Antonio Gamoneda

1931 – , España (León)

Lápidas (1977-1986) frg.

En la quietud de madres inclinadas sobre el abismo.  
En ciertas flores que se cerraron antes de ser abrasadas por el infortunio,
antes de que los caballos aprendieran a llorar.
En la humedad de los ancianos.
En la sustancia amarilla del corazón.

* * *
I

Gritos sobre la hierba y el huracán de púrpura.
Giráis envueltos en banderas y exhaláis con dulzura.
Obedecéis a ancianos invisibles cuyas canciones pasan por vuestra lengua.
Ah, jóvenes elegidos por mis lágrimas.

  * * *

Tras asistir a la ejecución de las alondras has descendido aún hasta encontrar tu rostro dividido entre el agua y la profundidad.
Te has inclinado sobre tu propia belleza y con tus dedos ágiles acaricias la piel de la mentira:
ah tempestad de oro en tus oídos; mástiles en tu alma, profecías…
Mas las hormigas se dirigen hacia tus llagas y allí procrean sin descanso
y hay azufre en las tazas donde debiera hervir la misericordia.
Es esbelta la sombra, es hermoso el abismo:
ten cuidado, hijo mío, con ciertas alas que rozan tu corazón.

* * *

Asediados por ángeles y ceniza cárdena enmudecéis hasta advertir la inexistencia
y el viento entra en vuestro espíritu.
Respiráis el desprecio, la ebriedad del hinojo bajo la lluvia: blancos en la demencia como los ojos de los asnos en el instante de la muerte,
ah desconocidos semejantes a mi corazón.

(…)

* * *

Vi la sombra perseguida por látigos amarillos,
ácidos hasta los bordes del recuerdo,
lienzos ante las puertas de la indignación.
Vi los estigmas del relámpago sobre aguas inmóviles, en extensiones visitadas por presagios;
vi las materias fértiles y otras que viven en tus ojos;
vi los residuos del acero y las grandes ventanas para la contemplación de la injusticia (aquellos óvalos donde se esconde la fosforescencia):
era la geometría, era el dolor.
Vi cabezas absortas en las cenizas industriales;
yo vi el cansancio y la ebriedad azul
y tu bondad como una gran mano avanzando hacia mi corazón
Vi los espejos ante los rostros que se negaron a existir:
era el tiempo, era el mar, la luz, la ira.

* * *

A la inmovilidad del gris convocado por un pájaro silencioso,
bajas llorando.
Hay un mar incesante que desconoce la división del resplandor y la sombra,
y resplandor y sombra existen en la misma sustancia,
en tu niñez habitada por relámpagos.

* * *

Oigo hervir el acero. La exactitud es el vértigo. Ah libertad inmóvil, ejecución del día en la materia nocturna.
Es tu madre el clamor, pero tus manos abren los párpados del abismo.
De resistencias invisibles surge un rumor de límites:
ah exactitud de mar, exactitud sin nombre.

* * *

Puedes gemir en la lucidez,
ah solitario, pero entonces líbrate
de ser veraz en el dolor. La lengua
se agota en la verdad. A veces llega
el incesante, el que enloquece: habla
y se oye su voz, mas no en tus labios:
habla la desnudez, habla el olvido.

* * *

Hierves en la erección, dama amarilla,
y estas son aguas preteridas, líquidos invernales.
Dama en mi corazón cuya luz me envejece:
eres la obscenidad y la esperanza.

* * *

En la oquedad de Dios, ah paloma viviente, te obligué a la lectura del silencio. Y fulgías.
Tú eres corporal en dos abismos,
azul entre dos muertes, entre dos lenguas físicas.
Ah paloma final, va a ser noviembre.

* * *

Todos los animales se reúnen en un gran gemido y su dolor es verde.
Tú acaso piensas en desapariciones; veo humedad sobre tu alma.
Háblame para que conozca la pureza de las palabras inútiles,
oiga silbar a la vejez, comprenda
la voz sin esperanza.

Lucian Freud, Mathieu Laca  y dos obras de Francis Bacon

Tłum. Ada Trzeciakowska

Płyty nagrobne (1977-1986) frg.

W bezruchu matek pochylonych nad otchłanią.
W niektórych kwiatach, które zamknęły się nim spopieliło je nieszczęście,
zanim konie nauczyły się płakać.
W wilgoci starców.
W żółtej substancji serca.

* * *
I

Krzyki na trawach i huragan z purpury.
Wirujecie zawinięci w sztandary i słodko wzdychacie.
Posłuszni jesteście niewidzialnym starcom, których pieśni krążą po waszym języku.
Ach, młodzi wybrani przez me łzy.

* * *

Po egzekucji skowronków zszedłeś niżej, aż znalazłeś swą twarz rozdzieloną między wodę i głębokość.
Pochyliłeś się nad własnym pięknem i zręcznymi palcami pieścisz skórę kłamstwa:
ach sztorm ze złota w twoich uszach; maszty w twojej duszy, przepowiednie…
Lecz mrówki kierują się ku twoim wrzodom i tam rozmnażają się niestrudzenie
a w filiżankach, gdzie powinno wrzeć współczucie, jest siarka.
Cień jest wysmukły, otchłań piękna:
Uważaj, dziecko moje, na skrzydła, które muskają twe serce.

* * *

Osaczeni przez aniołów i fiolet popiołu milkniecie, aż dostrzeżecie nieistnienie, a wiatr hula po waszej duszy.
Oddychacie pogardą, upojeniem fenkułu podczas ulewy: biali w demencji jak oczy osłów w chwili śmierci,
ach, nieznajomi na podobieństwo mego serca.

* * *

Widziałem cień ścigany przez żółte bicze,
kwasy aż po brzegi pamięci,
płótna przed bramami oburzenia.
Widziałem stygmaty błyskawic na stojących wodach, w rozszerzeniach nawiedzanych przez przepowiednie;
widziałem płodne materie i te inne, które żyją w twoich oczach;
widziałem pozostałości stali i wielkie okna do kontemplacji niesprawiedliwości (te owale, w których kryje się fosforescencja):
to była geometria, to był ból.
Widziałem głowy pogrążone w industrialnych prochach;
widziałem zmęczenie i niebieskie upojenie
i twą dobroć jako wielką dłoń zbliżającą się do serca.
Widziałem lustra przed twarzami, które wyrzekły się istnienia:
to był czas, to było morze, światło, wściekłość.

(…)

* * *

Przywołany przez cichego ptaka, opadasz z płaczem
w bezruch szarości.
Jest nieprzerwane, ciągłe morze, nieznające podziału na blask i cień,
a blask i cień istnieją w tej samej substancji,
w twoim dzieciństwie zamieszkałym przez pioruny.

* * *

Słyszę jak wrze stal. Wierność jest zawrotem głowy. Ach, niewzruszona wolności, egzekucjo dnia w materii nocy.
To krzyk twojej matki, lecz twe ręce otwierają powieki otchłani.
Z niewidzialnego oporu wydobywa się krańcowy pomruk:
ach wierność morza, bezimienna precyzja.

* * *

Możesz jęczeć na jawie,
ach samotny, lecz wtedy uwolnij się
od szczerości w bólu. Język
wyczerpuje się w prawdzie. Czasami pojawia się
ten nieprzerwany, ciągły, ten, który popadł w obłęd: mówi
i słychać jego głos, ale nie z twoich ust:
przemawia nagość, przemawia zapomnienie.

* * *

Wrzesz w erekcji, żółta pani,
a to są wody wzgardzone, zimowe ciecze.
Pani w moim sercu, której światło postarza mnie:
obsceniczność i nadzieja to ty.
* * *

W dziupli Boga, o żywa gołębico, zmusiłem cię do lektury ciszy. A ty promieniałaś.
Jesteś cieleśnie w dwóch otchłaniach,
niebieska pośród dwóch śmierci, między dwoma fizycznymi językami.
Ach ostatnia gołębica, listopad już blisko.

* * *

Wszystkie zwierzęta zbierają się w wielkim jęku a ból ich zielony.
Myślisz może o znikaniu, dostrzegam wilgoć na twojej duszy.
Mów do mnie, abym mógł poznać dziewiczość próżnych słów, usłyszeć świst starości, zrozumieć głos pozbawiony nadziei. 

Ryszard Krynicki

1943 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Puertas

una palabra vacua, una palabra impronunciable: tiempo. He aquí
que no recordaste a tiempo aquella lengua y te quedaste
a la sombra del árbol
de la puerta. En el bosque de la ceniza, en la selva cenicienta
encontraste amigos
de ojos de los árboles. En las puertas que abren los rasgos
del rostro. La mujer de la noche te injertó en sí misma. En el bosque
de los muertos, en el bosque de las lenguas muertas
se perdió tu manuscrito, tu cuerpo, nombres
y sueños. Y no los encontraste: esa página
del mundo, la hoja recién arrancada,
ya no se podía leer. Lo que ha quedado, una palabra
vacua: tiempo,
página ilegible

en el acta de acusación

Soberanos de la nada (1985)

Francesca Woodman (1958-1981, EE.UU.)

Drzwi

czcze słowo, słowo nie do wymówienia: czas. Oto
nie przypomniałeś sobie w porę tego języka i zostałeś
w cieniu drzewa
drzwi. W lesie popiołu, w puszczy popielcowej
spotkałeś przyjaciół
o oczach drzew. W drzwiach otwierających rysy
twarzy. Kobieta nocy wcieliła cię w siebie. W lesie
 umarłych, w lesie martwych języków
zginął twój rękopis, twe ciało, imiona
1 sny. Nie odnalazłeś ich jednak: ta strona
świata, karta świeżo wydarta,
była już nie do odczytania. To co pozostało, czcze
słowo: czas,
nieczytelna strona

w akcie oskarżenia

Niepodlegli nicości (1985)

Ryszard Krynicki

1943 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

¿Los poemas? ¿Las voces?
Quejidos cervunos y lobunos.
¿A través de mí fluye el flujo
de la belleza
? Del desaliento y pena.

Por eso callo.

Soberanos de la nada (1985)

Miriam Sweeney Subversion

***

Wiersze? Głosy?
Skargi samie i wilcze.
Przeze mnie płynie strumień
piękności
? Zwątpienia i żalu.

Dlatego milczę.

Niepodlegli nicości (1985)

Amelia Biagioni

1916-2000, Argentina

Acorde

Oh infierno
te agradezco
la causa perdida
la tiniebla entre los dientes
las manos de humo
y esa espalda acosándome.
Te agradezco
el crepúsculo de piedra que no cesa.
Te agradezco
que existas cuando respiro.
Porque eres el recinto
donde encuentro,
retenidos por el ojo y el fuego
los nombres y las formas
de la dicha.

Oh cielo
te he buscado sin tregua sin miedo,
te he perseguido sin piedad,
universo tras universo
hasta en la piedra virgen,
en el feliz cuchillo
y en el cuervo azul
y al fin te hallé
aquí, en el pecho del vacío.
Eres la palabra asombrosa
la que sólo yo escucho
y nada más me deja oír,
la que suena y suena, y suena
y no fue ni será pronunciada.

Trad. Ada Trzeciakowska

Zgoda (Akord)

Och piekło
dziękuję ci
za przegraną sprawę
za mrok między zębami
za dłonie z dymu
i za te nękające mnie plecy.
Dziękuję ci
za nieustający zmierzch z kamienia
Dziękuję ci,
że jesteś gdy oddycham.
Bo strefą jesteś
gdzie mogę odnaleźć
zatrzymane przez oko i ogień
nazwy i formy
szczęścia.

Och niebo
szukałam cię bez wytchnienia bez lęku,
poszukiwałam bez litości,
wszechświat po wszechświecie
nawet w dziewiczym kamieniu,
w szczęśliwym nożu
i w błękitnym kruku
aż końcu odnalazłam cię
tutaj w sercu pustki
Jesteś słowem co oszałamia
a które słyszę tylko ja
i co nic więcej nie pozwala mi usłyszeć
tym, które brzmi i brzmi i brzmi
a nie było i nie będzie wymówione.

Hannah Arendt

1906-1975, Alemania/Estados Unidos

Hoy, 14 de octubre, cumpliría años Hannah Arendt. En La Condición Humana escribe:
“La poesía, cuyo material es el lenguaje, quizás es la más humana y menos mundana de las artes, en la que el producto final queda muy próximo al pensamiento que lo inspiró. El carácter duradero de un poema se produce mediante la condensación, como si el lenguaje hablado en su máxima densidad y concentración fuera poético en sí mismo. En este caso el recuerdo, Mnēmosynē, madre de las musas, se transforma directamente en memoria, y el medio del poeta para lograr la transformación es el ritmo, mediante el cual el poema se fija en el recuerdo casi por sí mismo. Esta contigüidad al recuerdo vivo capacita al poema para permanecer, para retener su carácter duradero, al margen de la página impresa o escrita, y aunque la «calidad» de un poema puede estar sujeta a una variedad de modelos, su «memoriabilidad» determinará de manera inevitable su carácter duradero, es decir, su posibilidad de quedar permanentemente en el recuerdo de la humanidad. De todas las cosas del pensamiento, la poesía es la más próxima a él, y un poema es menos cosa que cualquier otra obra de arte; no obstante, incluso un poema, no importa el tiempo que exista como palabra viva hablada en el recuerdo del bardo y de quienes le escuchan, finalmente será «hecho», es decir, transcrito y transformado en una cosa tangible entre cosas, porque la memoria y el don de recuerdo, de los que surge todo deseo de ser imperecedero, necesita cosas tangibles para recordarlas, para que no perezcan por sí mismas”.

Trad. Alberto Ciria

[5] Cansancio

Crepúsculo vespertino:
quedamente quejumbrosa
suena aún la llamada de los pájaros
que yo creé.
Grises paredes
se derrumban
mientras mis manos
se reencuentran.
Lo que llegué a amar
no puedo asirlo.
Lo que me rodea
no puedo dejarlo.
Todo se hunde.
El crepúsculo se cierne.
Nada puede someterme:
así viene a ser el curso de la vida.

Trad. Anacleto Ferrer

[5] Cansancio

Al caer la tarde –
Un suave lamento
Suena aún en el piar de los pájaros
Que convoqué.
Las paredes cenicientas
Se desmoronan,
Mis manos
Se reencuentran.
Aquello que amé
No lo puedo contener,
Lo que me rodea
No lo puedo abandonar.
Todo declina.
El lubricán asciende.
Nada me domina –
Es el curso de la vida.

[5] Müdigkeit

Dämmernder Abend –
Leise verklagend
Tönt noch der Vogel Ruf
Die ich erschuf.
Graue Wände
Fallen hernieder,
Meine Hände
Finden sich wieder.
Was ich geliebt
Kann ich nicht fassen,
Was mich umgibt
Kann ich nicht lassen.
Alles versinkt.
Dämmern steigt auf.
Nichts mich bezwingt –
Ist wohl des Lebens Lauf.

Tłum. Ada Trzeciakowska

[5] Zmęczenie

Zbliża się wieczór-
W kwileniu ptaków,
które przywołałam
słychać cichą skargę.
Szare ściany
walą się,
moje ręce
odnajdują się.
Tego co kochałam  
nie mogę objąć.
Tego co mnie otacza
nie mogę porzucić.
Wszystko się zapada.
Zmierzch nadciąga.
Nic mnie nie powstrzyma-
to pewnie bieg życia.

Gran Barbara Sukova en papel de Hannah Arendt en la película dirigida por Margarethe von Trotta.

W. S. Merwin

1927-2019, EE. UU

Trad. Ada Trzeciakowska

El nombre del aire

Podría ser como cuando el amado
viejo perro lo encuentra todo más difícil
más difícil respirar y comprender, pero viene
a preguntar si hay algo que se pueda
hacer con esto y vuelve otra vez a
preguntar y permanece ya sin preguntas

Fotografías de Traer Scott

Tłum. Franek Wygoda

Imię powietrza

To mogło być tak gdy staremu
dobremu psu coraz ciężej
oddychać i rozumieć a jednak przychodzi
zapytać czy nie da się czegoś z tym
zrobić i znów przychodzi
pytać i wreszcie tak stoi bez pytania

The name of the air

It could be like that then the beloved
old dog finding it harder and harder
to breathe and understanding but coming
to ask whether there is something that can
be done about it coming again to
ask and then standing there without asking

Ryszard Krynicki

1943 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Lengua es la carne salvaje

A Zbigniew Herbert y a don Cogito

Lengua es la carne salvaje
que crece en la herida,
en la herida abierta de los labios alimentados de la verdad mentida,
lengua, es un corazón destapado, el filo desnudo,
que queda desprotegido, aquella mordaza que reprime
levantamientos de las palabras, es un animal domesticado
con los dientes humanos, lo inhumano que crece dentro de nosotros
y nos sobrepasa, una bandera roja que escupimos
junto a la sangre, lo desdoblado que rodea,
una mentira verdadera que embauca
un niño que aprendiendo la verdad, miente verídicamente.

El piano (1993) de Jane Campion

Język, to dzikie mięso

Panu Zbigniewowi Herbertowi i Panu Cogito

Język, to dzikie mięso, które rośnie w ranie,
w otwartej ranie ust, żywiących się skłamaną prawdą,
język, to obnażone serce, nagie ostrze,
które jest bezbronne, ten knebel, który dławi
powstania słów, to zwierzę oswajane
z ludzkimi zębami, to nieludzkie, co rośnie w nas
i nas przerasta, ta czerwona flaga, którą wypluwamy
razem z krwią, to rozdwojone, co otacza, to
prawdziwe kłamstwo, które mami,
to dziecko, które ucząc się prawdy, prawdziwie kłamie.

Trans. Clare Cavanagh

The Tongue Is Wild Meat

to Mr. Zbigniew Herbert and Mr. Cogito

The tongue is wild meat that grows in wounds,
in the open wounds of lips, feeding on truth helied,
the tongue is a bared heart, a naked blade,
it is defenseless, the gag that stifles
uprisings of words, it is a tamed beast
with human teeth, it is the inhuman that grows in us
and outgrows us, the red flag we spit out
with the blood, the split that engulfs us, the
true lie that seduces,
the child, who, learning truth, truly lies.

Marian Bogusz Treno (1968)