Gonzalo Rojas

1916-2011, Chile

RÉQUIEM DE LA MARIPOSA MUERTA

Sucio fue el día de la mariposa muerta.
                                                                    Acerquémonos
a besar la hermosura reventada y sagrada de sus pétalos
que iban volando libres, y esto es decirlo todo, cuando
sopló la Arruga, y nada
sino ese precipicio que de golpe,
y únicamente nada.

Guárdela el pavimento salobre si la puede
guardar, entre el aceite y el aullido
de la rueda mortal.
                                   O esto es un juego
que se parece a otro cuando nos echan tierra.
Porque también la Arruga…

O no la guarde nadie. O no nos guarde
larva, y salgamos dónde por último del miedo:
a ver qué pasa, hermosa.
                                             Tú que aún duermes ahí
en el lujo de tanta belleza, dinos cómo
o, por lo menos, cuándo.

De Réquiem de la mariposa (2001)

Collage propio

Tłum. Ada Trzeciakowska

Requiem dla martwego motyla

Brudny był dzień martwego motyla.
                                                                 Podejdźmy
by ucałować stłamszone i święte piękno jego płatków,
które unosiły się wolne, a to tyle co powiedzieć wszystko, kiedy
zdmuchnęła go Zmarszczka, i nic
ponad tą przepaścią, która nagle,
i wyłącznie nic.

Oszczędź jej słonawego chodnika, jeśli możesz
ocal go od oleju i skowytu
śmiertelnego koła.
                                  Czy to jest zabawa
przypominająca inną, gdy chowają nas.
Bo i Zmarszczka…

Albo niech go nikt nie ocala. Albo zachowaj dla nas
larwę, i otrząśnijmy się jak? w końcu ze strachu:
zobaczmy, co się stanie, piękności.
                                                              Ty, który wciąż śpisz tam
w luksusie nieopisanego piękna, powiedz nam jak?
lub, przynajmniej, kiedy?

José Manuel Caballero Bonald

1926-9 de mayo 2021, España (Jerez de la Frontera)

La vuelta

Por el camino se me van cayendo
frutas podridas de la mano
y voy dejando manchas de tristeza en el polvo
donde quiera que piso;
un pájaro amanece ante mis ojos
y en seguida anochece entre sus alas;
la asamblea de hormigas se disuelve
cuando en mí la tormenta se aproxima;
el sol calienta al mar en unas lágrimas
que en el camino enciende mi presencia;
la desnudez del campo va vistiéndose
según van mis miradas acosándole
y el viento hace estallar
una guerra civil entre las hierbas.

Noticia triste de mi cuerpo dictan
las verdes amapolas en capullo,
la codorniz se espanta
y asusta al macho con historias mías.
Vengo desnudo de la hermosa clámide
que solía vestirme cuando entonces:
clámide con las voces de los pájaros,
el graznido del cuervo, la carrera veloz de la raposa
–a la que llaman zorra mis parientes–,
del arroyo que un día se llevaba mis pasos
y de olores de jara y de romero
hace tanto tejida.

Días de mi ascensión, cuando el lagarto
solía conocer mis intenciones,
cuando solía la retama
pedirme venia para echar raíces,
cuando algún cazador me confundió
con una piedra viva entre las piedras.
Pero yo te conozco, campo mío,
yo recuerdo haber puesto entre tus brazos
aquel cuerpo caliente que tenía,
haber dejado sangre entre los surcos
que abrían los caballos de mi padre.
Yo te conozco y noto que tus senos
empiezan a ascender hacia mis labios.

Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

Powrót

Po drodze wypadają mi
z rąk zgniłe owoce
i gdziekolwiek stąpam
zostają plamy smutku w pyle;
Na moich oczach świta ptak
i natychmiast zmierzcha wśród skrzydeł;
zgromadzenie mrówek rozwiązuje się
kiedy zbliża się burza we mnie;
słońce ogrzewa morze kilkoma łzami.
po drodze rozpalonymi przez moją obecność;
nagość pola przywdziewa suknie,
gdy nękają ją moje spojrzenia,
a wiatr znów rozpętał
wojnę domową pośród traw.

Smutne wieści o moim ciele dyktują
zielone maki całe w pąkach,
przepiórka spłoszyła się
i straszy samca moimi opowieściami.
Przybywam nagi, bez pięknej chlamidy,
którą kiedyś wkładałem na siebie:
chlamidy lśniącej głosami ptaków,
krzykiem kruka, szybkim biegiem lisicy,
-którą moi krewni zwą rudzielcem-
strumieniem, który dawno zmył moje ślady
i zapachem czystka i rozmarynu
-tak dawno utkanej-.

Dni były dni mojej wspinaczki: gdy jaszczurka
odgadywała moje zamiary,
a janowiec zwykł prosić mnie
o pozwolenia na zapuszczenie korzeni,
gdy pewien myśliwy wziął mnie
za żywy kamień pośród kamieni.
Ale ja znam cię, ziemio moja,
pamiętam, jak złożyłem w twoich ramionach
to ciepłe ciało, które miałem,
jak zostawiłem krew między bruzdami,
które otwarły konie mojego ojca.
Znam cię i widzę, że twoje piersi
zaczynają piąć się ku moim ustom.


César Vallejo

1892-1938, Perú

NO VIVE YA NADIE…

—No vive ya nadie en la casa —me dices—; todos se han ido. La sala, el dormitorio, el patio, yacen despoblados. Nadie ya queda, pues que todos han partido.

Y yo te digo: Cuando alguien se va, alguien queda. El punto por donde pasó un hombre, ya no está solo. Unicamente está solo, de soledad humana, el lugar por donde ningún hombre ha pasado. Las casas nuevas están más muertas que las viejas, porque sus muros son de piedra o de acero, pero no de hombres. Una casa viene al mundo, no cuando la acaban de edificar, sino cuando empiezan a habitarla. Una casa vive únicamente de hombres, como una tumba. De aquí esa irresistible semejanza que hay entre una casa y una tumba. Sólo que la casa se nutre de la vida del hombre, mientras que la tumba se nutre de la muerte del hombre. Por eso la primera está de pie, mientras que la segunda está tendida.

Todos han partido de la casa, en realidad, pero todos se han quedado en verdad. Y no es el recuerdo de ellos lo que queda, sino ellos mismos. Y no es tampoco que ellos queden en la casa, sino que continúan por la casa. Las funciones y los actos se van de la casa en tren o en avión o a caballo, a pie o arrastrándose. Lo que continúa en la casa es el órgano, el agente en gerundio y en círculo. Los pasos se han ido, los besos, los perdones, los crímenes. Lo que continúa en la casa es el pie, los labios, los ojos, el corazón. Las negaciones y las afirmaciones, el bien y el mal, se han dispersado. Lo que continúa en la casa, es el sujeto del acto.

Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

NIKT JUŻ Tutaj NIE MIESZKA…

-Nikt już w tym domu nie mieszka -mówisz-; wszyscy sobie poszli. Salon, sypialnia, podwórko, świecą pustkami. Nikt nie został, bo wszyscy odeszli.

A ja powiem ci: Kiedy ktoś odchodzi, ktoś inny pozostaje. Miejsce, przez które przewinął się człowiek, nie jest już samotne. Samotne jest jedynie, i to ludzką samotnością, miejsce, przez które on się nie przewinął. Nowe domy są bardziej martwe niż stare, bo ich ściany są z kamienia lub ze stali, ale nie z ludzi. Dom przychodzi na świat, nie wtedy, kiedy zostaje zbudowany, ale gdy zaczyna być zamieszkiwany. Dom żyje ludźmi, jak grobowiec. Stąd nieodparte podobieństwo między domem a grobowcem. Tyle, że dom żywi się życiem człowieka, a grób jego śmiercią. Dlatego ten pierwszy stoi, a ten drugi leży.

Wszyscy odeszli z domu, rzeczywiście, ale wszyscy tak naprawdę pozostali. I to nie wspomnienie o nich pozostaje, ale oni sami. Co nie oznacza, że pozostają w domu, lecz, że nadal w nim trwają. Przedstawienia i działania opuszczają dom pociągiem, samolotem, konno, pieszo lub czołgając się. To, co trwa w domu to łącznik, czynnik sprawczy w imiesłowie czynnym i zapętlony. Odeszły kroki, pocałunki, przeprosiny i zbrodnie. To, co trwa w domu, to stopy, usta, oczy, serce. Negacje i afirmacje, dobro i zło, rozproszyły się. To, co nadal trwa w domu jest podmiotem działania.

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Ada Trzeciakowska

sin título

Aquel poema La Adorable que guardaste en el bolsillo,
el que rezaba: “Pienso sin cesar en nosotros, los superhombres,
cómo rodamos por el mundo diciendo: Hola, soy fulano de tal, ¿y tú?
hace años que te molestaste en leerlo. Pero ahora,
bajo los pinos, a su luz lavanda, parece ser el momento
oportuno. Polvo de una pasión, oscuro derrumbe de las imágenes
página abajo: son todo lo que queda. Ella era tan bella,
y el poema, creías entonces, también lo era.
La lavanda se reduce a ceniza. Las nubes se van. Y ella,
¿dónde está ahora? ¿Y aquel chico que permanecía horas y horas
frente a su casa, al haber entender tarde que siempre
hay cosas a punto de ocurrir -justo cuando ya no sirven de nada-?

Fotos propias

Tłum. Agnieszka Kołakowska

bez tytułu

Ten wiersz Cudowna, wsunięty ci do kieszeni,
Ten, co zaczynał się: Wciąż myślę o nas, nadludziach,
Jak latamy po świecie, wołając: Cześć, nazywam się Zet, a ty?” –
Od lat po niego nie sięgasz. Lecz teraz, w cieniu sosen,
W tym lawendowym świetle, może już na to czas?
Pył namiętności, ciemne strzępy obrazów na stronie-
To wszystko, co zostało. A była taka piękna.
I wiersz – tak ci się zdawało – nie ustępował jej.
Lawenda obraca się w popiół. Znikają chmury. A ona –
Co z nią się teraz dzieje? I z chłopcem, który tak długo
Wystawał przed jej domem i za późno zrozumiał,
Ze zawsze coś dzieje się w chwili, gdy nie ma to już znaczenia.

untitled

As for the poem The Adorable One slipped into your pocket,
Which began, «I think continually about us, the superhuman, how
We fly around saying, ‘Hi, I’m So-and-So, and who are you?’»
It has been years since you bothered to read it. But now
In this lavender light under the shade of the pines the time
Seems right. The dust of a passion, the dark crumble of images
Down the page are all that remain. And she was beautiful,
And the poem, you thought at the time, was equally so.
The lavender turns to ash. The clouds disappear. Where
Is she now? And where is that boy who stood for hours
Outside her house, learning too late that something is always
About to happen just at the moment it serves no purpose at all?

Lars Gustafsson

1936-2016, Suecia

Trad. Francisco J. Úriz

Inscripción en una piedra

“Me convierto en piedra y mi dolor permanece.”
Traducir. Pero, ¿a qué idioma? Y ¿cómo?

Me piden que traduzca. Algo pide ser traducido,
como si no estuviese ya escrito. ¿Hay otras palabras?

Todo está ya escrito. Y con la misma escritura.

Piedras rúnicas y monumentos a los vikingos caídos

Tłum. Zbigniew Kruszyński

Napis na kamieniu

„Zamieniony w kamień odczuwam ból”.
Przetłumaczyć. Na jaki język? Jak?

Mam to przetłumaczyć. Prosi o tłumaczenie,
jakby nie było już napisane. Czy są inne słowa?

Wszystko jest już napisane. Tym samym pismem.

autor: Jerry Uelsmann

Transl. John Irons

Inscription on a stone

‘I turn into stone and my pain remains.’
To translate. But into which language? And how?

I am asked to translate. It is asking to be translated,
as if it were not already written. Do other words exist?

Everything then is already written. And in the same writing.

Inskription på en sten

»Jag förvandlas till sten och min smärta förblir.«
Att översätta. Men till vilket språk? Och hur?

Man ber mig översätta. Det ber om at bli översatt,
som om det inte redan vore skrivet. Finns det andra ord?

Så är ju allting redan skrivet. Och med samma skrift.

Jaroslav Seifert

1901-1986, Chequia

Premio Nobel de Literatura en 1984, Seifert escribió este poema en reacción a la traición del Occidente al firmar los acuerdos de Múnich en 1938. Sin embargo, he elegido este poema pensando en la situación tan dramática que vive la India donde el coronavirus siembra la muerte y el exilio y la escasa e insuficiente ayuda internacional que recibe estos días.

Trad. Clara Janés

Apagad las luces

En silencio. Que no se caiga el rocío
que tiembla en la punta misma de las pestañas;
sin hacer ruido. silenciosamente. sin patetismo,
a aquella noche le digo: no fuiste de las peores.

Con las alas de la guarda
de las tinieblas, no nos envolvió tu ángel,
que con nosotros estaba, oh noche seria
después de frívolas noches, con violencia.

Y el grito que por tu alfombra se extiende
cuando de horror las manos nos estrechamos,
ese espantoso grito que puede oír cualquiera todavía,
una llamada dulce es para mí.

¡Apagad las luces! que no se caiga el rocío
que tiembla en la punta misma de las pestañas;
sin hacer ruido, silenciosamente, sin patetismos,
digo: cuál, cuál era la claridad
de aquella noche en que todo oscureció,
en que todos como sombras
en su tronco se encogieron.
Sé bien, sé muy bien que entonces hubiera sido mejor
oír el estruendo.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zgaście światła

Tylko po cichu, aby nie strącić rosy,
co drży na koniuszkach rzęs,
tylko po cichu, bez patosu, byle w ciszy,
mówię do nocy: Nie byłaś

z tych najstraszniejszych. Opiekuńczych
skrzydeł twych mrokiem nagle nas otulił,
poważna nocy po tylu lekkomyślnych,
anioł, który z nami był,

A okrzyk, który toczył się po twym pluszu,
kiedy ze grozą rozcieraliśmy dłonie,
ten straszny krzyk, do dziś dociera do uszu
brzmi mion dziś jak słodkie wołanie.

Zgaście światła! Aby nie strącić rosy,
co drży na koniuszkach rzęs,
tylko po cichu, bez patosu, byle w ciszy,
mówię sobie: “Jaka, jaka jasność to jest?

w tę noc, kiedy wszystko pociemniało.
a każdy jak cień był skulonym pniem!
Wiem, wiem, że lepiej by wtedy było
by noc buchnęła dudnieniem.

Zhasněte světla

Jen potichu, tak abych nestřás rosu,
jež zachvěla se na konečcích řas,
jen potichu, jen tiše, bez patosu
té noci říkám: Nebylas

z těch nejstrašnějších. Do perutí strážných
tvé tmy nás prudce zahalil,
ty noci vážná po těch lehkovážných,
anděl, jenž s námi byl.

A pokřik, jenž se válel po tvém plyši,
když hrůzu tvou jsme mnuli ve dlani,
ten strašný křik, jejž podnes kdekdo slyší,
 ten zní mi dnes jak sladké volání.

Zhasněte světla! Abych nestřás rosu,
jež zachvěla se na konečcích řas,
 jsem potichu, jen tiše bez patosu
si říkám: Jaký, jaký to byl jas

v té noci, když se všechno zatemnilo
a každý jako stín se schoulil ke kmeni!
já vím, já vím, že líp by tenkrát bylo
zaslechnout dunění.


Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Un sueño

He soñado con un árbol.
Mi asombro iba creciendo ¿dónde están los demás árboles? ¿Por qué el destino me ha abandonado en el desierto y me hace contemplar este solitario árbol?
El sueño prometía tratar sobre el bosque. No ha cumplido tal promesa, pero no fue culpa del destino. Él hizo lo suyo. Me arrojó, soñando, en un lugar familiar. Allí donde siempre había un bosque. ¿Cómo pudo saber que ya no estaba allí?
Bajo el último árbol se acurrucaban las sombras de animales asustados. Junto con ellos se agazapó mi alma. Clavados todos en el árbol como un anuncio de compra de ganado, esperábamos que el viento arrancase la hoja y liberase el árbol de los clavos.
Y así fue. Las hojas de papel, las placas y los anuncios volaron con un crujido. Como si el árbol se estuviera purificando. Salían disparados clavos, ganchos y alfileres. Finalmente, el árbol podía ser él mismo. Y eso nos incluía a todos los que estábamos reunidos debajo y encima de él. Un sinfín de criaturas grandes y pequeñas respiraron con alivio junto con el árbol. Entonces empezó a llover. Podíamos sentir cómo nos iban creciendo las ramitas, cómo las hojas se esforzaban por volar. El viento esparcía las semillas y éstas caían al vacío con un alegre silbido.
¿Y qué? ¿Cómo sigue? – Pregunté como un niño arrancado del sueño. Nadie contestó. La persona que me solía contar estas historias murió hace tiempo. El árbol del patio también lo talaron. No tenía ningún motivo para mirar por la ventana.

Fotogramas de Erizo en la niebla de Yuriy Norshteyn (1975)
Jeżyk we mgle (Jurij Norsztejn)

Sen

Śniło się drzewo.
Rosło zdziwienie, gdzie są inne drzewa. Dlaczego los mnie porzucił na pustkowiu i każe patrzeć na to jedno drzewo?
Sen miał być o lesie, takie były szumne zapowiedzi. Nic z tego nie wyszło, ale nie z winy losu. On zrobił swoje. Wrzucił mnie, śniącego, w znajome miejsce. Tam, gdzie zawsze był las. Skąd mógł wiedzieć, że tam go już nie ma.
Pod ostatnim drzewem kuliły się cienie wystraszonych zwierząt. Razem z nimi kuliła się moja dusza. Przybici do drzewa jak ogłoszenie o skupie żywca. Czekaliśmy na wiatr, który zerwie kartkę i uwolni drzewo od gwoździ.
I tak się stało. Kartki, tabliczki, ogłoszenia odlatywały z szelestem. Tak jakby drzewo oczyszczało się ze wszystkiego. Strzelały wypluwane gwoździe, haczyki i pinezki. Wreszcie drzewo mogło być sobą. I to dotyczyło nas wszystkich zgromadzonych pod nim i na nim. Mnóstwo dużych i małych stworzeń odetchnęło razem z drzewem. I wtedy zaczął padać deszcz. Czuliśmy, jak wyrastają nam gałązki, jak się prężą do lotu listki. Wiatr rozrzucał nasiona, a te padały w pustkę z radosnym sykiem.
I co? Co dalej? – pytałem jak dziecko wyrwane ze snu. Ale nikt się nie odezwał. Osoba opowiadająca mi takie bajki dawno nie żyje. Drzewo na podwórku też ścięli. Nie miałem po co wyglądać przez okno.

Rafael Argullol

1949 – , España (Barcelona)

4 IV 2012

La higuera que habita
junto a la iglesia de Pedrinyá
ya tiene sus primeros brotes:
minúsculos paraísos que coronan
las ramas secas del invierno.
Me gusta, cada año,
confirmar este estallido
tras la simulación de muerte,
y no me importa unir mi destino
a sus ritos de agonía.
Juego con ventaja: ningún árbol
es tan sabio como las higueras,
acostumbradas a sorber
los jugos antiguos de las ruinas,
y ninguna higuera
es tan leal conmigo como ésta.
Siempre me dice lo que quiero saber,
y en el momento justo.

Tłum. Ada Trzeciakowska

4 IV 2012

Na figowcu zamieszkałym
tuż przy kościele Pedrinyá
pojawiły się pierwsze pąki:
maleńkie raje koronujące
suche gałęzie zimy.
Lubię, jak co roku,
pobłogosławić tej eksplozji
po symulacji śmierci,
i nie wbrew sobie łączę mój los
z jego rytuałami agonii.
Mam jednak przewagę: żadne drzewo
nie jest tak mądre jak figowiec,
nawykły wysysać
starożytne soki ruin,
przy tym, żadne z drzew figowych
nie jest tak lojalne wobec mnie jak ten.
Zawsze mówi mi to co chcę widzieć,
we właściwym momencie

Foto propia

Más poemas de Rafael Argullol con ilustraciones de Anxo Pastor

Adam Zagajewski

1945- 21 de marzo 2021 , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

mirlo

Sobre la antena de la tele se posó un mirlo
y cantó una suave canción de jazz.
¿De quién te despides? ¿A quién lamentas?, pregunté,
me despido de los que se fueron, dijo el mirlo,
me despido del día (de sus ojos y de sus pestañas),
lloro por una muchacha que vivió en Tracia,
-a la que no pudiste conocer-.
Me da pena el mimbre, que lo mate el frío.
Lloro porque todo es efímero y muta
y retorna, pero nunca bajo la misma forma.
En mi garganta angosta apenas cabe
la tristeza, el desconsuelo, la alegría y el orgullo
de una metamorfosis tan radical.
El cortejo fúnebre va desfilando ante mis ojos
cada noche desfila igual, allí, sobre el hilo del horizonte.
Allí van todos, a todos ellos los miro y de todos ellos me despido.
Diviso los sables y los sombreros, pañuelos y descalzos pies,
cañones, tinta y sangre. Desfilan lentos
y se desvanecen en la neblina fluvial, a la derecha.
Me despido de ellos y de ti y de la luz también
para dar la bienvenida a la noche, porque a la noche sirvo,
a sus sedas negras, a su negro poder.

Fotos propias

kos

Na antenie TV siedział kos
i śpiewał jazzową, miękką piosenkę.
Kogo żegnasz? – spytałem – Co opłakujesz?
Żegnam tych, co odeszli, powiedział kos,
żegnam dzień (oczy i rzęsy tego dnia),
opłakuję pewną dziewczynę, która żyła w Tracji
– nie mogłeś jej znać.
Żal mi wikliny, którą zabije mróz.
Płaczę, bo wszystko przemija i przemienia się
i powraca, lecz nigdy w tej samej postaci.
Moje wąskie gardło ledwie mieści
smutek, rozpacz, radość i dumę
z powodu tak radykalnej metamorfozy.
Orszak żałobny przesuwa się przede mną
co wieczór tak samo, o tam, na nitce horyzontu.
Wszyscy tam idą, wszystkich oglądam i żegnam.
Widzę szable i kapelusze, chustki, bose stopy,
armaty, krew i atrament. Idą powoli
i znikają w nadrzecznej mgle, po prawej stronie.
Żegnam ich i ciebie i światło,
a potem witam noc, bo nocy służę,
czarnym jedwabiom, czarnym mocom.

Ramón Andrés

1955 – , España (Pamplona)

A mi queridísimo padre que se me ha ido hace 11 años ya. Quiero creer que un día será un bello manzano, generoso y protector.

Árboles finales

Los árboles que nos quedan son aquéllos,
los todavía no alcanzados. En sus claros se decide
qué sombra infundir en cada uno de nosotros.
Tienen, a su modo, una voz de llamada hacia arriba,
como el que arquea las manos en torno a la boca
para ser oído en lo más alto y pedir que alguien
se haga cargo de los que estamos aquí. Ultimados.
Todo árbol cobija a un muerto y lo mantiene
en la savia, lo hace suyo y lo ampara, le da un suelo
de corteza y de hojas caídas para él.
Los bosques pueden salvarse en los que han sido,
quiero decir, en el recuerdo que guardamos de ellos.
Tendrá un hogar en el color del haya quien los defienda.
Hay árboles que parecen anteriores a la tierra, los robles
y los tejos, por ejemplo, arraigados en una mano perdida
y mortal que quiso hacer el mundo y no pudo.
Escuchadlos en sus ramas; nos avisan, aconsejan.
Son las obras completas del reposo.

de Los árboles que no quedan (2020)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Drzewa ostateczne

Drzewa, które nam pozostały to te jeszcze
niedopełnione. W światłach ich koron rozstrzyga się
jaki cień rzucić na każdego z nas.
W pewnym sensie mają nawet głos by wołać w górę,
jak ten, kto splata dłonie wokół ust,
by usłyszano i wysłuchano go na wysokościach
i wzięto pod opiekę nas, będących tu. Dobiegających końca.
Każde drzewo przyjmuje zmarłego, zachowuje go
w swoich sokach, czyni go swoim, osłania go i służy mu
ściółką z kory i opadłych dla niego liści.
Lasy mogą ocaleć w tych, którzy już przeminęli,
we wspomnieniu raczej o nich zachowanym.
Temu kto ich obroni, kolor buków stanie się domem.
Są drzewa, które wydają się starsze od ziemi, dęby
i cisy wśród nich, zakorzenione w czyjeś dłoni -zagubionej
i śmiertelnej- która chciała kiedyś czynić świat. Nie mogła.
Przysłuchajcie się gałęziom; ostrzegają nas, nie żałują rad.
Oto dzieła kompletne spoczynku.

Ilustración de Anxo Pastor