Piedad Bonnett

1951 – , Colombia

Los estudiantes

Los saludables, los briosos estudiantes de espléndidas sonrisas
y mejillas felposas, los que encienden un sueño en otro sueño
y respiran su aire como recién nacidos,
los que buscan rincones para mejor amarse
y dulcemente eternos juegan ruleta rusa,
los estudiantes ávidos y locos y fervientes,
los de los tiernos cuellos listos frente a la espada,
las muchachas que exhiben sus muslos soleados
sus pechos, sus ombligos
perfectos e inocentes como oscuras corolas,
qué se hacen
mañana qué se hicieron
qué agujero
ayer se los tragó
bajo qué piel
callosa, triste, mustia
sobreviven.

Tłum. Ada Trzeciakowska

studenci

Tryskający zdrowiem, pełni werwy studenci o promiennych uśmiechach
i pluszowych policzkach, ci którzy rozpalają sen w innym śnie
i napełniają płuca powietrzem jak noworodki,
ci, którzy szukają zakamarków, by kochać się lepiej
i słodko wieczni grają w rosyjską ruletkę,
studenci łapczywi i szaleni i żarliwi,
ci z delikatnymi szyjami gotowymi na ostrze szabli,
dziewczęta, wystawiające swe słoneczne uda
piersi, pępki
doskonałe i niewinne jak ciemne korony kwiatów,
co się z nimi stanie
jutro co się z nimi stało
jaka dziura
wczoraj ich połknęła
pod jaką skórą
stwardniałą, smutną, zwiędłą
przeżyją.

Guadalupe Grande

1965 – 2021, España (Madrid)

Las estaciones y el pájaro afilador

Hace extraño en las primeras lluvias
esto nadie lo sabe, pero siempre hace más verdad
en la sabiduría de las terceras nieves.

Pero dónde entonces la marca del herrero.
Llega el invierno y los que se aman
acuden al frío como acudieron al vuelo
los cormoranes en tiempo de guerra.

Es difícil seguir vivos, amor mío
pero es más triste aún abandonar la casa de las palomas ciegas.
No es en la tarde de los cuadros
donde dejamos la caja fuerte de las pérdidas
sino en la cuchara de palo
que regalamos al afilador.

Nada salpica nuestra inocencia
salvo la casi certeza de que regresará el verano
a la hoguera del frío
y habremos de ocuparnos de quienes más nos necesitan.

Fotogramas de Memoria (2021) de Apichatpong Weerasethakul

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pory roku i ptak szlifierz

Dziwnie pada przy pierwszych deszczach
nikt o tym nie wie, lecz zawsze pada więcej prawdy
z mądrością trzecich śniegów.

Ale gdzie wtedy znak kowala.
Nadchodzi zima i kochający się ludzie
ciągną do zimna jak kormorany ciągnęły do lotu
w porze wojny.

Trudno jest wytrwać przy życiu, kochanie,
i jeszcze smutniej opuszczać ten dom ślepych gołębi.
Nie w wieczorze obrazów
zdeponowaliśmy skrytkę na straty
lecz w drewnianej łyżce
ofiarowanej szlifierzowi.

Nic nie mąci naszej niewinności
oprócz niemal pewności, że lato powróci
do ogniska chłodu
i przyjdzie nam zająć się tymi, co potrzebują nas najbardziej.

Ilona Witkowska

1987 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Ninfa de duelo (Nymphalis antiopa)

es una fábula sobre el secuestro de la realidad:
siempre queda una esquirla
y nosotros vamos descalzos

Fotogramas de La mujer del lago (1966) de  Yoshishige Yoshida

rusałka żałobnik

to jest fabuła o porwaniu rzeczywistości:
zawsze jeden odłamek zostaje
a my idziemy boso


Roman Honet

1974 -, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Susurro de un hombre solitario sobre las noches pasadas

si un hombre solitario susurra
sobre noches pasadas -da igual si fue ayer, o-
dios las inventará este año, significa que
sus ojos no podrán sanar. no es que
sienta pena, las briznas de hierba entreabriéndose
como aletas nasales de los zorros de vidrio maleable
con una franja de sangre encima, por eso
fluyen tan silenciosas y tiemblan. el pasado
es el vodka o un hueso bajo el párpado,
reduciéndolo todo,
salvo a sí mismo. no es que
quiera buscar herramientas y nombres, lámparas de señales
junto a los aeropuertos -eso ha iniciado
y concluirá allí, en aquel pueblo
situado entre las colinas:
donde discurría la vida
y donde discurría la muerte -para este susurro
de las noches pasadas, aunque sólo para burlarse-
pudieron no haber coincidido.

Escultura de Christina Bothwell

szept samotnego o ubiegłych nocach

jeśli samotny o ubiegłych nocach
szepcze – to wczoraj, albo –
bóg je wymyśli dopiero w tym roku,
to jego oczu nie da się uleczyć. nie
żeby żal, trawy rozchylające się
jak nozdrza lisów z giętkiego szkła
z prążkiem krwi na wierzchu, dlatego
płyną tak cicho i drżą. przeszłość
to wódka lub kość pod powieką,
pomniejszająca wszystko,
oprócz siebie samej. nie
żeby szukać narzędzi i nazw, lamp naprowadzających
przy lotniskach – to rozpoczęło się
i skończy tam, w miasteczku
położonym wśród wzgórz:
gdzie biegło życie
i gdzie biegła śmierć – dla tego szeptu
o ubiegłych nocach, choćby dla żartu –
mogły się nie spotkać

Paul Celan

1920-1970, Rumanía/Alemania

Trad. José Luis Reina Palazón

Discurso con motivo de la concesión del Premio de Literatura de la ciudad de Bremen

Accesible, próxima y no perdida permaneció, en medio de todas las pérdidas, sólo una cosa: la lengua.
Sí, la lengua no se perdió a pesar de todo. Pero tuvo que pasar entonces a través de la propia falta de respuesta, a través de un terrible enmudecimiento, pasar a través de las múltiples tinieblas del discurso mortífero. Pasó a través y no tuvo palabras para lo que sucedió; pero pasó a través de lo sucedido. Pasó a través y pudo volver a la luz del día, «enriquecida» por todo ello.
En esa lengua he intentado yo escribir poemas en aquellos años y en los posteriores: para hablar, para orientarme, para averiguar dónde me encontraba y a dónde ir, para proyectarme una realidad.
Era, como ven, acontecimiento, movimiento, estar de camino, era el intento de encontrar una dirección. Y cuando pregunto por su sentido tengo que reconocer que en esta cuestión también tiene algo que decir la cuestión del sentido de las agujas del reloj.
Pues el poema no es intemporal. Por supuesto encierra una pretensión de infinitud, intenta pasar a través del tiempo: a través de él, no por encima de él.
Puesto que es una manifestación del lenguaje y por tanto esencialmente dialógico, el poema puede ser una botella de mensaje lanzada con la confianza -ciertamente no siempre muy esperanzadora- de que pueda ser arrojada a tierra en algún lugar y en algún momento, tal vez a la tierra del corazón. De igual forma, los poemas están de camino: rumbo hacia algo.
¿Hacia qué? Hacia algo abierto, ocupable, tal vez hacia un tú asequible, hacia una realidad asequible a la palabra.
Tales realidades son las que tienen relevancia para el poema.
Y creo que reflexiones como ésta no sólo acompañan mis propios esfuerzos, sino también los de otros poetas de las nuevas generaciones. Son los esfuerzos de aquel a quien sobrevuelan estrellas, obra del hombre, y que: sin amparo, en un sentido inimaginable hasta ahora, terriblemente al descubierto, va con su existencia al lenguaje, herido de realidad y buscando realidad.

Imágenes de películas de Stan Brakhage (A Child’s Garden and the Serious Sea y The Mammals of Victoria)

Tłum. Ada Trzeciakowska

przemowa w podziękowaniu za nagrodę literacką miasta bremen (1958)

Dostępna, bliska i nie utracona, pośród wszystkich strat przetrwała tylko jedna rzecz: język.
Tak, mimo wszystko język nie zaginął. Musiał przejść jednak przez własny brak odpowiedzi, przez straszliwą utratę głosu, przejść przez rozmaite ciemności i mrok śmiercionośnej mowy. Przeszedł i zabrakło mu słów by wyrazić, co się stało, lecz, mimo wszystko przeszedł. Przeszedł przez to i mógł powrócić do jasności dnia «bogatszy» o to co przeżył.
W tym języku próbowałem pisać wiersze w tamtych i następnych latach: aby mówić, aby rozeznać się, aby ustalić, gdzie jestem i dokąd mam zmierzać, aby nakreślić sobie rzeczywistość.
Było to, jak widać, działanie, ruch, bycie w drodze, była to próba znalezienia kierunku. A kiedy pytam o to jaki przybrała kurs, muszę przyznać, że kwestia kierunku ruchu wskazówek zegara również ma coś do powiedzenia w tej sprawie.
Wiersz nie pozostaje bowiem poza czasem. Oczywiście kryje w sobie dążenie do nieskończoności, próbuje przejść poprzez czas: przez niego, a nie ponad nim.
Ponieważ wiersz jest zjawiskiem językowym, a więc zasadniczo dialogowym, może stać się butelką z listem, rzuconą z ufnością – nie zawsze zresztą dającą nadzieję – że gdzieś i kiedyś zostanie wyrzucona na brzeg, być może docierając któregoś dnia do krainy serca. W ten sam sposób wiersze są w drodze: zmierzają ku czemuś.
Ku czemu? W stronę czegoś otwartego, możliwego do zajęcia, być może w stronę osiągalnego «ty», w stronę rzeczywistości osiągalnej dla słowa.
To właśnie takie wymiary rzeczywistości są istotne dla wiersza.
I sądzę, że refleksje tego rodzaju towarzyszą nie tylko moim własnym wysiłkom, ale także innym poetom nowych pokoleń. To wysiłek człowieka, nad którym krążą gwiazdy, dzieło tego, kto, pozbawiony schronienia, w sensie dotąd niewyobrażalnym, straszliwie obnażony, zmierza swoim istnieniem do języka, raniony rzeczywistością i jej poszukujący.

Transl. Pierre Joris

Bremen Prize acceptance speech (1958)

Only one thing remained reachable, close and secure amid all losses: language. Yes, language. In spite of everything, it remained secure against loss. But it had to go through its own lack of an swers, through terrifying silence, through the thousand darknesses of murderous speech. It went through. It gave me no words for what was happening, but went through it. Went through and could resurface, ‘enriched’ by it all.
In this language I tried, during those years and the years after, to write poems: in order to speak, to orient myself, to find out where I was, where I was going, to chart my reality.
It meant movement, you see, something happening, being on the way, an attempt to find a direction. Whenever I ask about the sense of it, I remind myself that this implies the question as to which sense is clockwise.
For the poem does not stand outside time. True, it claims the infinite and tries to reach across time-but across, not above.
A poem, being an instance of language, hence essentially dialogue, may be a letter in a bottle thrown out to sea with the-surely not always strong-hope that it may somehow wash up somewhere, perhaps on a shoreline of the heart. In this way, too, poems are on the way: they are headed toward.
Toward what? Toward something open, inhabitable, an approachable you, perhaps, an approachable reality.
Such realities are, I think, at stake in the poem. I also believe that this kind of thinking accompanies not only my own efforts, but those of other, younger poets. Efforts of those who, with man-made stars flying overhead, unsheltered even by the traditional tent of the sky, exposed in an unsuspected, terrifying way, carry their existence into language, racked by reality and in search of it.

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

HAINUWELE (frg.)

Si estuvieras un día fuera de ti solamente sabrías
lo intensa que es la muerte.
Si estuviera sin ti la muerte solamente una noche
no se despertaría el oso blanco
de la aurora.
Poco sabes de ella pues se esconde en tu risa justo cuando se apaga.
Si en ese mismo instante mirases como miran las garzas
verías cómo de mi pecho se cuelga cada tarde
para mamar un resto de amapola.
Luego se duerme en mi vientre y espera
tu abrazo y mi delirio.
La beso entonces con ternura.
Es tan blanca que apenas puedo saber cuándo se ausenta.

La muerte de la que hablo es mi muerte.
Ella no existe en nada
de lo que veo: el rocío alimenta
los cuerpos que se pudren y nacen en la aurora
otros, iguales o distintos.
Sólo aquello que tiene nombre muere.
Mi nombre es la máscara que llevaré por ti
en la danza.
Cuando al fin me la arranquen
estaré tan desnuda
que ni siquiera tú podrás nombrarme.
Existiré entonces en todo lo que veo,
naceré del rocío,
ciega, igual y distinta en cada aurora.

Digo «el tiempo transcurre»
porque recuerdo la flor amarilla
en el tallo desnudo que el viento balancea.
La sombra de un ciruelo cubre ahora su sombra
y yo me invento el tiempo para poder dormir y no arder en tus
labios.
Cuando dance, Señor, seré contigo
la flor, la savia y la semilla,
todos los nacimientos y todas las imágenes
y todo lo que ahora distingo por su sombra,
y en aquel gesto que presiento largo
como nueve crepúsculos,
será contigo este presente eterno
en el que nada puede ser nombrado.
Será mi danza, Señor, el reflejo
de la luna apresada en los guijarros
del bosque.

de Hainuwele y otros poemas

Fotografías de Tamara Dean (1) y Arguiñe Escandón

Tłum. Ada Trzeciakowska

HAINUWELE (frg.)

Gdybyś przez jeden dzień pozostał poza sobą, dowiedziałbyś się
jak intensywna jest śmierć.
A gdyby śmierć została bez ciebie tylko jedną noc
nie przebudziłby się biały niedźwiedź
świtu.
Niewiele o niej wiesz, kryje się w twoim śmiechu, wtedy, gdy gaśnie.
Gdybyś w tej samej chwili spojrzał tak, jak patrzą czaple
zobaczyłbyś, jak u mej piersi co wieczór wisi
by ssać ostatnią stróżkę polnych maków.
Potem zasypia na moim łonie i czeka na
twój uścisk i moje majaczenie.
Całuję ją wtedy czule.
Jest tak biała, że z trudem mogę rozpoznać, kiedy jej nie ma.

Śmierć, o której mówię, jest moją śmiercią.
Ona nie istnieje w niczym
z tego, co widzę: rosa odżywia
ciała, które rozkładają się i rodzą o brzasku
inne, takie same lub różne.
Tylko to, co ma imię, umiera.
Moje imię to maska, którą założę dla ciebie
w tańcu.
Gdy w końcu mi ją zerwą
będę tak naga
że nawet ty nie będziesz umiał mnie nazwać.
Wówczas będę istniała we wszystkim, co widzę,
narodzę się z rosy,
ślepa, taka sama i różna w każdym brzasku.

Mówię «czas płynie».
bo pamiętam żółty kwiat
na nagiej łodyżce kołysanej przez wiatr.
Cień śliwy kryje teraz jej cień
i wymyślam czas, żeby zasnąć i nie spłonąć na twoich
wargach.
Kiedy zatańczę, Panie, będę z Tobą
kwiatem, sokiem i nasieniem,
wszelkimi narodzinami i obrazami
i wszystkim, co teraz rozróżniam po jego cieniu,
i w tym geście, który przeczuwam, że będzie długi
jak dziewięć zmierzchów,
będzie z tobą ta wieczna teraźniejszość
w której nic nie może być nazwane.
To będzie mój taniec, Panie, odbicie
księżyca uwięzionego w okrągłych kamykach
lasu.

Stąpałam po grzbiecie twojej dłoni, ufna,
jak ten, co idzie wzgórzami
pewny, że wiatr istnieje,
że ziemia jest niewzruszona,
a rzeczy wiecznie się powtarzają.
Lecz nagle wszechświat zadrżał:
wyciągnąłeś palce
i ziewnięciem otworzyłeś noc
jak ciepłą grotę.
Budziłeś się od dziesięciu tysięcy wieków
a ogień płonął niecierpliwy w twoich ustach.

z tomiku Hainuwele i inne wiersze

Joan Margarit

1938 – 16 de febrero de 2021 , España

UN mal poema ensucia el mundo. Ensayos sobre poesía (1988-2004)

Cantamos al propio misterio. Queda por decidir desde dónde cantar, y esa es la búsqueda que cada poeta realiza a su manera. En esto consiste el estilo, la voz propia, esa voz que hay que encontrar si se quiere ser escuchado. El lugar desde el cual yo lo intento es un lugar en el tiempo. Es el instante durante el cual se conecta el mundo con el sentimiento. El instante del fogonazo, cuando se ilumina lo que es opaco y oscuro. Intento ejercer una inteligencia sentimental a través de la poesía, a la cual no pienso que le quede más característica para identificarse respecto de la prosa que la concisión y la exactitud. Es la más exacta de las letras en el mismo sentido que las matemáticas son la más exacta de las ciencias. Y si se trata de un mal poema, ensuciará el mundo, como una bolsa de basura dejada en medio de la calle. Porque un mal poema no es neutral, sino que contribuye a ensuciar, a desordenar el mundo, igual que un buen poema contribuye de algún modo al orden y la higiene del mundo. Aunque sepamos que al fin predominará la basura: así lo asevera el segundo principio de la termodinámica, que es un principio serio y terrible, que también establece la relación entre vejez, gloria y muerte.
Dejar constancia de lo que se ha sentido en un momento dado, o sea, intentar conservarlo contra el desgaste del tiempo, es una de las defensas más elementales contra la angustia por el carácter efímero de nuestra vida. Darwin escribió que «el deseo de señalar un acontecimiento cualquiera con un montón de piedras en el punto más alto de los alrededores parece ser una pasión inherente a la humanidad». Cada poema señala un hecho en mi vida, pero la intención al escribirlo va más allá. Su finalidad última es que haya alguien en algún lugar que, al leerlo, se dé cuenta de que también es él o ella quien ha puesto un montón de piedras en algún lugar elevado de su propia vida para señalar algún episodio interior.

Fotografía de Juan Manuel Castro Prieto

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zły wiersz zaśmieca świat. Eseje o poezji (1988-2004)

Opiewamy naszą własną tajemnicę. Pozostaje zdecydować, z którego miejsca mamy ją opiewać, i właśnie to jest poszukiwanie, które każdy poeta powinien prowadzić na swój własny sposób. Na tym polega styl – na własnym głosie, głosie, który trzeba odnaleźć, jeśli chce się być usłyszanym. Miejsce, z którego ja staram się to robić, to miejsce w czasie. Jest to moment, w którym świat łączy się z uczuciem. Moment rozbłysku, kiedy to, co nieprzezroczyste i ciemne, jest rozświetlane. Staram się ćwiczyć inteligencję emocjonalną poprzez poezję, która, jak sądzę, nie ma żadnej innej cechy charakterystycznej odróżniającej ją od prozy niż zwięzłość i dokładność. Jest to najbardziej precyzyjny z rodzajów literackich w tym samym sensie, w jakim matematyka jest najprecyzyjniejszą z nauk. A w przypadku kiepskiego wiersza będzie on zaśmiecał świat, jak worek pełen śmieci pozostawiony na środku ulicy. Bo zły wiersz nie jest neutralny, lecz przyczynia się do zanieczyszczania, do gmatwania świata, tak jak dobry wiersz przyczynia się w jakiś sposób do utrzymania ładu i higieny świata. Nawet jeśli wiemy, że w końcu przeważą śmieci: tak mówi druga zasada termodynamiki, która jest prawem głębokim i straszliwym, i ustanawia także związek między starością, chwałą i śmiercią.
Zapisywanie tego, co w danej chwili odczuwaliśmy, czyli próba ocalenia tego przed niszczącym działaniem czasu, jest jednym z najbardziej elementarnych sposobów obrony przed cierpieniem wynikającym z efemerycznej natury naszego życia. Darwin napisał, że «pragnienie uczczenia każdego wydarzenia za pomocą stosu kamieni ułożonego na najwyższym wzniesieniu w okolicy wydaje się być pasją właściwą rodzajowi ludzkiemu». Każdy wiersz odnosi się do jakiegoś wydarzenia z mojego życia, ale zamysł, jaki przyświecał mi przy jego pisaniu, wykracza poza nie. Jego ostatecznym celem jest to, aby gdzieś znalazł się ktoś, kto czytając go, uświadomi sobie, że oto i on właśnie ułożył kupkę kamieni na jakimś wzniesieniu w swoim życiu, aby zaznaczyć pewien wewnętrzny epizod.


Joan Margarit

1938 – 16 de febrero de 2021 , España

UNA ESTRUCTURA

Cuando era un hombre joven
levanté la estructura de hierro de una cúpula.
Hace unos meses que la derribaron.
Vista desde el lugar en donde va acabándose,
la vida es absurda.
Pero el sentido se lo da el perdón.
Cada vez pienso más en el perdón.
Vivo bajo su sombra.
Perdón por una cúpula de hierro.
Y perdón para aquellos que ahora la han demolido.

Fotografía de Juan Manuel Castro Prieto

Tłum. Ada Trzeciakowska

Struktura

Kiedy byłem młodym człowiekiem
Wzniosłem żelazną konstrukcję kopuły.
Kilka miesięcy temu rozebrano ją.
Widziane z miejsca, w którym dobiega końca,
życie jest absurdalne.
Ale sensu nabiera dzięki przebaczeniu.
Coraz częściej myślę o przebaczeniu.
Żyję w jego cieniu.
Przebaczenie za żelazną kopułę.
I przebaczenie dla tych, którzy ją teraz zburzyli.

José Iniesta

1962 – , España (Valencia)

LLANTO EN LAS SELVAS DE POLONIA

a Kamisa Djamaldinova, porque sentí mío su dolor: la muerte de sus hijos en la ruta del hambre. La frontera verde, Polonia, Septiembre 2007

No soy nadie. Se derrama la pena sobre mármoles rotos, la ladera se inclina a sus abismos. El viento se revuelve en el hayedo, y ha cantado una lágrima. También está el amor, y va desnudo. Yo no soy nada aquí, qué lejanía. Mi piedad es inútil, mi oración humareda. Hay sucesos que nunca se borrarán: Kamisa con sus hijos por el bosque, y los valles heridos por el último sol. Es la nada y el mundo unidos por un nudo, la arquitectura del dolor, la raíz de los cielos en la carne. Donde el amor, todo será presente. Qué silencio, todo es grito en las selvas de Polonia. Arden los horizontes, oscurece. Kamisa arropa al niño entre sus brazos. En la noche canta a sus hijas que el mundo es extravío, que en su pecho la leche es amarga, que allá abajo en el valle existe un río de manzanas y miel. La belleza es creer, a veces, y allí miran las estrellas de la nada. Desde ese precipicio la madre les promete, permaneced aquí, es solo sed y tiempo. Aguardadme en la cueva poblada de la noche. Mis dioses lares os amparan en la niebla. Me voy con vuestro hermano, y al alba volveré con pan y ayuda, y una manta de amor.

II parte de «La frontera verde» en Cantar la vida

Collage propio: fotogramas de Lore (2012) de Cate Shortland

Tłum. Ada Trzeciakowska

Kamisie Djamaldinowej, ponieważ jej ból odczułem jak własny, po śmierci jej dzieci na szlaku głodu, Zielona granica, Polska, wrzesień 2007.

PŁACZ W POLSKICH BORACH

Ja nic nie znaczę. To ból rozlewa się po spękanych marmurach, a zbocza nachylają się nad przepaściami. Wiatr trzepocze w buczynie i wyśpiewał łzę. Jest też miłość, kroczy naga. Jestem tu nikim, jak to daleko ode mnie. Mój żal jest bezużyteczny, modlitwy to słup dymu. Są wydarzenia, które nie dadzą się wymazać: Kamisa z dziećmi w lesie, doliny okaleczone przez ostatnie promienie słońca. To nicość i świat splecione węzłem, architektura bólu, korzeń nieba wbity w ciało. Tam, gdzie miłość, wszystko jest teraźniejszością. Jaka cisza, a w polskich lasach wszystko krzyczy. Horyzonty płoną, zapada zmrok. Kamisa tuli dziecko w ramionach. Nocą śpiewa córkom o tym, że świat to bezdroża, że mleko jej w piersiach zgorzkniało, a gdzieś w dali doliną płynie rzeka jabłek i miodu. Piękno bywa wiarą, niekiedy i tam spoglądają gwiazdy nicości. Z otchłani nieszczęścia matka przyrzeka im: pozostańcie tutaj, to tylko pragnienie i czas. Zaczekajcie na mnie w jaskini zamieszkałej przez noc. Bogowie domowego ogniska udzielą wam schronienia we mgle. Pójdę z waszym bratem, a o świcie będę tu z powrotem z chlebem i pomocą, i okryciem utkanym z miłości.

II część «Zielonej granicy» w Sławić życie

Olesya Mamchych/ Олеся Мамчич

1981 -, Ucrania (Kiev)

Trad. Ada Trzeciakowska

***

bosque
donde a los árboles les han talado las copas a hachazos
bosque
donde a la hierba le han cortado las puntas a hachazos
bosque
donde la gente camina sin cabeza
animales sin cabeza
insectos sin cabeza

bosque
donde al sol le han serrado la mitad
al cielo le han arrancado la mitad

bosque
donde la mitad del aire
se halla en el cáliz del espacio
y no hay nada más

aquí es donde vivimos

Obra de Paco Pomet

Trad. Aneta Kamińska

***

las
w którym drzewom odrąbano wierzchołki
las
w którym trawom odrąbano wierzchołki
las
w którym ludzie chodzą bez głów
zwierzęta bez głów
owady bez głów

las
w którym słońcu odpiłowano połowę
niebu oderwano połowę

las
gdzie połowa powietrza
jest w kielichu przestrzeni
a więcej nie ma

tu właśnie mieszkamy

Crea tu sitio web con WordPress.com
Comenzar
A %d blogueros les gusta esto: