Mirka Szychowiak

1956 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

alguien más

Quiero ser alguien más fuera de mí misma. Algo
me falta en esta relación conmigo a solas. Quizá
un gato que conozca unos lugares mejores donde
subirse y esconderse. Estaría cómoda
en el agua, con un pez no muy carnívoro,
invisible sobre el fondo, fundido con el limo.
Es un estado extraño cuando no quieres esforzarte
por agradarte y debes procurarte otras encarnaciones.
Piensas entonces: podría ser algo
que no necesariamente se mueve, pero que está vivo
y ve y piensa y tiene su lengua, su casa y un pequeño
trozo de tierra, donde nadie jamás podrá entrar
sin preguntar. Esta noche, algún sueño
medio inconsciente me dejó unas ideas.
Las hojeo con impaciencia, pero allí hay
demasiado de mí, demasiadas palabras mías.

Fotografías propia

jeszcze

Chcę być kimś jeszcze oprócz siebie. Czegoś
mi brakuje w tym związku sam na sam. Może
kota, który zna lepsze miejsca, gdzie można
się wdrapać i schować. Dobrze bym się czuła
w wodzie, z jakąś niezbyt mięsożerną rybą,
niewidoczną na dnie, wtopioną w muł.
Dziwny stan, gdy nie chcesz się starać na
swój temat i musisz szukać innych wcieleń.
Myślisz wtedy: mogłabyś być czymś,
co niekoniecznie się rusza, ale jest żywe
i widzi, myśli, ma swój język, dom i mały
kawałek ziemi, gdzie nikt nie wejdzie
bez pytania. Ta noc, jakiś półprzytomny
sen, podrzucił mi kilka pomysłów.
Kartkuję je niecierpliwie, ale tam jest
za dużo mnie, za dużo moich słów.



Mirka Szychowiak

1956 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Suspensión

El mundo se me ha estancado, desalentado.
Aún muestra aplomo, sin embargo, reluce.
La gente se va quedando pasmada. Si la empujas,
se cae. Uno quiere reventar esta quietud,
insinuar algo inofensivamente aterrador.
Los días aletargados se entibian, todo se deshidrata.

Espero a que la noche allane y me
sacuda y arroje dentro de un bullicio.

Fotografía de Katia Chausheva

Zawiesina

Świat mi się zasiedział, zmarkotniał.
Wciąż trzyma fason, ale tylko lśni.
Ludzie nieruchomieją. Popchniesz,
a upadną. Chce się rozerwać ten spokój,
wyjść z czymś niegroźnie przerażającym.
Śpiące dni stygną, odwadnia się wszystko.

Czekam, aż noc się włamie i mną
potrząśnie, porwie w jakiś zgiełk.



Mirka Szychowiak

1956 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

El Chillido

Las aguas decrecen, los días son cada vez más mortales,
los paisajes lloran en soledad. ¿Quién va a injertar
y esparcir esa fuerza, recolectar las gotas, ¿por qué no yo?
Nada se puede dividir por la mitad, ya nada quiere
estar entero y vivo. Lo que era mío, alguien se lo ha llevado sin preguntar.
Cosas encontradas, es todo que tengo ahora. Un paisaje
desecado, ríos vacíos y unos pájaros espantados
con síntomas de carencias afectivas. Qué poco nos
parecemos a todo lo que amo.

Fotos propias (Povedilla)

pisk

Ubywa wody, dni coraz bardziej śmiertelne,
krajobrazy płaczą samotnie. Kto będzie szczepił
i rozsiewał tę moc, zbierał krople, czemu nie ja?
Niczego nie można podzielić na pół, nic już nie chce
być całe i żywe. Co było moje, ktoś zabrał bez pytania.
Rzeczy znalezione, tylko to teraz mam. Wysuszony
pejzaż, puste rzeki i kilka wystraszonych ptaków
z objawami choroby sierocej. Jesteśmy tacy
niepodobni do wszystkiego, co kocham.



Mirka Szychowiak

1956 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Bajísimo

Por favor, lléveme a través de un puente. Que alguien
lo encuentre y pregunte si en la otra orilla tratan a la gente
con ternura. Me enteré por los hombres más sabios que
habían leído sobre tal lugar y les creo. Soñé con zorritos
abandonados por su madre, pequeños zorros flacos. Podría
criarlos y dejarme domesticar. Cuando las palabras se hunden
en la boca, alguien tiene que enseñarme un lenguaje nuevo.
Si fuera menos humano, me sentiría más segura. En alguna parte
hay un puente y unos niños salvajes abandonados, ciegos como yo.
Y torpes. Podríamos gemirnos el uno al otro por nuestros nombres,
crecer juntos.

Fotografía de Katerina Plotnikova

Najniżej

Proszę mnie przeprowadzić przez jakiś most. Niech ktoś
go znajdzie i zapyta czy po drugiej stronie traktuje się ludzi
z czułością. Słyszałam od mądrzejszych, że czytali o takim
miejscu i ja im wierzę. Śniły mi się porzucone przez matkę
małe, chude lisy. Mogłabym je wychować i dać się oswoić.
Kiedy słowa toną w ustach, ktoś musi mnie nauczyć nowego
języka. Gdyby był mniej ludzki, czułabym się pewniej.
Jest gdzieś taki most i porzucone dzikie dzieci, jak ja ślepe
I niezdarne. Moglibyśmy na siebie piszczeć po imieniu,
razem dorastać.