Sharon Olds

1943 – , Estados Unidos

Trad. Inés Garland e Ignacio Di Tullio

Estudio Bíblico: 71 a.C.

Después de derrotar a la armada de Espartaco
Marco Licinio Craso
crucificó 6000 hombres.
Eso dicen los documentos,
como si hubiera clavado los 18.000
clavos él mismo. Me pregunto cómo
se sintió, ese día, si salió a la intemperie
entre ellos, si caminó por esos bosques
humanos. Creo que se quedó en su tienda
y bebió, y quizás copuló,
oyendo las canciones en su honor,
la sintonía de instrumentos de viento
que estaba haciendo él de una sola vez,
elevado a la potencia de seis mil.
Y quizás se asomó, a veces,
para ver las filas de instrumentos,
su huerto, la tierra erizada con eso
como si un parche en su cerebro le picara
y ésta fuera su manera de rascarse
directamente. Quizás le dio placer,
y un sentido de equilibrio, como si hubiera sufrido,
y ahora encontrara una compensación,
y una voz. Hablo como un monstruo,
alguien que hoy en día ha pensado largamente
en Craso, en su éxtasis por no sentir nada
cuando otros sienten
tanto, su ardiente levedad de espíritu
por ser libre de caminar por ahí
mientras otros son crucificados sobre la tierra.
Puede haber sido el día más feliz
de su vida. Si se hubiera cortado
la mano con una copa de vino, dudo que hubiera
tomado conciencia de lo que estaba haciendo.
Es aterrador pensar en él que ve de repente
lo que él era, pensar que corre
hacia afuera, para tratar de bajarlos,
un hombre para salvar 6000.
Si hubiera podido bajar uno,
y verle los ojos cuando el nivel de dolor
caía como en un vuelo repentino hacia el placer,
¿no habría eso abierto en él
el terror feroz de entender al otro? Pero entonces habría tenido
5999
más. Posiblemente casi nunca
pasa, que un Marco Craso
tome conciencia. Creo que durmió, y se despertó
al sueño de su conciencia, levantó la abertura de su carpa
y miró lentamente hacia afuera, a los susurros y crujidos
de su prado viviente —suyo, como un órgano
externo, un corazón.

Obra de Eugeniusz Get Stankiewicz (1976) Hazlo tú mismo

Tłum. Ada Trzeciakowska

Studia biblijne: 71 p.n.e

Po tym jak Marcus Licinius Crassus
pokonał armię Spartakusa,
ukrzyżował 6,000 ludzi.
Tak mówią zapiski,
jak gdyby sam wbił 18 000
gwoździ. Zastanawiam się, jak
czuł się tego dnia, czy wyszedł na zewnątrz
do nich, czy przechadzał się po tym ludzkim
lesie. Myślę, że został w namiocie
i pił, może kopulował,
słysząc pieś śpiewaną dla niego,
dostrajał drewniane flety,
zdalnie, do mocy sześciu tysięcy.
Może czasem zerkał na zewnątrz,
na szpalery instrumentów,
swój sad, ziemię nim porośniętą,
jak gdyby swędział go plaster w mózgu,
a to był sposób na podrapanie się
własnymi rękami. Może sprawiało mu to przyjemność,
i dawało poczucie równowagi, jak gdyby do tej pory cierpiał,
a teraz powetował sobie za krzywdę, znalazł
dla niej wyraz. Mówię jak potwór,
jak ktoś, kto dziś długo myślał
o Krassusie, jego ekstazie w odczuwaniu
pustki, podczas gdy pozostali czuli
tak wiele, jego gorącej lekkości ducha,
cieszeniem się swobodą ruchu,
podczas gdy inni przygwożdżeni tkwili nad ziemią.
To mógł być najszczęśliwszy dzień
w jego życiu. Gdyby nagle skaleczył się
w rękę kielichem wina, wątpię, by ocknął się i
zdał sobie sprawę z tego, co robi.
Przerażająca jest myśl o tym, że nagle
widzi, czym się stał, myśl o tym, że wybiega
na zewnątrz i stara się ich zdjąć,
jeden człowiek ratujący 6000.
Gdyby mógł opuścić chociaż jednego,
zobaczyć jego oczy, gdy poziom bólu
spadł jak nagły skok w przyjemność,
czy to nie otworzyłoby go na
dziką grozę zrozumienia
drugiego człowieka? Ale wtedy miałby
5,999
do zdjęcia. Jest mało prawdopodobne,
by Marcus Krassus się obudził. Myślę, że się zdrzemnął, i obudzono go
do jego snu, który stał się rzeczywistością, uniósł wtedy rąbek zasłony,
stanął i zapatrzył się na szumiące, skrzypiące
żywe pole – swoje własne, niczym zewnętrzny
organ, serce.

BIBLE STUDY: 71 B.C.E

After Marcus Licinius Crassus
defeated the army of Spartacus,
he crucified 6,000 men.
That is what the records say,
as if he drove in the 18,000
nails himself. I wonder how
he felt, that day, if he went outside
among them, if he walked that human
woods. I think he stayed in his tent
and drank, and maybe copulated,
hearing the singing being done for him,
the woodwind-tuning he was doing at one
remove, to the six-thousandth power.
And maybe he looked out, sometimes,
to see the rows of instruments,
his orchard, the earth bristling with it
as if a patch in his brain had itched
and this was his way of scratching it
directly. Maybe it gave him pleasure,
and a sense of balance, as if he had suffered,
and now had found redress for it,
and voice for it. I speak as a monster,
someone who today has thought at length
about Crassus, his ecstasy of feeling
nothing while so much is being
felt, his hot lightness of spirit
in being free to walk around
while other are nailed above the earth.
It may have been the happiest day
of his life. If he had suddenly cut
his hand on a wineglass, I doubt he would
have woken up to what he was doing.
It is frightening to think of him suddenly
seeing what he was, to think of him running
outside, to try to take them down,
one man to save 6,000.
If he could have lowered one,
and seen the eyes when the level of pain
dropped like a sudden soaring into pleasure,
wouldn’t that have opened in him
the wild terror of understanding
the other? But then he would have had
5,999
to go. Probably it almost never
happens, that a Marcus Crassus
wakes. I think he dozed, and was roused
to his living dream, lifted the flap
and stood and looked out, at the rustling, creaking
living field—his, like an external
organ, a heart.

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

DON COGITO Y LA IMAGINACIÓN

1

Don Cogito nunca acabó de fiarse 
de los artificios de la imaginación

el piano en la cumbre de los Alpes 
tocaba para él falsos conciertos

no apreciaba los laberintos 
la esfinge le inspiraba aversión

vivía en una casa sin sótano 
espejos ni dialéctica

las junglas de imágenes embarulladas 
no constituían su patria

si alguna vez se elevaba 
en las alas de la metáfora 
era para después caer como Ícaro 
en los brazos de la Gran Madre

adoraba las tautologías 
la explicación
ídem per idem

que el pájaro es pájaro 
la esclavitud esclavitud 
el cuchillo es cuchillo 
la muerte muerte

amaba
los horizontes planos 
la línea recta 
la atracción terrestre

2

Don Cogito quedará encuadrado 
en la categoría  minores

con indiferencia recibirá el veredicto 
de los venideros estudiosos de la letra

de la imaginación se servía 
para fines totalmente distintos

quería hacer de ella 
un instrumento para la compasión

anhelaba comprender a fondo

–  la noche de Pascal
–  la naturaleza del diamante
–  la melancolía de los profetas
–  la cólera de Aquiles
–  la demencia de los genocidas
–  los sueños de María Estuardo
–  el pavor de los neandertales
–  la desesperación de los últimos aztecas
–  la larga agonía de Nietzsche
–  la alegría del pintor de Lascaux
–  el auge y decadencia del roble
–  el auge y decadencia de Roma

revivir por tanto a los muertos 
preservar la alianza

la imaginación de Don Cogito 
sigue un movimiento pendular

con precisión hace el recorrido 
desde el sufrimiento hasta el sufrimiento

no hay en ella lugar
para los fuegos artificiales de la poesía

él querría permanecer fiel 
a su incierta claridad

Pan Cogito i wyobraźnia

1

Pan Cogito nigdy nie ufał
sztuczkom wyobraźni

fortepian na szczycie Alp
grał mu fałszywe koncerty

nie cenił labiryntów
sfinks napawał go odrazą

mieszkał w domu bez piwnic
luster i dialektyki

dżungle skłębionych obrazów
nie były jego ojczyzną

unosił się rzadko
na skrzydłach metafory
potem spadał jak Ikar
w objęcia Wielkiej Matki

uwielbiał tautologie
tłumaczenie
idem per idem

że ptak jest ptakiem
niewola niewolą
nóż jest nożem
śmierć śmiercią

kochał
płaski horyzont
linię prostą
przyciąganie ziemi

2

Pan Cogito będzie zaliczony
do gatunku minores

obojętnie przyjmie wyrok
przyszłych badaczy litery

używał wyobraźni
do całkiem innych celów

chciał z niej uczynić
narzędzie współczucia

pragnął pojąć do końca

– noc Pascala
– naturę diamentu
– melancholię proroków
– gniew Achillesa
– szaleństwa ludobójców
– sny Marii Stuart
– strach neandertalski
– rozpacz ostatnich Azteków
– długie konanie Nietzschego
– radość malarza z Lascaux
– wzrost i upadek dębu
– wzrost i upadek Rzymu

zatem ożywiać zmarłych
dochować przymierza

wyobraźnia Pana Cogito
ma ruch wahadłowy

przebiega precyzyjnie
od cierpienia do cierpienia

nie ma w niej miejsca
na sztuczne ognie poezji

chciałby pozostać wierny
niepewnej jasności

Fotogramas de Umberto D (1952) de Vittorio De Sica, cúspide del neorrealismo

Transl.  Alissa Valles

Mr Cogito And The Imagination

1

Mr Cogito has never trusted
the tricks of the imagination

the piano at the top of the Alps
played concerts false to his ear

he had no regard for labyrinths
the Sphinx filled him with disgust

he lived in a cellarless house
without mirrors or dialectics

jungles of tangled images
were never his homeland

he rarely got carried away
on the wings of a metaphor
he then plunged like Icarus
into the arms of the Great Mother

he adored tautologies
explanations
idem per idem

a bird is a bird
slavery slavery
a knife a knife
death is death

he loved
a flat horizon
a straight line
earth’s gravity

2

Mr Cogito
will be counted
among the species minores

he will receive indifferently
the verdict of men of letters

he employed the imagination
for wholly different purposes

he wanted to make of it
an instrument of compassion

he longed to understand fully

—Pascal’s night
—the nature of a diamond
—the prophets’ melancholy
—the wrath of Achilles
—the fury of mass murderers
—the dreams of Mary Stuart
—the fear of Neanderthals
—the last Aztecs’ despair
—Nietzsche’s long dying
—the Lascaux painter’s joy
—the rise and fall of an oak
—the rise and fall of Rome

in order to revive the dead
and maintain the covenant

Mr Cogito’s imagination
moves like a pendulum

it runs with great precision
from suffering to suffering

there is no place in it
for poetry’s artifical fires

he wants to be true
to uncertain clarity

Jaroslav Seifert

1901-1986, Chequia

Premio Nobel de Literatura en 1984, Seifert escribió este poema en reacción a la traición del Occidente al firmar los acuerdos de Múnich en 1938. Sin embargo, he elegido este poema pensando en la situación tan dramática que vive la India donde el coronavirus siembra la muerte y el exilio y la escasa e insuficiente ayuda internacional que recibe estos días.

Trad. Clara Janés

Apagad las luces

En silencio. Que no se caiga el rocío
que tiembla en la punta misma de las pestañas;
sin hacer ruido. silenciosamente. sin patetismo,
a aquella noche le digo: no fuiste de las peores.

Con las alas de la guarda
de las tinieblas, no nos envolvió tu ángel,
que con nosotros estaba, oh noche seria
después de frívolas noches, con violencia.

Y el grito que por tu alfombra se extiende
cuando de horror las manos nos estrechamos,
ese espantoso grito que puede oír cualquiera todavía,
una llamada dulce es para mí.

¡Apagad las luces! que no se caiga el rocío
que tiembla en la punta misma de las pestañas;
sin hacer ruido, silenciosamente, sin patetismos,
digo: cuál, cuál era la claridad
de aquella noche en que todo oscureció,
en que todos como sombras
en su tronco se encogieron.
Sé bien, sé muy bien que entonces hubiera sido mejor
oír el estruendo.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zgaście światła

Tylko po cichu, aby nie strącić rosy,
co drży na koniuszkach rzęs,
tylko po cichu, bez patosu, byle w ciszy,
mówię do nocy: Nie byłaś

z tych najstraszniejszych. Opiekuńczych
skrzydeł twych mrokiem nagle nas otulił,
poważna nocy po tylu lekkomyślnych,
anioł, który z nami był,

A okrzyk, który toczył się po twym pluszu,
kiedy ze grozą rozcieraliśmy dłonie,
ten straszny krzyk, do dziś dociera do uszu
brzmi mion dziś jak słodkie wołanie.

Zgaście światła! Aby nie strącić rosy,
co drży na koniuszkach rzęs,
tylko po cichu, bez patosu, byle w ciszy,
mówię sobie: “Jaka, jaka jasność to jest?

w tę noc, kiedy wszystko pociemniało.
a każdy jak cień był skulonym pniem!
Wiem, wiem, że lepiej by wtedy było
by noc buchnęła dudnieniem.

Zhasněte světla

Jen potichu, tak abych nestřás rosu,
jež zachvěla se na konečcích řas,
jen potichu, jen tiše, bez patosu
té noci říkám: Nebylas

z těch nejstrašnějších. Do perutí strážných
tvé tmy nás prudce zahalil,
ty noci vážná po těch lehkovážných,
anděl, jenž s námi byl.

A pokřik, jenž se válel po tvém plyši,
když hrůzu tvou jsme mnuli ve dlani,
ten strašný křik, jejž podnes kdekdo slyší,
 ten zní mi dnes jak sladké volání.

Zhasněte světla! Abych nestřás rosu,
jež zachvěla se na konečcích řas,
 jsem potichu, jen tiše bez patosu
si říkám: Jaký, jaký to byl jas

v té noci, když se všechno zatemnilo
a každý jako stín se schoulil ke kmeni!
já vím, já vím, že líp by tenkrát bylo
zaslechnout dunění.


Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Ada Trzeciakowska

Fragmento de la entrevista con Charles Simic por Grzegorz Jankowicz (2011).

Mis primeros poemas aparecieron en 1959. Son muy diferentes entre sí, como si no hubieran sido escritos por el mismo autor. En ese momento, así es como escribía. Estaba abandonando a Crane por Whitman, a Whitman por Pound. Bajo la influencia de este último, por ejemplo, escribí un poema de 80 páginas sobre la Inquisición española.
Un tema sorprendente, teniendo en cuenta que separa la historia como relato de los grandes acontecimientos de la narración poética que se ocupa de los individuos y de los acontecimientos secundarios. A pesar de este claro enaltecimiento de lo individual, su poesía es a menudo impersonal…
Sí, sobre todo en mis primeros poemas. Estaba terriblemente cansado de los poetas que decían repetidamente: hago esto, hago aquello.
Esa forma poética impersonal fue una reacción a la moda de aquella época. Esto no quiere decir que en los 50 años en los que escribo y publico poemas nunca haya hablado en mi nombre o sobre mis propias experiencias. Lo he hecho muchas veces. Pero, sobre todo, he intentado compartir con el lector alguna experiencia poética sin aburrirle con cuentos sobre mis problemas.
Te gusta decir que toda la poesía auténtica es, de hecho, antipoesía.
Los poetas han dicho o escrito algunas de las cosas más estúpidas y vergonzosas de la historia del mundo, a la vez que han añadido algunas de las más bellas. Me gustan los poemas que miran con recelo los sentimientos poéticos y la retórica elevada. Los ignoran deliberadamente. Cuando el lector espera flores de papel y fruta artificial, le doy un plato de salchichas y pepinillos.
También le interesa la poesía porque complica los planes de los filósofos. ¿Cómo consigue hacerlo?
A la poesía le atormenta el miedo a la abstracción. Le interesa más el dedo meñique de la amante que cualquier teoría del universo. Insiste en que la única verdad de la que disponemos es la del momento intensamente vivido. Los poemas saben muy bien que la vida es caótica, llena de contradicciones, que las preguntas importantes siguen sin respuesta. Estoy hablando de la poesía lírica, que es el tipo de escritura que más me interesa.
Me encanta la mezcla de la tragedia y la comedia, no sólo en la poesía, sino también en cualquier relato, porque de su choque surge la imagen de la condición humana. Todavía hay gente que piensa que un poema que evoca la risa es de categoría baja. Piensan, tan equivocados, que para ser serio y prudente hay que evitar la risa como el mayor de los males.

Fragment wywiadu z Charles Simicem z 2011 roku, autor Grzegorz Jankowicz

Moje pierwsze wiersze ukazały się w 1959 r. Bardzo się między sobą różnią, jakby nie zostały napisane przez tego samego autora. W tamtym okresie tak właśnie pisałem. Crane’a porzucałem dla Whitmana, Whitmana dla Pounda. Pod wpływem tego ostatniego napisałem na przykład 80-stronicowy poemat o hiszpańskiej Inkwizycji!
Zaskakujący temat, biorąc pod uwagę, że oddziela Pan od siebie historię jako opowieść o wielkich wydarzeniach i narrację poetycką, która zajmuje się jednostkami oraz zdarzeniami pobocznymi. Pomimo tak wyraźnej nobilitacji tego, co jednostkowe, Pańska poezja bywa często bezosobowa…
Dotyczy to zwłaszcza moich wczesnych wierszy. Byłem potwornie zmęczony twórczością poetów powtarzających w kółko: robię to, robię tamto.
Bezosobowa forma poetycka była reakcją na obowiązującą podówczas modę pisarską. Nie oznacza to wcale, że w ciągu tych 50 lat, w trakcie których pisałem i publikowałem wiersze, nigdy nie mówiłem w swoim imieniu czy o własnych doświadczeniach. Robiłem to wielokrotnie. Ale ponad wszystko starałem się podzielić z czytelnikiem pewnym doświadczeniem poetyckim, nie zanudzając go przy tym opowieściami o moich problemach.
Powiada Pan z upodobaniem, że wszelka autentyczna poezja jest w istocie antypoezją.
Poeci powiedzieli lub zapisali niektóre spośród najgłupszych i najbardziej żenujących rzeczy w historii świata, dodając do tego również kilka najpiękniejszych. Lubię te wiersze, które z podejrzliwością odnoszą się do poetyckich uczuć i podniosłej retoryki. Rozmyślnie je lekceważą. Gdy czytelnik spodziewa się papierowych kwiatów i sztucznych owoców, daję mu talerz kiełbasek i pikli.
Interesuje się Pan poezją także z tego powodu, że komplikuje ona szyki filozofom. Jak udaje się jej ta sztuka?
Poezję nęka strach przed abstrakcją. Bardziej ją interesuje mały palec kochanki niż jakaś teoria wszechświata. Z uporem twierdzi, że jedyną dostępną nam prawdą jest prawda intensywnie przeżywanej chwili. Wiersze doskonale wiedzą, że życie jest chaotyczne, pełne sprzeczności, że ważne pytania pozostają bez odpowiedzi. Mówię teraz o poezji lirycznej, ma się rozumieć, czyli o tym rodzaju pisania, który interesuje mnie najbardziej.
Uwielbiam mieszankę tragizmu i komizmu – nie tylko w poezji, ale także w każdej opowieści, albowiem z ich zderzenia powstaje obraz ludzkiej kondycji. Wciąż słyszymy o ludziach, którym wydaje się, że wiersz wywołujący śmiech należy do pośledniejszego sortu. Myślą – jakże niesłusznie! – że aby być poważnym i roztropnym, trzeba unikać śmiechu jak największego zła.

Martin Niemöller

1892-1984, Alemania

Niemöller, pastor luterano, inicialmente apoyó a Hitler y su discurso anticomunista, nacionalista y antisemita. En 1933 se opuso a la política totalitaria de la homogenización de las iglesias protestantes que pretendía excluir a los files con antepasados judíos. Arrestado y juzgado en varias ocasiones por la Gestapo, fue internado en campos de concertación durante siete años. Después de su liberación Niemöller desempeñó un papel preponderante en los movimientos pacifistas europeos.

Niemöller menciona​ que no se trataba originalmente de un poema, sino del sermón ¿Qué hubiera dicho Jesucristo?, pronunciado en la Semana Santa de 1946 en Kaiserslautern (Renania-Palatinado, Alemania). Este poema se atribuye de forma errónea, en muchos idiomas, al dramaturgo y poeta alemán Bertolt Brecht.

Cuando los nazis vinieron por los comunistas

Cuando los nazis vinieron a llevarse a los comunistas,
guardé silencio,
ya que no era comunista,

Cuando encarcelaron a los socialdemócratas,
guardé silencio,
ya que no era socialdemócrata,

Cuando vinieron a buscar a los sindicalistas,
no protesté,
ya que no era sindicalista,

Cuando vinieron a llevarse a los judíos,
no protesté,
ya que no era judío,

Cuando vinieron a buscarme,
no había nadie más que pudiera protestar.

Fragmento de No seas tonto cortometraje de propaganda producido por el Departamento de Guerra de los Estados Unidos en 1943, de mensaje antirracista y antifascista. 

Martin Niemöller, niemiecki pastor luterański, teolog i działacz antynazistowski. Był zwolennikiem niezależności ideowej i organizacyjnej Kościoła od państwa. Po II wojnie stał się radykalnym działaczem na rzecz pokoju i rozbrojenia. Tekst wiersza pierwotnie miał być kazaniem, wygłoszonym w 1946. Istnieje kilka wersji wiersza, dodatkowo należy zaznaczyć, że często błędnie przypisuje się autorstwo Bertoltowi Brechtowi.

Kiedy naziści przyszli po komunistów

Kiedy naziści przyszli po komunistów,
milczałem,
nie byłem komunistą.

Kiedy zamknęli socjaldemokratów,
milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.

Kiedy przyszli po związkowców,
 nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.

Kiedy przyszli po Żydów,
 milczałem,
nie byłem Żydem.

Kiedy przyszli po mnie,
nie było już nikogo,
kto mógłby zaprotestować.

Imágenes de La noche de los cristales rotos, 9-10 de noviembre de 1938 en Alemania y Austria / Noc Kryształowa

Als die Nazis die Kommunisten holten

Als die Nazis die Kommunisten holten,
habe ich geschwiegen;
ich war ja kein Kommunist.

Als sie die Sozialdemokraten einsperrten,
habe ich geschwiegen;
ich war ja kein Sozialdemokrat.

Als sie die Gewerkschafter holten,
habe ich nicht protestiert;
ich war ja kein Gewerkschafter.

Als sie die Juden holten,
habe ich nicht protestiert;
ich war ja kein Jude.

Als sie mich holten,
gab es keinen mehr, der protestieren konnte.

Anna Ajmátova

1889-1966, Rusia

Trad. José Manuel Prieto González

***

Llega la noche y en el oscuro cielo
donde no hace tanto el templo de Jerusalén
brillaba misterioso y magnífico,
tan sólo dos estrellas brillan entre confusas ramas,
y la nieve no parece caer, sino
volar de todos lados despegándose del suelo,
perezosa, cariñosa y con cautela.
Aquella tarde fue extraño mi paseo:
cuando salí, golpeó mi vista
una luz transparente en los rostros, en las casas,
como si por doquier yacieran pétalos
de aquellas rosáceas-amarillas diminutas rosas
cuyo nombre ahora he olvidado.
El aire seco, quieto, de la helada
tanto guardaba y mimaba cada sonido
que pensé por un momento: no existe ya el silencio.
Y sobre el puente, a través del oxidado barandal
los niños metían sus manos enfundadas en guantes
y daban de comer a hambrientos patos de variadas pintas
que se bañaban en un agujero de hielo, negro como tinta.
Y me dije: no puede ser que alguna
vez llegue a olvidar esto.
Y si me espera un camino difícil
ésta es la carga, ligera, que se aviene a mis fuerzas,
que podré llevar conmigo: y en la vejez, enferma,
quizá en la indigencia, recordar
este ocaso llameante, cuán plena era
mi alma entonces, y cuánto encanto encerraba la vida.

(1914-1916)

Floating de Astrid Kruse Jansen

Tłum. Ada Trzeciakowska

***

Zmierzcha się, a na ciemnobłękitnym niebie
Gdzie do niedawna świątynia jerozolimska
tajemniczym lśniła blaskiem,
Tylko dwie gwiazdy nad plątaniną gałęzi
A śnieg pada choć nie z góry,
lecz jakby z ziemi podnosił się,
Leniwy, ostrożny i czuły.
Niezwykły tego dnia był to spacer.
Kiedy wyszłam, oślepiła mnie
Przejrzysta poświata na rzeczach i twarzach
Jakby wszędzie leżały płatki
tych żółto-różowych, małych róż
których nazwy zapomniałam.
Bezwietrzne, suche, mroźne powietrze
tak każdy dźwięk pieści i chroni,
że wydało się, że ciszy nie ma.
A na moście, przez zardzewiałą balustradę
wysuwając drobne rączki w rękawiczkach
Dzieci karmiły wygłodniałe, pstrokate kaczki,
które kłębiły się w atramentowym przeręblu.
Pomyślałam: to niemożliwe
bym kiedykolwiek o tym zapomniała.
A jeśli czeka mnie ciężka droga,
Oto niewielki ciężar, który w mej mocy
ze sobą wziąć, aby na starość, w chorobie
i biedzie może – móc wspominać
płomienny zachód słońca, pełnię
duchowych sił i słodycz minionych dni.

(1914-1916)

***

Смеркается, и в небе темно-синем,
Где так недавно храм Ерусалимский
Таинственным сиял великолепьем,
Лишь две звезды над путаницей веток,
И снег летит откуда-то не сверху,
А словно подымается с земли,
Ленивый, ласковый и осторожный.
Мне странною в тот день была прогулка.
Когда я вышла, ослепил меня
Прозрачный отблеск на вещах и лицах,
Как будто всюду лепестки лежали
Тех желто-розовых некрупных роз,
Название которых я забыла.
Безветренный, сухой, морозный воздух
Так каждый звук лелеял и хранил,
Что мнилось мне: молчанья не бывает.
И на мосту, сквозь ржавые перила
Просовывая руки в рукавичках,
Кормили дети пестрых жадных уток,
Что кувыркались в проруби чернильной.
И я подумала: не может быть,
Чтоб я когда-нибудь забыла это.
И если трудный путь мне предстоит,
Вот легкий груз, который мне под силу
С собою взять, чтоб в старости, в болезни,
Быть может, в нищете – припоминать
Закат неистовый, и полноту
Душевных сил, и прелесть милой жизни.

(1914-1916)

Adam Zagajewski

1945 – 2021 , Polonia

IN MEMORIAM

*Somos pasto del tiempo, cada día nos estamos ejercitando en el arte de perder lo que más amamos (como lo cuenta E. Bishop con cierta dosis de ironía). No hay día en el que el horizonte no se oscurezca por las sombras de las guerras, las desgracias, las catástrofes naturales, enfermedad, la presión social que nos oprime. Esta es la realidad más contigua, el mundo donde trata de sobrevivir un ser contemporáneo sometido a una crisis continua. El poeta polaco Adam Zagajewski, lo describe como mundo herido, mutilado. Sin embargo, trascender nos lleva a descubrir que tampoco el ángel, criatura limítrofe y fronteriza, nos oye. Trascender, por tanto, tampoco trae alivio. Lo único que nos queda, insinúa Rilke y tras él, Zagajewski, es alabar la belleza trágica de nuestra circunstancia:

Trad. Xavier Farré

Intenta celebrar el mundo mutilado

Intenta celebrar el mundo mutilado.
Recuerda los largos días de junio
y las fresas silvestres, las gotas de vino rosé.
Las ortigas, que con esmero cubrían
las fincas abandonadas de los exiliados.
Tienes que celebrar el mundo mutilado.
Mirabas los yates y los barcos lujosos;
uno de ellos tenía un largo viaje por hacer,
a otros sólo les aguardaba un vacío salado.
Has visto a refugiados con rumbo a ninguna parte,
has oído a verdugos que cantaban con gozo.
Deberías celebrar el mundo mutilado.
Recuerda los momentos cuando estabais juntos,
en una habitación blanca se movió la cortina.
Que tu pensamiento vuelva al concierto cuando estalló la música.
Durante el otoño cogías bellotas en el parque
mientras las hojas se arremolinaban en las cicatrices de la tierra.
Celebra el mundo mutilado,
y la pluma gris que un tordo ha perdido,
y la luz delicada que yerra y desaparece
y regresa.

Mi videopoema, trabajo hecho los últimos días,una manera de alabar y celebrar el mundo

*Padamy łupem czasu, każdego dnia ćwiczymy się w sztuce utraty tego, co najbardziej kochamy (jak twierdzi E. Bishop z pewną dozą ironii). Nie ma dnia, w którym horyzont nie rysowałby się ciemniej przez widmo wojen, nieszczęść, katastrof naturalnych, presji społecznej chorób. To najbliższa nam rzeczywistość, świat, w którym istota współczesna pogrążona w bezustannym kryzysie próbuje przetrwać. Polski poeta Adam Zagajewski opisuje go jako okaleczony świat. Jednak próby transcendencji prowadzą nas do odkrycia, że ​​Rilkeański anioł, stworzenie żyjące na pograniczu dwóch wymiarów, również nas nie słyszy. Dlatego też poszukiwanie transcendencji również nie przynosi ulgi. Jedyne, co nam pozostało, insynuuje Rilke, a za nim, Zagajewski, jest opiewanie tragicznego piękna naszych okoliczności. Szczególnie w tym trudnym momencie, kiedy pandemia znaczy nas w sposób nieodwołalny.

Spróbuj opiewać okaleczony świat

Spróbuj opiewać okaleczony świat.
Pamiętaj o długich dniach czerwca
i o poziomkach, kroplach wina rosé.
O pokrzywach, które metodycznie zarastały
opuszczone domostwa wygnanych.
Musisz opiewać okaleczony świat.
Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
na inny czekała tylko słona nicość.
Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
Powinieneś opiewać okaleczony świat.
Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
w białym pokoju i firanka poruszyła się.
Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
a liście wirowały nad bliznami ziemi.
Opiewaj okaleczony świat
i szare piórko, zgubione przez drozda,
i delikatne światło, które błądzi i znika
i powraca.

Moja adaptacja wiersza Adama Zagajewskiego. Wideo montowane już w tych trudnych chwilach pandemii, moja próba opiewania świata, który cierpi.

*We become prey to time , every day we are exercising ourselves in the art of losing what we love the most (as E. Bishop tells us with a certain dose of irony). There is no day when the horizon is not darkened by the shadows of wars, misfortunes, natural disasters, the social pressure that oppresses us. This is the most contiguous reality, the world where a contemporary being in continual crisis tries to survive. The Polish poet Adam Zagajewski describes it as a wounded, mutilated world. However, transcending leads us to discover that the angel, a bordering creature, does not hear us. Therefore, transcending does not bring relief either. All that remains, Rilke insinuates and with him, Zagajewski, is to praise the tragic beauty of our circumstance. Especially in these days that are marking us forever.

Trans. Clare Cavanagh

Try to praise the mutilated world

Try to praise the mutilated world.
Remember June’s long days,
and wild strawberries, drops of rosé wine.
The nettles that methodically overgrow
the abandoned homesteads of exiles.
You must praise the mutilated world.
You watched the stylish yachts and ships;
one of them had a long trip ahead of it,
while salty oblivion awaited others.
You’ve seen the refugees going nowhere,
you’ve heard the executioners sing joyfully.
You should praise the mutilated world.
Remember the moments when we were together
in a white room and the curtain fluttered.
Return in thought to the concert where music flared.
You gathered acorns in the park in autumn
and leaves eddied over the earth’s scars.
Praise the mutilated world
and the gray feather a thrush lost,
and the gentle light that strays and vanishes
and returns.

My adaptation of these poem, my attempt to praise the world that suffers in a pandemic moment.

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

PENSAMIENTOS DE DON COGITO SOBRE LA SANGRE

1

Don Cogito
leyendo un libro
sobre los horizontes de la ciencia
la historia del progreso intelectual
desde las tinieblas del fideísmo
hasta la luz de la sabiduría
se topó con un episodio
que ensombreció
su horizonte privado
con un nubarrón

una buena postilla
a la crasa historia
de los fatídicos errores de la humanidad

durante muchísimo tiempo
se mantuvo la convicción
de que el hombre porta consigo
una considerable reserva de sangre

un barrilete abombado
de veinte y pico litros
– una nadería

a partir de aquí es fácil entender
las desbordantes descripciones de batallas
los campos rojos como coral
las impetuosas corrientes de crúor
el cielo que repite
abyectas hecatombes

y asimismo un universal
tratamiento médico
al enfermo
se le abría una arteria
y alegremente se dejaba caer
el valioso fluido
sobre una palangana de estaño

no todos lo aguantaban
Descartes agonizante susurró
Messieurs épargnez

2

ahora sabemos con exactitud
que por el cuerpo de cada persona

ya condenado o verdugo
circulan apenas
unos cuatro o cinco litros
de aquello que fuera llamado
alma del cuerpo

unas pocas botellas de borgoña
un jarrón
solo un cuarto
de la capacidad de un cubo

poco

a Don Cogito
le sorprende en su ingenuidad
que este descubrimiento
no provocara una revolución
en el ámbito de las costumbres

cuando menos debería haber fomentado
un ahorro juicioso

ya no se puede como antes
malgastarla y derrocharla

en los campos de batallas
en las plazas de las ejecuciones

en verdad que hay muy poca
menos que agua petróleo
que reservas energéticas

sin embargo sucedió algo bien distinto
se extrajeron unas consecuencias ignominiosas

en vez de moderación
derroche

tan ajustada medición
reforzó a los nihilistas
y dio mayores bríos a los tiranos
ahora saben con precisión
que el hombre es frágil
y fácilmente se puede desangrar

cuatro cinco litros
es una cantidad insignificante

así pues el triunfo de la ciencia
no comportó nutrición espiritual alguna
ni principio de comportamiento
ni norma moral

constituye muy pequeño consuelo
piensa Don Cogito
que los esfuerzos de los investigadores
no puedan cambiar el curso de los acontecimientos

tienen prácticamente el mismo peso
que el suspiro de un poeta

y la sangre
sigue corriendo

supera el horizonte del cuerpo
las fronteras de la fantasía

– quizá esté por venir un diluvio

Transl. John Carpenter and Bogdana Carpenter

Mr. Cogito Thinks About Blood

1

Reading a book
on the horizons of science
the history of the progress of thought
from the murk of faith
to the light of knowledge
Mr. Cogito came upon an episode
that has darkened
his private horizon
with a cloud

a tiny contribution
to the obese history
of fatal human errors

for a long time
the conviction persisted
man carries in himself
a sizable reservoir of blood

a squat barrel
twenty-odd liters –
a trifle

from this we can understand
the effusive descriptions of battles
fields red as coral

gushing torrents of gore
a sky that repeats
infamous hecatombs

and also the universal
method of cure

the artery
of a sick man was opened
and the precious liquid
let lightheartedly out
into a tin basin

not everyone lived through it
Descartes whispered in agony
messieurs épargnez –

2

now we know exactly
that in the body of each man
the condemned and the executioner
scarcely flows
four to five liters
of what used to be called
the body’s soul

a few bottles of burgundy
a pitcher
one-fourth
of the capacity of a pail

very little

Mr. Cogito
is naively astonished
this discovery
did not create a revolution
in the domain of customs

at least it should incline
people to reasonable thrift

we may not
wastefully squander as before
on battlefields
on places of execution

really there isn’t much of it
less than water oil
our resources of energy

but it happened otherwise
shameful conclusions were drawn

instead of restraint
wastefulness

the precise measurement
strengthened nihilists
gave a greater impetus to tyrants
now they know exactly
that man is fragile
and it is easy to drain him of blood

four to five liters
an amount without significance

therefore the triumph of science
did not bring for thought
a principle of behavior
a moral norm

it is small consolation
thinks Mr. Cogito
that the exertions of scientists
have not changed the course of affairs

they hardly weigh as much
as the sigh of a poet

and the blood
continues to flow

goes beyond the horizons of the body
the limits of fantasy

— probably there will be a deluge

Pan Cogito myśli o krwi

1

Pan Cogito
czytając książkę
o horyzontach nauki
dzieje postępu myśli
od mroków fideizmu
do światła wiedzy
natknął się na epizod
który zaćmił
prywatny horyzont Pana Cogito
chmurą

drobny przyczynek
do opasłej historii
fatalnych ludzkich omyłek

bardzo długo
utrzymywało się przekonanie
że człowiek nosi w sobie
spory rezerwuar krwi

pękatą beczułkę
dwadzieścia parę litrów
– bagatela

stąd można zrozumieć
wylewne opisy bitew

pola czerwone jak koral
wartkie strumienie posoki
niebo które powtarza
nikczemne hekatomby

a także powszechną
metodę leczenia

chorym
otwierano tętnice
i lekkomyślnie spuszczano
drogocenny płyn
do cynowej misy

nie wszyscy wytrzymywali
Kartezjusz szeptał w agonii
Messieurs épargnez

2

teraz wiemy dokładnie
że w ciele każdego człowieka
skazańca i kata
płynie zaledwie
cztery pięć litrów
tego co nazywano duszą ciała

kilka flaszek burgunda
dzbanek
jedna czwarta
pojemności wiadra

mało

Pan Cogito
dziwi się naiwnie
dlaczego to odkrycie
nie wywołało przewrotu
w dziedzinie obyczajów

powinno przynajmniej skłonić
do rozsądnej oszczędności

nie wolno jak dawniej
rozrzutnie szafować
na polach wojen
na placach kaźni

naprawdę jest tego niewiele
mniej niż wody nafty
zasobów energetycznych

stało się jednak inaczej
wyciągnięto wnioski haniebne

zamiast powściągliwości
rozrzutność

ścisły pomiar
umocnił nihilistów
dał większy rozmach tyranom
wiedzą teraz dokładnie
że człowiek jest kruchy
i łatwo go wykrwawić

cztery pięć litrów
wielkość bez znaczenia

tak więc tryumf nauki
nie przyniósł obroku duchowego
zasady postępowania
moralnej normy

to mała pociecha
myśli Pan Cogito
że wysiłki badaczy
nie zmieniają biegu rzeczy

ważą zaledwie tyle
co westchnienie poety

a krew
płynie dalej

przekracza horyzont ciała
granice fantazji

– będzie chyba potop

Henri-Pierre Roché/François Truffaut

1879-1959, Francia / 1932-1984, Francia

Fragmento del guion de la película de François Truffaut Jules y Jim (1962). Guion de François Truffaut y Jean Gruault, adaptación de novela homónima de Henri-Pierre Roché.

Trad. José de la Colina

Jules y Jim

JULES : Albert fue herido en la guerra, en las trincheras.
ALBERT: Ahora las cosas van bien pero cuando volví en mí y vi al cirujano hurgándome en el cráneo, pensé en Oscar Wilde: “Dios mío, ahórrame los dolores físicos que de los morales yo me encargo.”
JULES: Lo que subleva de la guerra es que priva al hombre de su combate individual.  
JIM: Sí, es verdad, pero creo que al menos uno puede, al margen de la guerra, hacer la suya propia. Pienso en ese artillero que conocí en el hospital. Cuando volvía de su permiso, encontró a una muchacha en el tren; conversaron entre Niza y Marsella. Al saltar al andén, ella le dio su dirección. Y bien, durante dos años, todos los días, él le escribía frenéticamente, desde las trincheras, en papel de envolver, a la luz de las velas. Aun cuando llovían los obuses. Cartas cada vez más y más íntimas. Al comienzo, él encabezaba: “Querida señorita”, y terminaba: “Mis sinceros respetos”; a la tercera carta, la llamaba “Mi pequeña hada” y le pedía una foto. Luego, “Mi hada adorable”, luego, “Le beso las manos”, luego “Le beso la frente”. Después, le describe en detalle la foto que ella le ha mandado y le habla de su pecho que ha creído adivinar bajo la bata, y pronto, pasa al tuteo: “Te amo terriblemente.” Un día, escribe a la madre de la muchacha, pidiéndole la mano. A partir de entonces se convierte en su novio oficial sin haberla vuelto a ver. La guerra continúa y las cartas se hacen más íntimas. “Me apodero de ti, mi amor, tomo tus senos adorables. Te estrecho toda contra mí…” Cuando ella responde un poco fríamente a una de sus cartas, él se trastorna y le suplica que no se haga la coqueta porque él puede morir de un día a otro. Y dice la verdad.  
Vea usted, Jules, para comprender esta extraña violación por correspondencia, es necesario haber conocido toda la violencia de la guerra de trincheras, esa especie de locura colectiva y esa presencia de la muerte a cada minuto. Aquí tiene un hombre que, mientras participaba en la Gran Guerra, supo hacer su guerrita paralela, su combate individual, y conquistar totalmente a una mujer, por persuasión, a distancia. Cuando llegó al hospital, estaba, como usted, herido en la cabeza, pero no tuvo la misma suerte. Murió después de la trepanación, la víspera misma del armisticio. En su última carta a su novia desconocida, escribía: “Tus senos son los únicos obuses que amo.” Les mostraré una serie de fotos que tengo de él. Haciéndolas pasar rápidamente parece que él se mueve.  

Tłum. KK Carlos

JULES I JIM

JULES: Albert został ranny podczas wojny w jednym z okopów.  
ALBERT: Teraz jest już w porządku, ale gdy budziłem się i widziałem tych wszystkich lekarzy grzebiących w mojej czaszce, czułem się jak Oscar Wilde. Boże oszczędź mi bólu fizycznego. Z moralnym dam sobie radę.  
JULES: To co buntuje przeciwko wojnie to fakt, że pozbawia człowieka jego indywidualnej bitwy.
JIM: Tak, ale nawet w ferworze walki, toczy on własną bitwę. W szpitalu poznałem pewnego żołnierza. W pociągu, gdy odjeżdżał, poznał dziewczynę. Rozmawiali całą drogę pomiędzy Niceą a Marsylią. Zostawiła mu swój adres. Pisywał do niej codziennie, przez dwa lata. Przy świecach, podczas bitew. Jego listy stawały się coraz bardziej zażyłe. Na początku pisał: “Droga panno,” a kończył, “Z poważaniem.” Wkrótce nazywał ją “Moja mała Jagienko” i prosił o jej zdjęcie. Potem stała się jego “Najukochańszą Jagienką.” Pisał: “Całuję twoją dłoń.” Następnie: “Twoje czoło.” Wysłała mu zdjęcie, odpisał, że oczami wyobraźni widzi jej piersi przez sukienkę. Był coraz bardziej nieokrzesany. “Kocham cię na zabój.” Napisał do jej matki prosząc o jej rękę. Został jej narzeczonym, choć widział ją tylko ten jeden raz w pociągu. Wojna trwała, pisał jeszcze bardziej intymne listy “Pożądam cię najdroższa. Dotykam twoich cudownych piersi. Nasze nagie ciała splatają się.” Ona odpisywała bardziej stonowanie, on prosił, aby była z nim szczera bo w każdej chwili może zginąć. I nie mylił się
Ten szalony romans, korespondencyjny… mógł mieć miejsce tylko podczas wojny, gdzie śmierć czaiła się tuż za rogiem. Więc ten żołnierz walczył w wojnie jednocześnie tocząc bitwę o kobietę ze swoich marzeń i zwyciężył poprzez korespondencję. Również miał ranę głowy, kiedy go przywieźli. Miał jednak mniej szczęścia. Zmarł dzień przed ogłoszeniem rozejmu. W swoim ostatnim liście napisał “Twoje piersi są jedynymi bombami, które pokochałem”. Mam tu gdzieś jego zdjęcia. Jeśli szybko je przerzucać, postacie zdają się poruszać.

Jules and Jim

JULES: Albert was wounded in the trenches.  
ALBERT: l’m OK now but when l woke up and found a surgeon digging in my skull l thought of Oscar Wilde: God, spare me physical pain! l can cope with moral suffering!  JULES: The disgusting part of war is it deprives a man of his own individual battle.
JIM: Yes but l think he can still wage it at the same time. l remember a gunner l met in the hospital. While on leave he met a girl in a train and they talked between Nice and Marseilles. As she left she gave him her address. For  years he frantically wrote her daily from the trenches on wrapping paper by candlelight. As the shells fell, his tone became more intimate. At first he wrote “Dear Miss” and ended with “My sincerest respects”. ln the next one he called her “My little fairy” and then it was “My adorable fairy” and then “l kiss your hands” then “l kiss your forehead”. Then he spoke of the photo she’d sent and of the breasts he imagined under her housecoat. Soon he said “l love you terribly”. One day he wrote her mother, asking for the girl’s hand. He became officially engaged without ever seeing her again. The war went on and the letters became more and more intimate “l clutch you to me, my love l hold your adorable breasts l clasp you to me naked”. When she replied a bit coldly he begged her not to be coy because he might die any moment. lt was true.
To understand this extraordinary deflowering by mail you need to know the violence of trench warfare the collective madness and the presence of death each second. Here’s a man who fought in the war and yet he also waged his own personal battle and completely conquered a woman from afar. He was hospitalized with a head wound like you, but wasn’t as lucky as you. He died after a trepanation on the eve of the armistice. ln his last letter to his unknown fiancée he wrote “Your breasts are the only grenades l love”.  l’ll show you some photos l have of him. He almost seems alive.

JULES ET JIM

JULES: Albert a été blessé â la guerre, dans les tranchées.   
ALBERT: Maintenant, ça va tout â fait, mais quand je me suis réveillé  et que j’ai vu le chirurgien fouiller dans mon crâne,  j’ai pensé à Oscar Wilde  “Mon Dieu, épargnez-moi les douleurs physiques.  Les douleurs morales, je m’en charge.”   
JULES: Ce qui est révoltant dans la guerre,  c’est qu’elle prive l’homme de son combat individuel.  
JIM: Oui, c’est vrai, mais je crois qu’il peut quand même,  en marge de la guerre, mener la sienne.  Je pense â cet artilleur que j’ai connu â l’hôpital.  En revenant de permission,  il a rencontré une jeune fille dans le train.  Ils se sont parlé entre Nice et Marseille.  En sautant sur le quai de la gare, elle lui a donné son adresse.  Eh bien, pendant deux ans, tous les jours,  il lui a écrit frénétiquement depuis les tranchées  sur du papier d’emballage â la lueur des bougies,  même quand les obus pleuvaient, des lettres de plus en plus intimes.  Au début, il commençait “Chère mademoiselle” et terminait par “Mes hommages respectueux.”  À la troisième lettre, il l’appelait “ma petite fée”  et lui demandait une photographie.  Puis ce fut ” ma fée adorable” . Puis “je vous baise les mains” .  Puis “je vous baise le front” .  Plus tard, il lui détaille la photographie  qu’elle lui a envoyée, et lui parle de sa poitrine  qu’il a cru deviner sous le peignoir. Et bientôt, il passe au tutoiement.  “Je t’aime terriblement.” Un jour, il écrit  â la mère de cette jeune fille pour lui demander sa main.  Dès lors, il devient son fiancé officiel sans jamais l’avoir revue.  La guerre continue, et les lettres deviennent toujours plus intimes.  “Je m’empare de toi, mon amour, “je prends tes seins adorables,  je te presse absolument nue contre moi.”  Parce qu’elle répond un peu froidement â l’une de ses lettres, il s’emporte  et la prie de ne pas faire la coquette  parce qu’il peut mourir d’un jour â l’autre, et il dit vrai.   
Voyez-vous, Jules, pour comprendre  cet extraordinaire dépucelage par correspondance,  il faut avoir connu toute la violence de la guerre des tranchées.  Cette espèce de folie collective  et cette présence de la mort, minute par minute.  Voilâ donc un homme qui, tout en participant â la Grande Guerre,  a su mener sa petite guerre parallèle, son combat individuel,  et conquérir totalement une femme par la persuasion â distance.  Quand il est arrivé â l’hôpital, il était comme vous, blessé â la tête.  Mais il n’a pas eu votre chance.  Il est mort après la trépanation, la veille même de l’armistice.  Dans sa dernière lettre â sa fiancée inconnue, il écrivait  “Tes seins sont les seuls obus que j’aime.”  Je vous montrerai une série de photos que j’ai de lui.  En les regardant vite, on croit le voir bouger.   

Tadeusz Różewicz

1921- 2014, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Flaquea el poeta
las imágenes pierden fuerza

las pinturas palidecen reptan
se desvanecen
blanquean en la desembocadura
caen
a un agujero negro

el 20 de octubre de 1850
vino al mundo
Artur Rimbaud

Temporada en el infierno
qué época tan bella
el cielo y el infierno

aún viva la metáfora
florecía en el interior
de la metafísica

maravillosamente insólitas
jugaban las letras y las palabras
A noir E blanc I rouge
O bleu U vert

A partir de ahí la poesía empezó a
tener fiebre delirar
entre dos guerras
blanquearon las imágenes
blanquearon las metáforas

A blanc E blanc I blanc
O blanc U blanc

en el destello de la bomba atómica
blanquearon los ojos las bocas
blanqueó el cuerpo del mundo

***

Słabnie poeta
obrazy tracą siłę

farby bledną pełzną
rozpływają się
bieleją u ujścia
spływają
do czarnej dziury

20 października 1850 roku
przyszedł na świat
Artur Rimbaud

Sezon w piekle
jaka piękna epoka
piekło niebo

żywa jeszcze metafora
rozkwitała we wnętrzu
metafizyki

zjawiskowo niezwykłe
bawiły się litery i słowa
A noir E blanc I rouge
O bleu U vert

Od tej chwili poezja zaczęła
gorączkować majaczyć
między dwoma wojnami
zbielały obrazy
zbielały metafory

A blanc E blanc I blanc
O blanc U blanc

w błysku bomby atomowej
zbielały oczy usta
zbielała postać świata

Altered States de Ken Russell; créditos de varias películas de Godard; cartel y fotograma de Hiroshima mon amour de M. Duras, foto propia del Museo de la Paz en Hiroshima; collage de Matthieu Bourel;