Gustavo Adolfo Becerra

1947 – , Chile

El poema forma parte de la bellísima e inclasificable obra “El irse de Papusza” (cortesía del autor) del cineasta y poeta chileno, en la que se yuxtaponen los planos de la película, las voces de sus directores, la memoria de Papusza y una profunda reflexión sobre el tiempo, el espacio, la memoria y el lenguaje.

Los mundos muertos

655. Traen mundos muertos en sus barrigas,
656. de todas maneras, se acomodan los zapatos
657. para continuar la marcha. En las antípodas
658. los niños que van a la escuela encuentran
659. vivo el sonido de palabras dichas entre enamorados.
660. Para sonreír a la vida Papusza habla con ese sonido
661. y lo traduce a escondidas en el carromato.
662. Cuando mira hacia atrás descubre llena de niebla
663. la ruta que la lleva a este final. Y si miran hacia
664. adelante la misma niebla se traga los árboles
665. que estaban a punto de amanecer. En romaní
666. ayer y mañana se dicen de la misma manera,
667. taishia. Otro orden tiene el tiempo para quienes
668. descubren su morfología y escarban los vericuetos
669. donde los ladrones esconden los relojes.

Cartel y fotogramas de Papusza (2013) de Joanna Kos y Krzysztof Krauze

Tłum. Ada Trzeciakowska

Martwe światy

655. Niosą w brzuchach martwe światy,
656. mimo to ciągle wciągają buty,
657. byleby wędrować dalej. Na drugim końcu
658. dzieci chodzące do szkoły odnajdują żywym
659. brzmienie słów wypowiadanych przez zakochanych.
660. Papusza aby uśmiechać się do życia mówi tymi dźwiękami
661. i przekłada je ukradkiem w cygańskim wozie.
662. Spojrzawszy za siebie, odkrywa, że drogę
663. wiodącą do celu pokrywa mgła. A gdy spojrzeć
664. przed siebie, ta sama mgła pochłania drzewa,
665. które prawie już świtały. Język romski
666. wczoraj i jutro określa jednym słowem,
667. taishia. Innym ładem rządzi się czas dla tych, którzy
668. odkrywają jego morfologię drążąc bezdroża
669. na których złodzieje poukrywali zegary.

Eugenio Montejo

1938-2008, Venezuela

lo nuestro

Mira setiembre: nada se ha perdido
con fiarnos de las hojas.
La juventud vino y se fue, los árboles no se movieron.
El hermano al morir te quemó en llanto
pero el sol continúa.
La casa fue derrumbada, no su recuerdo.
Mira setiembre con su pala al hombro
cómo arrastra hojas secas.

La vida vale más que la vida, sólo eso cuenta.
Nadie nos preguntó para nacer,
¿qué sabían nuestros padres?¿los suyos que supieron?
Ningún dolor les ahorró sombra y sin embargo
se mezclaron al tiempo terrestre.
Los árboles saben menos que nosotros
y aún no se vuelven.
La tierra va más sola ahora sin dioses
pero nunca blasfema.
Mira setiembre cómo te abre el bosque
y sobrepasa tu deseo.
Abre tus manos, llénalas con estas lentas hojas,
no dejes que una sola se te pierda.

Fotos propias. Aranjuez.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Wrzesień

Spójrz na wrzesień: nic nie stracono
zaufawszy liściom.
Młodość nastała i odeszła, a drzewa nie drgnęły.
Umierając brat oparzył cię płaczem
ale słońce nadal świeci.
Dom zburzono, ale nie pamięć o nim.
Spójrz na wrzesień jak z szuflą na ramieniu.
powłóczy suchymi liśćmi.

Życie jest warte więcej niż życie, tylko to jest ważne.
Nikt nas nie pytał o narodziny.
cóż wiedzieli nasi rodzice? ich rodzice? co wiedzieli?
Żaden ból nie oszczędził im cienia, a jednak
zmieszały się z ziemskim czasem.
Drzewa wiedzą mniej niż my
lecz jeszcze nie wracają.
Ziemia kroczy coraz bardziej samotna bez bogów
lecz nigdy nie złorzeczy.
Spójrz na wrzesień, jak otwiera las przed tobą
i wyprzedza twoje życzenie.
Otwórz ramiona, wypełnij je tymi powolnymi liśćmi,
nie dopuść, by choć jeden się utracił.

Ewa Lipska

1945 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

La certeza

Ya ha habido semejante examen de historia
cuando todos los alumnos fallaron a la vez.
Y ha quedado de ellos un solemne cementerio.

No hay certeza de que fuera un examen.
No hay certeza de que todos fracasaran.
Sí, hay certeza de que quedó de ellos un solemne cementerio.

Ya ha habido semejante amor.
Pero no hay certeza de que fuera el nuestro.
Ya ha habido semejantes personas.
Pero no hay certeza de que hayamos sido nosotros.
Ya ha habido semejantes pteranodones voladores.
Pero no hay certeza de que haya sido en nuestra época.
Ya ha habido semejante lenguaje.
Pero no hay certeza de que lo hayamos hablado.
Ya ha habido semejante silencio.
Pero no hay certeza de que haya sido entre nosotros.
Ya se ha producido el fin del mundo.
Pero no hay certeza de que haya sido de nuestro mundo.

Y quedó de él un solemne cementerio.
Sí, hay una certeza de que ha quedado un solemne cementerio.

Poema de Ewa Lipska musicalizado por Marek Grechuta

Pewność

Był już taki egzamin z historii
kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali.
I został po nich uroczysty cmentarz.

Nie ma pewności że to był egzamin.
Nie ma pewności że wszyscy oblali.
Jest pewność że został po nich uroczysty cmentarz.

Była już taka miłość.
Ale nie ma pewności że to była nasza.
Byli już tacy ludzie.
Ale nie ma pewności że to byliśmy my.
Były już takie latające pteranodony.
Ale nie ma pewności że to za naszych czasów.
Był już taki język.
Ale nie ma pewności że nim mówiliśmy.
Było już takie milczenie.
Ale nie ma pewności że to pomiędzy nami.
Był już koniec świata.
Ale nie ma pewności że to naszego świata.

I został po nim uroczysty cmentarz.
Jest pewność że został po nim uroczysty cmentarz.

Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Luis Ingelmo

La Vida de las imágenes

Existe, en la crítica literaria, un malentendido de grandes proporciones en relación al modo en que las ideas se insertan en los poemas. En apariencia, los poetas proceden siguiendo uno de estos dos métodos: o exponen sus ideas directamente o encuentran equivalentes para ellas. Lo que a menudo se denomina poesía filosófica da la impresión de ser una poesía de aguda elocuencia, o bien una variación del simbolismo. En ambos casos se asume que el poeta sabe de antemano qué es lo que va a decir, de modo que escribir el poema no es sino la búsqueda de la forma más eficiente de adornar esas ideas.
Si eso fuera correcto, la poesía se limitaría a repetir lo que se ha pensado y se ha dicho antes que ella. No existiría el pensamiento poético tal como Heidegger lo concibe. No cabría esperarse que la poesía tuviera la más mínima relación con la verdad.
(…)
Mis poemas (al principio) son como una mesa sobre la que se coloca toda suerte de cosas interesantes que uno ha ido encontrando en sus paseos: un guijarro, un clavo oxidado, una raíz de forma peculiar, la esquina de una fotografía rota, etc. Después de dedicarme a mirarlas y de pensar en ellas a diario, comienzan a fraguarse ciertas relaciones sorprendentes que apuntan a algunos significados.
Estos objets trouvés de poesía son, desde luego, fragmentos de lenguaje. El poema es la estancia donde uno escucha con atención lo que el lenguaje está diciendo, donde empieza a surgir el verdadero sentido de las palabras.
Eso no es cierto. Lo crucial no es lo que las palabras significan sino, antes bien, lo que muestran y revelan. Lo literal conduce a lo figurativo, y en el interior de cada figura poética de valor hay un teatro en el que se está representando una obra. Ésta trata sobre dioses y demonios y el mundo en toda su desconcertante presencia y variedad.
En esencia, un poema interesante es un problema epistemológico y metafísico para el poeta.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Życie obrazów

W krytyce literackiej zachodzi poważne nieporozumienie dotyczące sposobu, w jaki idee są wprowadzane do wierszy. Poeci postępują w dwojaki sposób: albo wyrażają idee wprost, albo znajdują dla nich odpowiedniki. To, co często nazywane jest poezją filozoficzną, sprawia wrażenie poezji wyostrzonej elokwencji, czy też odmiany symbolizmu. W obu przypadkach zakłada się, że poeta z góry wie, co chce powiedzieć, a więc pisanie wiersza jest niczym innym jak poszukiwaniem najbardziej efektywnego sposobu upiększenia tych myśli.
Gdyby tak było, poezja byłaby tylko powtórzeniem tego, co już zostało pomyślane i powiedziane przed nią. Nie istniałaby myśl poetycka w rozumieniu Heideggera. Nie można by było spodziewać się, że poezja będzie miała jakikolwiek związek z prawdą.
(…)
Moje wiersze (na początku) są jak stolik, na którym wykłada się różne ciekawe rzeczy znalezione podczas spacerów: kamyk, zardzewiały gwóźdź, korzeń o osobliwym kształcie, róg zepsutej fotografii itd. Po dłuższym przyglądaniu się im i codziennym o nich myśleniu, zaczynają wyłaniać się pewne zaskakujące powiązania, które naprowadzają na konkretne znaczenia.
Te objets trouvés poezji to oczywiście fragmenty języka. Wiersz jest pomieszczeniem, w którym wsłuchujemy się uważnie w to, co mówi język, gdzie zaczyna wyłaniać się prawdziwe znaczenie słów.
To nie prawda. Istotne nie jest to, co słowa znaczą, ale raczej to, co pokazują i odsłaniają. Dosłowność prowadzi do przenośni, a wewnątrz każdej wartościowej figury poetyckiej kryje się teatr, w którym odgrywana jest sztuka. Mówi ona o bogach i demonach oraz o świecie w całej jego oszałamiającej postaci i różnorodności.
W gruncie rzeczy ciekawy wiersz jest dla poety problemem epistemologicznym i metafizycznym.

Ingeborg Bachmann

1926-1973, Austria

Trad. Concha García y Cecilia Dreymüller

aria I

Allí donde nos volvemos, en la tormenta de las rosas,
está la noche iluminada de zarzas, y el trueno
del follaje, tan silencioso entre los arbustos,
nos sigue ahora de cerca.

Donde sea que se extinga lo que inflaman las rosas,
nos arrastra la lluvia al río. ¡Oh, noche más lejana!
Pero una hoja, que nos alcanzó, flota sobre las olas
y nos sigue hasta la desembocadura.

Ciclo de pinturas La tormenta de las rosas de Anselm Kiefer (1945 -, Alemnaia)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Aria I

Gdziekolwiek zwrócimy się w burzy róż,
noc jest rozświetlona przez kolce, a grzmot
liści, gdzie przedtem krzew cichy rósł,
depcze nam po piętach.

Gdziekolwiek gasimy to, co rozpalają róże,
deszcz zmywa nas do rzeki. O odległa nocy!
Lecz na falach napotkany liść dryfuje
z nami aż do ujścia rzeki.

Aria fue escrita por Bachmann para el compositor Hans Werner Henze

Transl. Paul Weinfield

aria i

Wherever we turn in this tempest of roses,
thorns brighten the night, and the thunder
of leaves that once lay quiet in the bushes,
now follows at our heels.

Wherever what the roses have lit is extinguished,
the rain carries us to the river.  O distant night!
But a leaf that touched us now floats upon the waves,
trailing us down to the mouth of the sea.

aria I

Wohin wir uns wenden im Gewitter der Rosen,
ist die Nacht von Dornen erhellt, und der Donner
des Laubs, das so leise war in den Büschen,
folgt uns jetzt auf dem Fuß.

Wo immer gelöscht wird, was die Rosen entzünden,
schwemmt Regen uns in den Fluß. O fernere Nacht!
Doch ein Blatt, das uns traf, treibt auf den Wellen
bis zur Mündung uns nach.

Paul Celan

1920-1970, Rumanía/Alemania

Trad. Griselda Mársico

7 Ingeborg Bachmann a Paul Celan

Viena, 24 de junio de 1949.

Querido:
Porque ni lo pensé, hoy, el día anterior –el año pasado también fue así–, llegó tu postal, en vuelo directo a mi corazón, sí, es así, te quiero, en aquel entonces jamás lo dije. He vuelto a sentir la amapola, profunda, muy profundamente, tu magia ha sido tan maravillosa, jamás podré olvidarlo.
A veces lo único que quisiera es irme y llegar a París, sentir que tocas mis manos, que me tocas entera con flores, y después otra vez no saber de dónde vienes y adónde vas. Para mí eres de la India, o de un país aun más lejano, oscuro, marrón; para mí eres desierto y mar y todo lo que es misterio. Sigo sin saber nada de ti y por eso muchas veces tengo miedo por ti, no puedo imaginarme que tú debas hacer lo que los otros hacemos aquí, yo debería tener un castillo para nosotros y traerte conmigo, para que puedas ser allí mi señor encantado, tendremos muchas alfombras allí y música, e inventaremos el amor.
 He estado pensando mucho. “Corona” es tu poema más bello, es la anticipación perfecta de un instante donde todo se vuelve mármol y es para siempre. Pero para mí aquí no será “tiempo”. Tengo hambre de algo que no me darán, todo es chato y flojo, está cansado y gastado antes del uso.
Para mediados de agosto quiero estar en París, un par de días solamente. No me preguntes por qué, para qué, pero quiero que estés para mí, una noche o dos, tres… Llévame al Sena, vamos a mirar y mirar bien adentro hasta que nos hayamos vuelto pececitos y nos reconozcamos.
Ingeborg

9 Paul Celan a Ingeborg Bachmann,

31, Rue des Ecoles París,
20 de agosto de 1949

Mi querida Ingeborg:
Así que vienes recién dentro de dos meses… ¿por qué? No lo dices, tampoco dices por cuánto tiempo, no dices si recibirás la beca. Mientras tanto, propones, podemos “intercambiar cartas”. ¿Sabes, Ingeborg, por qué te escribí tan poco durante este último año? No sólo porque París me empujó a un silencio terrible del que no podía salir, sino también porque no sabía qué piensas sobre aquellas pocas semanas en Viena. ¿Qué podía inferir de tus primeras líneas, Ingeborg, garrapateadas al vuelo?
Tal vez me equivoco, tal vez lo que sucede es que nos esquivamos justo allí donde tanto quisiéramos encontrarnos, tal vez la culpa sea de los dos. Sólo que a veces me digo que mi silencio tal vez es más entendible que el tuyo, porque la oscuridad que me lo impone es más vieja.
Las grandes decisiones uno siempre tiene que tomarlas solo, lo sabes. Cuando llegó aquella carta en la que me preguntabas si debías elegir París o Estados Unidos, me hubiera gustado decirte lo mucho que me alegraría que vinieras. ¿Puedes entender, Ingeborg, por qué no lo hice? Me dije que si realmente te importara algo (es decir, más que algo) vivir en la ciudad en la que también vivo yo, no me hubieras pedido consejo, al contrario.
Ha pasado un largo año, un año en el que seguramente te ha ocurrido más de una cosa. Pero no me dices cuán lejos han quedado nuestros propios mayo y junio detrás de este año…
¿Cuán lejos o cuán cerca estás, Ingeborg? Dímelo, para que yo sepa si cierras los ojos si ahora te beso.
Paul

de Tiempo del corazón. Correspondencia. Ingeborg Bachmann Paul Celan. (FCE, 2012)

Fotograma de Los soñados (docuficción) recreación de la correspondencia entre Ingeborg y Paul Celan, película de Ruth Beckermann (2016)

Tłum. Małgorzata Łukasiewicz

7 Ingeborg Bachmann do Paula Celana,

Wiedeń, 24 czerwca 1949

Miły Mój,
nawet o tym nie myślałam i dlatego dziś, w przeddzień – w zeszłym roku było przecież tak samo – przyfrunęła Twoja kartka i trafiła mnie w samo serce, tak właśnie jest, kocham Cię, nigdy tego wtedy nie powiedziałam. Znowu czułam mak, głęboko, bardzo głęboko, Twoje czary tak cudow­nie działały, nie potrafię tego nigdy zapomnieć.
Czasem chciałabym po prostu ruszyć w drogę i dotrzeć do Paryża, po­czuć, jak dotykasz moich rąk, jak całej mnie dotykasz kwiatami, i znów nie wiedzieć, skąd przychodzisz i dokąd idziesz. Dla mnie jesteś z Indii albo z jakiegoś jeszcze dalszego, mrocznego, brunatnego kraju, dla mnie jesteś pustynią i morzem, i wszystkim, co jest tajemnicą. Wciąż jeszcze nic o Tobie nie wiem i dlatego często boję się o siebie, nie umiem sobie wyobrazić, że miałbyś robić coś, co my, inni, tu robimy, powinnam mieć dla nas zamek i sprowadzić Cię do siebie, żebyś był w tym zamku moim zaczarowanym władcą, będziemy tam mieć mnóstwo dywanów i muzykę, i odkryjemy miłość.
Często się zastanawiałam, Corona to Twój najpiękniejszy wiersz, naj­doskonalsze przeczucie chwili, kiedy wszystko staje się marmurem i jest na zawsze. Ale dla mnie tu nie nastał „czas”. Łaknę czegoś, czego nie do­stanę, wszystko jest płaskie i mdłe, martwe i zużyte, nim jeszcze zostało użyte.
W połowie sierpnia będę w Paryżu, tylko na parę dni. Nie pytaj mnie dlaczego, po co, ale bądź dla mnie, przez jeden wieczór, albo dwa, trzy..
Zaprowadź mnie nad Sekwanę, będziemy się wpatrywać w wodę, tak dłu­go, aż staniemy się małymi rybkami i znowu się rozpoznamy.
Ingeborg

9 Paul Celan do Ingeborg Bachrnann

31, Rue des Ecoles Paryż,
20 sierpnia 1949

Droga moja Ingeborg,
przyjedziesz więc dopiero za dwa miesiące – dlaczego? Nie mówisz, nie mówisz też, na jak długo, nie mówisz, czy dostałaś stypendium. Tymcza­sem możemy przecież, jak proponujesz, „wymieniać listy” Czy Ty wiesz, dlaczego przez ten ostatni rok tak rzadko pisałem? Nie tylko dlatego, że Paryż wtrącił mnie w straszliwe milczenie, z którego nie mogę się wydobyć, ale także dlatego, że nie wiedziałem, co myślisz o tych krótkich tygodniach w Wiedniu. Co mogłem wywnioskować z Twoich pierw­szych, pobieżnie skreślonych linijek, Ingeborg?
Może się łudzę, może jest tak, że rozmijamy się akurat wtedy, kiedy tak bardzo chcielibyśmy się spotkać, może wina leży po obu stronach. Tylko czasem powiadam sobie, że moje milczenie jest może bardziej zro­zumiale niż Twoje, bo mrok, który mi je narzuca, jest starszy.
Wiesz: wielkie decyzje trzeba zawsze podejmować samemu. Gdy przy­szedł tamten list, w którym pytałaś, czy masz wybrać Paryż, czy Stany Zjednoczone, miałem chęć Ci powiedzieć, jak bardzo bym się cieszył, gdybyś przyjechała. Czy potrafisz zrozumieć, Ingeborg, dlaczego tego nie zrobiłem? Powiedziałem sobie, że gdyby naprawdę zależało Ci trochę (to jest więcej niż trochę) na tym, żeby mieszkać w mieście, w którym i ja mieszkam, nie pytałabyś mnie o radę, przeciwnie.
Minął długi rok, rok, w którym z pewnością niejedno Ci się zdarzy­ło. Ale nie mówisz mi, jak daleko w tyle za tym rokiem leży nasz własny maj i czerwiec.
Jak daleko i jak blisko jesteś, Ingeborg? Powiedz mi, żebym wiedział, czy zamykasz oczy, kiedy Cię teraz całuję.
Paul

Z Czas serca. Ingeborg Bachmann, Paul Celan. Listy (A5, 2010)

Eugenio Montejo

1938-2008, Venezuela

lo nuestro

Tuyo es el tiempo cuando tu cuerpo pasa
   con el temblor del mundo,
   el tiempo, no tu cuerpo.
Tu cuerpo estaba aquí, tendido al sol, soñando,
   se despertó contigo una mañana
   cuando quiso la tierra.

Tuyo es el tacto de las manos, no las manos;
la luz llenándote los ojos, no los ojos;
acaso un árbol, un pájaro que mires,
   lo demás es ajeno.
Cuanto la tierra presta aquí se queda,
   es de la tierra.

Sólo trajimos el tiempo de estar vivos
entre el relámpago y el viento;
el tiempo en que tu cuerpo gira con el mundo,
el hoy, el grito delante del milagro;
la llama que arde con la vela, no la vela,
la nada de donde todo se suspende,
   —eso es lo nuestro.

lo mío

Tłum. Ada Trzeciakowska

TO, CO NASZE

To czas, kiedy twoje ciało przemija
   przy drżeniu świata,
   czas, nie ciało.
Twoje ciało było tutaj, leżało na słońcu, śniło,
   obudziło się z tobą kiedyś rano
   gdy ziemia go zapragnęła.

Twój jest dotyk rąk, lecz nie ręce;
światło wypełniające twoje oczy, lecz nie oczy;
może drzewo, ptak, na które patrzysz,
   wszystko inne jest obce.
To, co ziemia użycza tutaj, tutaj zostanie,
   do ziemi należy.

Wnieśliśmy tylko czas, w którym żyjemy
pośród błyskawic na wietrze;
czas, w którym twoje ciało obraca się wraz ze światem,
dzień dzisiejszy, płacz wobec cudu;
płomień, który płonie wraz ze świecą, lecz nie świecę,
nicość, w której wszystko jest zawieszone,  
   – oto, co nasze.

Eugenio Montejo

1938-2008, Venezuela

LA CAsa

En la mujer, en lo profundo de su cuerpo
   se construye la casa,
   entre murmullos y silencios.
Hay que acarrear sombras de piedras,
   leves andamios.
   imitar a las aves.

Especialmente cuando duerme
   y en el sueño sonríe
   —nivelar hacia el fondo,
    no despertarla;
seguir el declive de sus formas,
los movimientos de sus manos.

Sobre las dunas que cubren su sueño
    en convulso paisaje,
    hay que elevar altas paredes,
fundar contra la lluvia, contra el viento,
    años y años.

Un ademán a veces fija un muro,
de algún susurro nace una ventana,
desmontamos errantes a la puerta
    y atamos el caballo.

Al fondo de su cuerpo la casa nos espera
y la mesa servida con las palabras limpias
para vivir, tal vez para morir,
   ya no sabemos,
porque al entrar nunca se sale.

Escena de El espejo de Andréi Tarkovsky

Tłum. Ada Trzeciakowska

Dom

W kobiecie, w głębi jej ciała
   buduje się dom
   wśród szmerów i ciszy.
Trzeba przytaszczyć cienie kamieni,
    lekkie rusztowania.
    naśladować ptaki.

Zwłaszcza, gdy śpi
    i we śnie się uśmiecha
    -wyrównać do głębi,
    nie zbudzić jej;
śledzić pochyłość jej kształtów,
ruchy jej rąk.

Na wydmach pokrywających jej sen
    w konwulsyjnym krajobrazie,
    trzeba wznieść wysokie ściany,
wesprzeć by chroniły przed deszczem, przed wiatrem,
    przez lata.

Jeden gest czasem jest spoiną dla muru,
z jakiegoś szeptu rodzi się okno,
zsiadamy z siodeł zbłąkani przy drzwiach,
  wiążemy konia.

W głębi jej ciała czeka na nas dom
a na stole podano czyste słowa
do życia, a może do śmierci,
   już nie wiemy,
bo gdy wejdziemy, nie chcemy go opuszczać.

Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Correspondencias

La bóveda del habla no se ha hundido, aunque se ha formado un pozo hondo
y llega hasta las arenas de la noche.
Hablo contigo, aunque no estás aquí.
Hablo desde un sin-principio, como siempre, y la luz vespertina
se extingue en la negra profundidad del cielo y montones de cúmulos
se transforman en nubes de lluvia.
Las nubes llevan la rosa de los vientos en el pelo.
No han de aferrarse a nada, como tú tampoco has de ya.
Su muerte es igual de vasta.
Llega como la lluvia, las cose a las colinas, al sueño
del lago. Persiste como un lirio salvaje en la orilla,
enteramente presente.
En el jardín oscurecido, casi ciego, sobre las copas de los árboles
los murciélagos están a la caza.
Me respondes con la voz de un pájaro nocturno, de madrugada,
en un nido vacío de niebla

Fotos propias, jardín japonés en Wrocław (Breslavia)

połączenia

Nie zapadł się strop mowy, choć powstała głęboka studnia
i sięga do piachów nocy.
Rozmawiam z tobą, mimo że ciebie nie ma.
Mówię od bez-początku, jak zawsze, a wieczorne światło
gaśnie w głębi granatowego nieba i kłęby cumulusów
przemieniają się w chmury deszczowe.
Chmury mają różę wiatrów we włosach.
Nie muszą się niczego trzymać, tak jak ty już nie musisz.
Ich śmierć jest równie rozległa.
Przychodzi jako deszcz, zszywa je ze wzgórzami, ze snem
stawu. Trwa jak dziki irys na brzegu,
na wskroś obecny.
W pociemniałym, niemal ślepym ogrodzie nietoperze polują
ponad koronami drzew.
Odpowiadasz mi głosem nocnego ptaka, nad ranem,
w pustym gnieździe z mgły

z tomiku Nawigacje

Maricela Guerrero

1977 – , México

A Centrax Runner por haber sugerido el poema y aportar las imágenes

Superficies en contacto

Cuando dos superficies entran en contacto y una de ellas se pone en movimiento existe una fuerza que se opone, dicha fuerza recibe el nombre de fricción y es la causa de que se produzca calor cuando se frota una superficie contra otra.

Desperté sobre una plancha,
millones de mariposas blancas aleteando alrededor de mi cuello:
como una nube de arroz sobre un novio en negro y una novia en blanco
en las escalinatas de una catedral.

Afuera el ruido blanco de un televisor sin señal: estática.
Desperté sobre una plancha, estática,
como una ecuación con dos incógnitas.

Lo que no conozco, lo que no intuyo es cómo atajar este problema.
 
¿Tú crees que el mobiliario de los parques sobreviva a los planes sexenales y a las promesas de campaña?
¿Tú crees que la vida tal y como la conocemos siga un plan cósmico?

Hubo una vez un parque con una resbaladilla gigante: una mole de concreto porcelanizada, lisa y brillante.

Dice el ingeniero que habrá que plantearse un problema.
Plantearse un problema es una forma de entrar en movimiento.
Los ingenieros se plantean problemas y sonríen. Hay problemas con soluciones y problemas sin soluciones:
problemas redondos y alegres que rebosan: se deslizan en las conversaciones de los que menos tienen, se esparcen
esporádicos, ¿cuántas formas posibles de fecundación habrá en el plan cósmico?

Un problema puede ser el desgaste de los materiales:
otro problema puede ser, cuánto dura una ficción al ponerse en contacto con una realidad posible e imposible al mismo tiempo:
como cuando tu mano izquierda no sabe lo que hace tu mano derecha y al revés: el revés es una hermosa y blanca ficción.
¿Puede la vida sobrevivir en una luna donde llueve metano y otros gases?

Como en los chistes puede que haya ficciones blancas y ficciones coloridas o coloradas.
Más vale una vez colorada que cien descoloridas, eso mi abuela decía y parecía una ley de la física, una verdad científica probada por ingenieros y mentes brillantes.
Otro problema podría plantearse así: dígame usted, señor, señora, señorita ¿cuánto calor produce la fricción entre dos superficies conocidas o desconocidas?
Si el movimiento produce fricción y la fricción calor, ¿Por qué estoy tan fría?
Pensó y pensó mientras mariposas blancas aleteaban alrededor de su cuello.
Otro y otro y otro y la anémona se quedó pensando en los miles y millones de problemas que podría plantearse
y cada problema era una mariposa blanca aleteando alrededor del cuello de una ballena blanca y hambrienta varada en una plancha de disección.

Las bacterias que pueden sobrevivir en charcos de ácido a veces son las que menos tienen.
La vida en una luna de Saturno es como rara como los organismos que respiran nitrógeno e hidrocarburos y excretan metano.
El plan sexenal impulsará traer hidrocarburos de charcos lejanísimos y bacterias para los que menos tienen.
La vida como la conocemos es una fricción infinita de fuerzas que se caen bien y de fuerzas que se repelen:
de fuerzas que danzan y de fuerzas que se paralizan sobre planchas de disección infinitas.

Gráficas de Centrax Runner, collage propio a partir de un fotograma de Mediterráneo de Jean-Daniel Pollet

Z podziękowaniami dla Centrax Runnera:

Tłum. Ada Trzeciakowska

Stykające się płaszczyzny

Kiedy dwie płaszczyzny stykają się ze sobą a jedna z nich zaczyna się poruszać, działa na nie przeciwna siła, którą nazywamy tarciem i która jest przyczyną powstawania ciepła, kiedy jedna z płaszczyzn ociera się o drugą.

Obudziłam się na stalowym blacie,
miliony białych motyli trzepotały wokół mojej szyi:
jak chmura ryżu nad panem młodym w czerni i panną młodą w bieli
na schodach katedry.

Na zewnątrz biały szum telewizora bez sygnału: statyka.
Obudziłam się stalowym blacie, statyczna,
jak równanie z dwiema niewiadomymi.

To, czego nie wiem, czego nie przeczuwam, to jak rozwiązać ten problem.

Jak myślicie, czy wyposażenie placów zabaw parku przetrwa sześcioletnie plany i wyborcze obietnice?
Czy uważasz, że życie, takim jakie je znamy, jest zgodne z kosmicznym planem?

Był sobie kiedyś park z gigantyczną zjeżdżalnią: masa porcelanowego betonu, gładka i lśniąca.
 
Inżynier mówi, że trzeba będzie sformułować problem.
Formułowanie problemu jest sposobem na wprowadzenie go w ruch.
Inżynierowie formułują problemy i uśmiechają się. Istnieją problemy z rozwiązaniami i problemy bez rozwiązań:
okrągłe i radosne problemy, które wylewają się: wślizgują się w rozmowy tych, którzy mają najmniej, rozpierzchają się
sporadycznie, ile możliwych form zapłodnienia zawiera się w kosmicznym planie?

Jednym z problemów może być zużycie materiałów:
innym problemem może być to, jak długo trwa fikcja w zetknięciu z rzeczywistością możliwą i niemożliwą zarazem:
jak wtedy, gdy lewa ręka nie wie, co robi prawa i na odwrót: a na odwrocie piękna biała fikcja.
Czy życie może przetrwać na księżycu, na którym pada metan i inne gazy?
 
Podobnie jak w przypadku humoru być może istnieją fikcje białe i podkolorowane lub czarne.
Lepsza raz podkolorowana niż sto bezbarwnych, tak mawiała moja babcia i wydawało mi się to prawem fizyki, naukową prawdą potwierdzoną przez inżynierów i genialne umysły.
Kolejny problem można by sformułować tak: niech mi pan powie, proszę pana, proszę pani, ile ciepła wytwarza tarcie między dwiema znanymi lub nieznanymi ciałami?
Jeśli ruch wytwarza tarcie, a tarcie wytwarza ciepło, to dlaczego jest mi tak zimno?
Rozmyślała bez przerwy, podczas gdy białe motyle trzepotały wokół jej szyi.
Jeszcze jeden i kolejny i ukwiał rozmyślał o tysiącach i milionach problemów, które może sobie stworzyć.
a każdy problem był białym motylem trzepoczącym się na szyi głodnego białego wieloryba, który utknął na stalowym blacie sekcyjnym.

Bakterie, które mogą przetrwać w morzach kwasu, czasami są tymi, które mają najmniej.
Życie na księżycu Saturna jest tak rzadkie, jak organizmy oddychające azotem i węglowodorami oraz wydalające metan.
Sześcioletni plan będzie dążył do dostarczenia węglowodorów z odległych mórz i bakterii dla tych, którzy mają najmniej.
Życie, takie jakim je znamy, to nieskończone ścieranie się sił, które się lubią i sił, które się odpychają:
sił, które tańczą i sił, które leżą sparaliżowane na nieskończonych stalowych blatach sekcyjnych stołów.