León Felipe

1884-1968, España

Comunión

En alguna parte se ha dicho:
Dios se come a los hombres
y los hombres un día se comerán a Dios.
Y también está escrito:
no es más que un pez el hombre
en su mar de tinieblas y de llanto.
Y en alguna otra parte se pregunta:
¿Para qué está allá arriba sentado
en el alto cantil de las nubes heladas
ese Gran Pescador?
¿Para qué está allá arriba
con su cebo,
su anzuelo
y su larga caña de pescar
ese Gran Pescador?
¿No es más que un pez el hombre,
un pez para las brasas del infierno
y para que después, “puro y dorado”,
se lo coma allá arriba
ese Gran Pescador?
Y ahora… aquí… el pez… el hombre es el que arguye:
un día me tragaré el mar…
todo el agua del mar…
todas las tinieblas del mar como una perla negra…
un día me tragaré el mar,
toda el agua del mar,
toda la amargura del mar como un sola lágrima…
y dejaré al descubierto
el cebo el anzuelo
y la larga caña de pescar
de ese Gran Pescador,
¡toda su mentira y su verdad!
Luego me sentaré a llorar sobre la última roca seca del mundo,
a llorar, a llorar otra vez
hasta llenar de nuevo la tierra
con otro mar inmenso,
mucho más negro
y mucho más amargo que el de ahora…
con otro mar que llegue hasta los cielos,
anegue las estrellas
y ahogue a es Gran Pescador
con su cebo
su anzuelo
y su larga caña de pescar.
Entonces
yo seré el pescador
y Dios.
Seré el pescador
y Dios, el Gran Pez, sorprendido y pescado.
Aquel día el Hombre… todos los hombres se comerán a Dios.
Será el día… el Gran Día de la verdadera,
de la gloriosa
y de la sagrada comunión.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Komunia

Gdzieś zostało powiedziane:
Bóg zjada ludzi
a ludzie pewnego dnia zjedzą Boga.
I jest też napisane:
człowiek nie jest niczym więcej niż rybą
w jego morzu mroku i łez.
A gdzie indziej pyta się:
Po co on tam siedzi na górze
na stromych urwiskach lodowych chmur
ten Wielki Rybak?
Po co jest tam, na górze?
ze swoją przynętą,
hakiem
i długą wędką
ten Wielki Rybak?
Czyż nie jest niczym więcej niż rybą człowiek,
rybą dla piekielnego żaru
by potem, “nieskalany i złoty”,
zjadł go tam na górze
ten Wielki Rybak?
A teraz… tutaj… ta ryba… człowiek jest tym, kto argumentuje tak:
pewnego dnia połknę morze…
wszystką morską wodę…
wszystkie morza mroki jak czarną perłę…
pewnego dnia połknę morze,
wszystkie morza wody,
wszystką morza gorycz jak jedną łzę…
i obnażę
przynętę haczyk
i długą wędkę
Wielkiego Rybaka,
wszystkie jego kłamstwa i prawdy!
Potem usiądę i zapłaczę na ostatniej suchej skale świata,
będę płakać i płakać
aż znów napełnię ziemię
innym morzem, ogromnym
i dużo czarniejszym
i o wiele bardziej gorzkim niż to teraz…
innym morzem, które sięgnie nieba,
porwie gwiazdy
i zatopi Wielkiego Rybaka
z jego przynętą
hakiem
i długą wędką.
Wówczas
ja będę rybakiem
i Bogiem.
Ja będę rybakiem
a Bóg, Wielką Rybą, zdziwioną i wyłowioną.
W owym dniu Człowiek… wszyscy ludzie zjedzą Boga.
To będzie dzień… Wielki Dzień prawdziwej
i błogosławionej
świętej komunii.

Anne Sexton

1928-1974, EE. UU.

El pez que andaba

Trad. Ada Trzeciakowska

Trad. Ben Clark

De entre las ostras
y las algas confusas,
de las lágrimas de Dios,
las lacerantes mareas,
vino.

Se hizo un buscador de raíces
y respiró como un hombre.
Peinó las hierbas
y se hizo conocido en el cielo.
Yo estaba a su lado y lo miraba todo.
Perdón, dijo,
vosotros tenéis buzos,
tenéis anzuelos y redes,
¿así que por qué no voy a entrar
por un momento en vuestro elemento?
Aunque es curioso, andar
aquí resulta muy torpe.
No tiene gracia.
No hay ritmo
en este país de tierra.

Y yo le dije:
De un país
que ya he extraviado
puedo evocar algunas cosas
Pero la luz de la cocina
me estorba.
Incluso había un baile allí
cuando yo amasaba el pan,
había una canción que mi madre
solía cantar…
Y la sal del vientre de Dios
donde yo flotaba en una copa de oscuridad.
Extraño tu país, pez.

El pez respondió:
Seguro que eres poeta,
una dama de mala suerte
deseando ser lo que no eres,
añorando quedarte
donde sólo puedes estar de visita.

De las ostras
y los confusos hierbajos,
de las lágrimas de Dios,
las destructoras mareas,
vino.

Se hizo un buscador de raíces
y respiró como un hombre.
Despeinó las hierbas
y se hizo conocido en el cielo.
Yo estaba a su lado y lo miraba todo.
Perdón, dijo,
vosotros tenéis buzos,
tenéis anzuelos y redes,
¿así que por qué no voy a entrar
por un momento en vuestro elemento?
Aunque resulta curioso que aquí
es extrañamente fatigoso moverse.
No tiene gracia.
No hay ritmo
en este país de mierda.

Y yo le dije:
De un país
que ya no encuentro
me acuerdo de algunas cosas
Pero la luz de la cocina
se me atraviesa.
Allí había baile
cuando yo amasaba el pan,
había una canción que mi madre
cantaba siempre…
Y la sal en la barriga de Dios
donde yo flotaba en una copa de oscuridad.
Siento nostalgia de tu país, pez.

El pez respondió:
Seguro que eres poeta,
una dama de mala suerte
deseando ser lo que no eres,
sintiendo nostalgia de estar
donde sólo llegaste de visita.

Cuadro de Pepe Enguídanos

The fish that walked

Up from oysters
and the confused weeds,
out of the tears of God,
the wounding tides,
he came.

He became a hunter of roots
and breathed like a man.
He ruffled through the grasses
and became known to the sky.
I stood close and watched it all.
Beg pardon, he said
but you have skin divers,
you have hooks and nets,
so why shouldn’t I
enter your element for a moment?
Though it is curious here,
usually awkward to walk.
It is without grace.
There is no rhythm
in this country of dirt.

And I said to him:
From some country
that I have misplaced
I can recall a few things…
but the light of the kitchen
gets in the way.
Yet there was a dance
when I kneaded the bread
there was a song my mother
used to sing…
And the salt of God’s belly
where I floated in a cup of darkness.
I long for your country, fish.

The fish replied:
You must be a poet,
a lady of evil luck
desiring to be what you are not,
longing to be
what you can only visit.

Tłum. Maria Korusiewicz

Ryba która chodziła

Spośród ostryg
i splątanych alg,
z płaczu Boga,
bolesnych przypływów –
przyszedł.

Został łowcą korzeni
i oddychał jak człowiek.
Szeleścił po trawach
i poznało go niebo.
Przyglądałam się temu, stojąc obok.
Przepraszam, powiedział,
ale wy macie swoich nurków,
swoje sieci i wędki,
więc czemu ja nie miałbym
wejść na chwilę w wasz żywioł?
Chociaż tu jest dziwacznie.
Szczególnie nienaturalny jest chód.
Zupełnie bez wdzięku.
Nie ma rytmu
w tej krainie prochu.

A ja odrzekłam:
Z pewnego kraju,
który zagubiłam,
pamiętam parę spraw…
ale przeszkadza mi
światło z kuchni.
Był tam jakiś bal,
kiedy ja miesiłam ciasto na chleb,
była piosenka, którą śpiewała zawsze
moja matka…
I sól Boskiego brzucha,
gdzie płynęłam w filiżance mroku.
Tęsknię za twoim krajem, rybo.

Odpowiedział:
Pewnie jestes poetką,
pechowa damo,
co pragniesz być tym, czym jesteś,
zostać tam,
gdzie możesz tylko bywać.