Sharon Olds

1943 – , Estados Unidos

Trad. Fermín Vilela

Los no nacidos

A veces puedo ver, alrededor de nuestras cabezas,
Como mosquitos alrededor de un farol en verano,
Los hijos que podríamos tener,
El brillo tenue de todos ellos.

A veces los siento esperando, adormecidos
En algún vestíbulo –sirvientes, casi–
Escuchando el timbre.

A veces los veo mintiendo como cartas de amor
En la Oficina de Cartas Muertas

Y a veces, como esta noche, de oscuro
Reojo puedo sentir sólo a uno de ellos
Parado al borde de un acantilado frente al mar
En plena oscuridad, estirando sus brazos
Desesperadamente hacia mí.

Fotogramas de El espíritu de la colmena y El sur de Víctor Erice

Tłum. Ada Trzeciakowska

Nienarodzeni

Czasem jakbym dostrzegała wokół naszych głów,
Niby chmarę komarów wokół lamp ulicznych,
Dzieci, które mogliśmy mieć,
Przebłyski ich wszystkich.

Czasem czuję, że czekają, przysypiając
W jakimś przedsionku -usłużne, prawie
Już słyszę dzwonek.

Czasem widzę je jak kłamią niczym listy miłosne
W biurze Martwych Listów

I czasem, jak dziś wieczór, jakiś ciemnym
Szóstym zmysłem przeczuwam, że jedno z nich
W ciemności na skraju morskiego
Urwiska desperacko wyciąga
Do mnie ramiona.

The unborn

Sometimes I can almost see, around our heads,
Like gnats around a streetlight in summer,
The children we could have,
The glimmer of them.

Sometimes I feel them waiting, dozing
In some antechamber – servants, half-
Listening for the bell.

Sometimes I see them lying like love letters
In the Dead Letter Office

And sometimes, like tonight, by some black
Second sight I can feel just one of them
Standing on the edge of a cliff by the sea
In the dark, stretching its arms out
Desperately to me.

Abelardo Sánchez-León

1947 – , Perú

Del roce de nuestras piernas…

Del roce de nuestras piernas asomará un varón o una hembra.
Y tendrá el cabello largo como el heno que acariciamos entre
gritos esta noche.
Esparciremos un blanco semen y goteará en los tejados,
se recostará en los flancos,
girará en la brisa como eco quiñado en nuestras manos.
(Nacimos desnudos y salvajes,
estirándonos gruesos muñones cercenados en el frío de la distancia,
ya calmados del brío fogoso, de la hoguera ardiente,
de la noche cubierta de espasmos y estrellas.
Nacemos removiendo nuestros cuerpos deformes y depilados,
con el viento calmo esperando remover el astillado lecho,
donde los padres se revolcaban con el sudor de las sábanas
entre sus muslos agitados)
De esta noche nacerá un varón o una hembra con el roce
de nuestras piernas.
En tu vientre nutrirás carne tuya con tu propia carne.
Desde la ingle sentirás los dolores
y su cabeza irá creciendo hasta abarcar todo el cuerpo.
Donde vayas irá contigo.
Donde calles callará contigo.
Lo alimentarás con la sangre y la carne.
Y se irá de un tirón cuando estés echada sudando todo el peso
de su silencio.
Déjame acariciar tu piel como agua deslizándose entre mis manos.
Recostar el cuello en el vientre y revolcarnos hasta oscurecer la noche.
Desnudemos nuestros cuerpos con la brisa y que el olor del heno
nos cubra esperando la mañana en el hastío inmóvil.
Sólo nos pertenece esta noche.
Se lo llevarán como nos arrancaron a nosotros de los brazos,
se arrastrará en las calles escalando los elaborados peldaños.
Irá donde tú no vayas.
Dormirá donde tú no duermas.
Está amaneciendo y veo las barbas del tiempo sobre nuestras sombras.
Abrázame: que se aleje con el sudor de los dos cuerpos,
y su piel olerá como el heno de la noche.

Fotogramas de “El espejo” de Andrei Tarkovsky (1975)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Z potarcia naszych nóg…

Z potarcia naszych nóg wyjrzy chłopiec lub dziewczynka.
I będzie mieć włosy długie jak siano które gładziliśmy pośród
krzyków tej nocy.
Rozsiejemy białe nasienie i będzie kapać na dachy,
zalegać na skrzydłach budynków,
wirować na wietrze niczym rozszczepione echo w naszych dłoniach.
(Urodziliśmy się nadzy i dzicy,
wyciągając grube kikuty ścięte chłodem rozdzielenia,
wyciszone już zapał płomienny, żar ogniska,
pokryta spazmami i gwiazdami noc.
Rodzimy się w konwulsjach zdeformowane, bezwłose ciała,
czekające, na spokojnym wietrze, aż usunie się roztrzaskane posłanie,
gdzie rodzice tarzali się w pocie prześcieradeł,
wśród wzburzonych ud)
Z nocy tej narodzi się chłopiec lub dziewczynka przez potarcie naszych nóg.
W brzuchu twoim będziesz żywić ciało twoje własnym ciałem.
Od pachwiny poczujesz ból
a głowa twoja będzie rosła aż obejmie ciało całe.
Gdzie ty, ono pójdzie za tobą.
Gdzie ty, zamilknie wraz z tobą.
Będziesz go odżywiać mięsem i krwią.
I odejdzie nagle, kiedy leżąc będziesz wypacać cały ciężar jego ciszy.
Pozwól mi pogłaskać skórę twoją niczym wodę prześlizgującą się między palcami.
Położyć szyję na brzuchu twoim i tarzać się aż ściemnieje noc.
Obnażmy ciała na na wietrze, niech zapach siana
otuli nas czekających świtu w bezwładzie apatii.
Ta noc tylko do nas należy.
Zabiorą je jak i nas wyrwano z objęć,
będzie wlokło się ulicami wspinając się po misternych stopniach.
Dojdzie tam, gdzie ty nie możesz.
Zaśnie, gdzie ty nie zaśniesz.
Świta i dostrzegam zarost czasu na naszych cieniach.
Obejmij mnie: niech odejdzie wraz z potem naszych ciał,
a jego skóra będzie pachnieć jak siano nocy.