Roman Honet

1974 -, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Inspector de campos de urnas

persiguiendo a una mujer pasas por pasarelas
sobre torrentes de montaña, junto a los escaparates
de las tiendas de jardinería donde florecen
cerezos en diciembre. como un barco
que transporta pinturas sagradas en estado líquido
-aguardiente que quema los labios-. como si
ensillaras un hueso, arrancando a mordiscos
su impulso y curvatura
en el aire. cuando persigues a una muerta,
todo pasa a tu lado. tu gen
-error del micelio- incluso eso se ha quedado atrapado,
esa tierra que te tiene sujeto- enorme
y sucia tierra- no duele 

Obra de Katia Chausheva

inspektor pól urnowych

goniąc kobietę, mijasz kładki
ponad górskimi rzekami, sklepy
ogrodnicze, gdzie na wystawie
w grudniu zakwita krzew wiśni. jak statek
przewożący w płynie święte obrazy,
wódkę szczypiącą w usta. jakbyś
osiodłał kość, wygryzając
w powietrzu jej pęd
i krzywiznę. gdy ścigasz zmarłą,
wszystko mija ciebie. twój gen – błąd
grzybni – nawet to utknęło,
ta trzymająca cię ziemia – wielka,
brudna ziemia nie boli

Jacek Dehnel

1980 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Vuelven a mí como las personas

Con los años los árboles vuelven a mí como las personas,
como aquel, visto no sé cuándo, en qué país dios sabe:
sobre la exuberante hierba verde, inflada de otoño,
medio deshojado: una bola de oro calada,
y bajo ella un anillo amarillo, como el reflejo de la luna de agosto
en el estanque, una noche sin viento.

Hemos minado casi toda la belleza,
quien pise este campo puede perder la cara.

Pero el árbol es inocente en su belleza,
inocente es el color de la hierba, la forma
en que las hojas se posan sobre ella: como hilos de tapiz o
un enjambre de abejas de veinte quilates sobre las que
alguien echó el hechizo del sueño.

Entonces escribo sobre aquel árbol, sin poder escribir
sobre el que amé de indebido modo
y a quien perdí irremediablemente,
y alto era, dorado y hermoso,
tumbado en la hierba
como un reflejo
de algo más grande,
algo que las heladas quemarían pronto.

Fotografías de Hiro Chiba

Wracają do mnie jak ludzie

Drzewa wracają do mnie po latach jak ludzie,
jak tamto, widziane nie wiem kiedy, nie wiem w jakim kraju –
na trawie soczyście zielonej, napompowanej jesienią,
na wpół opadłe z liści: ażurowa złota kula,
a pod nią krąg żółci, jak odbicie sierpniowego księżyca
na stawie, w bezwietrzną noc
.
Zaminowaliśmy prawie całe piękno,
kto wchodzi na to pole, może stracić twarz.

Ale drzewo jest w swoim pięknie niewinne,
niewinny jest kolor trawy, sposób,
w jaki kładą się na niej liście: jak nici tapiserii albo
rój dwudziestokaratowych pszczół, na które
rzucono zaklęcie snu.

Piszę więc o tamtym drzewie, nie mogąc i nie chcąc pisać
o tym, kogo kochałem nie tak, jak należy,
i kogo straciłem niepowrotnie,
a był złoty i wysoki, i piękny,
i leżał na trawie
jak odbicie
czegoś większego,
co zaraz zetnie mróz.

Roman Honet

1974 -, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

manzanos

tal vez vea: el año
en que los cachorros caían en el río
y no se hundían en el agua tensa,
el remover el carbón junto a la panadería,
en él una estrella, visible únicamente
al entrecerrar los párpados, alumbra y guía a los
que nunca la buscaron, no la querían
mirar. como el amor:
fuerza con la que se empuja
a la gente y las cosas para que no se apeguen,
y sin embargo sigan cerca. como
nosotros. como la hierba. creo  
-pues no es la muerte-. fue así de sencillo,
justo delante de nosotros de repente creció un huerto
y yo me he quedado,
y tú has penetrado entre los manzanos,
manzanos blancos del humo del crematorio   

Fotograma de SmokeTree III de John Gerrard y fotogramas de La infancia de Iván de Andréi Tarkovsky

jabłonie

może widzę – rok,
gdy szczenięta wpadały do rzeki
i nie tonęły w naprężonej wodzie,
rozgrzebywanie węgla przy piekarni,
w nim gwiazda, widoczna wyłącznie
dzięki zmrużeniu powiek, przyświecająca tym,
którzy jej nie szukali, nie chcieli
oglądać. tak jak miłość –
siła, z jaką się odpycha
ludzi i rzeczy, by nie przylgnęli,
lecz byli w pobliżu. tak jak
my. jak trawa. myślę –
więc nie śmierć. po prostu tak było,
że tuż przed nami nagle wyrósł sad
i ja zostałem,
a ty weszłaś między jabłonie,
białe jabłonie z dymu z krematorium

Francisco Brines

1932 – 20 de mayo 2021, España (Oliva)

LA DESPEDIDA DE LA CARNE

Se gastaron mis manos y mis ojos en numerosos cuerpos,
y solo sé
que el mirar complacido y las lentas caricias
anulaban el mundo
que no era el territorio precioso de la carne.
Ni el humo de los leños que ardieron
puede ya retornar.
Adoré lo que el tacto adoró. Lo sé como me sé.
Y me es ajeno y débil como si fuese imaginado.
Sigo siervo del dios que me otorgó una vida
por la que la desdicha pudo ser aceptada.
Hoy ven los ojos, en la presencia de la carne,
igual lo diferente,
y el tacto del que oficia no halla nada
que le otorgue el temblor:
mi cuerpo ya es la llaga de una sombra.
El dios que tanto dio para quitármelo,
y al que nunca recé, ni fui blasfemo,
también se desvanece como si fuese un cuerpo.
Misericordia extraña
esta de recordar cuanto he perdido,
y amar aún su inexistencia.

Fotografía de Rudolf Schneider-Rohan y de Jerry Uelsmann

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pożegnanie z cielesną rozkoszą

Ręce i oczy zużyły mi się na wielu ciałach,
wiem tylko,
że ufne spojrzenie i powolne pieszczoty
anulowały świat
nienależący do prześlicznego terytorium cielesnej rozkoszy.
Ani, że dym z polan rzuconych w ogień
nie powróci już.
Wielbiłem to co wielbił dotyk. Wiem to, tak jak znam siebie.
I obcy mi jest i przytępiony, jakbym go zmyślił.
Nadal jestem sługą boga, który przyznał mi życie
w zamian za nie przyjąłem też nieszczęście.
Oczy postrzegają dzisiaj, w bliskości ciała,
jednakowo to co różne,
a dotyk, tego który nim wiedzie nie znajduje nic,
co wprawiłoby go w drżenie:
moje ciało jest już raną cienia.
Bóg, który dał mi tyle, by potem odebrać,
do którego nigdy się nie modliłem, ani któremu nie bluźniłem,
rozpływa się również, jakby był ciałem.
Dziwne to miłosierdzie,
ta pamięć o wszystkim co utraciłem,
i miłość aż po jego nieistnienie.

Francisco Brines

1932 – 20 de mayo 2021, España (Valencia)

Otro golpe duro. Se nos ha ido uno de los poetas españoles que más quería.

Imágenes en un espejo roto

Ahora que puedo ya saber que está mi vida hecha,
en la penumbra de esta dormida habitación
que da al jardín de mi lejana adolescencia
(aún rozan los cristales
los jazmines, las alas de los pájaros),
la miro reflejada
en los fragmentos rotos de este espejo
que no ha sobrevivido a su pasar
pausado y velocísimo;
se muestran las imágenes sin voz
y el estaño perdido las extraña.

¿Y es lo que veo ahora todo cuanto viví?
Debo robar palabras, o inventarlas, y concederle al mundo aquel fulgor que tuvo,
pues todo se me acaba, en esta habitación,
al ver mi rostro roto
en todos los pedazos de este espejo ahora roto.
¿Y en dónde se han perdido el amor y el dolor,
esta verdad pequeña de haber sido?

¿Cómo salvarla, en su inutilidad,
antes de que me arrojen adonde todo está anulado,
          y ni siquiera el sueño
será capaz de hilar la imagen fantasmal, que el día desvanece?
¿La salvaréis vosotros,
que veis lo que ahora miro, en este texto roto,
en el instante vano del feliz parpadeo
que es toda la sustancia del ser que os fundamenta?

Dios pasea la gran negra humareda de su cuerpo
por el jardín estéril del Espacio curvado
(y caen de sus manos los soles, y estas centellas tristes
que lucen, y que somos, y se apagan),
con la Verdad que solo a Él le pertenece.
Ese Dios fantasmal que crea y desconoce, y que camina
con su bastón de ciego.

Fotogramas de La estrella de mar de Man Ray

Tłum. Ada Trzeciakowska

Obrazy w zbitym lustrze

Teraz, kiedy mogę już powiedzieć, że moje życie się dokonało,
w mroku tego uśpionego pokoju
wychodzącego na ogród odległej młodości
(wciąż muskają szyby
jaśmin i ptasie skrzydła),
patrzę na nie, odbite
w odłamkach tego lustra,
które nie przetrwało jego przemijania
powolnego i pośpiesznego;
pojawiają się obrazy bez głosu
a odpryśnięta cyna tęskni za nimi.

I czy to, co widzę jest wszystkim co przeżyłem?
Muszę ukraść słowa lub wymyślić je i nadać światu ten połysk, jaki miał,
bo wszystko mi dobiega końca, w tym pokoju
gdy widzę moją zniszczoną twarz
we wszystkich kawałkach tego teraz rozbitego lustra.
I gdzie podziały się miłość i ból,
ta mała prawda o tym, że byłem?

Jak ocalić ją, w jej bezużyteczności,
nim zostanę wrzucony tam, gdzie wszystko ulega anulacji,
          gdzie nawet sen
nie będzie mógł snuć urojonego obrazu, który dzień rozprosza?
Uratujecie ją wy,
co widzicie to, na co patrzę teraz, w tym rozbitym tekście,
w bezcelowej chwili szczęśliwego migotania,
będącym esencją bytu, który jest wam fundamentem?

Bóg prowadzi czarny słup dymu swego ciała
przez jałowy ogród zakrzywionej Przestrzeni
(i słońca wypadają z jego rąk, i te smutne iskry
które świecą i którymi jesteśmy, i które gasną)
z Prawdą, która tylko do Niego przynależy.
Ten urojony Bóg, który stwarza i nie pamięta, i który chodzi z
białą laską przed sobą.

Pablo Neruda

1904-1973, Chile

No hay olvido (sonata)

Si me preguntáis en dónde he estado
debo decir “Sucede”.
Debo de hablar del suelo que oscurecen las piedras,
del río que durando se destruye:
no sé sino las cosas que los pájaros pierden,
el mar dejado atrás, o mi hermana llorando.
Por qué tantas regiones, por qué un día
se junta con un día? Por qué una negra noche
se acumula en la boca? Por qué muertos?

Si me preguntáis de dónde vengo, tengo que conversar con
                 cosas rotas,
con utensilios demasiado amargos,
con grandes bestias a menudo podridas
y con mi acongojado corazón.

No son recuerdos los que se han cruzado
ni es la paloma amarillenta que duerme en el olvido,
sino caras con lágrimas,
dedos en la garganta,
y lo que se desploma de las hojas:
la oscuridad de un día transcurrido,
de un día alimentado con nuestra triste sangre.

He aquí violetas, golondrinas,
todo cuanto nos gusta y aparece
en las dulces tarjetas de larga cola
por donde se pasean el tiempo y la dulzura.

Pero no penetremos más allá de esos dientes,
no mordamos las cáscaras que el silencio acumula,
porque no sé qué contestar:
hay tantos muertos,
y tantos malecones que el sol rojo partía,
y tantas cabezas que golpean los buques,
y tantas manos que han encerrado besos,
y tantas cosas que quiero olvidar.

Fotogramas de Tyrant Star de Diane Severin Nguyen.

Tłum. Zofia Szleyen

Nie ma zapomnienia

Jeśli mnie spytacie, gdzie bywałem,
winienem odpowiedzieć: „To się dzieje”.
Winienem mówić o ziemi, którą zaciemniają głazy,
0 rzece, która niweczy się trwając;
nic nie wiem, prócz tego, co tracą ptaki
1 morze, co za mną zostało lub płacząca siostra.
Czemu tyle okolic, czemu jeden dzień
z drugim się łączy? Czemu noc czarna
w ustach się gromadzi? Czemu umarli?

Że mnie pytacie, skąd przybywam, muszę rozmawiać
                z rzeczami zdartymi,

z przedmiotami, co nazbyt żałosne,
z wielkimi bestiami, często przegniłymi
i z własnym, ściśniętym sercem.

Nie są to wspomnienia, które się krzyżują,
ni żółtawa gołąbka śpiąca w zapomnieniu,
tylko twarze we łzach,
tylko palce przy krtani
i to, co z liści się stacza:
ciemność jednego ubiegłego dnia,
dnia wykarmionego naszą smętną krwią.

Ot, tutaj fiołki, jaskółki,
wszystko, co lubimy i co się pojawia
na miłych pocztówkach z długim trenem,
po których spaceruje łagodność i czas.

Nie przekraczajmy jednak bariery tych zębów,
nie przegryzajmy skorup, które nakłada milczenie,
bo nie wiem, co odpowiedzieć:
tylu jest umarłych,
tyle falochronów ciętych przez czerwone słońce
i tyle głów przez statki obijanych
i tyle zaciśniętych dłoni na pocałunkach
i tyle spraw, o których pragnę zapomnieć.


Tess Gallagher

1943 -, EE.UU.

Trad. Eli Tolaretxipi

Secuestrador

Me hace señas con una pregunta.
Está perdido. Le creo. Parece
que pronuncia mi nombre. Me
acerco. Vuelve a decirlo, el nombre
de alguien que ama. Retrocedo fingiendo

no escuchar. Sospecho
que la calle que busca
no existe, pero me alegro de señalar
lejos de mí. Mientras se vuelve
me quito el reloj, y así dejo un rastro
para los que deban encontrarme
volcada como un coche abandonado
en el barranco. Yazgo

sin aliento durante días, entre helechos.
Agujas de pino se amontonan
sobre mi cara y mi pecho
como manecillas
de reloj. Pasan los coches.
Imagino que es él
de regreso. Mi muerte
no es necesaria. El sol vuelve a subir
para todos. Me levanta
como a una novia

y de los hombros me caen las hojas
en billetes de veinte dólares.
“Has debido pasar frío— dice
cubriéndome con su pañuelo—.
Has debido darme por perdido”.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Porywacz

Przywołuje mnie pytaniem.
Zgubił się. Wierzę mu. Mam wrażenie,
że wymawia moje imię. Podchodzę
bliżej. Powtarza to, imię
kogoś kogo kocha. Cofam się udając

że nie słyszę. Podejrzewam
że ulica, której szuka
nie istnieje, lecz cieszę się, że wskazałam
drogę daleko od siebie. Podczas gdy się obraca
ściągam zegarek, zostawiam ślad
dla tych co odnajdą mnie
leżącą niczym opuszczone auto
w wąwozie. Leżę

bez tchu całymi dniami, wśród paproci.
Sosnowe igły opadają
na twarz i piersi
niczym maleńkie wskazówki
zegara. Szum aut.
Wyobrażam sobie, że
wraca. Przecież nie muszę
umierać. Słońce wstaje od nowa
dla wszystkich. On podnosi mnie
jak pannę młodą

a liście spadają z moich ramion  dwudziestodolarowymi banknotami.
„Pewnie zmarzłaś”, mówi
przykrywając mnie swoją chusteczką.
„Pewnie spisałaś mnie już na straty”.

Fotografías de Nicolas DHervillers

Kidnaper

He motions me over with a question.
He is lost. I believe him. It seems
he calls my name. I move
closer. He says it again, the name
of someone he loves. I step back pretending

not to hear. I suspect
the street he wants
does not exist, but I am glad to point
away from myself. While he turns
I slip off my wristwatch, already laying a trail
for those who must find me
tumbled like an abandoned car
into the ravine. I lie

without breath for days among ferns.
Pine needles drift
onto my face and breasts
like the tiny handles
of watches. Cars pass.
I imagine it’s him
coming back. My death
is not needed. The sun climbs again
for everyone. He lifts me
like a bride

and the leaves fall from my shoulders
in twenty-dollar bills.
“You must have been cold,” he says
covering me with his handkerchief.
“You must have given me up.”

Polly Jean Harvey (PJ Harvey)

1969 – , Inglaterra

Trad. Ada Trzeciakowska

Ramas amargas

Ramas amargas
se van desplegando.
No hay nada más amargo
que el bosque.

Crece
a lo largo de todo el mundo

retorciéndose bajo
los pies de los soldados,
siempre alineado
y la tierra húmeda debajo

Crece cuando levantan alto
sus rifles,
crece cuando sus jóvenes esposas
levantan los brazos en la despedida.

Levanta las lentes
para mirar y verás a
los soldados alineados
y las raíces retorciéndose debajo.

Sus jóvenes esposas
con las manos blancas dicen adiós.
Sus brazos como ramas amargas
se van desplegando a lo largo del mundo.

Dicen adiós…

Tłum. Ada Trzeciakowska

Gorzkie gałęzie

Gorzkie gałęzie
rozkładają się.
Nie ma nic bardziej gorzkiego
niż las.

Rośnie
na całym świecie

skręca się
pod stopami żołnierza,
stoi w szeregu
a pod nim wilgotna ziemia.

Rośnie, gdy podnoszą wysoko
karabiny,
rośnie, gdy młode żony
machają na pożegnanie.

Łap za szkła
i patrz a zobaczysz
stojących żołnierzy
i skręcające się pod nimi korzenie.

Ich młode żony białymi dłońmi
machają na pożegnanie.
Ich ramiona niczym gorzkie gałęzie
rozkładają po świecie.

Machają na pożegnanie…

Bitter Branches

Bitter branches
spreading out.
There’s none more bitter
than the wood.

Into the wide world,
it grows,

twisting under
soldier’s feet,
standing in line
and the damp earth underneath.

Holding up their rifles
high,
holding their young wives
who wave goodbye.

Hold up the clear glass
to look and see
soldiers standing
and the roots twist underneath.

Their young wives with white hands
wave goodbye.
Their arms as bitter branches
spreading into the world.

Wave goodbye…

José Iniesta

1962 – , España (Valencia)

Próximas presentaciones del último poemario de José: Badajoz 22.01, Zamora 24.01, Salamanca 25.01.

Mi videopoema, adaptación del texto de José Iniesta.

Visita al cementerio

En un pueblo perdido de montaña
sitiado por sabinas
                               y pinadas del aire,
por encinas oscuras, polvorientas,
bancales arruinados donde crecen
los trigales resecos, la amapola
que tiembla con el aire colorada,
allí, sobre la infancia de la tierra
un hombre se encamina
                                       y está solo,
y no quiere llegar, está llegando
a qué lugar del hambre y del amor:
un breve cementerio que custodian
la lanza de un ciprés y los olvidos,
que visitan los vientos y los pájaros.

A veces hay lugares que son tiempo.
Apenas una tapia en las afueras
que hiende en dos al mundo
                                              y lo limita,
y una puerta de hierro mal cerrada
que da acceso directo al corazón.

Entramos al silencio, en soledades.
Llevamos una rosa y una lágrima
que sí tienen sentido al acercarnos
al raro desconcierto de una cruz
caída,
          la rama desgajada de la nada
encima de la hierba del invierno.
Entramos al silencio, lo que somos,
de la materia breve y sus adioses,
al enigma de un cúmulo de piedras
que cubrirán las yedras, las nevadas,

un nombre
                   que me nombra
                                             con amor.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Wizyta na cmentarzu

Na górskim pustkowiu w wiosce
otoczonej przez jałowce
                                      i wietrzne sosny
przez zakurzone, ciemnozielone dęby,
zapuszczone pola, gdzie rosną
zeschnięte łany pszenicy, mak
co drży na wietrze zaczerwieniony,
tam, wśród dziecięcych lat ziemi
jakiś człowiek rusza w drogę
                                              i samotny,
choć dotrzeć nie chce, jest tuż przy
tym miejscu pełnym głodu i miłości:
to niewielki cmentarz strzeżony
przez lancę cyprysu i zapomnienia,
przez wiatry i ptaki odwiedzany.

Bywa, że miejsca stają się czasem.
Byle jaki mur na obrzeżach
a dzieli świat na dwoje
                                     znacząc granice,
a niedomknięta żelazna furtka
prowadzi wprost do serca.

Wchodzimy w ciszę, w samotności.
Niesiemy różę i łzę. Nabiorą sensu
gdy zbliżymy się do niezwykłego
pobojowiska przewróconego
krzyża,
          i złamanej znikąd gałęzi
co leżą w zimowej trawie.
Wchodzimy w ciszę, spleceni z
pożegnań, nietrwałej materii,
w misterium kurhanu z kamienia
które pokryje bluszcz, śniegi i to

imię
        wymawiające moje imię
                                               z miłością.

Julia Hartwig

1921-2017, Polonia/ EE.UU.

Trad. Ada Trzeciakowska

Sin más

Para todo llega el tiempo
pero no llegará el instante de revivir las primeras esperanzas
ni los primeros amores
ni de eternizar lo que pasa por tu cabeza como el viento
y suele ser presentimiento de una verdad importante
que se fuga travieso
Llega, sin embargo, el tiempo
en el que empiezas a perder poco a poco todo lo que has amado
y a todos los que al marcharse de aquí
no revelan si se marchan decepcionados.
Llega ese tiempo
y tú lo aceptas sin avergonzarte y sin mostrar humildad
así, sin más.

1- Foto de José Vicente Morcillo Morcillo. 2. Fotografía vista en el museo de la Fábrica de Schindler en Cracovia

Po prostu

Na wszystko przyjdzie pora
Ale nie przyjdzie czas wskrzeszenia pierwszych nadziei
i pierwszych miłości
ani utrwalenia w słowach tego co przebiega ci przez głowę jak wiatr
i bywa przeczuciem jakiejś ważnej prawdy
lecz umyka tak szybko jakoby swawoliło
Przychodzi jednak nieodwołalnie pora
kiedy po kolei tracić zaczynasz wszystko co kochałeś
i wszystkich którzy odchodząc stąd
nie wyjawiają ci czy odchodzą zawiedzeni
Przychodzi ten czas
a ty przyjmujesz go bez wstydu i pokory
ot tak po prostu