Marcin Świetlicki

1961 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Primera Nieve

Detrás de la pared un jardín pero por los ruidos
pareciera que hay un dormitorio más
los ratones lo han notado y han sacado
su ejército de esta casa

Un perro blanco gordo ángel blanco
te anunció ayer lo ahuyenté
barrí pedacitos del espejo roto
lavé los ojos encendí la lumbre

Entran salen me miran
y yo sonrío, aunque podría matar
cuando miraste por la ventana e hiciste seña con las cejas
decidí no salir para llevarte la contraria

Me defiendo y me quedo inventando el calor
tus trineos en la nevisca no conoceré el Reino
agarrado a la mesa no conoceré el Reino
agarrado a la mesa las pupilas las tengo blancas

Imágenes de Laura Makabresku y Masao Yamamoto

PIERWSZY ŚNIEG

Za ścianą ogród a takie odgłosy
jakby miał być tam jeszcze jeden pokój
myszy poczuły i wyprowadziły
swoje oddziały z tego domu

Biały pies tłusty biały anioł
wczoraj ciebie zwiastował odgoniłem go
zmiotłem okruchy stłuczonego lustra
przemyłem oczy napaliłem w piecu

Wchodzą wychodzą przyglądają się
ja się uśmiecham chociaż mógłbym zabić
gdy zajrzałaś przez okno i dałaś znak brwiami
postanowiłem na złość nie wychodzić

Bronię się i zostaję wymyślając ciepło
twoje sanie w zadymce nie zaznam Królestwa
trzymam się mocno stołu nie zaznam Królestwa
trzymam się mocno stołu źrenice mam białe

Miłosz Biedrzycki

1967 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Qué puedo decirles a ustedes

Qué puedo decirles a ustedes.
Esta no es una situación natural.
En la calle la gente conversa de esta forma.
Por la luna del autobús se ven unos rótulos en la parada,
por el parabrisas del coche otros. El flaco no comprenderá al gordo,
su disnea ni dificultades a la hora de comprar la ropa.
Y antes de que el grande se encoja,
del pequeño no quedará ni rastro.
Viajar en medio de una ventisca, en medio de la niebla como por un túnel,
buscar el mundo con la vista por un trozo de cristal libre de vaho.
Viajar en medio de una tormenta de arena que se arrastra
a través del paralelo.
La gente no se habla de esta forma. Si llega el caso,
antes aprietan los dientes sobre ellos, los brazos, la ropa, el dinero que deben.
Viajar entre ondulantes lonas de lluvia
con el signo de interrogación en lugar de la cabeza.
Con el signo de interrogación invertido, como en español,
que abre la oración, el camino en el túnel de escarcha.
Con el punto final en el lugar donde convergen las líneas paralelas –

Fotografías de Saul Leiter

Co ja mogę do państwa powiedzieć

Co ja mogę do państwa powiedzieć.
To nie jest naturalna sytuacja.
Ludzie w ten sposób nie rozmawiają ze sobą na ulicy.
Z okna autobusu widać inne napisy na przystanku,
z okna samochodu inne. Chudy grubego nie zrozumie,
jego zadyszki i kłopotów z kupowaniem ubrań.
A zanim wielki się obkurczy,
po małym nie zostanie śladu.
Jechać przez zadymkę, przez mgłę jak przez tunel,
wypatrywać świata w odchuchanym skrawku szyby.
Jechać przez burzę piaskową przewalającą się
w poprzek równoleżnika.
Ludzie tak do siebie nie mówią. Kiedy mają okazję,
raczej zaciskają na sobie zęby, ramiona, ubrania, należności.
Jechać przez faliste płachty deszczu
z pytajnikiem zamiast głowy.
Z hiszpańskim odwróconym pytajnikiem
otwierającym zdanie, drogę w tunelu z szadzi.
Z kropką w punkcie zbiegu równoległych linii –

Miłosz Biedrzycki

1967 – , Polonia

Trad. Manel Bellmunt Serrano

*** El frío

 El frío era tal que los árboles gritaban
las estrellas se apagaban en acompasados
intervalos de tiempo y se precipitaban
con el delicado tintineo
de un vaso golpeado con un cuchillo
también busco el silencio
pero el mero callar
seguramente no bastará

Fotografías de Masao Yamamoto

*** Mróz

Mróz był taki, że drzewa krzyczały
gwiazdy w miarowych odstępach
czasu gasły i osuwały się w dół
z delikatnym brzękiem
trącanej nożem szklanki
też szukam ciszy
ale samo milczenie
pewnie nie wystarczy?

Tomasz Różycki

1970 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Campaña de invierno 2003

8.

Desde que el mundo se nos haya roto, lo arreglamos en casa
con ayuda de movimientos mágicos. De esta manera
se produce el calor y es él el que hace subir
ligeramente la columna de mercurio. El deshielo. Él vencerá

pronto a las paredes y saldrá de casas a la calle
quemando sus estandartes hasta que termine
el período glaciar y en el fondo del valle
entre la cama y la pared descubran

una escritura secreta surcada por nuestros cuerpos.
Solamente aquel arqueólogo quien ponga
su cuerpo a medida, podrá reproducir
el ritmo y conocerá el carácter de la letra. Y en un destello

verá el mundo de nuevo: las nubes muy bajas,
tan bajas que de verdad habrá que tumbarse.

Fotografías de Francesca Woodman (1958-1981, EE.UU.)

Kampania zimowa 2003

8.

Odkąd świat nam się zepsuł, naprawiamy w domu
z pomocą czarodziejskich ruchów. W taki sposób
wytwarzane jest ciepło i ono podnosi
nieznacznie słupek rtęci. Odwilż. To ona pokona

wkrótce ściany i wyjdzie z mieszkań na ulice
paląc swoje sztandary, póki nie przeminie
epoka lodowcowa i na dnie doliny
między łóżkiem a ścianą zostanie odkryte

wyżłobione przez nasze ciała tajne pismo.
Tylko ten archeolog, który sam przyłoży
swoje ciało na miarę, będzie mógł odtworzyć
rytm i pozna krój liter. I w jednym przebłysku

zobaczy świat na nowo: chmury bardzo nisko,
tak nisko, że naprawdę trzeba się położyć.

Tomasz Różycki

1970 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Sobrevivimos este invierno

Sobrevivimos este invierno, esos días negros,
cuando nos iluminamos uno al otro,
frotando sin parar la cerilla contra el rascador,
el rascador contra la cerilla. Todo eso en un país,
en el cual el interdisciplinar
presentimiento de las desgracias flota gris,
lívido y pardo entre la reja y la ventana,
y presiona, presiona. Ha llegado la primavera,

y el fuego sigue ardiendo. Escribo cartas,
y sentado en la ventana lanzo aviones,
que aterrizan en los patios de los más cercanos
y más lejanos, y en cada uno hay una llama.
Un par de días así, mi pequeñito diario,
robados de las reservas divinas,
nos tienen que llegar para los meses largos.
Cuando abras uno, cien echarás en olvido.

Przetrwaliśmy tę zimę

Przetrwaliśmy tę zimę, te dni czarne,
kiedy się oświetlaliśmy nawzajem,
pocierając wciąż zapałką o draskę,
draską o zapałkę. To wszystko w kraju,
w którym to interdyscyplinarne
przeczucie nieszczęść wisi w barwie szarej,
burej i sinej w kratownicy okna,
i napiera, napiera. Przyszła wiosna,

a ogień wciąż płonie. Piszę listy
i siedząc w oknie, puszczam samoloty,
i one wylądują u najbliższych
i u najdalszych, a w każdym z nich płomień.
Kilka dni takich, mój mały dzienniczku,
wykradzionych z boskich zapasów, one
muszą nam starczyć na długie miesiące.
Kiedy jeden otworzysz, sto zapomnisz.