José Manuel Caballero Bonald

1926-2021, España

PROPIEDAD DEL PRISMA

Esa luz de cobalto acaso venga de iluminar
el polvo pardo de los cereales, un despacioso río
entre repechos pétreos, la indivisa montaña
de arrogantes estribos.

Esa luz codiciosa
es posible que venga de alumbrar
la parte de belleza que me corresponde,
el modelo inigual de las celebraciones
de ser libre.
                     Pauta retrospectiva,
esta armoniosa luz también consiste
en saber que ayer fui como seré mañana.
 
El fulgor del pasado enciende el porvenir.

Imagen propia

Trad. Ada Trzeciakowska

WŁAŚCIWOŚĆ PRYZMATU

To kobaltowe światło być może oświetlało
popielaty pył zbóż, powolną rzekę
pośród kamienistych stromizn, niepodzielną górę
o aroganckich zboczach.

To zachłanne światło
być może podświetlało
tę część piękna, która do mnie przynależy,
niezrównany model celebrowania
wolności.
                 Wskazówka z perspektywy czasu,
to harmonijne światło bierze się też
z wiedzy, że wczoraj byłem taki, jakim będę jutro.

Łuna przeszłości wznieca przyszłość.

Charles Wright

1935 – , Estados Unidos

Trad. Jeannette L. Clariond

El secreto de la poesía

El secreto de la poesía
El segundo chino dijo: si quieres encontrar poesía
Enciende una linterna.
Esta noche, una noche después de luna llena, una delicada luna llena
Es cuanto necesitas,
Esencia lunar, ciega estructura de la materia,
                                                                                               la perfección del dolor,
Esparciéndose involuntaria y solemne sobre el paisaje.

Nieve, nieve y hielo, y más nieve,
Desde ayer, antes de la luz de la luna.
Es difícil de encontrar.
A pesar de lo expresado por el chino.
Difícil de encontrar a pesar del brillo que desata y une.
Ahora que ha vuelto la luz, ya sin hielo y nieve,
lastima y es difícil mirarla.

El viento boreal en las desnudas ramas de los robles nos alcanza.
La canción del viento boreal llena nuestras voces de silencio.

Fotografías de Nicolas Dhervillers

Tłum. Ada Trzeciakowska

Tajemnica poezji

Drugi Chińczyk powiedział, jeśli chcesz znaleźć poezję
Szukaj jej w świetle latarni.
Ta noc, tuż po pełni, kobiecej pełni księżyca
Jest wszystkim, czego ci potrzeba,
Księżycowej esencji, ślepej struktury materii, doskonałości bólu,

Rozlewającej się bezwiednie i uroczyście po krajobrazie.
Śnieg, śnieg i lód, i znów śnieg,
Pojawiły się wczoraj, przed księżycową poświatą
Ciężko ją znaleźć,
Wbrew temu, co twierdzili Chińczycy.
Trudno ją znaleźć, mimo że światło księżyca wyzwala i spaja.
Teraz, gdy śnieg i lód ustąpiły, a światło powróciło,
Rani i trudno ją dostrzec.

Północny wiatr pośród nagich ramion dębów uderza  w nas.
Lecz jego pieśń nie niesie w sobie znaczenia.

THE SECRET OF POETRY

The second Chinese said, all that you need to find poetry
Is to look for it with a lantern.
Tonight, one night after full, the full moon feminine
Is all you would need,
The lunar essence, the blind structure of matter,
    perfection of pain,
Discharging unwilled and processional across the landscape.

Snow, and snow and ice, and snow again,
Came yesterday, before the moonlight.
It’s hard to find,
Despite what the Chinese said.
It’s hard to find despite what the moonlight jukes and joins.
Now that the snow and ice have stopped, and the light’s
    come back,
It hurts, and it’s difficult to see.

The north wind in the bare limbs of the oak trees bears down
    on us.
The song of the north wind fills our ears with no meaning.

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

Intermedio

Entre una imagen tuya
y otra imagen de ti
el mundo queda detenido.
En suspenso. Y mi vida
es ese pájaro pegado al cable
de alta tensión,
después de la descarga.

de Hainuwele y otros poemas

Tłum. Ada Trzeciakowska

Intermedium

Między jednym wyobrażeniem ciebie
a kolejnym twoim obrazem
świat staje w miejscu.
W zawieszeniu. A moje życie
to ten ptak jest przyklejony do linii
wysokiego napięcia,
tuż po wyładowaniu.

z tomiku Hainuwele i inne wiersze

Collage de Paul Cupido y fotograma de El sueño de invierno de Nuri Bilge Ceylan

Francisco Brines

1932 – 2021, España (Oliva)

El nadador

En un sitio tan quieto, de soledad y de agua,
por dejar su fatiga más ligera,
el nadador parado
mira el cielo cayéndole en el pecho.
Le llegan muy lejanas las voces de la orilla,
el cristal de los niños
en la inmensa alegría de estas aguas Maternas,
en esa plenitud mojada de la Vida.
Y en el oído diestro acoge
la anchura de un silencio más hondo que los aires,
unas aguas tristísimas, hostiles.
Es en ese lugar, que no tiene destino
porque no tiene límites,
en donde nadará, sin aire y sal, su cuerpo
las aguas desoladas, frías, negras.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pływak

w ostoi spokoju, z samotności i wody,
chcąc pozbyć się najlżejszej choć fatygi
zatrzymawszy się pływak
patrzy w niebo opadające mu na piersi.
Głosy do niego z brzegu dochodzą dalekie,
kryształ od dzieci
w niezmierzonej radości Matczynych wód,
w mokrej pełni Życia.
A w prawym uchu gości
rozległość ciszy głębszej niż wiatry,
wody przesmutne i złowrogie.
W miejscu tym pozbawionym przeznaczenia,
bo granic nie zna,
gdzie będzie płynąć, bez soli i powietrza, ciało jego
wody posępne są, czarne i zimne.

Joanna Żabnicka

1989 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Como con un interruptor*

Un cardumen de luces se filtra
en las paredes del barrio. Teatro de sombras, contornos borrosos
de personas y objetos encima de los que

la noche suspende el filo del farol lunar
sobre un hilo fino de la sombra. Alguien hace chasquido con los dedos y
desaparece; alguien dispara, y alguien lleva dentro una bala,
la más perfecta de las formas. El sonido roba
la luz; en la mesa en la penumbra se consume

un hombre. Escribe sobre el papel mojado,
en el resplandor del acuario desbordado
sobre lo que después del
mundo -después del amanecer- será
devuelto, y si sí, a quién.

*doble significado; también un chasquido

Jak tym pstryczkiem

Ławica świateł wlewa się
w ściany osiedla. Teatr cieni, rozmyte zarysy
ludzi i przedmiotów, nad którymi

noc zawiesza ostrze księżycowej latarni
na cienkiej nici cienia. Ktoś strzela palcami i
znika; ktoś strzela, a ktoś w sobie kulę nosi, tę
najdoskonalszą z brył. Dźwięk zabiera
ze sobą światło; przy stole w półmroku dopala się

człowiek. Pisze na mokrym papierze,
w poświacie przelanego
akwarium o tym, co po
świecie – po świcie – zostanie
zwrócone, i komu, i czy.


Francisco Brines

1932 – 20 de mayo 2021, España (Oliva)

Con quién haré el amor

En este vaso de ginebra bebo
los tapiados minutos de la noche,
la aridez de la música, y el ácido
deseo de la carne. Sólo existe,
donde el hielo se ausenta, cristalino
licor y miedo de la soledad.
Esta noche no habrá la mercenaria
compañía, ni gestos de aparente
calor en un tibio deseo. Lejos
está mi casa hoy, llegaré a ella
en la desierta luz de madrugada,
desnudaré mi cuerpo, y en las sombras
he de yacer con el estéril tiempo.

Vuelve la hora feliz. Y es que no hay nada
sino la luz que cae en la ciudad
antes de irse la tarde,
el silencio en la casa y, sin pasado
ni tampoco futuro, yo.
Mi carne, que ha vivido en el tiempo
y lo sabe en cenizas, no ha ardido aún
hasta la consunción de la propia ceniza,
y estoy en paz con todo lo que olvido
y agradezco olvidar.
En paz también con todo lo que amé
y que quiero olvidado.

Volvió la hora feliz.
Que arribe al menos
al puerto iluminado de la noche.

Fotografía propia

Trad. Ada Trzeciakowska

Z kim będę się kochać

Z tej szklanki ginu sączę
odgrodzone murem minuty nocy,
jałowość muzyki i cierpkie
pragnienie ciała. Istnieje tylko tam,
gdzie lód się cofa, krystaliczny
trunek i lęk przed samotnością.
Tej nocy zabraknie najemnej
kompanii, żadnych gestów pozornego.
gorąca w ledwie letnim pragnieniu. Daleko stąd
dziś mój dom, dotrę do niego
w niezamieszkałym świetle wczesnego poranka,
Rozbiorę moje ciało, i pośród cieni
będę leżał u boku niepłodnego czasu.

Powraca szczęśliwa godzina. I nie ma nic
prócz światła padającego na miasto
nim minie wieczór,
cisza w domu i, bez przeszłości
ani przyszłości, ja.
Moje ciało, które żyło w czasie
i wie to stawszy się popiołem, choć ogień
nie zdołał strawić jeszcze popiołu,
i żyję w zgodzie ze wszystkim co zapominam,
wdzięczny za to, że zapominam.
W zgodzie także ze wszystkim, co kochałem
i co chcę by zostało zapomniane.

Powróciła szczęśliwa godzina.
Obym dotarł przynajmniej
do oświetlonego portu nocy.

Francisco Brines

1932 – 20 de mayo 2021, España (Oliva)

Trastorno en la mañana

¿Qué sucede en los pinos, las palmeras?
He leído el poema de un amigo
y se han puesto a cantar todos los pájaros.
Lo leía en voz alta
y ellos sonaban con cantos de otros siglos.
Hay también flores que llenan la terraza bajo el azul:
míralas vivas, son rojas y son ácidas.
Un poema que suena como un pájaro
y es también flor.
Nunca vi una mañana
(que cantara, que oliera)
con tanta luz.

Fotografías propias

Trad. Ada Trzeciakowska

Anomalia o poranku

Co się dzieje wśród sosen, wśród palm?
Przeczytałem wiersz przyjaciela
i wszystkie ptaki buchnęły śpiewem.
Czytałem go na głos
a one wyśpiewywały pieśni z dawnych wieków.
Są też kwiaty, obsypują taras po sam błękit:
spójrz, są żywe, czerwone i kwaśne.
Wiersz, który brzmi jak ptak
i jest kwiatem.
Nigdy nie widziałem poranka
(który śpiewałby, które pachniałby)
takim światłem.

Francisco Brines

1932 – 20 de mayo 2021, España (Oliva)

LA DESPEDIDA DE LA luz

Vente, luz, a mis ojos,
descansa tu fatiga
en ellos, tan cansados,
alíviame, y acábate
en el amor del hombre.
Antes que se dilate
la sombra de la noche
en que habrás de morir
y yo morirme,
álzame tu pañuelo
que, tras las montañas,
es un fuego de rosas,
y dime que la vida
fue un día fiel, y largo,
que supo de mi amor,
y amaré este cansancio.

Fotografías propias y de Su Xinyu

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pożegnanie ze światłem

Przyjdź, światło, do moich oczu,
Złóż w nich swój mozół,
takich znużonych,
ulżyj mi, i wypal się
w człowieczej miłości
Nim rozciągnie się
cień nocy
w którym trzeba ci umrzeć
a mnie skonać,
Podnieś chustkę ku mnie
która, za górami,
płonie ogniem róż,
I powiedz, że życie
było wiernym i długim dniem,
świadomym mojej miłości,
a pokocham to znużenie.

Theodore Roethke

1908-1963, Estados Unidos

Trad. Alberto Girri

En un oscuro tiempo

En un oscuro tiempo, el ojo empieza a ver,
Encuentro mi sombra en la sombra que se adensa;
Escucho mi eco en los ecos del bosque,
Señor de la naturaleza llorando ante un árbol.
Vivo entre la garza y el abadejo,
Bestias del monte y serpientes de las cuevas.

¿Qué es la locura sino nobleza de alma
Irreductible a las circunstancias? ¡El día arde!
Conozco la pureza de la desesperación pura.
Mi sombra clavada a un muro sudoroso.
Ese lugar entre las rocas, ¿es una caverna
O un sendero tortuoso? El borde es cuanto tengo.

¡Una incesante tormenta de correspondencias!
¡Una noche rebosante de pájaros, una luna desgarrada,
Y la medianoche que regresa en pleno día!
El hombre va muy lejos para hallarse a sí mismo:
Muerte del yo en una larga noche sin lágrimas,
Todas las formas naturales irradiando luz inhumana.

Oscura, mi oscura luz y oscurecido mi deseo.
Mi alma, como alguna enloquecida y caliente mosca de verano que
Permanece zumbando en el umbral ¿Cuál yo es yo?
Me elevo fuera de mi miedo de hombre arruinado.
La mente entra en sí misma y Dios en la mente
Y uno es Uno, libre en el viento de lágrimas.

Fotografías de Kevin Horan

Tłum. Stanisław Barańczak

W ciemny czas

W ciemny czas wzrok powraca, oko znów postrzega,
Własny cień napotykam w coraz głębszym mroku;
Własne echo rozróżniam w echach lasu wokół –
Ja, korona stworzenia, płaczę u stóp drzewa.
Żyję pomiędzy czaplą a czyżem; pomiędzy
Szczytem orłów i kozic a jaskinią węży.

Czym jest szaleństwo, jeśli nie godnością, z którą
Dusza nie godzi się na świat, na sytuację?
Pożar dnia! Wiem, jak czyste są czyste rozpacze,
Mój cień bywał przyparty do spotniałych murów.
Ta skalna okolica – czy w niej jaskiń cienie,
Czy kręta ścieżka? Krawędź – oto moje mienie.

Morze odpowiedniości, w nieprzerwanym sztormie!
Po brzegi pełna ptaków noc, księżyc chropawy,
Północ, powracająca w biały dzień! Do prawdy
O sobie człowiek dąży długo i opornie –
Poprzez konanie «ja» pod suchym okiem nocy,
Przez blask nieziemski z wszystkich ziemskich form bijący.

Mrok, mrok jest w moim świetle, a głębsze żądz mroki.
Dusza, jak mucha wściekła od upału, jeszcze
Bzyczy u szyby, trąca szkło. Który ja jestem
Mną? Upadły, podźwigam się z kałuży trwogi.
Myśl wnika w siebie, Bóg w myśl; Pojedyńczość z wolna
Staje się Pojednaniem, w rwącym wietrze wolna.

In a dark time

In a dark time, the eye begins to see,
I meet my shadow in the deepening shade;
I hear my echo in the echoing wood–
A lord of nature weeping to a tree,
I live between the heron and the wren,
Beasts of the hill and serpents of the den.

What’s madness but nobility of soul
At odds with circumstance? The day’s on fire!
I know the purity of pure despair,
My shadow pinned against a sweating wall,
That place among the rocks–is it a cave,
Or winding path? The edge is what I have.

 A steady storm of correspondences!
A night flowing with birds, a ragged moon,
And in broad day the midnight come again!
A man goes far to find out what he is–
Death of the self in a long, tearless night,
All natural shapes blazing unnatural light.

Dark, dark my light, and darker my desire.
My soul, like some heat-maddened summer fly,
Keeps buzzing at the sill. Which I is I?
A fallen man, I climb out of my fear.
The mind enters itself, and God the mind,
And one is One, free in the tearing wind.

Jeannette L. Clariond

1948 – , México

La tarde (1º frg.)

Extraviada, miré la tarde contra el viento desnudo,
las hojas caídas escuché.

Vacía, Emily, ¿es real que la tarde se vacía?

La poesía, es ausencia de agua, puerta
que abre otra puerta y otra y una más.

Nada entraba en mis ojos o en mi lengua
que no fuera belleza.

Tomé un cuaderno, un lápiz afilado,
encendí una vela en plena luz.

Salí a caminar por calles oscuras,
el horizonte se abrió lento ante mis ojos.

en Leve sangre

Fotografías de Astrid Kruse Jensen

Trad. Ada Trzeciakowska

Popołudnie (frg.)

Zagubiona, spojrzałam na popołudnie pod nagi wiatr,
usłyszałam opadłe liście.

Puste, Emily, czy to prawda, że popołudnie robi się puste?

Poezja, to brak wody, drzwi,
które otwierają kolejne drzwi i następne.

Nie wpadło mi do oczu ani nie osadziło się na języku,
nic co nie byłoby pięknem.

Wzięłam zeszyt, zaostrzony ołówek,
zapaliłam świecę w blasku dnia.

Wędrowałam ciemnymi ulicami,
horyzont otwierał się powoli przede mną.

Transl. Curtis Bauer

The afternoon

Lost, I watched the afternoon stand in front of the naked wind,
listened to the fallen leaves.

Hollow, Emily, is it possible the afternoon hollows?

Poetry, absence of water, a door opening
a thousand doors, and then another.

Nothing entered my eyes or crossed my tongue
that was not beauty.

I took out a notebook, a sharpened pencil,
lit a candle in full light.

I walked through the dark streets,
the slow horizon opened before me.

Crea tu sitio web con WordPress.com
Primeros pasos
A %d blogueros les gusta esto: