Lars Gustafsson

1936-2016, Suecia

Trad. Francisco J. Úriz

Inscripción en una piedra

“Me convierto en piedra y mi dolor permanece.”
Traducir. Pero, ¿a qué idioma? Y ¿cómo?

Me piden que traduzca. Algo pide ser traducido,
como si no estuviese ya escrito. ¿Hay otras palabras?

Todo está ya escrito. Y con la misma escritura.

Piedras rúnicas y monumentos a los vikingos caídos

Tłum. Zbigniew Kruszyński

Napis na kamieniu

„Zamieniony w kamień odczuwam ból”.
Przetłumaczyć. Na jaki język? Jak?

Mam to przetłumaczyć. Prosi o tłumaczenie,
jakby nie było już napisane. Czy są inne słowa?

Wszystko jest już napisane. Tym samym pismem.

autor: Jerry Uelsmann

Transl. John Irons

Inscription on a stone

‘I turn into stone and my pain remains.’
To translate. But into which language? And how?

I am asked to translate. It is asking to be translated,
as if it were not already written. Do other words exist?

Everything then is already written. And in the same writing.

Inskription på en sten

»Jag förvandlas till sten och min smärta förblir.«
Att översätta. Men till vilket språk? Och hur?

Man ber mig översätta. Det ber om at bli översatt,
som om det inte redan vore skrivet. Finns det andra ord?

Så är ju allting redan skrivet. Och med samma skrift.

Franco Battiato

1945 – , Italia

Trad. Franco Battiato letras en español

La cura/El cuidado

Te protegeré de los miedos de la hipocondría,
de las turbaciones que desde hoy encontrarás por tu vía.
De las injusticias y de los engaños de tu tiempo,
de los fracasos que por tu naturaleza normalmente atraerás.  

Te aliviaré de los dolores y de tus cambios de humor,
de las obsesiones, de tus manías.  

Superaré las corrientes gravitacionales,
el espacio y la luz para no hacerte envejecer.  

Y curarás de todas las enfermedades,
porque eres un ser especial,
y yo, cuidaré de ti.  

Vagaba por los campos de Tennessee,
(cómo había llegado, quien sabe).
No hay flores blancas para mí?
Más veloces que águilas, mis sueños
atraviesan el mar.  

Te traeré sobre todo el silencio y la paciencia.
Recorreremos juntos las vías que llevan a la esencia.
Y perfumes de amor embriagarán nuestros cuerpos,
la bonanza de agosto no calmará nuestros sentidos.  

Tejeré tus cabellos como trenzas de un canto.
Conozco las leyes del mundo, y te las regalaré.  

Superaré las corrientes gravitacionales,
el espacio y la luz para no hacerte envejecer. 

Te salvaré de cada melancolía,
porque eres un ser especial y yo cuidaré de ti…
Yo sí, que cuidaré de ti.  

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pod moją opieką

Uchronię cię od lęków hipochondrii,                
od kłopotami, na które natkniesz się na drodze.   
Od niesprawiedliwości i obłudy naszych czasów  
i od niepowodzeń, które naturalnie przyciągniesz.

Uwolnię Cię od bólu i od wahań nastroju,
od twoich urojeń i od obsesji.    

Przezwyciężę siły grawitacji,               
pokonam przestrzeń i światło,
dla ciebie, abyś zachowała młodość.

I zostaniesz uleczona z wszelkich chorób,
ponieważ jesteś istotą wyjątkową,  
a ja zaopiekuję się tobą.     

Zbłądziłem aż na pola Tennessee
(jak się tam dostałem, nie wiem).        
Nie ma dla mnie białych kwiatów?         
Szybciej niż orły sny moje
dotarły za morze.          

Przyniosę ci także ciszę i cierpliwość.          
Pójdziemy razem ścieżkami, wprost do istoty rzeczy.
A woń miłości odurzy nasze ciała,           
sierpniowa bryza nie ukoi zmysłów.   

Włosy twoje splotę jak wątek piosenki.
Znam zasady świata i podaruję je tobie.

Przezwyciężę siły grawitacji,               
pokonam przestrzeń i światło,
dla ciebie, abyś zachowała młodość.

I wyleczę ci każdej melancholii,
ponieważ jesteś istotą wyjątkową, a ja zaopiekuję się tobą,  
właśnie tak, zaopiekuję się tobą.    

La Cura

Ti proteggerò dalle paure delle ipocondrie,                    
dai turbamenti che da oggi incontrerai per la tua via.     
Dalle ingiustizie e dagli inganni del tuo tempo,              
dai fallimenti che per tua natura normalmente attirerai.   

Ti solleverò dai dolori e dai tuoi sbalzi d’umore,
dalle ossessioni delle tue manie.      

Supererò le correnti gravitazionali,               
lo spazio e la luce per non farti invecchiare.    

E guarirai da tutte le malattie,
perché sei un essere speciale,  
ed io, avrò cura di te.     

Vagavo per i campi del Tennessee
(come vi ero arrivato, chissà).        
Non hai fiori bianchi per me?         
Più veloci di aquile i miei sogni     
attraversano il mare.      

Ti porterò soprattutto il silenzio e la pazienza.          
Percorreremo assieme le vie che portano all’essenza.
I profumi d’amore inebrieranno i nostri corpi,           
la bonaccia d’agosto non calmerà i nostri sensi.   

Tesserò i tuoi capelli come trame di un canto.
Conosco le leggi del mondo, e te ne farò dono.  

Supererò le correnti gravitazionali,               
lo spazio e la luce per non farti invecchiare.   

Ti salverò da ogni malinconia,                                  
perché sei un essere speciale ed io avrò cura di te …
Io sì, che avrò cura di te.     

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Roberto Mascaró

Góndola fúnebre N°2

I

Dos hombres, suegro y yerno, Liszt y Wagner, viven junto al Canal Grande
con la inquieta esposa del rey Midas,
ése que transforma en Wagner todo lo que toca.
El frío verde del mar atraviesa los pisos del palacio.
Wagner destaca, el conocido perfil de títere; parece más  cansado;
el rostro, una bandera blanca.
La góndola cargada pesadamente con sus vidas; dos pasajes de ida y vuelta y otro sólo de ida.

II

Una ventana del palacio se abre con el viento y el súbito  soplo provoca muecas.
Sobre el agua aparece la góndola del  basurero impulsada  por dos bandidos con remo.
Liszt ha escrito unos acordes tan pesados que deberían ser enviados a analizar
en el Instituto de Mineralogía de Padua.
¡Meteoritos!
Demasiado pesados para la quietud, pueden sólo hundirse más y más, futuro abajo, hasta
los años de las camisas pardas.
La góndola, pesadamente cargada con las  hacinadas piedras del futuro.

III

Rendijas, hacia 1990.

25 de marzo. Inquietud por Lituania.
Soñé que visitaba un gran hospital.
No tenía funcionarios. Todos eran pacientes.

En el mismo sueño, una niña recién nacida
hablaba con completas oraciones.

IV

Junto al yerno, que es hombre de su tiempo, Liszt es un apolillado grandseigneur.
Es un disfraz.
El abismo, que ensaya y descarta máscaras  diferentes, ha elegido justo ésta para él,
el abismo, que quiere subir hasta los hombres sin mostrar
su rostro.

V

El Abate Liszt está habituado a cargar él
mismo su maleta por soles y por nieves
y cuando muera un día, nadie irá a esperarlo a la estación.
La tibia brisa de un coñac excelente lo conduce a la tarea.
Siempre tiene tarea.
¡Dos mil cartas al año!
El escolar que escribe cien veces el palote, antes de que le permitan volver a casa.
La góndola cargada pesadamente de vida; es sencilla y negra.

VI

De regreso en 1990.

Soñé que conducía doscientos quilómetros en vano.
Entonces, todo se agigantó. Gorriones enormes como gallinas
cantaban de modo ensordecedor.

Soñé que dibujaba teclas de piano
en la mesa de cocina. Tocaba sordamente en ellas.
Los vecinos acudían a escuchar.

VII

El clavicordio que calló durante todo
Persifal (aunque estaba escuchando) puede al fin decir algo.
Suspiros… sospiri…
Mientras Liszt toca, esta noche, mantiene apretado  el pedal marino
para que la fuerza verde del mar suba a través del piso y se una a todas las piedras del edificio. 
¡Buenas tardes, bello abismo!
La góndola cargada pesadamente de vida; es sencilla y negra.

VIII

Soñé que llegaba tarde el primer día de clases.
Todos en el salón  llevaban máscaras blancas sobre el rostro.
Imposible decir quién era el maestro.

Nota
Desde el 19 de noviembre de 1882 haste el 13 de enero de 1883, Liszt visitó a su hija Cosima y a su marido Richard Wagner en el Palazzo Vendramin, en Venecia. Inspirado al ver Liszt un par de góndolas funerarias y bajo una ‘premonición’, compuso dos piezas para piano que se publicaron bajo el título de “Góndola fúnebre”. Wagner moriría al mes siguiente, el 13 de febrero de 1883.


Tłum. Leonard Neuger

Gondola żałobna nr 2

I

Dwóch dziadków, teść i zięć, Liszt i Wagner, mieszka przy Canale Grande
wraz z tą niespożytą kobietą, co wyszła za króla Midasa,
który czego nie dotknie, przemienia w Wagnera.
Zielony ziąb morza przenika przez posadzki do pałacu.
Wagner jest naznaczony, znany profil Kacperka jeszcze bardziej umordowany niż dawniej,
twarz – białą flagą.
Gondola z ciężkim ładunkiem ich życia, dwa powrotne, jeden w jedną stronę.

II

Jedno z okien pałacu otwiera się i w nagłym przeciągu – czyjaś wykrzywiona twarz.
Na dole płynie gondola śmieciarzy poruszana przez dwóch jednowiosłowych bandytów.
Liszt zapisał kilka akordów tak ciężkich, że trzeba by je przekazać
Instytutowi Mineralogicznemu w Padwie do analizy.
Meteoryty!
Zbyt ciężkie by trwać w spoczynku, mogą tylko spadać i spadać w przyszłość
do czasu koszul brunatnych.
Gondola z ciężkim ładunkiem skulonych kamieni przyszłości.

III

Widok na rok 1990.

25 marca. Niepokój o Litwę.
Śniło mi się, że odwiedzam wielki szpital.
Brakowało personelu. Wszyscy byli pacjentami.

W tym samym śnie nowo narodzona dziewczynka,
która mówiła całymi zdaniami.

IV

Przy zięciu, człowieku swoich czasów, Liszt jest wyliniałym światowcem.
Ale to tylko pozór.
Głębia, która przymierza i odrzuca różne maski,
tę właśnie wybrała dla niego –
głębia, która chce przyjść do ludzi nie ukazując twarzy.

V

Wielebny Liszt zwykle sam dźwiga swój bagaż przez roztopy i upały,
a kiedy umrze, nikt nie wyjdzie po niego na stację.
Ciepła bryza bardzo uzdolnionego koniaku zabierze go w połowie misji.
Wciąż ma jakąś misję do spełnienia.
Dwa tysiące listów rocznie!
Uczniak przepisujący sto razy błędnie napisany wyraz zanim mu wolno pójść do domu.
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VI

Z powrotem do roku 1990.

Śniło mi się, że jadę niepotrzebnie dwieście kilometrów.
I wszystko było powiększone. Wróble wielkie jak kury
śpiewały aż uszy puchły.

Śniło mi się, że narysowałem klawisze fortepianu
na kuchennym stole. Grałem na nich, bezgłośnie.
Przyszli sąsiedzi, żeby posłuchać.

VII

Fortepian, który milczał przez całego Parsifala (ale słuchał), nareszcie
może się odezwać.
Skargi… Sospiri…
Dziś wieczorem Liszt gra ciągle na wciśniętym pedale morza,
tak że zielona potęga morza przenika przez posadzkę, wtapia się
w kamienie budynku.
Dobry wieczór, śliczna głębio!
Gondola z ciężkim ładunkiem życia, jest zwykła i czarna.

VIII

Śniło mi się, że pierwszy raz idę do szkoły i jestem spóźniony.
W klasie wszyscy nosili białe maski.
Kto był nauczycielem, trudno orzec.

Komentarz
Między 19 listopada 1882 a 13 stycznia 1883 Liszt odwiedził swoją córkę Cosimę i jej męża Richarda Wagnera w Palazzo Vendramin w Wenecji. Zainspirowany tym parą gondoli pogrzebowych i kierowany przeczuciem” skomponował dwa utwory na fortepian, które ukazały się pod tytułem „Funeral Gondola”. Wagner umarł w następnym miesiącu, 13 lutego 1883 roku.

Transl. Patty Crane

Sorrow Gondola No. 2

I

Two old men, father-and son-in-law, Liszt and Wagner, are staying by the Grand Canal
together with the restless woman who is married to King Midas,
he who changes everything he touches to Wagner.
The ocean’s green cold pushes up through the palazzo floors.
Wagner is marked, his famous Punchinello profile looks more tired than before,
his face a white flag.
The gondola is heavy-laden with their lives, two round trips and a one-way.

II

A window in the palazzo flies open and everyone grimaces in the sudden draft.
Outside on the water the trash gondola appears, paddled by two one-oared bandits.
Liszt has written down some chords so heavy, they ought to be sent off
to the mineralological institute in Padua for analysis.
Meteorites!
Too heavy to rest, they can only sink and sink straight through the future all the way down to the Brownshirt years.
The gondola is heavy-laden with the future’s huddled-up stones.

III

Peep-holdes into 1990.

March 25th. Angst for Lithuania.
Dreamt I visited a large hospital.
No personnel. Everyone was a patient.

In the same dream a newborn girl
who spoke in complete sentences.


IV

Beside the son-in-law, who’s a man of the times, Liszt is a moth-eaten grand seigneur.
It’s a disguise.
The deep, that tries on and rejects different masks, has chosen this one just for him—
the deep that wants to enter people without ever showing its face.

V

Abbé Liszt is used to carrying his suitcase himself through sleet and sunshine
and when his time comes to die, there will be no one to meet him at the station.
A mild breeze of gifted cognac carries him away in the midst of a commission.
He always has commissions.
Two thousand letters a year!
The schoolboy who writes his misspelled word a hundred times before he’s allowed
        to go home.
The gondola is heavy-laden with life, it is simple and black.

VI

Back to 1990.

Dreamt I drove over a hundred miles in vain.
Then everything magnified. Sparrows as big as hens
sang so loud that it briefly struck me deaf.

Dreamt I had drawn piano keys
on my kitchen table. I played on them, mute.
The neighbors came over to listen.

VII

The clavier, which kept silent through all of Parsifal (but listened), finally has
        something to say.
Sighs…ospiri…
When Liszt plays tonight he holds the sea-pedal pressed down
so the ocean’s green force rises up through the floor and flows together with all the
       stone in the building.
Good evening, beautiful deep!
The gondola is heavy-laden with life, it is simple and black.

VIII

Dreamt I was supposed to start school but arrived too late.
Everyone in the room was wearing a white mask.
Whoever the teacher was, no one could say.

Notes:
In late 1882 and early 1883, Liszt visited his daughter Cosima and her husband, Richard Wagner, in Venice. Wagner died several months later. During this time Liszt composed two piano pieces which were published under the title “Sorrow Gondola.”

Sorgegondolen nr 2

I

Två gubbar, svärfar och svärson, Liszt och Wagner, bor vid Canal Grande
tillsammans med den rastlösa kvinnan som är gift med kung Midas
han som förvandlar allting han rör vid till Wagner.
Havets gröna köld tränger upp genom golven i palatset.
Wagner är märkt, den kända kasperprofilen är tröttare än förr
ansiktet en vit flagg.
Gondolen är tungt lastad med deras liv, två tur och retur och en enkel.

II

Ett fönster i palatset flyger upp och man grimaserar i det plötsliga draget.
Utanför på vattnet visar sig sopgondolen paddlad av två enårade banditer.
Liszt har skrivit ner några ackord som är så tunga att de borde skickas
till mineralogiska institutionen i Padova för analys.
Meteoriter!
För tunga för att vila, de kan bara sjunka och sjunka genom framtiden ända ner
till brunskjortornas år.
Gondolen är tungt lastad med framtidens hopkurade stenar.

III

Gluggar mot 1990.
25 mars. Oro för Litauen.
Drömde att jag besökte ett stort sjukhus.
Ingen personal. Alla var patienter.
I samma dröm en nyfödd flicka
som talade i fullständiga meningar.

IV

Bredvid svärsonen som är tidens man är Liszt en maläten grandseigneur.
Det är en förklädnad.
Djupet som prövar och förkastar olika masker har valt just den här åt honom –
djupet som vill stiga in till människorna utan att visa sitt ansikte.

V

Abbé Liszt är van att bära sin resväska själv genom snöglopp och solsken
och när han en gång skall dö är det ingen som möter vid stationen.
En ljum bris av mycket begåvad konjak för honom bort mitt i ett uppdrag.
Han har alltid uppdrag.
Tvåtusen brev om året!
Skolpojken som skriver det felstavade ordet hundra gånger innan han får gå hem.
Gondolen är tungt lastad med liv, den är enkel och svart.
VI

Åter till 1990.
Drömde att jag körde tjugo mil förgäves.
Då förstorades allt. Sparvar stora som höns
sjöng så att det slog lock för öronen.
Drömde att jag ritat upp pianotangenter
på köksbordet. Jag spelade på dem, stumt.
Grannarna kom in för att lyssna.

VII

Klaveret som har tigit genom hela Parsifal (men lyssnat) får äntligen säga något.
Suckar…sospiri…
När Liszt spelar ikväll håller han havspedalen nertryckt
så att havets gröna kraft stiger upp genom golvet och flyter samman med all sten i byggnaden.
Godafton vackra djup!
Gondolen är tungt lastad med liv, den är enkel och svart.

VIII

Drömde att jag skulle börja skolan men kom försent.
Alla i rummet bar vita masker för ansiktet.
Vem som var läraren gick inte att säga.

Kommentar
Vid årsskiftet 1882/1883 besökte Liszt sin dotter Cosima och hennes man, Richard Wagner, i Venedig. Wagner dog några månader senare. Under denna tid komponerade Liszt två pianostycken som publicerades under titeln ”Sorgegondol”.



Fullständig text här

Lars Gustafsson

1936-2016, Suecia

Trad. Aleisa Ribalta

El silencio del mundo antes de Bach

Tiene que haber existido un mundo antes
del trío de sonatas en Do mayor, un mundo antes de la partita en A menor,
pero ¿cómo era ese mundo?
Una Europa de enormes y vacías estancias sin resonar
llena de instrumentos desconocidos,
donde Musikalisches Opfer y Wohltemperiertes Klavier
nunca pasaron por un teclado.
Lejanas y silenciosas iglesias
donde jamás la voz de la soprano en la Pasión de la Resurrección
se enredó en amor desmedido alrededor de una flauta
de suaves movimientos,
grandes y leves paisajes
donde solo los viejos leñadores se escuchaban con sus hachas
mezclados con el sano ladrido de los perros en invierno
y – como un campana – patines mordiendo el hielo reluciente;
golondrinas que se cruzaban en el aire de verano,
la caracola donde los niños escuchaban el mar
y en ningún lugar Bach ningún lugar Bach
el silencio de los patines antes de Bach.

El silencio antes de Bach (2007): película de Pere Portabella inspirada en este poema

Tłum. Zbigniew Kruszyński

Milczenie świata przed Bachem

Musiał istnieć świat przed
Sonatą D-dur, świat przed Partitą a-moll,
ale jaki świat?
Europa wielkich pustych pomieszczeń, bezdźwięcznych,
wszędzie nieświadome instrumenty,
gdzie Musikalisches Opfer i Wohltemperiertes Klavier
nigdy nie przebiegły przez klawiaturę.
Kościoły na pustkowiu,
w których sopran z Pasji wg św. Mateusza
nie splatał się w beznadziejnej miłości z miękkimi
ruchami fletu,
wielkie łagodne krajobrazy,
gdzie słychać tylko siekiery starych drwali,
zimą zdrowe głosy silnych psów
i -niczym dzwon- łyżwy na gładkim lodzie;
jaskółki, które latem gwiżdżą w powietrzu,
muszla, której słucha dziecko
i nigdzie Bacha nigdzie Bacha,
milczenie łyżew świata przed Bachem.

Fotogramas de la película de Pere Portabella

Transl. Philip Martin

The Stillness of the World before Bach

There must have been a world before
the Trio Sonata in D, a world before the A minor Partita,
but what kind of a world?
A Europe of vast empty spaces, unresounding,
everywhere unawakened instruments
where the Musical Offering, the Well-tempered Clavier
never passed across the keys.
Isolated churches
where the soprano-line of the Passion
never in helpless love twined round
the gentler movements of the flute,
broad soft landscapes
where nothing breaks the stillness
but old woodcutters’ axes,
the healthy barking of strong dogs in winter
and, like a bell, skates biting into fresh ice;
the swallows whirring through summer air,
the shell resounding at the child’s ear
and nowhere Bach nowhere Bach
the world in a skater’s silence before Bach.

Världens tystnad före Bach

Det måste ha funnits en värld före
Triosonatan i D, en värld före a-mollpartitan,
men hur var den världen?
Ett Europa av stora tomma rum utan genklang
överallt ovetande instrument,
där Musikalisches Opfer och Wohltemperiertes Klavier
aldrig hade gått över en klaviatur.
Ödsligt belägna kyrkor
där aldrig Påskpassionens sopranstämma
i hjälplös kärlek slingrat sig kring flöjtens
mildare rörelser,
stora milda landskap
där bara gamla vedhuggare hörs med sina yxor
det friska ljudet av starka hundar om vintern
och – som en klocka – skridskor som biter i glansis;
svalorna som svirrar i sommarluften
snäckan som barnet lyssnar till
och ingenstans Bach ingenstans Bach
världens skridskotystnad före Bach

Adam Zagajewski

1945 -2021 , Polonia

Trad. Xavier Farré

Concha

Por la noche los monjes cantaban en voz baja,
y un viento fuerte levantaba
ramas de abetos igual que alas.
No he conocido ciudades antiguas,
nunca estuve en Tebas
ni en Delfos, ni tampoco sé
qué dijo la Sibila a los viajeros.
La nieve cubrió calles y barrancos,
y en vestidos oscuros las cornejas seguían
las huellas de los zorros en silencio.
Creía en señales efímeras,
en sombras de ruinas y en serpientes de agua,
en fuentes de montaña y en pájaros proféticos.
Los tilos florecen igual que novias,
pero sus frutos son pequeños, ásperos.
Ni en la música ni en pinturas bellas
ni en hazañas o en el coraje
ni aun en el amor hay saber,
sino en todas las cosas,
en la tierra y el aire, en el silencio y el dolor.
Un poema es capaz de retener el eco
de la tormenta, como la concha que tocó Orfeo
al escapar. El tiempo arrebata la vida,
y devuelve memoria, dorada por las llamas
y negra por las ascuas.

Muszla

W nocy mnisi cicho śpiewali 
a porywisty wiatr unosił 
gałęzie świerków jak skrzydła.
Nie poznałem starożytnych miast, 
nie byłem nigdy w Tebach
ani w Delfach i nie wiem,
co mówiły Sybille wędrowcom. 
Śnieg zasypywał ulice i wąwozy 
i bezszelestnie śladami lisa 
kroczyły ciemne suknie wron. 
Ufałem ulotnym sygnałom, 
cieniom ruin, wężom wodnym,
górskim źródłom i proroczym ptakom.
Lipy kwitną jak panny młode
ale ich owoce są niepozorne i cierpkie. 
Nie w muzyce ani w pięknych obrazach, 
nie w wielkich czynach i odwadze
i nawet nie w miłości jest mądrość, 
tylko we wszystkich rzeczach,
w ziemi i w powietrzu, w bólu i w milczeniu. 
Wiersz potrafi zatrzymać echo burzy,
jak muszla, którą potrącił
uciekający Orfeusz. Czas zabiera życie 
i oddaje pamięć, złotą od płomieni, 
czarną od żaru.

Fotogramas de El paciente inglés de Anthony Minghella

Transl. Clare Cavanagh

Shell

At night the monks sang softly
and a gusting wind lifted
spruce branches like wings.
I’ve never visited the ancient cities,
I’ve never been to Thebes
or Delphi, and I don’t know
what the oracles once told travellers.
Snow filled the streets and canyons,
and crows in dark robes silently
trailed the fox’s footprints.
I believed in elusive signs,
in shadowed ruins, water snakes,
mountain springs, prophetic birds.
Linden trees bloomed like brides
but their fruit was small and bitter.
Wisdom can’t be found
in music or fine paintings,
in great deeds, courage,
even love,
but only in all these things,
in earth and air, in pain and silence.
A poem may hold the thunder’s echo,
like a shell touched by Orpheus
as he fled. Time takes life away
and gives us memory, gold with flame,
black with embers.

Adam Zagajewski

1945 -2021 , Polonia

Trad. Xavier Farré

Sabemos qué es el arte

Sabemos qué es el arte, conocemos bien la sensación de felicidad
que nos aporta, a veces difícil, amarga, amargo-dulce,
y a veces sólo dulce, como los postres turcos. Valoramos el arte
porque quisiéramos saber qué es nuestra vida.
Vivimos, pero no siempre sabemos qué significa.
Así que viajamos, o sencillamente abrimos un libro en casa.

Recordamos el momento de iluminación ante un cuadro,
y también quizá recordemos qué nubes pasaban entonces por el cielo.
Temblamos al oír cómo toca el violoncelista
las suites de Bach, cuando escuchamos cómo canta el piano.
Sabemos qué puede ser la gran poesía, un poema
escrito hace tres mil años o ayer mismo.

Pero no entendemos por qué algunas veces en un concierto
nos domina la indiferencia. No entendemos por qué
algunos libros parecen ofrecernos el perdón
mientras otros no ocultan su rabia. Lo sabemos, y después lo olvidamos.
Con dificultad sólo suponemos por qué sucede que las obras de arte
se enrollan, se cierran como un museo italiano un día de huelga (sciopero).

Por qué se enrollan también nuestras almas a veces y se cierran
como un museo italiano un día de huelga (sciopero)?
¿Por qué el arte calla cuando suceden cosas terribles,
por qué no lo necesitamos entonces, como si esas cosas terribles
llenaran el mundo por completo, del todo, hasta el techo?
No sabemos qué es el arte.

Fotografías de Nadav Kander (1961-, Israel)

Wiemy, czym jest sztuka

Wiemy, czym jest sztuka, dobrze znamy uczucie szczęścia
jakie nam daje, niekiedy trudne, gorzkie, gorzko-słodkie,
a czasem tylko słodkie, jak turecki smakołyk. Cenimy sztukę
bo chcielibyśmy wiedzieć, czym jest nasze życie.
Żyjemy, ale nie zawsze wiemy, co to znaczy.
Podróżujemy więc, albo po prostu otwieramy w domu książkę.

Pamiętamy moment olśnienia gdy staliśmy przed obrazem,
i pamiętamy też może, jakie obłoki płynęły wtedy po niebie.
Drżymy słysząc jak wiolonczelista gra
suity Bacha, gdy słuchamy jak śpiewa fortepian.
Wiemy, czym może być wielka poezja, wiersz
napisany trzy tysiące lat temu albo wczoraj.

A jednak nie rozumiemy, dlaczego niekiedy na koncercie
ogarnia nas obojętność. Nie rozumiemy, dlaczego
niektóre książki zdają się ofiarowywać nam przebaczenie
a inne nie kryją swego gniewu. Wiemy, a potem zapominamy
Z trudem tylko domyślamy się, dlaczego zdarza się, że dzieła sztuki
zwijają się, zamykają jak włoskie muzeum w dniu strajku (sciopero).

Dlaczego także nasze dusze zwijają się niekiedy i zamykają
jak włoskie muzeum w dniu strajku (sciopero).
Dlaczego sztuka milczy, gdy dzieją się rzeczy straszliwe,
dlaczego jej wtedy nie potrzebujemy – tak jakby rzeczy straszliwe
wypełniały świat całkowicie, kompletnie, po sam dach.
Nie wiemy, czym jest sztuka.

Trans. Clare Cavanagh

We know what art is

We know what art is, we recognize the sense of happiness
it gives, difficult at times, bitter, bittersweet,
sometimes only sweet, like Turkish pastry. We honor art,
since we’d like to know what our life is.
We live, but don’t always know what that means.
So we travel, or just open a book at home.

We recall a momentary vision as we stood before a painting,
we may also remember clouds drifting through the sky.
We shiver when we hear a cellist play
Bach’s suites, when we catch a piano singing.
We know what great poetry can be, a poem
written three millennia ago, or yesterday.

But we don’t know why a concert sometimes
fails to move us. We don’t see why
some books seem to offer us redemption
while others can’t conceal their rage. We know, but then we forget
We can only guess why a work of art may suddenly
close up, slam shut, like an Italian museum on strike (sciopero).

Why our souls also close at times, and slam shut, like
an Italian museum on strike (sciopero).
Why art goes mute when terrible things happen,
why we don’t need it then—as if terrible things
had overwhelmed the world, filled it completely, totally, to the roof.
We don’t know what art is.

Miguel Arnas Coronado

1949 – , Granada

El blog de Miguel Arnas Coronado

El árbol (frg.)

Las palabras no llenan vacío, lo ahondan. Son vértigo, sombra de otra palabra con más luz, y ésta, sombra de la última deslumbradora, inasequible, inhumana. Las palabras no son piel sino entraña, con ellas queda a un lado la caricia y alcanzamos la penetración. Tal vez era mejor el sinsentido, el son preclaro, la música sin partitura de las letras. ¿Qué haríamos sin ellas?, están en el senda.

¡Quién fuera música y no lenguas! Hablarle sólo a la raíz. ¿Quién habla al efímero morador de la fosa?: ella. En tanto ellas hablan a los vivos aunque hablen de los muertos. ¿Quién será vibración muda hacia los sentidores?: ella. ¿Quién susurra con decires de lagartija en el oído de los extasiados?, ¿quién clama el lenguaje de dioses y vestales, de titanes y elfos?: ella. ¿Quién tararea a tucanes y orugas, quién trina para el sol, la lluvia y los mares?: ella. ¿Quién hace que la luna y Dios bajen para ser paladeados por humanos?: ella. Palidece la señal descarada de las lenguas ante la alusión pudorosa de la música. No alcanzan las brumas para fabricar vestidos ni los guisos se adoban con destinos, nuestra lengua no es de alondras ni ruiseñores. Eso es lo que hay, y no está mal.

¡Ay de aquél que para decir se calza máscara! ¡más le valiera ser olvidado! Ya no piedra de molino y río, ya no desmembración cruenta. Sólo olvido, con eso basta.

Beso los pies y me desarmo ante el discurso atlético que somete o se humilla en noble lid, mas caiga maldición sobre aquél cuya avaricia es la artimaña. ¿Sabéis?, siempre habrá un santo poseso, ese a quien eternamente mataremos, que arrase con el fuego de su furia los decires enarbolados desde un yo y un para mí, mas precedidos de un nos, o peor, de un vosotros y un para ustedes.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Drzewo (fragm.)

Słowa nie zapełniają pustki, pogłębiają ją. To zawrót głowy, cień innego, świetlistszego słowa, a ono, to cień słowa ostatniego oślepiającego, niedostępnego, nieludzkiego. Słowa nie są skórą, raczej wnętrznościami, pozostają z boku pieszczoty i doprowadzamy do przeniknięcia. Być może lepszy był bezsens, światły ton, muzyka bez partytury liter. Co zrobilibyśmy bez nich, są na naszej drodze.

Kto nie pragnąłby być muzyką a nie językiem! Przemawiać prosto do korzenia. Bo któż tak potrafi przemawiać do przemijalnych lokatorów mogił jak nie ona. Język przemawia do żywych choć w rzeczywistości mówi o zmarłych. Kto będzie głuchą wibracją ku odczuwającym: ona. Kto szepcze mową jaszczurek do ucha będących w ekstazie, kto pragnie języka bogów i westalek, tytanów i elfów: ona. Kto nuci tukanom i dżdżownicom, kto wyśpiewuje trele dla słońca deszczu i mórz: ona. Kto sprawia, że księżyc i Bóg schodzą na ziemię by mogli ich skosztować ludzie? Blednie bezwstydny znak języka wobec wstydliwej aluzji muzyki. Mgieł nie starcza by uszyć suknie ani potraw nie przyprawia się przeznaczeniem, nasz język nie tym, którym przemawiają skowronki ani słowiki. Jest jaki jest i cóż z tego.

Biedny ten co by przemówić maski przywdziewa! Lepiej by było dla niego byśmy o nim zapomnieli! Nie kamień młyński i rzeka, nawet nie krwawe rozczłonkowanie go czeka. Tylko zapomnienie, tyle wystarczy. Całuję stopy i składam broń wobec atletycznej mowy, która czyni podległym lub korzy się w szlachetnej walce, lecz niech spadnie przekleństwo na tego czyje skąpstwo jest wybiegiem. Wiecie? Zawsze zjawia się jakiś namaszczony święty, ten, którego wiecznie będziemy uśmiercać, który ogniem swej furii obali powiewające sztandary mów wychodzących od ja i dla mnie, lecz poprzedzone jakimś my, jakimś wy i Państwo.

Resultado de imagen de todas las mañanas del mundo

Aníbal Núñez

1944 – 1987, España

Aquella música

Aquella música que nunca
acepta su armonía es armonía:
arpegios que se miran en la luna,
trinos que se regalan el oído
son sucia miel, no música

Tienes ejemplos en las olas
que saben que su próxima batida
en el acantilado no es la última
ni la mejor de todas
y en la lluvia
que da su aroma a tierra agradecida
y no puede sentirlo

De la lucha
contra tus propios ídolos
nace toda, la única
armonía celeste: lluvia, olas
son insatisfacción, son melodía,
inagotable música.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ta muzyka

Muzyka, która nigdy nie akceptuje
swojej harmonii jest harmonią:
Arpeggio, przeglądające się w księżycu,
Tryle, które cieszą nasze uszy
są jak brudny miód, nie muzyka

Inne przykłady znajdziesz u fal
które wiedzą, że kolejne uderzenie
w klif nie będzie ich ostatnim
ani najbardziej udanym ze wszystkich
i u deszczu
który oddaje swój zapach wdzięcznej ziemi
a nie może go poczuć

Z walki
przeciwko twoim własnym bożkom
rodzi się, ta jedyna
niebiska harmonia: deszcz, fale
są wyrazem niezadowolenia, są melodią,
niekończącą się muzyką.

Fotos propias: El monte Aso (Aso-san)

Pere Gimferrer

1945 – , España

Homenaje a Juan Sebastián Bach

En el bosque dan caza a Jesús y a los alces
Con oscuros y dulces diamantes con lirios en la boca
El silencio los pasos del otoño en las aldeas
El cielo como un un nombre que se pronuncia en voz baja
Jesús Jesús los rifles sonando en primavera
El vientre de una niña desnuda sobre el mar pétalo y nube
El vientre de una niña rasgado por mastines
oh Dios mío

Trad. Ada Trzeciakowska

Pamięci Jana Sebestiana Bacha

W puszczy polują na Jezusa i łosie
z ciemnymi słodkim diamentami z liliami w ustach
Cisza kroki jesieni we wioskach
Niebo jak imię wypowiadane szeptem
Jezus Jezus huk strzelby rozchodzi się wiosną
Brzch nagiej dziewczyny na morzu płatek i chmura
Brzuch dziewczyny rozdarty przez brytany
O mój Boże

Obras de Zbigniew Beksiński

Transl. J. M. Cohen

Homage to Johann Sebastian Bach

In the wood they are hunting Jesus and the elks
With dark and sweet diamonds with lilies in their mouths
Silence the steps of autumn in the villages.
Heaven like a name pronounced in a low voice
Jesus Jesus the rifles sounding in Spring
The belly of a naked girl on the sea petal and cloud
The belly of a girl torn by mastiffs
Oh my God.