Concha Zardoya

1914-2004, Chile/España

En colaboración con el editor Carlos Vitale y LaReversible.

Espejo antiguo

Mitad en sombra,
mitad en luz,
el espejo es ventana
o caverna difusa
que se adentra
en un callado espacio
sin salida.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Stare lustro

Na wpół w cieniu,
na wpół w świetle,
lustro jest oknem
lub przymgloną grotą
zagłębiającą się
w głuchą przestrzeń
bez wyjścia.

Mi corto para InLimbo Ediciones:

InLimbo es una editorial que nace para habitar la parte oscura, crecer y desarrollarse oculta en la rutina. Nace para traer al mundo libros que inquieten, que sean noche y sean juego. Nos declaramos partidarios de la revolución, de una poesía no normativa, de un lenguaje reinventado. Creemos en narrativas de lo extraño, profundas y soberanas. Apostamos por la construcción de un mundo nuevo, por hacer de la evasión un arte. Vamos a ayudarte a cargarte lo real. A que lo transformes en otra cosa.

Mark Strand

1934- 2014, Canadá/Estados Unidos

Trad. Dámaso López García 

Error

Nos dejamos llevar por la corriente bajo las dispersas estrellas
y dormimos hasta que se levantó el sol. Cuando llegamos a la capital,
que se hallaba en ruinas, hicimos un buen fuego con las sillas
y mesas que hallamos. El calor era tan intenso que los pájaros
que había arriba ardían y caían a tierra envueltos en llamas.
Los comimos, luego seguimos a pie hasta regiones
en las que el mar está helado y el suelo está sembrado
de cantos rodados parecidos a la luna. Si nos hubiéramos detenido,
si hubiéramos dado media vuelta, si hubiéramos vuelto al jardín del que veníamos,
con su urna rota, el montón de hojas podridas, y nos hubiéramos sentado
a mirar la casa y viendo sólo el paso
de la luz del sol por las ventanas, eso habría
bastado, incluso si el viento hubiera chillado y las nubes se hubieran precipitado hacia el mar
como las páginas de un libro en las que no hubiera nada escrito.

en Hombre y camello

Fotogramas de El espejo de Andréi Tarkovski

Trad. Agnieszka Kołakowska

Błąd

Popłynęliśmy w dół pod rozgwieżdżonym niebem
i spaliśmy do świtu. W zrujnowanej stolicy
rozpaliliśmy ogień z porozrzucanych wokół
szczątków krzeseł i stołów. Żar był tak silny, że ptaki
zapalały się w locie i płonąc spadały na ziemię.
Zjadłszy je, szliśmy dalej, w rejony, gdzie morze zamarzło
a ziemia jest usłana księżycowymi głazami.
Nie było wtedy za późno, by się zatrzymać i cofnąć,
powrócić do ogrodu, z któregośmy wyruszyli,
do połamanej urny i kupy gnijących liści,
i tam patrzeć na dom, i tylko śledzić, jak słońce
odbija się w jego oknach – i to by wystarczyło,
nawet gdyby wiatr jęczał i chmury sunęły ku morzu
jak przewracane kartki niezapisanej księgi.

Error

We drifted downstream under a scattering of stars
and slept until the sun rose. When we got to the capital,
which lay in ruins, we built a large fire out of what chairs
and table we could find. The heat was so fierce that birds
overhead caught fire and fell flaming to earth.
These we ate, then continued on foot into regions
where the sea is frozen and the ground is strewn
with moonlike boulders. If only we had stopped,
turned, and gone back to the garden we started from,
with its broken urn, its pile of rotting leaves, and sat
gazing up at the house and seen only the passing
of sunlight over its windows, that would have been
enough, even if the wind cried and clouds scudded seaward
like the pages of a book on which nothing was written.

in Man and Camel

Mirkka Rekola

1931-2014, Finlandia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Te acuerdas de los alces que se dirigían
hacia el sol
y a pesar de ello oscurecían,
te acuerdas de la muerte en el árbol amarillo
y la mecha de la vela,
pero todo esto te resulta ya aburrido, como la roca,
de la que te empujas, partiendo para ver el ancho mundo.

Tłum. Łukasz Sommer

***

Pamiętasz łosie, co szły
w stronę słońca
a mimo to ciemniały,
pamiętasz śmierć w żółtym drzewie
i knot świecy,
ale to wszystko nudzi cię już, jak skała,
od której odpychasz się, ruszając w szeroki świat.

Mirkka Rekola

1931-2014, Finlandia

Trad. Ada Trzeciakowska

Niebla

La niebla envuelve el paisaje.
¿Aún oyes mi voz?
No entiendo los árboles.
Intentan cogernos del pelo.
Oigo cómo se cae una ramita sobre tu cabeza.
Mira atrás:
¿También yo llevo algo a cuestas?

Tłum. Łukasz Sommer

Mgła

Mgła spowija okolicę.
Czy słyszysz jeszcze mój głos?
Nie rozumiem drzew.
Próbują nas łapać za włosy.
Słyszę, jak na głowę spada ci gałązka.
Spójrz do tyłu:
czy i ja niosę coś na plecach?

Fotogramas de Jane Eyre de Cary Fukunaga y una fotografía de Nicolas Dhervillers

Mark Strand

1934-2014, EE. UU.

Trad. Martín López Vega

La colina

He llegado tan lejos sólo con mis piernas,
Perdiendo autobuses, perdiendo taxis,
Y siempre subiendo. Un pie delante del otro,
Así es como lo hago.

No me importa cómo la colina continúa.
Hierba junto al camino, un árbol agitando
Sus hojas negras. ¿qué más da?
Cuanto más camino, más lejos estoy de todo.

Un pie delante del otro. Las horas pasan.
Un pie delante del otro. Los años pasan.
Los colores de la llegada se apagan.
Así es como lo hago.

Mi videopoema, adaptación de “La colina”. Se presentará en una exposición colectiva en España esta semana. Grabado entre España y Polonia.

Tłum. Grzegorz Musiał

Wzgórze

Zaszedłem tak daleko o własnych siłach
spóźniając się na autobusy, taksówki,
wciąż idąc pod górę. Stawiając stopę za stopą,
tak robię.

Nie dbam jaki stromy jest stok.
Trawa rośnie wzdłuż drogi, drzewo otrząsa
czarne liście. Co z tego?
Im dłużej idę, tym dalej jestem od wszystkiego.

Stopa za stopą. Mijają godziny.
Stopa za stopą. Mijają lata.
Barwy z początku drogi bledną.
Tak to robię.

The Hill

I have come this far on my own legs,
missing the bus, missing taxis,
climbing always. One foot in front of the other,
that is the way I do it.

It does not bother me, the way the hill goes on.
Grass beside the road, a tree rattling
its black leaves. So what?
The longer I walk, the farther I am from everything.

One foot in front of the other. The hours pass.
One foot in front of the other. The years pass.
The colors of arrival fade.
That is the way I do it.

Mark Strand

1934-2014, EE. UU.

Trad. Ada Trzeciakowska

La noche, el porche

Clavar los ojos en la nada es aprender de memoria
Aquello dentro de lo que seremos arrastrados todos; exponerse
Al viento es sentir lo inasible en algún lugar, por aquí cerca.
Los árboles que se mezan o estén quietos. El día o la noche como quieran.
Lo que deseamos, más que una estación o el tiempo, es la comodidad
De seguir desconocidos, aunque sea para nosotros. Ése es el quid
De la cuestión, pareciera que aun hora estamos esperando
Algo cuya aparición podría suponer a la vez su desvanecimiento-
El sonido, pongamos, de unas hojas que caen o de una sola
O menos. Lo que hay para aprender es infinito. Es lo que dice
El Libro ahí fuera, aunque no se escribió con nosotros en mente.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Noc, ganek

Wpatrując się w nicość uczymy się na pamięć
tego co nas wszystkich kiedyś pochłonie; wystając
na wietrze czujemy obecność tego co Niepojęte gdzieś tu obok.
Drzewa się kołyszą lub tkwią nieruchome. Dzień czy noc jak zechcą.
Bardziej niż pór roku czy pogody, pragniemy komfortu
bycia dla siebie niepoznanymi. Problem w tym, że
że nawet teraz wydaje się, że czekamy
Na coś, co zjawiając się mogłoby też się rozwiać –
Coś jak dźwięk, załóżmy, spadających liści lub tylko jednego
Albo mniej. Uczymy się siebie bez końca. Gdzieś tam mówi tak
księga, choć nie napisano jej z myślą o nas.

The Night, The Porch

To stare at nothing is to learn by heart
What all of us will be swept into, and baring oneself
To the wind is feeling the ungraspable somewhere close by.
Trees can sway or be still. Day or night can be what they wish.
What we desire, more than a season or weather, is the comfort
Of being strangers, at least to ourselves. This is the crux
Of the matter, which is why even now we seem to be waiting
For something whose appearance would be its vanishing —
The sound, say, of a few leaves falling, or just one leaf,
Or less. There is no end to what we can learn. The book out there
Tells us as much, and was never written with us in mind.