Ángel M. Alcalá

1981- , España (Albacete)

***

Hazme piel y conviérteme en refugio
en nido, calor en medio de la nada
en savia, vaho de sangre que late
y germina en zarza resplandeciente
Hazme tierra y manto
déjame al compás del sol
que me reparta el viento del oeste
por los rincones y grietas más intrincados
ocultos
que haya sobre el planeta
Que sea roca
lava
ceniza.

Foto propia (collage). Alcoy

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Uczyń mnie skórą i zmień mnie w schronienie
w gniazdo, ciepło pośród nicości
w żywotne soki, wyziewy krwi, która pulsuje
i kiełkuje w połyskującym krzaku jeżyn
Uczyń mnie glebą, ściółką
porzuć mnie w takt słońca
niech rozproszy mnie zachodni wiatr
po najzawilszych zakątkach i najskrytszych
szczelinach
ziemi
Będę skałą
lawą
prochem.

León Felipe

1884-1968, España

Comunión

En alguna parte se ha dicho:
Dios se come a los hombres
y los hombres un día se comerán a Dios.
Y también está escrito:
no es más que un pez el hombre
en su mar de tinieblas y de llanto.
Y en alguna otra parte se pregunta:
¿Para qué está allá arriba sentado
en el alto cantil de las nubes heladas
ese Gran Pescador?
¿Para qué está allá arriba
con su cebo,
su anzuelo
y su larga caña de pescar
ese Gran Pescador?
¿No es más que un pez el hombre,
un pez para las brasas del infierno
y para que después, “puro y dorado”,
se lo coma allá arriba
ese Gran Pescador?
Y ahora… aquí… el pez… el hombre es el que arguye:
un día me tragaré el mar…
todo el agua del mar…
todas las tinieblas del mar como una perla negra…
un día me tragaré el mar,
toda el agua del mar,
toda la amargura del mar como un sola lágrima…
y dejaré al descubierto
el cebo el anzuelo
y la larga caña de pescar
de ese Gran Pescador,
¡toda su mentira y su verdad!
Luego me sentaré a llorar sobre la última roca seca del mundo,
a llorar, a llorar otra vez
hasta llenar de nuevo la tierra
con otro mar inmenso,
mucho más negro
y mucho más amargo que el de ahora…
con otro mar que llegue hasta los cielos,
anegue las estrellas
y ahogue a es Gran Pescador
con su cebo
su anzuelo
y su larga caña de pescar.
Entonces
yo seré el pescador
y Dios.
Seré el pescador
y Dios, el Gran Pez, sorprendido y pescado.
Aquel día el Hombre… todos los hombres se comerán a Dios.
Será el día… el Gran Día de la verdadera,
de la gloriosa
y de la sagrada comunión.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Komunia

Gdzieś zostało powiedziane:
Bóg zjada ludzi
a ludzie pewnego dnia zjedzą Boga.
I jest też napisane:
człowiek nie jest niczym więcej niż rybą
w jego morzu mroku i łez.
A gdzie indziej pyta się:
Po co on tam siedzi na górze
na stromych urwiskach lodowych chmur
ten Wielki Rybak?
Po co jest tam, na górze?
ze swoją przynętą,
hakiem
i długą wędką
ten Wielki Rybak?
Czyż nie jest niczym więcej niż rybą człowiek,
rybą dla piekielnego żaru
by potem, “nieskalany i złoty”,
zjadł go tam na górze
ten Wielki Rybak?
A teraz… tutaj… ta ryba… człowiek jest tym, kto argumentuje tak:
pewnego dnia połknę morze…
wszystką morską wodę…
wszystkie morza mroki jak czarną perłę…
pewnego dnia połknę morze,
wszystkie morza wody,
wszystką morza gorycz jak jedną łzę…
i obnażę
przynętę haczyk
i długą wędkę
Wielkiego Rybaka,
wszystkie jego kłamstwa i prawdy!
Potem usiądę i zapłaczę na ostatniej suchej skale świata,
będę płakać i płakać
aż znów napełnię ziemię
innym morzem, ogromnym
i dużo czarniejszym
i o wiele bardziej gorzkim niż to teraz…
innym morzem, które sięgnie nieba,
porwie gwiazdy
i zatopi Wielkiego Rybaka
z jego przynętą
hakiem
i długą wędką.
Wówczas
ja będę rybakiem
i Bogiem.
Ja będę rybakiem
a Bóg, Wielką Rybą, zdziwioną i wyłowioną.
W owym dniu Człowiek… wszyscy ludzie zjedzą Boga.
To będzie dzień… Wielki Dzień prawdziwej
i błogosławionej
świętej komunii.

Luis Rosales

1910-1992, España

UNA HUELLA DE VIOLETA EN LA NIEVE

Me contaba su sueño hasta agotarse
y sus palabras eran
como el paso del tren cuando te encuentras junto a la vía,
y sientes su atracción en todo el cuerpo al mismo tiempo,
y vibras empujado por el vacío
que tiene un fundamento de dulzura y terror.
Mientras me hablaba
ella vivía desde este fundamento
en donde el miedo de vivir se nos acerca tanto
que la carne se agrieta para arder,
que la carne se agrieta
como la llama tiene un vacío, en su centro, de sombra natural;
y ella se iba llenando de ese hueco,
de ese espejo de nieve simultánea
mientras seguía contándome su sueño como si no pudiera despertar,
como si hablara sola,
sintiéndose empujada únicamente
por ese miedo transitivo que aún empapaba sus palabras.
Y sin embargo algo ha nacido de esa conversación extenuante,
algo que siento ahora,
que seguiré sintiendo siempre
como escucho a esta niña de tierra improvisándose
que reúne su temblor para decirme
que no sabe vivir,
que no puede vivir
porque la carne se le queda cada día más pequeña;
tan pequeña que ha llegado a sentirse impedida,
y ya no podrá nunca llegar hasta su casa,
y ya sólo recuerda que vivía en un colegio,
y ya sólo recuerda que vivía dentro del dormitorio de un colegio,
donde todas las noches despertaba
viendo pasar un tren por el pasillo atónito,
viendo pasar todas las noches el mismo tren
por el mismo pasillo titilante de camas sucesivas,
de camas con guirnaldas de muchachas que duermen
sin salir del espejo,
sin ver pasar el tren
que a ella, todas las noches, va despertándola un poco más,
a fuerza de seguirlo,
a fuerza de seguirlo cuando pasa y se pierde en la sombra,
y la desclava de su cuerpo igual que se desclava con la humedad un cuadro en la pared,
y la deja tronchada en las vías
sobre las cuales pasa el tren donde ella misma va sonriendo en todas las ventanas.

Fotografías de René Groebli (1927-, Suiza)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ślad fiołka na śniegu

Opowiadała mi swój sen, aż do wyczerpania
a słowa jej były
jak przejeżdżający pociąg, gdy stoisz przy torach,
i czujesz w każdym kawałku ciała przyciąganie,
wibrując popychany przez pustkę
u źródeł której kryje się słodycz i groza.
Mówiąc do mnie  
czerpała z tego źródła
gdzie strach przed życiem podchodzi do nas tak blisko,
że ciało pęka i płonie,
że ciało pęka
jak płomień, pustka w jego sercu jest z naturalnego cienia;
i ona właśnie wypełniała się tą nicością,
tym równoczesnym lustrem śniegu
podczas gdy opowiadała mi swój sen, jakby nie mogła się obudzić,
jakby mówiła sama do siebie,
czując się popychana tylko
tym przejściowym strachem, którym wciąż nasiąkają jej słowa.
A jednak coś z tej męczącej rozmowy zrodziło się,
coś co czuję teraz,  
co będę czuł zawsze
gdy słucham tej dziewczyny z ziemi improwizującej się  
zespalającej swoje drganie by powiedzieć mi,
że nie potrafi żyć,
że nie może żyć
bo ciało jej z dnia na dzień staje się coraz mniejsze;
tak małe, że czuje się już niezdolna,
i nigdy już nie będzie w stanie dotrzeć do domu,
i pamięta już tylko, że kiedyś mieszkała w szkole,  
i pamięta już tylko, że mieszkała w szkolnej sypialni,
w której każdej nocy budziła się
osłupiała patrząc na przejeżdżający korytarzem pociąg,
patrząc każdej nocy na ten sam pociąg, przejeżdżający   
tym samym rozmigotanym korytarzem kolejnych łóżek,
łóżek z girlandami uśpionych dziewcząt,
nie wychodzących z lustra,
nie widzących przejeżdżającego pociągu
który, każdej nocy, wybudza ją trochę bardziej,
bo idzie za nim,
bo idzie za nim, gdy przejeżdża i znika w cieniu,
i odrywa ją od jej ciała, jak obraz na ścianie odrywa się z powodu wilgoci,
i zostawia ją odłamaną na torach
po których przejeżdża pociąg, w którym ona sama uśmiecha się ze wszystkich okien.  

Ángel M. Alcalá

1981- , España (Albacete)

Sé que seremos inmortales

Sé que seremos inmortales
que nuestra historia sobrevivirá
              a las hojas de papel de un libro
nuestra memoria viajará por el espacio
sin detenerse nunca
eternamente a
velocidad constante
para enseñar a razas que no podemos ni imaginar
             que pudimos ser felices
que teníamos el mundo a nuestros pies
y aprovechamos para pisotearlo.

Mi videopoema, adaptación del texto del poeta manchego, Ángel M. Alcalá. En las imágenes retomo la reflexión del escritor que gira alrededor de la condición humana y la dualidad inscrita en ella. Nociones antitéticas, sin embargo, inseparables del bien y del mal, de la belleza y la fealdad, felicidad y desgracia, guerra y paz, memoria y olvido, vida y muerte forman vértebras visuales que sostienen la reflexión del poeta.

Música del oratorio de Richard Einhorn compuesta en 1995 como banda sonora para La pasión de Juana de Arco de C.T. Dreyer (1928).

Imágenes grabadas entre España y Polonia (Cracovia, Auschwitz, La Mancha)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Wiem, że będziemy nieśmiertelni

Wiem, że będziemy nieśmiertelni
że nasza historia przetrwa
dłużej niż papierowe stronice książek
                  nasza pamięć będzie przemierzać przestrzeń
nie zatrzymując się nigdy
wiecznie
z tą samą prędkością
                 aby pokazać innym rasom trudnym do wyobrażenia
że mogliśmy być szczęśliwi
jednak mając świat u stóp
skorzystaliśmy by go zdeptać.

Fotogramas del videopoema

Andrés Trapiello

1953 – , España (León)

… avara somnolencia,
de vacíos laureles y jardines,
agrias tardes eternas
que tienen del olvido
la misteriosa rueca!

AT

La carta

He encontrado la casa
donde te llevaré a vivir. Es grande,
como las casas viejas. Tiene altos
los techos y en el suelo,
de tarima de enebro, duerme siempre
un rumor de hojas secas
que los pasos avivan. A los ocres
de las paredes nada ya parece
retenerles aquí. Igual que frágiles
pétalos, largo tiempo olvidados
en un libro, amarillean todos.
Entre rejas, trenzado,
un rosal sin podar.
En el jardín pequeño, una fuente
y un fauno. Y me dicen
que también unos mirlos.
Cuando en los meses fríos de otoño,
al escuchar sus silbos
cobren vida tus ojos, en el verde
del agua miraré contigo
cómo mueren los días.
Cómo se vuelve polvo en los muebles
oscuros tu silencio
que azotará la lluvia
allí donde te encuentres.

Tłum. Ada Trzeciakowska

… zachłanna ospalość,
pustych wawrzynów i ogrodów,
cierpkie wieczne popołudnia,
które posiadły zapomnienia
sekretną kądziel!

AT

List

Znalazłem dom
gdzie zamieszkamy. Jest duży,
jak to stare domy. Ma wysoki
strop a na podłodze,
na ławie z jałowca, śpi zawsze
pomruk suchych liści,
podsycane przez kroki. Ochry
ścian chyba już nic
tu nie trzyma. Tak jak i delikatnych
płatków, dawno temu zapomnianych
w książce, pożółkły wszystkie.
Wpleciony między kraty,
Nieprzycięty krzak róży.
W małym ogrodzie, fontanna
I faun. Mówią,
że są też kosy.
Kiedy w chłodzie jesiennych miesięcy,
Słysząc ich pogwizdywania,
nabiorą życia twoje oczy, w zieleni
wody będę patrzył z tobą
jak umierają dni.
Jak pokrywa kurzem ciemne
meble twoje milczenie,
smagane deszczem
gdziekolwiek jesteś.

Fotos propias

Dieu sait quoi es una obra maestra de la etapa madura del director francés Jean- Daniel Pollet. Es una meditación poética sobre el trabajo de Francis Ponge, un escritor que siempre ha sido inseparable de la fascinación por el “mundo silencioso” que recorre las películas de Pollet. “Es un cine sin escenarios como una mesa que se ha limpiado. Es un cine donde las piedras, el agua, el fuego y las cosas vuelven a una nueva vida y viven una existencia que aún no se ha visto ni escuchado …” (Pascal Bonitzer, 1996).

Ana Martínez Castillo

1978 – , España (Albacete)

Yo era la niña que gritaba

Yo era la niña que gritaba.
Le gritaba al aire y a los perros.
Le gritaba a la vida y a las moscas.
Era yo mil veces mil. Mil locas en mil balcones. Mil locas sin dientes para morder, con ganas de aire y agua, con tanta sed. Labios y lenguas y voces al viento mil veces mil, esa era yo.
La niña sedienta de viento.

Del poemario Bajo la sombra del árbol en llamas (2016)

Chanson d’Armor Jean Epstein (1934)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Byłam dziewczynką, który krzyczała.

Byłam dziewczynką, który krzyczała.
Krzyczała na powietrze i na psy.
Krzyczała na życie i na muchy.
To byłam ja tysiąc razy tysiąc. Tysiąc wariatek na tysiącach balkonów. Tysiąc bezzebnych wariatek, złakniona powietrza i wody, tak ogromnie spragniona. Usta i języki i głosy na wiatr tysiąc razy tysiąc, taka byłam ja.
Dziewczynka spragniona wiatru.

Francisco Marcos-Marín

1946 – , España (Madrid)

Espacio ausente

Sobre el mantel la leve gota oscura
Es sólo el eco breve de la copa,
Como el hueco vacío de la almohada
Es un espacio ahora sin imágenes.
Las manos ya no sienten otras manos
Ni los cuerpos se buscan como entonces.
Aunque estamos aquí: seguimos vivos
En los mismos lugares que dejamos.

¿Es quizás la ilusión la que nos hace
Imaginar las cosas que ocurrieron?
Ocurrieron así, nadie lo dude:
En el mismo lugar, sombras distintas.

Carraspea el reloj, dando a las horas
La voz a la que están acostumbradas.
Nada nuevo hay en él, sólo parece
Que intenta recordar otras edades,
Sin lamentar el paso de los días.
¿Son las luces más tenues o no prende
Dentro del corazón el fuego el aire?
Vaga por ese hueco el mismo cuerpo,
El mismo espacio con distinta ausencia.

Agostino Arrivabene

Tłum. Ada Trzeciakowska

Nieobecna przestrzeń

Na obrusie ciemna i skromna kropla
To tylko krótkie echo kielicha,
Jak puste wgłębienie na poduszce
Jest przestrzenią bez obrazów.
Dłonie nie czują już innych dłoni
Ani ciała nie szukają się jak dawniej.
Choć jesteśmy tutaj: nadal żywi
W tych samych miejscach porzuconych.

Czy to złudzenie sprawia, że
Wymyślamy rzeczy, które się stały?
Stały się, niepodważalnie:
W tym samym miejscu, inne cienie.

Zegar zachrypł wybijając godziny
Głos który je do siebie przyzwyczaił.
Nie brzmi inaczej, wydaje się tylko,
Że chce przypomnieć inne czasy,
Bez żalu za utraconymi dniami.
Czy to światła tak zbladły czy ognia
Nie wznieca już w sercu powietrze?
Krąży po tym wgłębieniu to samo ciało,
Ta sama przestrzeń innym brakiem opisana.

Francisco Marcos-Marín

1946 – , España (Madrid)

***

Eran, fotografía, caminantes,
Miraban diferentes,
Ella con su pañuelo de colores
Y su ilusión de esposa,
Una estación sin trenes
Con columnas partidas a su espalda.
Buscaba él en el suelo lo que sólo
En su sonrisa se explicaba a medias,
Más llena de preguntas que de aciertos.
Y ningún tren y nada
En la caja vacía de las fotos
Con las caras de nombres que se pierden,
Donde todas las épocas se encuentran
Como si en un vestuario de teatro
Cupieran las memorias de la vida.

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Byli: fotografia, przechodnie,
Spoglądali w różne strony,
Ona w kolorowej chusteczce
Pełna złudzeń żona,
Dworzec kolejowy
I rozpołowiona kolumna za plecami.
Szukała na ziemi tego, co
uśmiech insynuował zaledwie,
raczej pełen pytań niż odpowiedzi.
I żaden pociąg i nic więcej
w pustym pudełku na zdjęcia:
na twarze imion, co się gubią,
a wszystkie czasy spotykają.
Jakby teatralna garderoba
mogła pomieścić wspomnienia.

Fotogramas de La mujer del lago (1966) de Yoshishige Yoshida

Luis Rosales

1910-1992, España

Autobiografía

Como el náufrago metódico que contase las olas
que faltan para morir,
y las contase, y las volviese a contar, para evitar
errores, hasta la última,
hasta aquella que tiene la estatura de un niño
y le besa y le cubre la frente,
así he vivido yo con una vaga prudencia de
caballo de cartón en el baño,
sabiendo que jamás me he equivocado en nada,
sino en las cosas que yo más quería.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Niczym metodyczny rozbitek, który liczyłby fale
których brakuje mu do śmierci,
i liczyłby raz za razem, żeby nie popełnić
błędu, co do ostatniej,
tej, która osiąga wysokość dziecka,
całuje je i zakrywa mu czoło,
właśnie tak żyłem z wątpliwą rozwagą
kartonowego konika w łazience,
wiedząc, że nie pomyliem się w niczym,
oprócz co do tego co były mi najdroższe.

Museo del niño en Albacete

Ana Martínez Castillo

1978 – , España (Albacete)

Moriré y nadie lo sabrá nunca.

Moriré y nadie lo sabrá nunca.
Moriré en secreto, a la sombra del incendio, con las pupilas llenas de barro, acurrucada en un sueño que se sueña muy despacio.

Del poemario Bajo la sombra del árbol en llamas (2016)

Nova Ofelia. Epi Neuraska y JJ Doc  (l’Espai d’Art Contemporani de Castelló)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Umrę i nikt się nigdy nie dowie.

Umrę i nikt się nigdy nie dowie.
Umrę w sekrecie, w cieniu płomieni, ze źrenicami pełnymi błota, zwinięta we śnie, który się śni zbyt wolno.