David Meza

1990 – , México

Verónica (o el ADN del espíritu)

La teoría de los juegos antiguos

“Luego los adultos, entendieron que había poemas que se abrían entre las rosas, pero como no podían distinguirlas, empezaron a cortar todas las flores de los patios. Lejos de sus casas de tortura, que para ellos eran las universidades, unos poetas que tenían por tinta al mar, y por hoja al cielo, decidieron escribir nuevas flores, nuevas aves, nuevos cosmos, nuevas vidas. Y cantaron, y cantaron, pero los adultos no toleraban las nuevas especies. Y Luzán le dijo a Góngora que sus poemas eran como cajas de cartón iluminadas por un niño, que parecían la gran cosa, pero que en realidad estaban vacías. Así que Góngora viajó al 2011, dentro de su maravillosa caja vacía, donde era más querido. Pero luego se regresó porque acá también había adultos”.

Fragmento del Capítulo 4 de El sueño de Visnu

Fotogramas de la La teta asustada de Claudia Llosa

Tłum. Ada Trzeciakowska

Weronika (DNA ducha)

Teoria dawnych gier

Później dorośli zrozumieli, że istnieją wiersze, które otwierały się jak róże, ale ponieważ nie mogli ich rozróżniać, zaczęli ścinać kwiaty na patio. Z dala od domów tortur, którymi były dla nich uniwersytety, poeci, mając za atrament morze, a za kartkę papieru niebo, zdecydowali napisać nowe kwiaty, nowe ptaki, nowy kosmos, nowe życia. I śpiewali, śpiewali, lecz dorośli nie tolerowali nowych gatunków. I Luzan powiedział do Gongory, że jego wiersze były jak kartonowe pudełka rozświetlone przez dziecko, że wyglądały na coś wielkiego, choć w rzeczywistości były puste. W ten sposób Gongora przemieścił się do 2011, w swoim cudownym pustym pudełku, gdzie był o wiele bardziej kochany. Jednak później wrócił, bo tam też pełno było dorosłych.

Fragment Rozdziału 4 ze Snu Wisznu

Laurie Anderson

1947 – , Estados Unidos

Recomiendo lectura de este artículo y entrevista

Trad. Ada Trzeciakowska

El origen de la memoria

Hay una historia en una antigua obra sobre pájaros llamada Los pájaros
Y es una breve historia del tiempo anterior al comienzo del mundo
De un tiempo en el que no existía la Tierra, ni el suelo.
Solo aire y pájaros en todas partes.
Pero el problema consistía en que faltaba el lugar para aterrizar.
Porque no había suelo.
Entonces los pájaros simplemente daban vueltas y vueltas.
Porque esto ocurría antes de que el mundo comenzara.
Y el sonido fue ensordecedor. Los pájaros cantores estaban en todas partes.
Miles de millones y miles de millones de aves.
Una de estas aves fue una alondra y un día su padre murió.
Eso supuso un gran problema porque ¿qué deberían hacer con el cuerpo?
No había lugar para guardar el cuerpo porque no había tierra.
Y finalmente la alondra encontró una solución.
Decidió enterrar a su padre en la parte posterior de su propia cabeza.
Y este fue el nacimiento de la memoria.
Porque antes de esto, nadie podía recordar nada.
Simplemente estaban constantemente volando en círculos.
Constantemente volando en círculos enormes.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Narodziny pamięci

Jest pewna historia w starożytnej sztuce na temat ptaków nazywa się Ptaki
I to jest opowiadanie z czasów poprzedzających powstanie świata.
Z czasów, gdy nie było żadnej Ziemi, ani ziemi.
Wszędzie były jedynie powietrze i ptaki.
Problem polegał na tym, że nie było miejsca, gdzie mogłyby wylądować.
Ponieważ nie było ziemi.
Zatem ptaki zataczały koła i koła.
Ponieważ działo się to zanim świat powstał świat.
Hałas był ogłuszający. Ptaki śpiewające były wszędzie.
Miliardy i miliardy i miliardy ptaków.
Jednym z tych ptaków był skowronek pewnego dnia zamarł jego ojciec.
Stanowiło to naprawdę duży problem nie wiedzieli co zrobić z ciałem?
Nie było miejsca by złożyć ciało, ponieważ nie było ziemi.
Aż w końcu skowronek znalazł rozwiązanie.
Zdecydował się pochować swojego ojca z tyłu swojej głowy.
Tak właśnie narodziła się pamięć.
Ponieważ wcześniej nikt nie mógł nic zapamiętać.
Po prostu w locie zataczano koła.
Wciąż zataczano ogromne koła

Pájaros de William Kentrigde

The Beginning of Memory

There’s a story in an ancient play about birds called The Birds
And it’s a short story from before the world began
From a time when there was no earth, no land.
Only air and birds everywhere.
But the thing was there was no place to land.
Because there was no land.
So they just circled around and around.
Because this was before the world began.
And the sound was deafening. Songbirds were everywhere.
Billions and billions and billions of birds.
And one of these birds was a lark and one day her father died.
And this was a really big problem because what should they do with the body?
There was no place to put the body because there was no earth.
And finally the lark had a solution.
She decided to bury her father in the back if her own head.
And this was the beginning of memory.
Because before this no one could remember a thing.
They were just constantly flying in circles.
Constantly flying in huge circles.

David Meza

1990 – , México

Leonel (o en la orilla del sueño)

A mi generación

Bajo el horizonte un muchacho con lágrimas en los ojos dice que el tiempo no existe. El tiempo toma su sombrero y se va como un ave entre las ramas de la medianoche. La cuerda se ha detenido, y el agua del lavabo ha hecho de la casa un litoral donde los tiburones entran y salen de los cuadros en busca de más estrellas, un litoral donde las ballenas saltan y se revuelven entre las constelaciones, donde el cadáver de los cetáceos se transforma en polvo cósmico y arena; un litoral donde los delfines convirtieron la literatura en arrecifes y corales. Alguien ha dejado de dar cuerda a nuestra casa y las escamas del reptil se incrustan en un sueño. Todo quedó revuelto. El siglo XVI tomó la forma de un barco negro encallado en la arena. Un muchacho salió del barco y dijo “Algunos hombres nacen más pájaro que hombre” y se fue volando. Entonces, pude escuchar una voz. Era como un evangelio de tierra entre las manos de otro. Un otro que llevaba su corazón extendido como la piel de un tambor y que sabía mi nombre. Pienso que ese otro bien pudiera ser el mago. El siglo XVII siguió flotando como los planetas en el cielo. Una vez bajó a mi casa de cuerda y me dijo: “Si de alguna forma pudieses mezclar los sueños con la tinta de los calendarios, o decirle que le amas a una muchacha mientras un cometa le atraviesa el pecho; si de alguna forma pudieses revolver la música con las piedras y el agua con el pensamiento, si pudieses volverte noche, o volverte día para llenar el vacío de la muerte con las piedrillas del amor; entonces, quizá, tendrías lo necesario para empezar un poema”, y se fue.

Fragmento del Capítulo 3 de El sueño de Visnu

Mi videopoema, adaptación del texto de David Meza

Tłum. Ada Trzeciakowska

Leonel (czyli na brzegu snu)

Do mojego pokolenia

Pod nieboskłonem chłopiec ze łzami w oczach mówi, że czas nie istnieje. Czas zabiera swój kapelusz i znika jak ptak wśród gałęzi nocy. Struna zatrzymała się, a woda w umywalce zmieniła dom w wybrzeże, gdzie rekiny wskakują i wyskakują z obrazów w poszukiwaniu innych gwiazd, wybrzeże, gdzie wieloryby skaczą i obracają się wśród gwiezdnych konstelacji, gdzie ciało morświnów staje się kosmicznym pyłem i paskiem, wybrzeże, gdzie delfiny zmieniły literaturę w rafy koralowe i koralowce. Ktoś przestał nakręcać nasz dom i gadzie łuski wbijają się w sen. Wszystko się zagmatwało. XVI wiek przybrał formę czarnegco statku, który osiadł na piachu. Chłopiec opuścił łódź i powiedział „Niektórzy ludzie rodzą się bardziej ptakami niż ludźmi” i odleciał. Mogłem wtedy usłyszeć jego głos. Był jak ewangelia z ziemi w rękach kogoś innego. Kogoś kogo serce zostało naciągnięte jak skóra na bębenku i kto znał moje imię. Myślę, że ten ktoś inny mógł być czarodziejem. XVII wiek unosił się nadal jak planety na niebie. Pewnego razu zdjął mój dom z sznurka i powiedział: „Gdybyś w jakiś sposób mógł zmieszać sny z atramentem kalendarzy lub powiedzieć dziewczynie, że ją kochasz, podczas gdy kometa przeszywa jej pierś; gdybyś w jakiś sposób mógł poruszyć muzykę kamieniami i wodę za pomocą myśli, gdybyś mógł stać się nocą, lub zostać dniem by wypełnić pustkę śmierci kamyczkami miłości; wtedy, być może, miałbyś wszystko co potrzebne do napisania wiersza”, i odszedł.

Fragment Rozdziału 3 ze Snu Wisznu

Collage de Robin Isely

Kateryna Kalytko

1982 – , Ucrania

Trad. Ada Trzeciakowska

Conspiración de los árboles

Y te diré así: estos árboles robarán nuestros sueños
Húmedo y fangoso fondo tienen los corazones y los pueblos aquí.
Y los árboles no duermen. Salimos al huerto, y con
sus deshojados dedos nos agarran por los brazos en silencio.

Son oscuras sus garras afiladas y heridas en el cuerpo finas.
Crecen a través de nosotros y no se curan con la edad.
Fuimos nosotros, nosotros los que hicimos de sus padres
camas y cómodas, aparadores, puertas y ventanas.

En una cama de madera con un cabecero tallado,
que lleva cinco años corroída por una carcoma pesada,
en el bidón de mi pecho remuevo la tos con las costillas
Y digo:
-Huye,
por el huerto por la hierba alta

Hacia el río…
Pero es tarde.
En la orilla vela un barco,
El río rompe y refrigera su lomo de madera.

Me gustaría conocer el rostro de ese árbol que
llegará a través de la niebla fría
y pisará mi pecho.

Tłum. Aneta Kamińska

Zmowa drzew

I powiem ci tak: te drzewa ukradną nasze sny.
Wilgotne dno i grząskie mają tutejsze serca i miasteczka.
A drzewa nie śpią. Wychodzimy do sadu i one nas 
bezlistnymi palcami w milczeniu łapią za ramiona.

Ciemne pazury są ostre i rany na ciele cienkie.
Przebijają się przez nas te drzewa i nie goją się z wiekiem.
Bo to przecież my, to my wzięliśmy sobie ich rodziców
na łóżka i komody, na kredensy, drzwi i okna.

W drewnianym łóżku z rzeźbieniem w głowach,
które piąty rok dojada natrętny kornik,
w baniaku piersi mieszam żebrami kaszel
i mówię:
Uciekaj,
przez sad, gdzie wysoka trawa, 

do rzeki.
Ale jest późno.
Czuwa na brzegu łódka.
Drewniany grzbiet rzeka jej łamie i studzi.

Chciałabym znać z twarzy to drzewo, które
przez zimną mgłę przypłynie
i nastąpi na piersi.

Змова дерев

І скажу тобі так: ці дерева вкрадуть наші сни.
Вогке дно і грузьке у тутешніх сердець та містечок.
А дерева не сплять. Ми виходимо в сад, і вони
Нас безлистими пальцями мовчки хапають за плечі.

Темні пазурі гострі і рани на тілі тонкі.
Проростають крізь нас ці дерева й не гояться з віком.
Це ж бо ми, це ж бо ми, що взяли собі їхніх батьків
На ліжка і комоди, на мисники, двері та вікна.

В дерев’яному ліжку із різьбленням у головах,
Що його п’ятий рік доїдає настирливий шашель,
В казанкові грудей перемішую ребрами кашель
І кажу:
– Утікай,
Через сад, де висока трава,

До ріки…
Але пізно.
Вартує на березі човен.
Дерев’яний хребет йому річка ламає і студить.

Я хотіла би знати в обличчя те дерево, що
Крізь холодний туман припливе
І наступить на груди.

Mutiny of trees

And I shall tell you this: these trees will steal our dreams.
The local hearts and towns are moist and marshy at bottom.
The trees do not sleep. We walk into the garden, and
They clutch our shoulders with their leafless limbs.

Sharp dark talons press into the thin slits of wounds.
These trees grow through us and do not heal with age.
Because we took their parents to serve our needs,
To make beds and boxes, spoons, windows, and doors.

In a wooden bed with an engraved headboard,
Dark with age and infested with woodworms
In a bowl of my breast I stir up the cough with my ribs
And I say:
Run away,
Across the garden, through the tall grass

To the river.
But it’s too late:
A boat is on guard at the shore,
Its wooden spine damaged by the river.

I would like to meet face to face the tree
that will float out of the fog,
and step on my breast.