Leszek Kołakowski

1927-2009, Polonia (exilio en Inglaterra desde 1968)

Si Dios no existe: sobre Dios, el diablo, el pecado y otras preocupaciones de la llamada filosofía de la religión (frg.)

La idea principal se reduce a esto: lo que pertenece al pasado o al futuro no existe, por definición, más que en el recuerdo o en la esperanza, es decir, subjetivamente; mientras tanto, el presente, cuando se escudriña atentamente, disminuye hasta quedar reducido a un punto evasivo e inalcanzable que, por definición, desaparece en cuanto tratamos de capturarlo. Así pues, lo que es «en» el tiempo, nunca «es»; puede hablarse de ello como de algo que fue o que será, y, sin embargo, esas palabras no tienen sentido más que cuando está implicado un sujeto que percibe. Las cosas que no tienen memoria deben la continuidad de su identidad sólo a nuestras mentes, ya que en sí mismas no tienen ni pasado ni futuro, ni, por tanto, identidad alguna. Dotamos al mundo de cosas corruptibles, de duración y, por ello, de subsistencia, pero en este mismo acto de crearlo mentalmente, nos percatamos de nuestra propia falta de identidad, excepto de la que nos proporciona la memoria. Esto equivale a decir que lo que es, es intemporal. Y así, volvemos a los grandes iniciadores de la metafísica europea, Parménides y Heráclito, quienes, desde lados opuestos, pusieron en movimiento esta vertiginosa peonza de conceptos: lo que cambia no es; lo que es, es más allá del tiempo; si no existe nada más allá del tiempo, nada existe.

1 Foto propia 3 Fotograma de Cat People 5 Foto de Anita Hamremoen

Jeśli Bóg nie istnieje (frg.)

 Główna idea sprowadza się do tego oto: cokolwiek należy do przeszłości albo do przyszłości, nie istnieje na mocy definicji, chyba w pamięci albo antycypacji, a więc subiektywnie; tymczasem to, co teraźniejsze, przy bliższym badaniu kurczy się do nieuchwytnego punktu, który z definicji znika, gdy tylko próbujemy go schwytać. Tym samym wszystko, co jest „w” czasie, nigdy nie „jest”; można mówić o tym jako o czymś, co było albo będzie, lecz powiedzenia takie mają sens tylko wtedy, gdy zakłada się podmiot postrzegający. Rzeczy, które nie mają pamięci, zawdzięczają swoją ciągłą tożsamość tylko naszym umysłom, w sobie natomiast nie mają przeszłości ani przyszłości, a więc żadnej zgoła tożsamości. To my obdarzamy trwaniem świat rzeczy podlegających zniszczeniu, i w ten sposób utrzymujemy go w istnieniu; lecz w tym samym akcie umysłowego tworzenia świata zdajemy sobie sprawę z braku tożsamości własnej, jeśli ma ona być czymś więcej niż treścią osobniczej pamięci. To zaś tyle znaczy, że cokolwiek jest, jest bezczasowe. Tak to powracamy do wielkich inicjatorów europejskiej metafizyki, Parmenidesa i Heraklita, którzy z dwóch przeciwnych stron wprawili w ruch tę zawrotną karuzelę pojęć: tego, co się zmienia, nie ma; co jest, jest poza czasem; jeśli nie ma niczego poza czasem, to nic nie istnieje.

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

¿Quién?

Detrás de la roja luz de la calle hojas jóvenes de los castaños.
¿Quién es él que ve?
¿De dónde viene, adónde va, quién
Es el que aquí en su lugar seguirá
Viendo lo mismo, pero no exactamente,
dada la distinta pulsación de la sangre?

Y ramas de árboles enormes sobre un empinado camino
Inclinadas una hacia la otra y en esta alameda,
Detrás de la columnada de los troncos, claridad abierta.
¿Para quién? Y cómo cambia
con cada vuelta de la mirada?

Sed vosotras mismas, cosas de esta tierra, sed vosotras.
No confiéis en nosotros, ni en nuestro aliento,
en fantasías de nuestro ojo ávido y traicionero.
Os anhelamos, a vuestra esencia,
Que continuéis inmutables dentro de vosotras mismas.
Puras, no vistas por nadie.

Fotograma de El sol del membrillo Víctor Erice (1992)

Kto?

Za czerwonym ulicznym światłem młode liście kasztanów.
Kim jest ten, który widzi?
Skąd przychodzi, dokąd zniknie, kto
Jest ten, który tu będzie zamiast niego
Widzieć to samo ale nie to samo,
Bo z innym pulsowaniem krwi?

I konary potężnych drzew nad stromą drogą pod górę
Nachylone ku sobie, i w tej alei,
Za kolumnadą pni, otwarta jasność.
Dla kogo to? I jak się zmienia
Za każdym nowym powrotem widzenia?

Bądźcie sobą, rzeczy tej ziemi, bądźcie sobą.
Nie polegajcie na nas, na naszym oddechu,
Na fantazjach zdradliwego i chciwego oka.
Tęsknimy do was, do waszej istoty,
Abyście trwały takie jak w sobie jesteście,
Czyste i nie oglądane przez nikogo.

Fotos propias, huerto de mi madre, Włocławek.

Transl. VV.AA

Who?

Byond the red traffic light, young chestnut leaves.
Who is the one seeing it,
Where does he come from, where will  he disappear to, who
Is the one, instead of him,
Seeing the same but not the same thing,
For his is a different pulsation of the blood?
 
And limbs of huge trees over a steep road,
Leaning into each other and in that lane,
Beyond the colonnade of trunks, open brightness.
For whom is this? And how does it vary?
Is it present every time or just imaginary?
 
Be yourselves, things of this earth, be yourselves!
Don’t rely on us, on our breath,
On the fancies of our treacherous and avid eye.
We long for you, for your essence,
For you to last as you are in yourselves:
Pure, not looked at by anybody.

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

Tłum. Ada Trzeciakowska

Sin embargo…

Sin embargo, 
sin embargo, 
sin embargo… No me
fío de mí. Nada es 
permanente. Menos 
lo es la palabra. Esto 
tampoco, 
esto tampoco, 
esto tampoco. No me fío, 
no te fíes de quien 
dice, de quien 
habla, de lo que se 
dice, de lo que dices, 
de lo que digo, 
no me fíes, 
no te fío. 
La lucidez es una chispa, un 
estado de conciencia 
en las multiplicadas estancias 
de la conciencia o que hacen 
conciencia, las estancias 
que se alargan, se prolongan, se 
continúan, y así 
se le llama conciencia 
a aquella continuidad. 
No me fío, no te 
fíes de las estancias, 
se estrechan, 
se acortan, 
se invaden, 
desaparecen, 
la lucidez es un instante 
entre estancias, 
ventanas en la mónada que 
si permanece bajo 
la luz del foco se hace estancia, 
también ella, y sufre 
las mismas convulsiones. 
Sin embargo, 
sin embargo, 
sin embargo… lo 
que intuyo ahora 
se borrará mañana, 
luego,
ahora, 
apenas se haga pensamiento, 
conciencia: estancia. Atrapamos 
la sensación que invade las entrañas, 
muy abajo, 
muy adentro, 
muy homogénea, la atrapamos 
y la hacemos eso: “sensación”, 
la nombramos, 
la describimos… la perdemos. Ya 
no es ella, ya no es eso, ya no es. 
Aún está allí pero 
no es lo que digo, 
lo es apenas, 
no es lo que oís, 
no es eso, no 
os fiéis, 
no me fíes, 
no te fío.

De nuevo cae la tarde, 
mengua la luz. 
Los colores del otoño vienen del oeste, 
decía aquel poeta chino. 
El mundo está en mí. 
No me apartaré. 
Acojo todos los colores, el 
estío dentro de mi otoño, 
porque sé que no 
hay fin, que no habrá término. 
Todo comienza y termina en mí. 
Yo soy el infinito proyecto de mí misma
por encima de mí
me sobrevuelo. 

Jednak…

Jednak…
Jednak,
jednak,
jednak… Nie ufam
sobie. Nic nie
jest niezmienne. A najmniej
słowo. To
też nie,
to też nie,
to też nie. Nie ufam,
nie ufaj temu kto
mówi, temu co rozmawia, temu co
się mówi, temu co mówisz,
temu co mówię,
nie ufaj mi,
nie ufam tobie.
Jasność umysłu jest iskrą,
stanem świadomości
w pomnożonych bytnościach
świadomości lub stających się
świadomością, bytności
się wydłużają, przeciągają,
trwają, i tak oto
nazywamy świadomością
ową ciągłość.
Nie ufam, nie
ufaj bytnościom,
zwężają się,
skracają się,
nachodzą na siebie,
znikają,
jasność umysłu jest momentem
pomiędzy bytnościami,
oknami w monadzie, która
pozostając w
świetle reflektorów staje się bytnością,
ona również i wstrząsają nią
te same konwulsje.
Jednak,
jednak,
jednak…. to
co przeczuwam teraz
jutro się zatrze,
później,
teraz,
ledwo stanie się myślą,
świadomością: bytność. Chwytamy
wrażenie, które zalewa wnętrzności,
na samym dole,
w samym środku,
tak jednorodne, chwytamy je
i czynimy je tym: “wrażeniem”,
nazywamy je,
opisujemy je… tracimy je. To
już nie ono, to już nie to, już nie.
Nadal w niebezpieczeństwie, lecz
to nie jest tym co mówię,
ledwo jest tym,
to nie to co słyszycie,
to nie to, nie
ufajcie,
nie dajcie mi ufać,
nie ufam ci.

Znów zapada wieczór
światło się obkurcza.
Kolory jesieni nadchodzą z zachodu,
mawiał tamten chiński poeta.
Świat jest we mnie.
Nie odsunę się.
Przyjmuję wszystkie kolory,
lato wewnątrz mojej jesieni,
bo wiem, że nie
ma kresu, nie będzie końca.
Wszystko zaczyna i kończy się we mnie.
Jestem bezkresnym projektem siebie samej
ponad sobą
unoszę się.

Foto propia