en otoño
cuando se juntan en los parques:
sólo conversan los más viejos,
los que reparten las nubes y los pájaros,
pero su voz se pierde entre las hojas
y muy poco nos llega, casi nada.

Es difícil llenar un breve libro
con pensamientos de árboles.
Todo en ellos es vago, fragmentario.
Hoy, por ejemplo, al escuchar el grito
de un tordo negro, ya en camino a casa,
grito final de quien no aguarda otro verano,
comprendí que en su voz hablaba un árbol,
uno de tantos,
pero no sé qué hacer con ese grito,
no sé cómo anotarlo.

Escena de La infancia de Iván de Andréi Tarkovsky

Drzewa

Pół życia mija im na medytowaniu
i poruszaniu gałęziami.
Wystarczy popatrzeć nie jesienią
kiedy zbierają się w parkach:
rozmawiają tylko te najsędziwsze,
te co rozdają chmury i ptaki,
lecz głos ich gubi się wśród liści
i niewiele do nas dociera, prawie nic.

Trudno jest wypełnić krótką książkę
myślami drzew.
Wszystko w nich jest ulotne, niepełne.
Dziś, na przykład, słysząc krzyk
czarnego drozda, w drodze do domu już,
ostatni krzyk kogoś kto nie przetrwa kolejnego lata,
zrozumiałem, że jego głosem przemawiało drzewo,
jedno z wielu,
lecz nie wiem co mam uczynić z tym krzykiem,
nie wiem jak go zapisać.

César Moro

1903-1956, Perú

El fuego y la poesía
III

Amo la rabia de perderte
Tu ausencia en el caballo de los días
Tu sombra y la idea de tu sombra
Que se recorta sobre un campo de agua
Tus ojos de cernícalo en las manos del tiempo
Que me deshace y te recrea
El tiempo que amanece dejándome más solo
Al salir de mi sueño que un animal antediluviano perdido en la
sombra de los días
Como una bestia desdentada que persigue su presa
Como el milano sobre el cielo evolucionando con una precisión
de relojería
Te veo en una selva fragorosa y yo cerniéndome sobre ti
Con una fatalidad de bomba de dinamita
Repartiéndome tus venas y bebiendo tu sangre
Luchando con el día lacerando el alba
Zafando el cuerpo de la muerte
Y al fin es mío el tiempo
Y la noche me alcanza
Y el sueño que me anula te devora
Y puedo asimilarte como un fruto maduro
Como una piedra sobre una isla que se hunde

Collages y pinturas surrealistas de César Moro

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ogień i poezja
III

Kocham wściekłość z którą cię tracę
twoją nieobecność na grzbiecie dni
Twój cień i zamysł twojego cienia
zarysowującego się na polu wody
Twoje oczy sokoła w rękach czasu
Który niszczy mnie a ciebie stwarza na nowo
Czasu, który świtając opuściwszy mój sen
Czyni mnie bardziej samotnym niż przedpotopowy zwierz zagubiony w
cieniu dni
Niczym bezzębna bestia ścigająca zdobycz
Niczym jastrząb na niebie ewoluujący z zegarmistrzowską
precyzją
Dostrzegam cię w nieprzebytej puszczy i zawisam nad tobą
Z fatalnością bomby i dynamitu
Roznosząc się po twoich żyłach i pijąc twoją krew
Walcząc z dniem i rozszarpując świt
Wykradając ciało śmierci
I ostatecznie czas staje się mój
I noc mnie dosięga
I sen, który mnie unicestwia a ciebie pożera
I mogę przyswoić sobie ciebie jak dojrzały owoc
Jak kamień na zapadającej się wyspie

José Lezama Lima

1910-1976, Cuba

Preludio a las eras imaginarias en “La cantidad hechizada”

Cualquiera de los asombros que el hombre se niega a aceptar es inferior al del unicornio que bebe en una fuente. Un árbol en el desierto es menos asombroso que el hombre por los arrabales, bajo la lluvia, cubriéndose con un periódico. Todo lo acepta el hombre, menos que es un asombro, un monstruo que lanza preguntas sin respuestas. Se asombra del incondicionado de la divinidad, pero se niega a aceptar que él es un incondicionado igualmente asombroso. Encuentra en los desarrollos que le rodean un signo causal, pero si se le obliga a creer que él forma parte de esa causalidad mientras duerme, enmudece. La batalla que se libra en su sueño entre el uno y el árbol, lo adormece tan solo para el asombro, pues cree cerrarse en el sueño. El mundo del unicornio bebiendo agua en la fuente tiene su aceptación, pero el hombre se niega a aceptar que él continúa, que él prolonga un incondicionado, que Dios tiene que contestar, o volver a preguntar, para engendrarlo de nuevo en la causalidad misteriosa. No invisible como en la metamorfosis de los griegos, sino en la transparencia, en el fulgor, en que el hombre toma el relámpago de lo incondicionado.

Pintura de Pepe Enguídanos

Tłum. Rajmund Kalicki

Preludium do er wyobraźni w “Wazach orfickich”

Jakiekolwiek zdziwienie, które człowiek odtrąca, jest mniejsze od zaskoczenia jednorożca, pijącego wodę ze źródła. Drzewo na pustyni jest mniej zdumiewające niż człowiek na ulicy, na deszczu, okrywający głową gazetą. Człowiek godzi się na wszystko prócz tego, że sam jest zaskoczeniem, monstrum rzucającym pytania bez odpowiedzi. Zdumiewa go boska bezwarunkowość, ale odrzuca myśl, że on sam jest istotą równie nieuwarunkowaną i zadziwiającą. Wśród dziejących się wokół niego wydarzeń znajduje wciąż przyczyny, ale milknie, kiedy każe mu się wierzyć, że jest cząstką przyczynowego łańcucha także w czasie snu. Walka, jaka w jego snach toczy się między jednostką a drzewem, czyni go niewrażliwym na zdumienie, sądzi bowiem, że schronił się we własnym uśpieniu. Przyjmuje świat jednorożca pijącego wodę ze źródła, ale odtrąca myśl, że sam jest częścią świata nieuwarunkowanego, że Bóg musi odpowiedzieć lub postawić pytanie, aby cisnąć go znowu w strumień tajemniczej przyczynowości. Nie w strumień niewidzialny, jak w przypadku greckich metamorfoz, ale w przeźroczystość i jaskrawość, gdzie człowiek chwyta w dłoń błyskawicę bezwarunkowości.

César Vallejo

1892-1938, Perú

La cólera que quiebra al hombre en niños…

La cólera que quiebra al hombre en niños,
que quiebra al niño en pájaros iguales,
y el pájaro, después, en huevecillos;
la cólera del pobre
tiene un aceite contra dos vinagres.

La cólera que al árbol quiebra en hojas,
la hoja en botones desiguales
y al botón, en ranuras telescópicas;
la cólera del pobre
tiene dos ríos contra muchos mares.

La cólera que quiebra al bien en dudas,
a la duda, en tres arcos semejantes
y al arco, luego, en tumbas imprevistas;
la cólera del pobre
tiene un acero contra dos puñales.

La cólera que quiebra al alma en cuerpos,
al cuerpo en órganos desemejantes
y al órgano, en octavos pensamientos;
la cólera del pobre
tiene un fuego central contra dos cráteres.

André Kertész

Tłum. Ada Trzeciakowska

Gniew, który rozbija człowieka na dzieci…

Gniew, który rozbija człowieka na dzieci,
dziecko rozbija na jednakowe ptaki,
ptaka zaś na jajeczka;
gniew biedaka
ma jedną oliwę przeciw dwóm częściom octu.

Gniew, który drzewo rozbija na liście,
liść na niejednakowe pąki,
a pąk na rowki teleskopowe,
gniew biedaka
ma dwie rzeki przeciw tylu morzom.

Gniew, który rozbija dobro na wątpliwości,
wątpliwość na trzy podobne do siebie łuki,
a łuk kolejno na nieprzewidziane groby;
gniew biedaka
ma jedną stal przeciw dwóm sztyletom.

Gniew, który duszę rozbija na ciała,
ciało na niepodobne do siebie organy,
organ zaś na osiem myśli;
gniew biedaka
ma zapłon centralny przeciw dwóm kraterom.

David Meza

1990 – , México

Rebeca (o en la boca de la simetría)

A Frida

Escribí tu nombre y el mundo se detuvo. Escribí mundo y ensucié la hoja de nostalgia. En algún momento la vida es un pájaro de nieve. Escribí mundo y ensucié la mesa de nostalgia. En algún momento la vida es un pajarito que entra al cuarto y te mancha los muebles de arcoíris. Soñé con un río lleno de perlas. En algún momento la vida es nieve. Escribí flores sobre tu pecho. Soñé con un río lleno de lunas. Escribí flores sobre tu pecho y las flores dejaron caer sus efes a mi boca. En algún momento la vida significa hacer de tus muros aire y dejar tu casa regada en el asfalto como un charco de colores. Soñé un río lleno de mundos. Escribí en tu cuerpo con trocitos de almendra y nube. Escribí en tu cuerpo un poema de nieve, luego lo regué con perlas y esquirlas de oro. Escribí soñando en las lunas de madera sobre tu pecho. En algún momento recordé tu boca mordiéndome el alma, bajo las no blancas sábanas de la noche. Soñé que el río caía sobre las calles como una lluvia de perlas y canicas. Soñé con una estatua pintada de arcoíris. Soñé con un arcoíris mojándote los muslos y soñé tus muslos amarrados a mi cuerpo. Escribí tu cuerpo. Escribí tu aire. Escribí tu sangre y tu sangre me volvió un campo de uvas el vientre. En algún momento la vida tomó la forma de tus ojos y yo dije que un hombre no poetiza al mundo, sino que desmundiza al poema que es el mundo. Soñé tu voz. Soñé tus ojos. Soñé mi campo de uvas cubierto de nieve, porque en algún momento escribí tu voz, tus ojos, la nieve y el mundo se detuvo.

Fragmento del Capítulo 1 de El sueño de Visnu

Mi videopoema, adaptación del texto de David Meza

Tłum. Ada Trzeciakowska

Rebeka (na ustach symetrii)

Fridzie

Napisałem twoje imię i świat się zatrzymał. Napisałem świat i zabrudziłem kartkę nostalgią. W którejś chwili życie jest śnieżnym ptakiem. Napisałem świat i zaplamiłem kartkę nostalgią. W którejś chwili życie jest ptaszkiem, który wlatuje do pokoju i zaplamia tęczą meble. Śniłem o rzece pełnej pereł. W którejś chwili życie jest śniegiem. Napisałem kwiaty na twojej piersi. Śniłem o rzece pełnej księżyców. Napisałem kwiaty na twojej piersi i kwiaty zrzuciły swoje ka do moich ust. W którejś chwili życie oznacza wysadzić mury w powietrze i pozostawić dom podlany asfaltem jak w kolorowej kałuży. Śniłem o rzece pełnej światów. Pisałem na twoim ciele kawałkami migdałów i chmurą. Napisałam na twoim ciele śnieżny wiersz, potem podlałem go perłami i odłamkami złota. Pisałem na twojej piersi śniąc o drewnianych księżycach. W którejś chwili przypominałem sobie twoje usta gryzące moją duszę, pod niebiałym prześcieradłem nocy. Śniłem, że rzeka spadała na ulice jak deszcz pereł i szklanych kulek. Śniłem o posągu pomalowanym tęczą. Śniłem o tęczy moczącej twoje uda i śniłem o udach zakotwiczonych na moim ciele. Napisałem twoje ciało. Napisałem twoje powietrze. Napisałem twoją krew i twoja krew przemieniła mój brzuch w winne sady. W którejś chwili życie przybrało kształt twoich oczu a ja powiedziałem, że człowiek nie poetyzuje świata, tylko rozświatowuje wiersz, który jest światem. Wyśniłem twój głos. Wyśniłem twoje oczy. Wyśniłem winne pola pokryte śniegiem, bo w którejś chwili zapisałem twój głos, twoje oczy, śnieg a świat się zatrzymał.

Fragment Rozdziału 1 ze Snu Wisznu