Blanca Varela

1926-2009, Perú

es fría la luz

es fría la luz de la memoria
lo apenas entrevisto brilla con insistencia
gira buscando el casco de botella
o el charco de lluvia

tras cualquier puerta que se abre
está la luna
tan grande y plana
tan fuera de lugar
como si de un cuadro se tratara
óleo sobre el papel
endurecido por el tiempo

así cayeron en la mente
formas y colores
casualidades
azar que anuda sombras
vuelcos en la negra marmita
donde a borbotones
se cuecen gozo y espanto

crece el yeso de un cielo
mil veces lastimado
mil veces blanqueado
se borra el mundo y se vuelve a escribir
hasta el último aliento

sólo esto
eternidad aparente
mísera astilla de luz en la entraña
del animal
que apenas estuvo



Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zimne jest światło

zimne jest światło pamięci
to, co ledwo dostrzegalne, lśni z uporem 
kręci się w poszukiwaniu szkła butelki
albo kałuży deszczu

za każdymi otwierającymi się drzwiami
jest księżyc
taki duży i płaski
tak nie na miejscu
jakby był olejnym
obrazem na papierze
utwardzonym przez czas

tak powpadały do umysłu
formy i kolory
przypadki
ślepy traf, który wiąże cienie
fikołek w czarnym kotle
gdzie bulgocząc
wrą błogość i groza

rośnie tynk nieba
tysiąc razy uszkodzonego
tysiąc razy pobielonego
świat wymazuje się i pisze na nowo
aż do ostatniego tchnienia

tylko to
pozorna wieczność
żałosna drzazga światła w brzuchu
zwierzęcia
które ledwie było

Halina Poświatowska

1935-1967, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

¿Morirá un poco el mundo
cuando yo me muera?

Miro y miro
ahí va el mundo
con el cuello de piel de zorro

nunca pensé
que yo era un pelo en su piel

siempre estuve aquí
y él -allí-

y sin embargo
me complace pensar
que el mundo morirá un poco
cuando yo me muera

***

czy świat umrze trochę
kiedy ja umrę

patrzę patrzę
ubrany w lisi kołnierz
idzie świat

nigdy nie myślałam
że jestem włosem w jego futrze

zawsze byłam tu
on – tam

a jednak
miło jest pomyśleć
że świat umrze trochę
kiedy ja umrę

Foto propia y de Laura Makabresku

Bronisław Maj

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Todo lo que era en realidad
ese instante -permaneció
en él-. No existe en ningún otro
ahora: esa noche y el camino a la estación,
nubes de cornejas sobre el parque, el apretón de manos
y ese tren que se estaba poniendo en marcha entonces.
Poco, muy poquito. Suficiente,
para -muchos años después- en un cuarto
vacío y frío taparse la boca con un puño mordido. Y
no gritar: por un tiempo prolongado, como un entendido. Describir:
la noche, la carretera, las nubes de cornejas y el tren, todo
que hubo. Lo demás no existe. Es
únicamente la memoria. Sólo mi
memoria, yo, lo indescriptible. 

Fotografía de Henri Cartier-Bresson

***

Wszystko, czym była naprawdę
ta chwila — pozostało
w niej. Nie istnieje w żadnym innym
teraz: tamten wieczór i droga na stację,
chmury wron nad parkiem, uścisk rąk
i tamten tylko wtedy ruszający pociąg.
Mało, bardzo mało. Starczy,
by wiele lat później w zimnym pustym
pokoju zatykać sobie usta pogryzioną pięścią. —
Nie krzyczeć: długo, ze znawstwem. Opisać:
wieczór, drogę, chmury wron i pociąg, wszystko,
co było. Reszta nie istnieje. To
tylko pamięć. Tylko moja
pamięć, ja, nie do opisania.

Sylvia Figueroa

Gracias a Eugenio Ballou y el círculo de estudiantes de lengua polaca en Puerto Rico

1970 – , Puerto Rico

el tiempo

La flor no miente
al deshojarse
de vez en cuando
el río desborda, fluye
como todo
y no lo recuerdas

de En este lugar se respira (2020)

Czas

Kwiat nie kłamie
gubiąc płatki
od czasu do czasu
rzeka wylewa, płynie
jak wszystko
i nie pamiętasz

Cristina Peri Rossi

1941, Uruguay/España

DIALÉCTICA DE LOS VIAJES

Para recordar
tuve que partir.
Para que la memoria rebosara
como un cántaro lleno
―el cántaro de una diosa inaccesible―
tuve que partir.
Para pensar en ti
tuve que partir.
El mar se abrió como un telón
como el útero materno
como la placenta hinchada
lentas esferas nocturnas brillaban en el cielo
como signos de una escritura antigua
perdida entre papiros
y la memoria empezó a destilar
la memoria escanció su licor
su droga melancólica
su fuego
sus conchas nacaradas
su espanto
su temblor.
Para recordar
tuve que partir
y soñar con el regreso
―como Ulises―
sin regresar jamás.
Ítaca existe
a condición de no recuperarla.

Trad. Ada Trzeciakowska

DIALEKTYKA PODRÓŻY

Aby pamiętać
musiałam odejść.
Aby pamięć się przepełniła
jak pełny dzban,
– dzban niedostępnej bogini –
musiałam odejść.
Aby myśleć o tobie
musiałam odejść.
Morze otworzyło się jak kurtyna
jak matczyne łono
jak spuchnięte łożysko
powolne nocne kule jarzyły się na niebie
jak znaki starożytnego pisma
zagubionego pomiędzy papirusami
a pamięć zaczęła się destylować
pamięć rozlała swój trunek
swój melancholijny narkotyk
swój ogień
swoje perłowe muszle
swój strach
swoje drżenie.
Aby pamiętać
musiałam odejść.
i marzyć o powrocie,
jak Ulysses,
nie powróciwszy nigdy.
Itaka istnieje
pod warunkiem, że jej nie odzyskamy.

Fotogramas de Largo viaje hacia la noche de Bi Gan

Pura López Colomé

1952 – , México

EL FIEL DE LA BALANZA

         a Thomas Kinsella, el perfeccionista

Manos fantasmales envolvían
la suntuosidad de la selva
en aquella isla pedregal,
el brillo sobre todo lo convexo.

Alguien había perdido la memoria:
el gran evocador de la tristeza,
única fuerza de los actos iniciales,
redactor de la epopeya.
Su ánima subsanó la herida obedeciendo,
dando la voz a cambio.

Esa tarde me mostró una cicatriz.
Y dijo: sáciame con fuego.
Que rompa la madrugada
el iris,
resuelle
en pos
de su color.

Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

Kontroler miar i wag

          Thomasowi Kinselli, perfekcjoniście
  
Widmowe dłonie otulały
bujność dżungli
na tej kamienistej wyspie,
blask nad wszystkim co wypukłe.

Ktoś stracił pamięć:
wielką prowodyrkę smutku,
siłę sprawczą aktów inicjalnych,
redaktorkę epopei.
Jego duch zaleczył ranę uległością,
w zamian wydając głos.
 
Tego popołudnia pokazał mi bliznę.
I rzekł: Nasyć mnie ogniem.
Niechaj świt rozerwie
tęczówkę,
przemówi
za
kolorem.

Ramón Andrés

1955 – , España (Pamplona)

A mi queridísimo padre que se me ha ido hace 11 años ya. Quiero creer que un día será un bello manzano, generoso y protector.

Árboles finales

Los árboles que nos quedan son aquéllos,
los todavía no alcanzados. En sus claros se decide
qué sombra infundir en cada uno de nosotros.
Tienen, a su modo, una voz de llamada hacia arriba,
como el que arquea las manos en torno a la boca
para ser oído en lo más alto y pedir que alguien
se haga cargo de los que estamos aquí. Ultimados.
Todo árbol cobija a un muerto y lo mantiene
en la savia, lo hace suyo y lo ampara, le da un suelo
de corteza y de hojas caídas para él.
Los bosques pueden salvarse en los que han sido,
quiero decir, en el recuerdo que guardamos de ellos.
Tendrá un hogar en el color del haya quien los defienda.
Hay árboles que parecen anteriores a la tierra, los robles
y los tejos, por ejemplo, arraigados en una mano perdida
y mortal que quiso hacer el mundo y no pudo.
Escuchadlos en sus ramas; nos avisan, aconsejan.
Son las obras completas del reposo.

de Los árboles que no quedan (2020)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Drzewa ostateczne

Drzewa, które nam pozostały to te jeszcze
niedopełnione. W światłach ich koron rozstrzyga się
jaki cień rzucić na każdego z nas.
W pewnym sensie mają nawet głos by wołać w górę,
jak ten, kto splata dłonie wokół ust,
by usłyszano i wysłuchano go na wysokościach
i wzięto pod opiekę nas, będących tu. Dobiegających końca.
Każde drzewo przyjmuje zmarłego, zachowuje go
w swoich sokach, czyni go swoim, osłania go i służy mu
ściółką z kory i opadłych dla niego liści.
Lasy mogą ocaleć w tych, którzy już przeminęli,
we wspomnieniu raczej o nich zachowanym.
Temu kto ich obroni, kolor buków stanie się domem.
Są drzewa, które wydają się starsze od ziemi, dęby
i cisy wśród nich, zakorzenione w czyjeś dłoni -zagubionej
i śmiertelnej- która chciała kiedyś czynić świat. Nie mogła.
Przysłuchajcie się gałęziom; ostrzegają nas, nie żałują rad.
Oto dzieła kompletne spoczynku.

Ilustración de Anxo Pastor

Anna Ajmátova

1889-1966, Rusia

Trad. José Manuel Prieto González

***

Llega la noche y en el oscuro cielo
donde no hace tanto el templo de Jerusalén
brillaba misterioso y magnífico,
tan sólo dos estrellas brillan entre confusas ramas,
y la nieve no parece caer, sino
volar de todos lados despegándose del suelo,
perezosa, cariñosa y con cautela.
Aquella tarde fue extraño mi paseo:
cuando salí, golpeó mi vista
una luz transparente en los rostros, en las casas,
como si por doquier yacieran pétalos
de aquellas rosáceas-amarillas diminutas rosas
cuyo nombre ahora he olvidado.
El aire seco, quieto, de la helada
tanto guardaba y mimaba cada sonido
que pensé por un momento: no existe ya el silencio.
Y sobre el puente, a través del oxidado barandal
los niños metían sus manos enfundadas en guantes
y daban de comer a hambrientos patos de variadas pintas
que se bañaban en un agujero de hielo, negro como tinta.
Y me dije: no puede ser que alguna
vez llegue a olvidar esto.
Y si me espera un camino difícil
ésta es la carga, ligera, que se aviene a mis fuerzas,
que podré llevar conmigo: y en la vejez, enferma,
quizá en la indigencia, recordar
este ocaso llameante, cuán plena era
mi alma entonces, y cuánto encanto encerraba la vida.

(1914-1916)

Floating de Astrid Kruse Jansen

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Zmierzcha się, a na ciemnobłękitnym niebie
Gdzie do niedawna świątynia jerozolimska
tajemniczym lśniła blaskiem,
Tylko dwie gwiazdy nad plątaniną gałęzi
A śnieg pada choć nie z góry,
lecz jakby z ziemi podnosił się,
Leniwy, ostrożny i czuły.
Niezwykły tego dnia był to spacer.
Kiedy wyszłam, oślepiła mnie
Przejrzysta poświata na rzeczach i twarzach
Jakby wszędzie leżały płatki
tych żółto-różowych, małych róż
których nazwy zapomniałam.
Bezwietrzne, suche, mroźne powietrze
tak każdy dźwięk pieści i chroni,
że wydało się, że ciszy nie ma.
A na moście, przez zardzewiałą balustradę
wysuwając drobne rączki w rękawiczkach
Dzieci karmiły wygłodniałe, pstrokate kaczki,
które kłębiły się w atramentowym przeręblu.
Pomyślałam: to niemożliwe
bym kiedykolwiek o tym zapomniała.
A jeśli czeka mnie ciężka droga,
Oto niewielki ciężar, który w mej mocy
ze sobą wziąć, aby na starość, w chorobie
i biedzie może – móc wspominać
płomienny zachód słońca, pełnię
duchowych sił i słodycz minionych dni.

(1914-1916)

***

Смеркается, и в небе темно-синем,
Где так недавно храм Ерусалимский
Таинственным сиял великолепьем,
Лишь две звезды над путаницей веток,
И снег летит откуда-то не сверху,
А словно подымается с земли,
Ленивый, ласковый и осторожный.
Мне странною в тот день была прогулка.
Когда я вышла, ослепил меня
Прозрачный отблеск на вещах и лицах,
Как будто всюду лепестки лежали
Тех желто-розовых некрупных роз,
Название которых я забыла.
Безветренный, сухой, морозный воздух
Так каждый звук лелеял и хранил,
Что мнилось мне: молчанья не бывает.
И на мосту, сквозь ржавые перила
Просовывая руки в рукавичках,
Кормили дети пестрых жадных уток,
Что кувыркались в проруби чернильной.
И я подумала: не может быть,
Чтоб я когда-нибудь забыла это.
И если трудный путь мне предстоит,
Вот легкий груз, который мне под силу
С собою взять, чтоб в старости, в болезни,
Быть может, в нищете – припоминать
Закат неистовый, и полноту
Душевных сил, и прелесть милой жизни.

(1914-1916)

Beatriz Russo

1971 -, España (Madrid)

La sal conserva su memoria intacta. Siempre se hacen dioses con la palabra y se colocan sobre la cúspide como se coronan los tejados con la última piedra. Somos descendientes de la orfandad. Nuestro padre fue el primero de una estirpe de vates impuestos por desorientación. A algunos les cae la fe del cielo, como el azar fisiológico de una paloma logra atinar estratégicamente en la coronilla de un jubilado. Los que llevan paraguas crean soldados con sus manos, modelando sangre y arena para después hacer lanzas con el barro que les sobra. Difícil ministerio el de la orfandad. Caminar por este entramado de juicios y de rutas sin alguien que nos lleve de la mano, escuchando este ruido de tambores en el percutir de los días, sabiendo que cuando nos llegue la noche con todo su frío nos ahogaremos descalzos en el mismo mar indiferente.

de La llama inversa

Sebastião Salgado del álbum Génesis

Trad. Ada Trzeciakowska

Sól zachowuje swoją pamięć nietkniętą. Przy pomocy słowa tworzymy bogów, mocujemy ich na szczycie, tak jak koronuje się dachy, kładąc ostatni kamień. Jesteśmy spadkobiercami osierocenia. Nasz ojciec był pierwszym z rodu poetów narzuconych przez zamieszanie. Niektórym wiara spada z nieba, jak fizjologiczny pech gołębia strategicznie trafia w czubek głowy emeryta. Ci, którzy noszą parasol lepią żołnierzy własnymi rękami, modelują krew i piach a później z nadmiaru gliny kleją włócznie. Niełatwa to funkcja to osierocenie. Trzeba iść tą zbieraniną osądów i kierunków bez nikogo kto by poprowadził nas za rękę, słuchając dudnienia bębnów, które wybijają dni, wiedząc, że kiedy noc dosięgnie nas całym swoim chłodem utoniemy bosi w tym samym obojętnym morzu.

Dibujo de Anxo Pastor. Más poemas de Beatriz Russo ilustrados por Anxo en la página fronterD

Olvido García Valdés

1950 – , España

Nadaba por el agua transparente…

Nadaba por el agua transparente
en el hondo, y pescaba gozoso
con un pequeño arpón peces brillantes,
amigos, moteados.
Aquella agua tan densa, nadar
como un gran pez; vosotros,
dijo, me esperabais en casa.
Pensé entonces en Klee
en la dorada. Ahora leo:
estas roto y tus sueños
se cuelan en tu vida, esa sensación
de realidad es muy fuerte; estas pastillas
te ayudarán.
                       Dorado pez,
dorada de los abismos, destellos
en lo hondo. Un sueño subterráneo
nos recorre, nos reune,
nacemos y morirnos, mas se repite
el sueño y queda el pez,
su densidad, la transparencia.

De Caza nocturna (1997)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pływałem w przezroczystych wodach…

Pływałem w przezroczystych wodach
w głębinach, i radosny, przyjaciele, maleńkim harpunem łowiłem połyskujące,
pstrokate rybki.
Ta woda tak gęsta, samo pływanie
niczym wielka ryba; wy,
powiedział, czekaliście na mnie w domu.
Pomyślałem wtedy o Klee
o złotej rybce. Teraz czytam:
Jesteś rozbity a sny
prześlizgują się do twojego życia, wrażenie
rzeczywistości jest bardzo silne; te pastylki
ci pomogą.
                           Złota rybka,
dorada z otchłani, przebłyski
gdzieś w głębi. Podziemny sen
płynie nami, łączy nas,
rodzimy się i umieramy, lecz sen
się powtarza i pozostaje ryba,
jego gęstość, przezroczystość.

z Nocne polowanie (1997)

Fotograma de Elena de Petra Costa y El pez dorado de Paul Klee.