Adrienne Rich

1929-2012, EE. UU

Trad. María Soledad Sánchez Gómez

Instantáneas de una nuera (1-3)

1.
Tú, antaño una beldad en Shreveport,
con cabellos teñidos de henna, 
la piel como un capullo de melocotón,
aún te haces vestidos copiados de aquella época,
y tocas un preludio de Chopin
del que Cortot dijo: «Deliciosos recuerdos
fluyen como perfume a través de la memoria
».

Tu mente ahora, 
desmoronándose como una tarta nupcial,
cargada de experiencias inútiles, rica
en sospechas, rumores, fantasías,
rompiéndose bajo el filo del cuchillo
de la realidad. En la plenitud de tu vida.

Excitada, colérica, tu hija
seca las cucharas, crece de otra forma.

2.
Golpeando la cafetera en el fregadero
oye a los ángeles recriminándola, y mira hacia fuera
más allá de los jardines rastrillados, al sucio cielo.
Hace sólo una semana le dijeron: No seas paciente.

La vez siguiente fue: Sé insaciable.
Luego: Sálvate a ti misma; no puedes salvar a otros.
A veces deja que el agua del grifo le escalde el brazo
que una cerilla arda hasta quemarle la uña del pulgar,

o mantiene la mano sobre el escape de la tetera
justo sobre el denso vapor. Son ángeles probablemente,
ya que a ella ya nada le duele, excepto
la arenilla que cada mañana se le mete en los ojos.

3.
Una mujer que piensa duerme con monstruos.
Se convierte en el pico que la agarra. Y la Naturaleza,
ese arcón de tempora y mores,
con tapas alabeadas, todavía útil,
se atiborra con todo ello: las mohosas flores de naranjo,
las píldoras femeninas, los tremendos senos
de Boadicea bajo lisas cabezas de zorro y orquídeas.

A través del cristal tallado y la mayólica
oigo gritar a dos atractivas mujeres, enzarzadas en una discusión,
las dos orgullosas, agudas, sutiles,
como Furias arrinconadas lejos de su presa:
el discurso ad feminam, te clavo
todos los viejos cuchillos que se han oxidado en mi espalda,
ma semblable, ma soeur!

Isabelle Huppert en Villa Amalia, adaptación de la novela homónima de Pascal Quignard

Tłum. Ada Trzeciakowska

Obrazki z synową (1-3)

1.
Ty, dawniej piękność w Shreveport,
o włosach pokrytych henną i skórze brzoskwiniowego pąku,
nadal zakładasz kopie sukienek z tamtych czasów,
i grywasz to preludium Chopina,
o którym Cortot mawiał: «Słodkie wspomnienia
płyną przez pamięć niczym perfumy
». 

Twój rozum teraz, rozpadający się jak ślubny tort,
nasączony bezużytecznym doświadczeniem, bogaty
w podejrzenia, pogłoski, fantazje,
kruszy się na kawałki pod ostrzem noża
czystych faktów. W najlepszym okresie życia.

Porywcza, posępna, twoja córka
wyciera łyżeczki, dorasta w inny sposób.

2.
Uderzając kawiarką o zlew
słyszy strofujące ją anioły, sięga wzrokiem
ponad zagrabiony ogródek aż do brudnego nieba.
Ledwo tydzień temu powiedziały: Nie bądź cierpliwa.

Następnym razem było to: Bądź nienasycona,
Potem: Ratuj siebie, innych nie uratujesz.
Czasem pozwala strumieniowi wody sparzyć jej ramię,
zapałce oparzyć paznokieć na kciuku,

lub zatrzymuje dłoń nad dzióbkiem czajnika
wyrzucającego kłęby pary. To zapewne są anioły,
od kiedy nic już ją nie boli, oprócz tego
ziarenka piasku wpadającego do oka o poranku.

3.
Kobieta myśląca sypia z potworami.
Staje się dziobem, który się na niej zaciska. A Natura,
ten podróżny kufer pełen tempora i mores,
ze spaczoną pokrywą, przepastny wciąż
opycha się tym wszystkim: spleśniałymi kwiatami pomarańczy,
kobiecymi pigułkami, groźnymi piersiami
Boudiki pod płaskimi główkami lisów i orchideami.

Dwie urodziwe kobiety, w szale dyskusji,
obydwie dumne, bystre, przenikliwe, słyszę ich krzyk
poprzez kryształy i majolikę
niczym dwóch Furii odseparowanych od ofiary:
Kłótnia ad feminam, wbijam w twoje plecy te
wszystkie stare noże, które zardzewiały w moich,
ma semblable, ma soeur!

Snapshots Of A Daughter-In-Law (1-3)

1.
You, once a belle in Shreveport,
with henna-colored hair, skin like a peachbud,
still have your dresses copied from that time,
and play a Chopin prelude
called by Cortot: “Delicious recollections
float like perfume through the memory
.”

Your mind now, moldering like wedding-cake,
heavy with useless experience, rich
with suspicion, rumor, fantasy,
crumbling to pieces under the knife-edge
of mere fact. In the prime of your life.

Nervy, glowering, your daughter
wipes the teaspoons, grows another way.

2.
Banging the coffee-pot into the sink
she hears the angels chiding, and looks out
past the raked gardens to the sloppy sky.
Only a week since They said: Have no patience.

The next time it was: Be insatiable.
Then: Save yourself; others you cannot save.
Sometimes she’s let the tap stream scald her arm,
a match burn to her thumbnail,

or held her hand above the kettle’s snout
right in the woolly steam. They are probably angels,
since nothing hurts her anymore, except
each morning’s grit blowing into her eyes.

3.
A thinking woman sleeps with monsters.
The beak that grips her, she becomes. And Nature,
that sprung-lidded, still commodious
steamer-trunk of tempora and mores
gets stuffed with it all: the mildewed orange-flowers,
the female pills, the terrible breasts
of Boadicea beneath flat foxes’ heads and orchids.

Two handsome women, gripped in argument,
each proud, acute, subtle, I hear scream
across the cut glass and majolica
like Furies cornered from their prey:
The argument ad feminam, all the old knives
that have rusted in my back, I drive in yours,
ma semblable, ma soeur!

Tadeusz Różewicz

1921- 2014, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Cuento

se me adormecieron las piernas
me desperté
de un largo
incómodo
sueño
en un mundo puro
en la luz
recién nacida
en Belén o tal vez
otra “vil” ciudad
donde nadie asesinaba
a los niños
ni gatos
ni judíos ni palestinos
ni agua ni árboles
ni aire
no hubo pasado
ni futuro
sujetaba la mano de
mamá y papá
o sea Dios
y estuve tan bien
como si 
no existiera

Bajka

ścierpły mi nogi 
obudziłem się 
z długiego 
niewygodnego 
snu
w świecie czystym
świetle 
nowo narodzonym 
w Betlejem a może 
w innym ,,podłym” mieście
gdzie nikt nie mordował 
dzieci 
ani kotów 
ani żydów ani palestyńczyków 
ani wody ani drzew 
ani powietrza
nie było przeszłości 
ani przyszłości
trzymałem za ręce 
tatę i mamę 
czyli Pana Boga
i było mi tak dobrze 
jakby 
mnie nie było

Dibujos hechos por los niños del campo de Auschwitz. Foto propia.

Adrienne Rich

1929-2012, EE. UU

Trad. María Soledad Sánchez Gómez

Instantáneas de una nuera (4-7)

4.
Reconociéndose demasiado bien la una en la otra:
sus cualidades no sólo deleite, sino una espina,
la punzada afilada contra el menor signo de desprecio…
Leyendo, mientras espera
que la plancha se caliente,
escribiendo, My Life had stood -a Loaded Gun-* 
en esa despensa de Amherst* mientras las confituras hierven y se pudren,
o más a menudo,
con ojos férreos y pico y resuelta como un pájaro,
limpiándolo todo en el trastero cotidiano de la vida.

*Poema número 754 de Emily Dickinson.
*Pueblo donde vivió Emily Dickinson

5.
Dulce ridens, dulce loquens,
se depila las piernas hasta que relucen
Como colmillo de mamut petrificado.

6.
Cuando con su laúd canta Corina*
ni las palabras ni la música son suyas;
sólo el largo pelo que le roza
la mejilla, sólo la canción
de seda en sus rodillas
y éstas
se acomodan en un parpadeo.

Suspendida, temblando e insatisfecha, frente
a una puerta abierta, esa jaula de jaulas,
dinos, tú, pájaro, tú, trágica máquina-
¿es éste un fertilisante douleur? Inmovilizada
por el amor, para ti el único acto natural,
¿están tus filos más preparados
para penetrar los secretos de la cripta? ¿Te ha enseñado la Naturaleza
sus libros de cuenta a ti, nuera,
que sus hijos nunca vieron?

* Primer verso de un poema de Thomas Campion en Books of Ayres

7.
«Contar en este mundo incierto con algún refugio
que no pueda ser destruido, es
de primordial importancia.» *
                                           
                                                       Así escribió
una mujer, en parte valiente y en parte buena,
que luchó contra lo que apenas comprendía.
Pocos hombres en su entorno harían o podrían hacer más,
de ahí que la llamaran arpía, fiera y puta.


* Frase de Mary Wollstonecraft (1759-1797) de “Thoughts on the Education of Daughters”.

Emily Dickinson

Migawki z synową (4-7)

Tłum. Ada Trzeciakowska

4.
Rozpoznając się nazbyt dobrze jedna w drugiej
ich talenty nie tylko źródłem zadowolenia, lecz cierniem są,
ostrym przeszywającym ukłuciem wobec najmniejszego śladu wzgardy…
Czytając, kiedy czeka
aż nagrzeje się żelazko,
pisząc, Moje życie – broń naładowana-*
w tej spiżarni w Amherst* podczas gdy konfitury i szumowiny wrą,
lub częściej,
stalowym okiem i dziobem zamierzając się niczym ptak,
by odkurzyć całą etażerkę każdego dnia życia.

*Wiersz numer 754 Emily Dickinson
Miasteczko, w którym żyła Emily Dickinson

5.
Dulce ridens, dulce loquens,
depiluje nogi aż nabiorą połysku
niczym skamieniały kieł mamuta

6.
Kiedy do dźwięków lutni śpiewa Koryna*
ani słowa, ani muzyką nie są niej;
tylko długie włosy opadające
na policzek, tylko jedwabista
pieśń na kolanach
a te
ułożyły się w oka mgnieniu.

Uniesiona, drżąca i niezadowolona, przed
otwartymi drzwiami tej klatki nad klatkami,
powiedz nam, ptaszyno, ty tragiczna maszyno-
jest to fertillisante douleur? Unieruchomiona
przez miłość, według ciebie jedyny naturalny odruch,
bystrzejsza jesteś i zmysły masz wyostrzone tak
by wyszarpać sekrety z tej krypty? [Matka] Natura
pokazała tobie swe gospodarskie księgi, synowo,
te, których synowie nigdy nie widzieli?

*pierwszy wers pieśni Thomasa Campiona z tomu „Book of Ayres”

7.
„Posiadanie w tym naznaczonym niepewnością świecie
jakiegoś niezniszczalnego schronienia,
jest sprawą nadrzędną” *

                                                                          Tak pisała
kobieta, częściowo dzielna, częściowo dobra,
która walczyła z tym czego częściowo nie rozumiała.
Niewielu mężczyzn z jej kręgu mogłoby uczynić więcej,
i właśnie dlatego obwołali ją harpią, jędzą i dziwką.

* Cytat z “Thoughts on the Education of Daughters” Mary Wollstonecraft

Snapshots of a daughter-in-law (4-7)

4.
Knowing themselves too well in one another:
their gifts no pure fruition, but a thorn,
the prick filed sharp against a hint of scorn…
Reading while waiting
for the iron to heat,
writing, My life had stood —a Loaded Gun
in that Amherst pantry while the jellies boil and scum,
or, more often,
iron-eyed and beaked and purposed as a bird,
dusting everything on the whatnot every day of life.

5.
Dulce ridens, dulce loquens,
she shaves her legs until they gleam
like petrified mammoth-tusk.

6.
When to her lute Corinna sings
neither words nor music are her own;
only the long hair dipping
over her cheek, only the song
of silk against her knees
and these
adjusted in reflections of an eye.

Poised, trembling and unsatisfied, before
an unlocked door, that cage of cages,
tell us, you bird, you tragical machine—
is this fertilisante douleur? Pinned down
by love, for you the only natural action,
are you edged more keen
to prise the secrets of the vault? has Nature shown
her household books to you, daughter-in-law,
that her sons never saw?

7.
“To have in this uncertain world some stay
which cannot be undermined, is
of the utmost consequence.”

                                              Thus wrote
a woman, partly brave and partly good,
who fought with what she partly understood.
Few men about her would or could do more,
hence she was labeled harpy, shrew and whore.

Marianne Moore

1887-1972, Estados Unidos

Trad. Olivia de Miguel

En la desconfianza de los méritos

¿Afianzado en vivir, en morir
por medallas y victorias confiables?
Luchan, luchan, lucha el ciego
que cree ver, –
quien no puede ver que el esclavizador
está esclavizado; el odiador, dañado. Oh brillo,
oh firme estrella, oh tumultuoso
océano azotado hasta que las diminutas cosas van
como lo desean, la montañosa
onda nos hace conocer a quienes miramos

lo profundo. ¡Perdidos en el mar antes de luchar!
Oh estrella de David, estrella de Belén,
oh negro león imperial
del Señor – emblema
de un mundo levantado – sean juntados al fin, sean
juntados. Hay la corona del odio y debajo de ella todo es
muerte; hay la del amor sin la que nadie
es rey; los actos benditos santifican
el halo. Así como el contagio
de la enfermedad hace la enfermedad,

el contagio de la verdad puede hacer la confianza. Están
luchando en cavernas y desiertos, uno por
uno, en batallones o escuadrones;
ellos están luchando para que yo
pueda todavía curarme de la enfermedad, Mi
Yo; algunos están ligeramente enfermos; algunos morirán. “El hombre
lobo del hombre y nos devoramos
entre nosotros. El enemigo no hubiera
podido abrir una brecha mayor en nuestras
defensas. Alguien

que guía a un ciego puede hacerlo escapar, pero
Job descorazonado por el falso alivio supo
que nada puede derrotar tanto
como un ciego que
puede ver. Oh, vivos quienes están muertos, quienes están
satisfechos de no ver, oh, nimio polvo de la tierra
que camina tan arrogante,
la confianza engendra poder y la fe es
una cosa afectuosa. Juramos,
hacemos esta promesa

a los que luchan – es una promesa – “Jamás
odiaremos el negro, lo blanco, lo rojo, lo amarillo, al judío,
el gentil, al intocable”. No somos
aptos para jurar.
Con las mandíbulas apretadas ellos luchan,
luchan, luchan, – amamos a algunos que conocemos,
amamos a algunos pero no los conocemos – para
que los corazones puedan sentir y no se entumezcan.
Eso me cura; ¿o soy yo lo que
no puede creer? Algunos
en la nieve, o en despeñaderos, otros en arenas movedizas,
poco a poco, mucho a mucho, ellos
luchan luchan luchan para que donde
había muerte pueda haber
vida. “Cuando un hombre es presa de la ira,
es movido por cosas exteriores; cuando se sostiene
en su sitio con paciencia paciencia
paciencia, eso es acción o
belleza”, la defensa del soldado
y la más dura coraza para

la lucha. El mundo es el hogar de un huérfano. ¿Jamás
tendremos paz sin tristeza?
¿Sin las súplicas de los que mueren
por una ayuda que no ha de venir? Oh,
tranquila forma sobre el polvo, no puedo
mirar y sin embargo debo. Si estos grandes y pacientes
moribundos – todas estas agonías
y heridas soportadas y sangre derramada –
nos pueden enseñar cómo vivir, estos
moribundos no fueron en vano.

Corazón endurecido de odio, oh, corazón de hierro,
el hierro es hierro hasta hacerse herrumbre.
Jamás ha habido una guerra que no lo fuera
de adentro; debo
luchar hasta conquistar en mí lo que
causa la guerra, pero no lo creeré.
Yo en mis adentros nada hice.
¡Oh, crimen de Iscariote!
La belleza es eterna
y el polvo dura un rato.

Obras de William Kentridge

Tłum. Julia Hartwig

Nie ufając zasługom

Gotowi żyć, gotowi umrzeć
dla honorów i pozycyjnej przewagi?
Walczą, walczą zaciekle ze ślepcem,
który myśli, że widzi –
a nie widzi, że zniewolony
to ten, co zniewala; że nienawistnik godzi
w samego siebie. O, potężna, o, jasna gwiazdo. O, huczący
oceanie smagany tak długo, aż rzeczy drobne
ułożą się po swojemu, a spiętrzona fala ukaże nam

głębinę. Zaginieni na morzu, nim zdążyli stanąć do walki! O,
gwiazdo Dawida, gwiazdo Betlejemska, o, czarny lwie cesarski
Pana, znaku wzniesionego świata, kiedy wreszcie
połączycie się ze sobą. W królestwie nienawiści
wszystko przemienia się w śmierć,
bez władzy miłości nikt
nie może być królem. Święte czyny uświęcają
aureolę. Podobnie jak zaraźliwa jest choroba,

zaraźliwa może być ufność. Walczą na pustyniach i w pieczarach,
pojedynczo, batalionami i w szwadronach, walczą, bym wreszcie
wyleczyła się z choroby. Ja właśnie.
Niektórzy przechodzą ją lekko, inni umierają. „Człowiek
człowiekowi wilkiem, pożeramy się
nawzajem. Żaden wróg
nie dokonałby większego wyłomu
w naszych fortyfikacjach. Człowiek

wiodący ślepca może od niego uciec, ale Hiob zgnębiony fałszywą
pociechą dobrze wiedział, że nie ma nic groźniejszego od ślepca,
który widzi.
O, martwi, choć żywi, dumni z tego, że nie widzicie.
O, marny prochu poruszający się butnie, ufność daje siłę, wiara jest
sprawą uczucia.
Ślubujemy i przyrzekamy

walczącym – i niech to starczy za przysięgę. „Nigdy” nie nienawidzić
czarnego, białego, czerwonoskórego, żółtego, Żyda, szlachcica i
pariasa. Nie jesteśmy gotowi do przysięgi. Z zaciśniętymi zębami
walczą, walczą zaciekle – kochamy jednych, których znamy, innych,
choć ich nie znamy – aby serca umiały czuć, nie były odrętwiałe.
To mnie uzdrawia; a może jestem czymś, czemu nie mogę wierzyć?
Wśród

śniegów, pod szczytami gór, na ruchomych piaskach,
krok za krokiem, piędź po piędzi
posuwają się walcząc, walcząc zaciekle, aby tam,
gdzie dotąd była śmierć, powstało
życie. „Kiedy człowiek pada ofiarą własnego gniewu,
powodują nim rzeczy zewnętrzne.
Kiedy trzyma się swego gruntu wytrwale, z całą wytrwałością,
powstaje działanie lub piękno”, to żołnierska obrona i zbroja
najlepsza

w walce. Świat jest domem sierot. Czy nigdy nie nastanie pokój nie
zakłócony smutkiem?
Krzykiem wołającego o pomoc, która nie nadchodzi?
O, uciszony kształcie na piasku, nie mogę patrzeć, a przecież
muszę. Jeśli ci wszyscy konający cierpliwie – wszystkie te
cierpienia i zadane rany, i rozlew krwi – zdolne są nauczyć nas,
jak żyć, śmierć tych ludzi nie była daremna.

Serce stwardniałe z nienawiści, o, serce z żelaza, żelazo jest
żelazem, dopóki nie stoczy go rdza.
Nie ma takiej wojny, która nie zaczynałaby się od wnętrza.
Muszę
walczyć, dopóki nie pokonam w sobie tego,
co jest przyczyną wojny, a w co nie chciałam uwierzyć.
Nic wewnątrz nie uczyniłam.
O, zbrodnio Judaszowa!
Piękno trwa wiecznie, proch zaledwie chwilę.

In Distrust of Merits

Strengthened to live, strengthened to die for
medals and positioned victories?
They’re fighting, fighting the blind
man who thinks he sees,—
who cannot see that the enslaver is
enslaved; the hater, harmed. O shining O
firm star, O tumultuous
ocean lashed till small things go
as they will, the mountainous
wave makes us who look, know

depth. Lost at sea before they fought! O
star of David, star of Bethlehem,
O black imperial lion
of the Lord-emblem
of a risen world—be joined at last, be
joined. There is hate’s crown beneath which all is
death; there’s love’s without which none
is king; the blessed deeds bless
the halo. As contagion
of sickness makes sickness,

contagion of trust can make trust. They’re
fighting in deserts and caves, one by
one, in battalions and squadrons;
they’re fighting that I
may yet recover from the disease, My
Self; some have it lightly; some will die. ‘Man’s
wolf to man’ and we devour
ourselves. The enemy could not
have made a greater breach in our
defenses. One pilot-

ing a blind man can escape him, but
Job disenheartened by false comfort knew
that nothing can be so defeating
as a blind man who
can see. O alive who are dead, who are
proud not to see, O small dust of the earth
that walks so arrogantly,
trust begets power and faith is
an affectionate thing. We
vow, we make this promise

to the fighting—it’s a promise—’We’ll
never hate black, white, red, yellow, Jew,
Gentile, Untouchable.’ We are
not competent to
make our vows. With set jaw they are fighting,
fighting, fighting,—some we love whom we know,
some we love but know not—that
hearts may feel and not be numb.
It cures me; or I am what
I can’t believe in? Some
in snow, some on crags, some in quicksands,
little by little, much by much, they
are fighting fighting that where
there was death there may
be life. ‘When a man is prey to anger,
he is moved by outside things; when he holds
his ground in patience patience
patience, that is action or
beauty,’ the soldier’s defense
and hardest armor for

the fight. The world’s an orphans’ home. Shall
we never have peace without sorrow?
without pleas of the dying for
help that won’t come? O
quiet form upon the dust, I cannot
look and yet I must. If these great patient
dyings-all these agonies
and wound bearings and bloodshed—
can teach us how to live, these
dyings were not wasted.

Hate-hardened heart, O heart of iron
iron is iron till it is rust.
There never was a war that was
not inward; I must
fight till I have conquered in myself what
causes war, but I would not believe it.
I inwardly did nothing.
O Iscariot-like crime!
Beauty is everlasting
and dust is for a time.

Adrienne Rich

1929-2012, EE. UU

Trad. María Soledad Sánchez Gómez

Instantáneas de una nuera (8-10)

8.
«Todas morís a los quince», dijo Diderot,
y se convirtió en parte en leyenda y convención.
Sin embargo, ojos sueñan de manera imprecisa
tras cerradas ventanas brumosas por el vapor.
Deliciosamente, todo lo que podríamos haber sido,
todo lo que fuimos -fuego, lágrimas,
ingenio, gusto, ambición martirizada-
agita como el recuerdo de un adulterio no consumado
el exhausto y fláccido pecho de nuestra madurez.
              
9.
¿No que se hagan bien las cosas, sino
que se hagan siquiera?* Cierto, ¡piensa
en la posibilidad! U olvídala para siempre.
Este lujo de la criatura precoz,
preciada inválida crónica del Tiempo-
¿renunciaríamos a él, queridas, si pudiéramos?
Nuestra ruina ha sido nuestra ventaja:
              
el simple ingenio nos bastaba-
brillo en fragmentos y borradores.
              
No suspiréis más, señoras.
      El tiempo es hombre
y en sus copas brinda por la belleza.
Desconcertadas por las galanterías, oímos
alabar nuestras mediocridades,
considerar abnegación la indolencia,
elegante intuición el pensamiento desordenado,
cada desliz se perdona, nuestro crimen
es sólo hacer marcada sombra
o romper el molde sin vacilar.
              
Para eso, celdas de aislamiento,
gases lacrimógenos, bombardeos de dolor.
Pocas son las aspirantes a tal honor.

10.
      Bien,
le ha llevado mucho tiempo llegar, a ella que debe ser
más despiadada consigo misma que la historia.
Mente al viento, la veo zambullirse
desafiante, moviéndose por las corrientes,
bañada por la luz
Can bella, al menos, como cualquier muchacho
o helicóptero,
      firme, acercándose todavía,
sus finas hélices estremeciendo el aire
      pero su carga
      no será una promesa entonces:
      entregada
      palpable
      nuestra.

* Frase misógena atribuida a Samuel Johnson: «Una mujer que predica es como un perro que camina sobre sus patas traseras: no es que lo haga bien,  lo que te sorprende es que lo haga siquiera».

Tłum. Ada Trzeciakowska

Obrazki z synową (8-10)

8.
„Wszystkie umieracie kończąc piętnaście lat”, powiedział Diderot,
i słowa te stały się zarówno legendą jak i zwyczajem.
Oczy nadal marzą niepoprawne
zza zamkniętych i pokrytych parą okien.
Cudownie, wszystko czym mogłyśmy być,
wszystko czym byłyśmy -ogień, łzy,
inteligencja, smak, poświęcone ambicje-
doskwiera niczym wspomnienie nieskonsumowanej zdrady
wyschnięta i zwiędła pierś naszego średniego wieku.

9.
Nie chodzi o poprawne wykonywanie rzeczy, ale
w ogóle o ich wykonywanie?* Tak, pomyśl
o tej szansie! albo wzrusz ramionami obojętna na zawsze.
Ten luksus nad wiek rozwiniętego dziecka,
chronicznie nieważne Czas jest bezcenny
zrezygnowałybyśmy z niego, kochane, gdybyśmy mogły?
Nasza ruina okazała się naszym atutem:
wystarczał nam sam talent-
przebłyski na fragmentach i chropawych szkicach.

Nie wzdychajcie więcej, panie.
Czas jest rodzaju męskiego
i wznosi kielichy za atrakcyjność.
Ogłupione galanterią, słyszymy
jak wychwala się naszą przeciętność,
gnuśność brana jest za wyrzeczenie,
nieuporządkowane myśli za wytworną intuicję,
każdy lapsus jest wybaczany, nasza zbrodnia
to rzucanie zbyt wyraźnego cienia
lub niszczenie ustalonych form bez wahania.

Za to, odosobnienie,
gaz łzawiący, niszczycielska artyleria.
Niewiele z nas aspiruje do takiego zaszczytu.

10.
Cóż,
wiele czasu zajęło jej nadejście, jej, która musi być
bardziej bezlitosna wobec siebie niż historia.
Z głową pełną wiatru, widzę ją jak unosi się
stawiając czoła i zerkając na prądy,
przyciągając światło
tak piękna jak każdy chłopiec
czy helikopter,
przygotowana, ciągle nadchodząc,
jej delikatne śmigła wprawiają w drżenie powietrze

ale jej ładunek
już nie będzie obietnicą:
zostanie doręczony
namacalny
nasz.

* Nawiązanie do mizoginicznej wypowiedzi przypisywanej Samuelowi Johnstonowi: „Kobieta, która prawi kazania jest jak pies, który chodzi na tylnych łapach: nie ważne czy to robi dobrze, zaskakuje, bo w ogóle to robi” (“It is not done well; but you are surprised to find it done at all”)

Snapshots of a daughter-in-law (8-10)

8.
“You all die at fifteen,” said Diderot,
and turn part legend, part convention.
Still, eyes inaccurately dream
behind closed windows blankening with steam.
Deliciously, all that we might have been,
all that we were–fire, tears,
wit, taste, martyred ambition–
stirs like the memory of refused adultery
the drained and flagging bosom of our middle years.

9.
Not that it is done well, but
that it is done at all? Yes, think
of the odds! or shrug them off forever.
This luxury of the precocious child,
Time’s precious chronic invalid,–
would we, darlings, resign it if we could?
Our blight has been our sinecure:
mere talent was enough for us–
glitter in fragments and rough drafts.

Sigh no more, ladies.
Time is male
and in his cups drinks to the fair.
Bemused by gallantry, we hear
our mediocrities over-praised,
indolence read as abnegation,
slattern thought styled intuition,
every lapse forgiven, our crime
only to cast too bold a shadow
or smash the mold straight off.
For that, solitary confinement,
tear gas, attrition shelling.
Few applicants for that honor.

10.
Well,
she’s long about her coming, who must be
more merciless to herself than history.
Her mind full to the wind, I see her plunge
breasted and glancing through the currents,
taking the light upon her
at least as beautiful as any boy
or helicopter,
poised, still coming,
her fine blades making the air wince

but her cargo
no promise then:
delivered
palpable
ours.