Jakub Sajkowski

1985 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Sangre

Dijo el médico: tiene el
grupo sanguíneo más raro, el mismo que el salvador. Pues escribo

en el estatuto, perdón, estado de Facebook:
se necesita sangre para Jesús para que llegue de nuevo
Gustó a doce
más dos mujeres, ninguna de ellas tiene nada

salvo un ojo en la foto de perfil, como si por culpa de la mirilla*
todo el mundo se hubiese fragmentado, hubiese creado
en vez de los muros párrafos sueltos, estatutos,
perdón, estados. Ya he contado diecisiete

poemas funerarios seguidos que escribí
sin haberme encontrado con la muerte real,
con el cadáver. Me dice un amigo: pareces un nerd

deberías escribir poesía antisistema
como excluido del ciclo reproductivo. Pues escribo.
Tengo la boca llena de milagrosa multiplicación

*Judasz en polaco tiene puede referirse tanto a mirilla como a judas.

Foto propia / Robin Isely

Krew

Lekarz powiedział: pan ma
najrzadszą grupę krwi, tę samą co zbawiciel. Więc piszę

w statucie, przepraszam, statusie na Facebooku:
potrzebna krew dla Jezusa celem powtórnego przyjścia
Polubiło go dwunastu
plus dwie kobiety, żadna z nich nie ma nic

oprócz oka w zdjęciu profilowym, jakby przez judasza
świat dzielił się, wieszał
zamiast tablic pojedyncze paragrafy, statuty,
przepraszam, statusy. Naliczyłem już siedemnaście

wierszy funeralnych pod rząd, które napisałem
bez rzeczywistego zetknięcia ze śmiercią,
zetknięcia z ciałem. Kolega mówi do mnie: wyglądasz jak nerd,

więc powinieneś tworzyć wiersze antysystemowe
jako wykluczony z obiegu reprodukcyjnego. Więc piszę.
Mam usta pełne cudownego rozmnożenia.

Olga Jackowska

1951-2018, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Frenesí de los cuerpos azules

Saturno azota con el frío a la Tierra
El hielo se desliza dentro de mi corazón
se instala cómodamente en el ojo
mientras refrigera los sueños

El tiempo me corroe a partir de los pies
en silencio
trotando va a por el vecino
Apaga los brillos, ahoga las palabras
Esconde en la manga las alegrías

Y sin embargo, el frenesí se extiende por los planetas 
que se ríen, se ríen sin parar.

Observo en el espejo a mis amigos
algo más diminutos, algo más sumisos
se deshacen en medias sonrisas, medios sueños,
gestos y poses insignificantes

La vida pasa sin prisa,
sin sonrisas y sin tristezas,
sin pecados y sin miedos,
sin alegrías,
sin odios, 
sin amor.

Szał niebieskich ciał

Saturn zimnem Ziemię smaga 
Lód się w moje serce wkrada 
W oku chętnie się sadowi 
I marzenia moje chłodzi 

Czas od pięt mnie cicho zjada 
Truchtem biegnie do sąsiada 
Gasi blaski dusi słowa 
Radość do rękawa chowa 

A planety szaleją, szaleją, szaleją i śmieją się, śmieją się, śmieją 
A planety szaleją, szaleją, szaleją i śmieją się, śmieją się, śmieją 

Patrzę w lustro na przyjaciół 
Jacyś mniejsi pokorniejsi 
W półuśmiechach, w półmarzeniach 
W gestach, pozach bez znaczenia 

Życie płynie bez pośpiechu 
Bez uśmiechu i bez grzechu 
Bez smutku, strachu, bez radości 
Bez nienawiści, bez miłości