Audre Lorde

1934-1992, Estados Unidos

Poeta, mujer negra, feminista, víctima de cáncer, antirracista, profesora, luchadora en la época de las protestas, lesbiana… Fascinante entrevista realizada por su amiga, Adrienne Rich aquí

Trad. Torres Ruiz

Conclusión

Cruzarse en la calle con hombres que están muertos
se vuelve un hecho cotidiano
pero amar a uno de ellos
no es solución.
Creo en el amor como creo en nuestros hijos
pero nací Negra y sin ilusión
y mi visión
que difiere de la tuya
es clara
por más que a veces sea limitada.

Te he observado a medianoche
mientras dormías como si nada
deseando poder permitirme que los indesesperados sueños
que a ti te agitan  se marchiten y se disipen
en soluciones parciales.
Tus noches son invernalmente largas y muy jóvenes
llenas de pureza y perdón
y un dócil Jesús que atraviesa tus ciudades
sobre un estéril burro cuyos rebuznos
no incluyen tiempo futuro.

Pero soporto mis noches como soporto mi vida
y mi muerte
absolutas y despiadadas
pepitas de transigencia y decisión
fosilizadas por el fiero sol de verano
y cuando sueño
camino en una tierra Negra
donde el futuro
brilla eterno y verde
pero los símbolos del ahora
son sangrientas e implacables
habitaciones
donde niños confusos
con muñones de madera por dedos
juegan a la guerra
y no pueden recoger sus canicas
o esconderse en casa
cuando amenaza una pesadilla.

Tłum. Renata Gorczyńska

Konkluzje

Martwi mężczyźni mijani na ulicach
stają się codziennym zjawiskiem
ale kochać jednego z nich
nie jest rozwiązaniem
Wierzę w miłość jak wierzę w nasze dzieci
lecz urodziłam się czarna, odarta ze złudzeń
a moje widzenie
różne od waszego
jest jasne,
chociaż niekiedy ograniczane.

Badałam cię wzrokiem o północy obracałeś się w powszednim śnie
ja też chciałabym sobie pozwolić na bezbolesne majaki
które miotają tobą i więdną
w niepełnych rozwiązaniach
Twoje noce ciągną się jak zima i są bardzo młode
wypełnione czystością, wybaczaniem
i łagodnym Chrystusem objeżdżającym twe miasta
na bezpłodnej oślicy której rykinie obwieszczają czasu przyszłego.

Ja zaś noszę moje noce jak noszę moje życie
i umieranie
absolutne i niewybaczalne
bryłki ustępstw i decyzji
skamieniałe od dzikiego słońca
A kiedy śnię
posuwam się przez Czarny Ląd
gdzie przyszłość
świeci wiecznie i zielono
lecz gdzie teraźniejsze symbole
to skrwawione i nieustępliwe
izby
w których skołowane dzieci
z kikutami z drewna zamiast palców
bawią się w wojnę
i nie potrafią pozbierać szklanych kulek
albo uciec do domu
ilekroć zagraża zmora.

Fecha de la primera fotografía: 1981.

Conclusion

Passing men in the street who are dead
becomes a common occurrence
but loving one of them
is no solution.
I believe in love as I believe in our children
but I was born Black and without illusion
and my vision
which differs from yours
is clear
although sometimes restricted.

I have watched you at midnight
moving through casual sleep
wishing I could afford the nondesperate dreams
that stir you     to wither and fade
into partial solutions.
Your nights are wintery long and very young
full of purity and forgiveness
and a meek Jesus who rides through your cities
on a barren ass whose braying
does not include a future tense.

But I wear my nights as I wear my life
and my dying
absolute and unforgiven
nuggets of compromise and decision
fossilized by fierce midsummer sun
and when I dream
I move through a Black land
where the future
glows eternal and green
but where the symbols for now
are bloody and unrelenting
rooms
where confused children
with wooden stumps for fingers
play at war
and cannot pick up their marbles
or run away home
whenever a nightmare threatens.

Adrienne Rich

1922-2012, EE.UU.

Trad.  Juan Carlos Villavicencio

Los árboles

Los árboles del interior se mueven hacia el bosque,
el bosque que estuvo vacío todos estos días
donde ningún pájaro podía sentarse
ningún insecto esconderse,
ningún sol enterrar sus pies en la sombra
el bosque que estuvo vacío todas estas noches
estará lleno de árboles por la mañana.

Toda la noche las raíces trabajan
por retirarse de las grietas
en el suelo de la terraza.
Las hojas se tuercen hacia los vidrios
pequeños vástagos rígidos por el esfuerzo
largas y estrechas ramas se arrastran bajo el tejado
como pacientes recién dados de alta
medio aturdidos, dirigiéndose
a las puertas de la clínica.

Me siento adentro, las puertas se abren a la terraza,
escribo largas cartas
en las que apenas menciono la partida
del bosque desde la casa.
La noche está fresca, la luna entera brilla
en un cielo aún abierto
el olor de las hojas y el liquen
aún alcanza como una voz las habitaciones.
Mi cabeza está llena de susurros
que mañana estarán en silencio.

Escucha. Los vidrios se quiebran.
Los árboles se van tropezando
hacia la noche. Los vientos se apresuran
            a reunirse con ellos.
La luna se ha roto como un espejo,
sus fragmentos fulguran ahora en la copa
del más alto de los robles.

Fotografías de Denise Grunstein y Marit Beer

Tłum. Julia Hartwig

Drzewa

Drzewa z wnętrza domu wyruszają do lasu
las był pusty przez wszystkie te dni
i nie mógł w nim spocząć żaden ptak
ni skryć się żaden owad
ani słońce nie mogło zagłębić nóg w jego cieniu
Las, który był pusty przez wszystkie te noce
rankiem zapełni się drzewami.

Przez całą noc korzenie pracują
by wyjść przez szpary
w podłodze werandy
Liście prężą się w stronę lustra
gałązki sztywnieją z wysiłku
skurczone przez długi czas konary szorują pod dachem
jak dopiero co zwolnieni pacjenci
którzy na wpół oszołomieni spieszą
do drzwi kliniki

Siedzę wewnątrz przy otwartych na werandę drzwiach
i piszę długie listy
w których lekko tylko napomykam o odwrocie
lasu z mojego domu

Noc jest świeża świeci pełny księżyc
na otwartym wciąż niebie,
zapach liści i mchu
wchodzi do pokoju jak czyjś głos.
Głowa moja jest pełna szeptów
które jutro umilkną
Posłuchaj To pęka szkło
Drzewa potykając się suną
w głąb nocy Wiatry spieszą im na spotkanie
Księżyc roztrzaskał się jak lustro
jego odłamki tkwią teraz w koronie
najwyższego dębu

The trees

The trees inside are moving out into the forest,
the forest that was empty all these days
where no bird could sit
no insect hide
no sun bury its feet in shadow
the forest that was empty all these nights
will be full of trees by morning.

All night the roots work
to disengage themselves from the cracks
in the veranda floor.
The leaves strain toward the glass
small twigs stiff with exertion
long-cramped boughs shuffling under the roof
like newly discharged patients
half-dazed, moving
to the clinic doors.

I sit inside, doors open to the veranda
writing long letters
in which I scarcely mention the departure
of the forest from the house.
The night is fresh, the whole moon shines
in a sky still open
the smell of leaves and lichen
still reaches like a voice into the rooms.
My head is full of whispers
which tomorrow will be silent.

Listen. The glass is breaking.
The trees are stumbling forward
into the night. Winds rush to meet them.
The moon is broken like a mirror,
its pieces flash now in the crown
of the tallest oak.

Audre Lorde

1934-1992, Estados Unidos

Poeta, mujer negra, feminista, lesbiana, enferma de cáncer, antirracista, profesora, luchadora en la época de las protestas, fascinante entrevista realizada por su amiga, Adrienne Rich aquí

Trad. Mª E. Soler y Gabriela Raya

Las abejas

En la calle afuera del colegio
lo que los chicos aprenden
los posee.
 
Tres chicos gritan y tiran piedras
a un enjambre de abejas   atrapado
entre la ventana del comedor y una chimenea
las piedras furiosas raspan el metal.
 
Las abejas están distantes   y lentas
para defenderse. Pican a un chico y se
acelera la destrucción.
 
Llegan los guardias escolares con
largos palos en la mano
avanzan hacia la colmena
rompen las ya casi terminadas
celdas de cera   miel fresca
gotea de los palos de escoba
pequeños pies   se convierten en expertos
en pisotear las abejas que caen como lluvia
en el pavimento.
 
Curiosas y apartadas   las chicas
miran con fascinación   aprenden
lecciones secretas   una pisa
lo que queda del zumbido débil 
para curiosear el rincón vacío
“¡Podríamos haber estudiado cómo hacer miel!”
intenta comprender
su propia destrucción.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pszczoły

Na ulicy przed szkołą
to czego uczą się dzieci
opętało je.

Trzech chłopców krzyczy
rzucając kamienie w rój pszczół który utknął
między oknem stołówki i kominem
Ich wściekłe kamienie ocierają się o metal.

Pszczoły w obronie są chłodne i powolne
Ukąsiły chłopca a destrukcja
przyśpiesza.

Nadbiegają woźni
dzierżąc w dłoniach drewniane kije
podążają w stronę ula
niszczą już prawie ukończone
woskowe komórki świeży miód
ścieka po kijach od szczotki
chłopięce stopy stają się ekspertami
od zadeptywania oszołomionych deszczem pszczół
na chodniku.

Zaciekawione i na uboczu dziewczynki
patrzą zafascynowane uczą się na sekretnych lekcjach jedna depcze ledwo pobzykujące szczątki
by przyjrzeć się pustej ruinie
„A mogliśmy nauczyć się jak robi się miód!”
usiłuje zrozumieć
swoją własną destrukcję.

Fotograma de “El espíritu de la colmena” de Víctor Erice

Dos versiones del mismo poema. La primera publicada en Zami ; Sister Outsider ; Undersongen y la segunda posterior incluida en The Collected Poems.

The Bees

In the street outside a school
what children learn
possesses them.

Three little boys yell
stoning a swarm of bees caught
between the lunchroom window and a grate
Their furious rocks graze metal.

The bees are cold and slow
to self-defense. One boy is stung
into quicker destruction.

School guards come
long wooden sticks in hand
advancing on the hive
they beat the almost finished
rooms of wax apart fresh honey
drips down their broomsticks
little boy-feet becoming experts
trample the rain-stunned bees
into the pavement.

Curious and apart the girls
look on in fascination learning
secret lessons one steps
across the feebly buzzing ruins
to peer up at the empty grated nook
“We could have studied honey-making!”
tries to understand
her own destruction.

In the street outside a school
what the children learn
possesses them.
Little boys yell as they stone a flock of bees
trying to swarm
between the lunchroom window and an iron grate.
The boys sling furious rocks
smashing the windows.
The bees, buzzing their anger,
are slow to attack.
Then one boy is stung
into quicker destruction
and the school guards come
long wooden sticks held out before them
they advance upon the hive
beating the almost finished rooms of wax apart
mashing the new tunnels in
while fresh honey drips
down their broomsticks
and the little boy feet becoming expert
in destruction
trample the remaining and bewildered bees
into the earth.

Curious and apart
four little girls look on in fascination
learning a secret lesson
and trying to understand their own destruction.
One girl cries out
“Hey, the bees weren’t making any trouble!”
and she steps across the feebly buzzing ruins
to peer up at the empty, grated nook
“We could have studied honey-making!”