Jarosław Markiewicz

1942-2010, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Está con nosotros el arbolito que es una revelación.
Tumbé mi cabeza y la tuya,
mi cabeza llena de pensamientos ajenos,
introduje en tu cuerpo el ojo que quiso
ser el ombligo del mundo,
pero tenía los párpados pesados.
¿Y nada más?
Nada más.
Si es un niño,
píntalo de verde.
Si es una niña,
azul será mejor.
Si fuese un potro, suéltalo también.

***

Jest z nami drzewko, które jest odkryciem.
Położyłem twoją i moją głowę,
moją głowę pełną cudzych myśli,
wniosłem do twojego ciała oko, które chciało
być pępkiem świata,
ale miało ciężkie powieki.
I nic więcej?
Nic więcej.
Jeśli to będzie chłopiec,
to pomaluj go na zielono.
Jeśli to będzie dziewczynka,
to lepszy byłby błękit.
Gdyby to było źrebię, to wypuść je także.

Obra de Michal Lukasiewicz

Abelardo Sánchez-León

1947 – , Perú

Del roce de nuestras piernas…

Del roce de nuestras piernas asomará un varón o una hembra.
Y tendrá el cabello largo como el heno que acariciamos entre
gritos esta noche.
Esparciremos un blanco semen y goteará en los tejados,
se recostará en los flancos,
girará en la brisa como eco quiñado en nuestras manos.
(Nacimos desnudos y salvajes,
estirándonos gruesos muñones cercenados en el frío de la distancia,
ya calmados del brío fogoso, de la hoguera ardiente,
de la noche cubierta de espasmos y estrellas.
Nacemos removiendo nuestros cuerpos deformes y depilados,
con el viento calmo esperando remover el astillado lecho,
donde los padres se revolcaban con el sudor de las sábanas
entre sus muslos agitados)
De esta noche nacerá un varón o una hembra con el roce
de nuestras piernas.
En tu vientre nutrirás carne tuya con tu propia carne.
Desde la ingle sentirás los dolores
y su cabeza irá creciendo hasta abarcar todo el cuerpo.
Donde vayas irá contigo.
Donde calles callará contigo.
Lo alimentarás con la sangre y la carne.
Y se irá de un tirón cuando estés echada sudando todo el peso
de su silencio.
Déjame acariciar tu piel como agua deslizándose entre mis manos.
Recostar el cuello en el vientre y revolcarnos hasta oscurecer la noche.
Desnudemos nuestros cuerpos con la brisa y que el olor del heno
nos cubra esperando la mañana en el hastío inmóvil.
Sólo nos pertenece esta noche.
Se lo llevarán como nos arrancaron a nosotros de los brazos,
se arrastrará en las calles escalando los elaborados peldaños.
Irá donde tú no vayas.
Dormirá donde tú no duermas.
Está amaneciendo y veo las barbas del tiempo sobre nuestras sombras.
Abrázame: que se aleje con el sudor de los dos cuerpos,
y su piel olerá como el heno de la noche.

Fotogramas de “El espejo” de Andrei Tarkovsky (1975)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Z potarcia naszych nóg…

Z potarcia naszych nóg wyjrzy chłopiec lub dziewczynka.
I będzie mieć włosy długie jak siano które gładziliśmy pośród
krzyków tej nocy.
Rozsiejemy białe nasienie i będzie kapać na dachy,
zalegać na skrzydłach budynków,
wirować na wietrze niczym rozszczepione echo w naszych dłoniach.
(Urodziliśmy się nadzy i dzicy,
wyciągając grube kikuty ścięte chłodem rozdzielenia,
wyciszone już zapał płomienny, żar ogniska,
pokryta spazmami i gwiazdami noc.
Rodzimy się w konwulsjach zdeformowane, bezwłose ciała,
czekające, na spokojnym wietrze, aż usunie się roztrzaskane posłanie,
gdzie rodzice tarzali się w pocie prześcieradeł,
wśród wzburzonych ud)
Z nocy tej narodzi się chłopiec lub dziewczynka przez potarcie naszych nóg.
W brzuchu twoim będziesz żywić ciało twoje własnym ciałem.
Od pachwiny poczujesz ból
a głowa twoja będzie rosła aż obejmie ciało całe.
Gdzie ty, ono pójdzie za tobą.
Gdzie ty, zamilknie wraz z tobą.
Będziesz go odżywiać mięsem i krwią.
I odejdzie nagle, kiedy leżąc będziesz wypacać cały ciężar jego ciszy.
Pozwól mi pogłaskać skórę twoją niczym wodę prześlizgującą się między palcami.
Położyć szyję na brzuchu twoim i tarzać się aż ściemnieje noc.
Obnażmy ciała na na wietrze, niech zapach siana
otuli nas czekających świtu w bezwładzie apatii.
Ta noc tylko do nas należy.
Zabiorą je jak i nas wyrwano z objęć,
będzie wlokło się ulicami wspinając się po misternych stopniach.
Dojdzie tam, gdzie ty nie możesz.
Zaśnie, gdzie ty nie zaśniesz.
Świta i dostrzegam zarost czasu na naszych cieniach.
Obejmij mnie: niech odejdzie wraz z potem naszych ciał,
a jego skóra będzie pachnieć jak siano nocy.

Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Unas palabras en caso de muerte

                                                                para E. y J. Sołtyszczak

Ser padre y charlar con serenidad con tu hijo.
Acompañar a las niñas hasta el punto desde el cual abrazarán solas
la vida restante.

Ser hijo y charlar con serenidad con tu padre a través de una pared
de hierba, de barro, a través de raíces, rizomas.

No esperar nada extraordinario,
porque todo es extraordinario.

Tumbas, crestas de ola, crines de caballo,
el peine de hueso junto a las sienes.
Vestido de la madre y el tuyo. El susurro
de los pantalones en el armario, el gemido de los cajones.

Un aliento errante dará con
un poeta o un zapatero
como Boehme; resonará.

Ya es hora de creer en algo indestructible.

Fotos propias, Povedilla.

Zdania na wypadek śmierci

                                                        E. i J. Sołtyszczakom

Być ojcem i spokojnie rozmawiać z synem
Doprowadzić córki do miejsca, skąd same ogarną
pozostałość życia.

Być synem i spokojnie rozmawiać z ojcem przez ścianę
z trawy, gliny, przez korzenie, kłącza

Nie spodziewać się czegoś nadzwyczajnego
bo wszystko jest nadzwyczajne

Groby, grzbiety fal, grzywy koni
kościany grzebień u twojej skroni
Sukienka matki, i twoja. Szmer
Spodni w szafie, jęk szuflad

Błądzący oddech trafi na
poetę lub szewca
jak Boehme; pozostawi oddźwięk

Już trzeba wierzyć w coś niezniszczalnego.