Adam Zagajewski

1945 – 2021 , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

la derrota

Solo sabemos vivir de verdad en la derrota.
Las amistades se hacen más profundas,
el amor eleva la cabeza en alerta.
Incluso las cosas se vuelven puras.
Los vencejos bailan en el aire
instalados en el abismo.
Las hojas del álamo tiemblan,
sólo el viento está quieto.
Las oscuras siluetas de los enemigos destacan
sobre el fondo radiante de la esperanza.  El valor
el crece. Ellos, -hablamos de ellos-, nosotros, -de nosotros mismos-,
tú, -de mí-. El té amargo sabe
a profecías bíblicas. Ojalá
no nos sorprenda la victoria.

Ilustración a partir del fotograma de El estudiante de Praga (1926) de Henrik Galeen, con Conrad Veidt – estrella del cine de terror mudo alemán. Trabajó con Robert Wiene, F. W. Murnau, Victor Sjöström,  Michael Powell, George Cukor en papeles de Satanas, Ivan el Terrible, Rasputin, oficial nazi en Casablanca. La imagen de Veidt en la película The Man Who Laughs sirvió como inspiración para el irónico supervillano The Joker. La fama de Veidt durante los años de la guerra no se debió exclusivamente a su labor como actor. Donó parte de su sueldo y de su patrimonio para ayudar al esfuerzo bélico de los Aliados. Se distinguió desde sus comienzos por la defensa de los derechos de los homosexuales, las mujeres y los judíos y, tras el advenimiento del nazismo, por su beligerancia antinazi.

klęska

Naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce.
Przyjaźnie pogłębiają się,
miłość czujnie podnosi głowę.
Nawet rzeczy stają się czyste.
Jerzyki tańczą w powietrzu
zadomowione w otchłani.
Drżą liście topoli,
tylko wiatr jest nieruchomy.
Ciemne sylwetki wrogów odcinają się
od jasnego tła nadziei. Rośnie
męstwo. Oni, mówimy o nich, my, o sobie,
ty, o mnie. Gorzka herbata smakuje
jak biblijne przepowiednie. Oby
nie zaskoczyło nas zwycięstwo.

z Oda do wielkości (1982)

E. M. Forster

1879-1970, Inglaterra

Trad. Eduardo Mendoza

Howards End (La mansión)

—No se apene —rogó él—. No podría soportarlo. Todo irá bien si encuentro trabajo. Si pudiera encontrar un trabajo… un trabajo permanente, nada volvería a ser tan triste como ha sido hasta ahora. Ya no me interesan los libros como antes. Estoy convencido de que con un trabajo permanente podríamos estabilizarnos de nuevo. Eso hace que uno deje de pensar.
            —¿Estabilizarse en qué?
            —Simplemente estabilizarse.
            —¡Y a esto le llama usted vida! —dijo Helen con un nudo en la garganta—. ¿Cómo puede usted decir… con todas las cosas maravillosas que existen por ver y por hacer… con la música… con los paseos nocturnos…?
            —Los paseos están muy bien cuando se tiene trabajo —respondió Leonard—. En cierta ocasión dije un montón de tonterías, pero no hay nada como ver a un oficial de juzgado en casa para olvidarse de ellas. Cuando le vi manosear mis libros de Ruskin y de Stevenson, vi la vida tal y como es, y le aseguro que no es una visión agradable. Ahora mis libros están otra vez en su sitio gracias a usted, pero nunca volverán a ser lo que fueron para mí; y nunca volveré a pensar que la noche en el bosque es maravillosa.
            —¿Por qué no? —dijo Helen cerrando violentamente la ventana.
            —Porque ahora comprendo que hay que tener dinero.
            —Está usted en un error.
            —Ojalá estuviera en un error, pero, mire, el sacerdote tiene dinero propio o lo recibe de sus feligreses; el poeta y el músico, tres cuartos de lo mismo; el vagabundo, otro tanto. El vagabundo acude al final de su vida al asilo y se le paga con dinero de los demás. Miss Schlegel, lo único real es el dinero, todo lo demás es un sueño.
            —Continúa usted en un error. Ha olvidado la muerte.
            Leonard no entendía.
            —Si viviéramos eternamente, lo que usted dice sería cierto. Pero hemos de morir, hemos de dejar esta vida. La injusticia y la ambición serían lo único real si viviéramos eternamente, pero tal como son las cosas, hemos de ocuparnos de algo más, porque la muerte se aproxima. Me gusta la muerte, no de un modo morboso, sino por lo que tiene de explicación total. La muerte explica la vaciedad del dinero. La muerte y el dinero son los eternos enemigos. No la vida y la muerte. No importa lo que exista después de la muerte, míster Bast; tenga por seguro que el poeta, el músico y el vagabundo serán más felices que el hombre que nunca ha aprendido a decir: «Yo soy».
            —Lo dudo.
            —Estamos todos sumergidos en la niebla, lo sé, pero en este sentido algo le puedo decir: los hombres como los Wilcox están más sumergidos en la niebla que ningún otro. ¡Ah, los sanos y sensatos ingleses, que construyen imperios y nivelan el mundo con lo que ellos llaman sentido común! Nómbreles la muerte y se ofenderán, porque la muerte es auténticamente imperial y se lo grita a la cara constantemente.
            —Yo temo tanto a la muerte como cualquiera.
            —Sí, pero no a la idea de la muerte.
            —¿Cuál es la diferencia?
            —Una diferencia infinita —dijo Helen con mayor gravedad que antes.
            Leonard la miró interrogativamente y tuvo conciencia de que surgían grandes cosas de la noche tenebrosa, pero no podía percibirlas porque su corazón seguía lleno de cosas pequeñas. Como la vez que perdió su paraguas en el concierto del Queen’s Hall, la pérdida reciente había obstruido la visión de la divina armonía. La muerte, la vida y el materialismo eran hermosas palabras, pero ¿le admitiría míster Wilcox en su empresa como administrativo? Dijera lo que dijese, míster Wilcox era un rey en su mundo, un superhombre, con su propia moral y con la cabeza invisible, más allá de las nubes.
            —Debo de ser un idiota —dijo a modo de disculpa.
            Para Helen, en cambio, la paradoja se le aparecía con toda claridad: «La muerte destruye al hombre; la idea de la muerte, le redime». Más allá de los ataúdes y los esqueletos que anidan en las mentes vulgares se oculta algo tan inmenso que todo lo que hay de grande en nosotros responde a su llamada. Los hombres retroceden ante la imagen del sepulcro en el que entrarán algún día, pero el amor sabe algo más: la muerte es su enemiga, pero es también su caballero andante; en el transcurso de su combate secular, los músculos del amor se han fortalecido y su vista se ha aclarado de tal modo que su presencia se ha vuelto irresistible.
            —Nunca abandone —continuó diciendo ella, y repitió una y otra vez la vaga pero convincente tesis de que lo invisible se aloja en lo visible.

Fotogramas de Howards End de James Ivory (1992)

Tłum. Ewa Krasińska

Howards End (Domostwo pani Wilcox)

Niech się pani nie przejmuje — powiedział błagalnie. — Nie mogę tego znieść. Jeśli tylko otrzymam posadę, wszystko będzie dobrze. Gdybym tylko znalazł pracę — jakieś stałe zajęcie. Wtedy wszystko znów się ułoży. Książki już mnie tak nie zajmują jak dawniej. Wyobrażam sobie, że mając stałą pracę potrafię się na nowo urządzić. Praca pozwala człowiekowi nie myśleć.
—    Urządzić się? Jak?
—    Ot, po prostu urządzić się.
—    I to ma być życie! — zawołała Helena czując ucisk w gardle. — Jak pan może, kiedy jest tyle pięknych rzeczy, które można zobaczyć i zrobić… i muzyka… i nocne spacery…
—    Na nocne spacery może sobie pozwolić człowiek, który ma stałą posadę — powiedział. — Och, tak, opowiadałem kiedyś masę głupstw, ale nic tak ich nie wypędza z głowy jak wizyta komornika. Kiedy przewracał moich Ruskinów i Stevensonów, to było tak, jakbym zobaczył nagie życie bez żadnych obsłonek, i nie był to przyjemny widok. Dzięki pani odzyskałem swoje książki, ale już nigdy nie będą dla mnie tym, czym dawniej, i noc spędzona w lesie nigdy już nie będzie miała dla mnie tego uroku, co kiedyś.
—    Dlaczego? — zapytała Helena odchodząc od okna.
—    Bo zrozumiałem, że trzeba mieć pieniądze.
—    Nie, nie ma pan racji.
—    Chciałbym się mylić, ale… Ksiądz ma albo własne pieniądze, albo pensję, tak samo poeta czy muzyk; z włóczęgą jest podobnie. Albo kończy w przytułku, albo dostaje pieniądze od innych ludzi. Proszę pani, pieniądze są najważniejsze — reszta to tylko marzenie.
—    Mimo wszystko nie ma pan racji. Zapomniał pan o śmierci.
Leonard nie rozumiał.
—    To, co pan powiedział, byłoby prawdą, gdybyśmy żyli wiecznie. Ale musimy umrzeć, musimy w którymś momencie opuścić życie. Niesprawiedliwość i zachłanność byłyby istotnie najważniejsze, gdybyśmy żyli wiecznie. Ale ponieważ jest tak, jak jest, musimy się trzymać innych rzeczy — bo czeka nas śmierć. Kocham śmierć, nie jakąś chorobliwą miłością, ale za to, czego nas uczy. Obnaża pustkę pieniądza. Śmierć jest najzaciętszym wrogiem pieniądza. Nie życia. Obojętne, co nas czeka po śmierci, panie Bast, najważniejsza rzecz, to pewność, że każdego poetę, muzyka i włóczęgę czeka po tamtej stronie lepszy los niż człowieka, który nigdy nie nauczył się mówić: „ja jestem ja”.
—    Czy ja wiem?
—    Wiem, że nic nie wiemy, ale mogę pana pocieszyć, że tacy ludzie jak Wilcoxowie wiedzą jeszcze mniej niż inni. Rozsądni, solidni Anglicy. Twórcy imperiów, sprowadzający świat do poziomu tak zwanego zdrowego rozsądku. Ale kiedy im przypomnieć o śmierci czują się obrażeni, bo śmierć jest prawdziwym imperium, które gromić ich będzie po wieczne czasy.
—    Ja też boję się śmierci, jak każdy człowiek.
—    Ale nie idei śmierci.
—    Co to za różnica?
—    Nieskończona — odparła Helena z jeszcze większą powagą.
Leonard patrzył na nią w zadumie, czując, iż z ciemności nocy płyną ku niemu jakieś wielkie sprawy. Ale nie potrafił ich przyjąć, ponieważ umysł miał wciąż zaprzątnięty drobnymi sprawami. Podobnie jak utrata parasola zepsuła mu kiedyś koncert w Queen’s Hall, tak teraz utrata posady zagłuszyła anielskie chóry. Śmierć, życie, materializm — to piękne słowa, ale czy pan Wilcox da mu posadę? Cokolwiek by się powiedziało, nie zmieni to faktu, że prawdziwym władcą tego świata, nadczłowiekiem, który rządzi się własnymi prawami moralnymi i głową sięga chmur, jest pan Wilcox.
—To dla mnie za mądre — powiedział ze skruchą.
Natomiast Helena coraz bardziej upewniała się w swym paradoksalnym odkryciu. „Śmierć niszczy człowieka; idea śmierci zbawia go”. Poza trumnami i szkieletami, które paraliżują przyziemne umysły, jest coś ogromnego, co budzi w nas i wyzwala wielkość. Niech się światowcy wzdragają na myśl o kostnicy, do której pewnego dnia i tak muszą trafić — miłość jest mądrzejsza. Śmierć jest jej przeciwnikiem, ale godnym przeciwnikiem i w odwiecznej walce miłość nabierać będzie tężyzny i jasności widzenia, aż stanie się silniejsza od wszystkiego.
—I dlatego nie wolno się poddawać — ciągnęła dziewczyna powtarzając wciąż i wciąż na nowo mglistą, ale przekonywającą myśl, że widzialne czai się naprzeciwko niewidzialnego.

Howards End

“Don’t you worry,” he pleaded.  “I can’t bear that.  We shall be all right if I get work.  If I could only get work–something regular to do.  Then it wouldn’t be so bad again.  I don’t trouble after books as I used.  I can imagine that with regular work we should settle down again.  It stops one thinking. “
    “Settle down to what?”
    “Oh, just settle down.”
    “And that’s to be life!” said Helen, with a catch in her throat.  “How can you, with all the beautiful things to see and do–with music–with walking at night–“
    “Walking is well enough when a man’s in work,” he answered.  “Oh, I did talk a lot of nonsense once, but there’s nothing like a bailiff in the house to drive it out of you.  When I saw him fingering my Ruskins and Stevensons, I seemed to see life straight real, and it isn’t a pretty sight.  My books are back again, thanks to you, but they’ll never be the same to me again, and I shan’t ever again think night in the woods is wonderful.”
    “Why not?” asked Helen, throwing up the window.
    “Because I see one must have money.”
    “Well, you’re wrong.”
    “I wish I was wrong, but–the clergyman–he has money of his own, or else he’s paid; the poet or the musician–just the same; the tramp–he’s no different.  The tramp goes to the workhouse in the end, and is paid for with other people’s money.  Miss Schlegel, the real thing’s money and all the rest is a dream.”
    “You’re still wrong.  You’ve forgotten Death.”
    Leonard could not understand.
    “If we lived for ever what you say would be true.  But we have to die, we have to leave life presently.  Injustice and greed would be the real thing if we lived for ever.  As it is, we must hold to other things, because Death is coming.  I love Death–not morbidly, but because He explains.  He shows me the emptiness of Money.  Death and Money are the eternal foes.  Not Death and Life.  Never mind what lies behind Death, Mr. Bast, but be sure that the poet and the musician and the tramp will be happier in it than the man who has never learnt to say, ‘I am I.'”
    “I wonder.”
    “We are all in a mist–I know but I can help you this far–men like the Wilcoxes are deeper in the mist than any.  Sane, sound Englishmen!  building up empires, levelling all the world into what they call common sense.  But mention Death to them and they’re offended, because Death’s really Imperial, and He cries out against them for ever.”
    “I am as afraid of Death as any one.”
    “But not of the idea of Death.”
    “But what is the difference?”
    “Infinite difference,” said Helen, more gravely than before.
    Leonard looked at her wondering, and had the sense of great things sweeping out of the shrouded night.  But he could not receive them, because his heart was still full of little things.  As the lost umbrella had spoilt the concert at Queen’s Hall, so the lost situation was obscuring the diviner harmonies now.  Death, Life and Materialism were fine words, but would Mr. Wilcox take him on as a clerk?  Talk as one would, Mr. Wilcox was king of this world, the superman, with his own morality, whose head remained in the clouds.
    “I must be stupid,” he said apologetically.
    While to Helen the paradox became clearer and clearer.  “Death destroys a man: the idea of Death saves him.” Behind the coffins and the skeletons that stay the vulgar mind lies something so immense that all that is great in us responds to it.  Men of the world may recoil from the charnel-house that they will one day enter, but Love knows better.  Death is his foe, but his peer, and in their age-long struggle the thews of Love have been strengthened, and his vision cleared, until there is no one who can stand against him.
    “So never give in,” continued the girl, and restated again and again the vague yet convincing plea that the Invisible lodges against the Visible.  


Robert Hass

1941 – , Estados Unidos

Trad. Andrés Catalán

Miseria y esplendor

Convocados conscientemente por el recuerdo, ella
estará sonriendo, los dos estarán en la cocina hablando,
antes o después de la cena. Pero están en esta otra habitación,
la ventana está hecha de vidrios diminutos, y están en un sofá
abrazándose. Él la sujeta tan fuerte
como puede, ella se entierra en su cuerpo.
Es por la mañana o quizá por la tarde, la luz
fluye a través de la habitación. Fuera,
al día lo sucede lentamente la noche,
y después el día. El proceso se tambalea
y se acelera: semanas, meses, años. La luz en la habitación
permanece inalterable, así que es obvio lo que está sucediendo.
Intentan convertirse en una sola criatura,
pero algo no consiente. Son tiernos
el uno con el otro, temerosos
de que sus breves, agudos gritos les lleven a aceptar el momento
en que volverán a separarse. Así que se restriegan contra el otro,
secas sus bocas, después húmedas, después secas.
Se sienten en el centro de una poderosa
y desconcertada voluntad. Sienten
que son un único animal casi completo,
arrojado por las olas a la orilla de un mundo—
o acurrucado contra la puerta de un jardín—
del que no pueden admitir que jamás lograrán ser admitidos.

Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro, fotografías de Max Dupain y Duane Michaels

Tłum. Ada Trzeciakowska

Nędza i chwała

Przywołana świadomym wspomnieniem, ona
uśmiechałaby się, mogliby rozmawiać w kuchni,
przed lub po obiedzie. Ale są w tym drugim pokoju,
z oknem z mnóstwa małych szybek, siedzą na kanapie
i obejmują się. On ściska ją najmocniej
jak może, a ona zapada się w jego ciało.
Poranne, może wieczorne, światło
płynie przez pokój. Na zewnątrz,
dzień powoli przechodzi w noc,
a potem w dzień. Proces wibrując szalenie
przyspiesza: mijają tygodnie, miesiące, lata. Światło w pokoju
nie uległo zmianie, więc jasne jest, co się dzieje.
Próbują stać się jednym stworzeniem,
ale coś im na to nie pozwala. Są dla siebie czuli, wystraszeni,
że ich urywane, przenikliwe krzyki przygotują ich na chwilę
gdy znów od siebie odpadną. Więc ocierają się o siebie,
usta są suche, potem mokre, a potem suche.
Czują się jak w oku jakiejś potężnej
i zbitej z tropu woli. Czują
się zwierzęciem prawie kompletnym,
wyrzuconym przez fale na brzeg świata –
lub skulonym pod bramą do ogrodu –
do którego, czego nie potrafią przyjąć,
nie zostaną nigdy przyjęci.

Misery and Splendor

Summoned by conscious recollection, she
would be smiling, they might be in a kitchen talking,
before or after dinner. But they are in this other room,
the window has many small panes, and they are on a couch
embracing. He holds her as tightly   
as he can, she buries herself in his body.
Morning, maybe it is evening, light
is flowing through the room. Outside,
the day is slowly succeeded by night,
succeeded by day. The process wobbles wildly
and accelerates: weeks, months, years. The light in the room
does not change, so it is plain what is happening.
They are trying to become one creature,
and something will not have it. They are tender
with each other, afraid
their brief, sharp cries will reconcile them to the moment
when they fall away again. So they rub against each other,
their mouths dry, then wet, then dry.
They feel themselves at the center of a powerful
and baffled will. They feel
they are an almost animal,
washed up on the shore of a world—
or huddled against the gate of a garden—
to which they can’t admit they can never be admitted.

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Dama de blanco

el poema es mi cuerpo
esto la poesía
la carne fatigada
el sueño el sol
atravesando desiertos
los extremos del alma se tocan
y te recuerdo Dickinson
precioso suave fantasma
errando tiempo y distancia
en la boca del otro habitas
caes al aire eres el aire
que golpea con invisible sal
mi frente
los extremos del alma se tocan
se cierran se oye girar la tierra
ese ruido sin luz
arena ciega golpeándonos
así será ojos que fueron boca
que decía manos que se abren
y se cierran vacías
distante en tu ventana
ves al viento pasar
te ves pasar el rostro en llamas
póstuma estrella de verano
y caes hecha pájaro
hecha nieve en la fuente
en la tierra en el olvido
y vuelves con falso nombre de mujer
con tu ropa de invierno
con tu blanca ropa de
invierno
enlutado

Trad. Ada Trzeciakowska

Dama w bieli

wiersz jest moim ciałem
a poezja to
zmęczone ciało
sen słońce
przemierzające pustynie
końce duszy stykają się
i pamiętam ciebie Dickinson
śliczny delikatny błędny
duchu czas i przestrzeń
zamieszkujesz na ustach innych
opadasz z powietrzem jesteś wiatrem
co smaga niewidzialną solą
czoło moje
końce duszy stykają się
zwierają się słychać obroty ziemi
ten łoskot bez światła
ślepy piach chłoszczący nas
tak stanie się oczami, które były ustami
mówiącymi dłonie, które otwierają się
i zamykają puste
daleka w twoim oknie
widzisz jak przetaczają się wichry
widzisz siebie niknącą twarz pośród płomieni
pośmiertna letnia gwiazdo
i opadasz jako ptak
jako śnieg na źródło
na ziemię w zapomnieniu
by powrócić pod przybranym kobiecym imieniem
w zimowym stroju
w twoich białych sukniach
na zimę
w żałobie

Fotos de Laura Makabresku

Maravilloso biopic de Terence Davis.

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Ada Trzeciakowska

La Galería (fragm.)

Voces en el micrófono decían: La velocidad es el poder.
¡La velocidad es el poder!
¡Sigue el juego, the show must go on!

En nuestras carreras nos movemos rígidamente paso a paso
como en el teatro 
con máscaras, gritando la canción: ¡Yo, soy Yo!
El derrotado
es representado por una manta enrollada.

Un artista dijo: Antes era un planeta
con mi propia atmósfera densa.
Los rayos del exterior se refractaban en arcoíris.
Las constantes tormentas rugían dentro, dentro.

Ahora estoy quemado, árido y abierto.
Ya carezco de esa energía infantil.
Tengo un lado caliente y un lado frío.

Ningún arcoíris.

Máscaras de teatro Noh

Tłum. Leonard Neuger

Galeria (frg.)

Głosy w mikrofonie mówiły: Tempo to potęga,
tempo to potęga!
Graj w tę grę, the show must go on!

W karierze poruszamy się sztywno krok za krokiem
jak w teatrze no
z maskami, rycząc pieśń: Ja, to Ja!
Ten kto przegrał reprezentowany jest przez zwinięty koc.

Artysta mówił: Dawniej byłem planetą
z własną gęstą atmosferą,
na której załamywały się w tęczę promienie z zewnątrz.
Ciągłe burze szalały wewnątrz, wewnątrz.

Teraz jestem skończony i suchy i otwarty.
Brakuje mi obecnie dziecięcej energii.
Mam stronę gorącą i stronę zimną.

Żadnych tęcz.

Transl. Patty Crane

The Gallery (fragm.)

Voices in the microphone said: Speed is power
speed is power!
Play the game, the show must go on!

We move through our career stiffly, step by step
like in a Noh play
with masks, shrieking song: Me, it’s Me!
Whoever’s defeated
is represented by a rolled-up blanket.

An artist said: I used to be a planet
with my own dense atmosphere.
Incoming rays were refracted into rainbows.
Continuous thunderstorms raged within, within.

Now I’m burnt-out and dry and open.
I no longer have childlike energy.
I have a hot side and a cold side.

Full text here

Gallerit

Röster i mikrofonen sa: Fart är makt
fart är makt!
Spela spelet, the show must go on!

I karriären rör vi oss stelt steg för steg
som i ett no-spel
med masker, skrikande sång: Jag, det är Jag!
Den som slogs ut
representerades av en hoprullad filt.

En konstnär sa: Förr var jag en planet
med en egen tät atmosfär.
Strålarna utifrån bröts där till regnbågar.
Ständiga åskväder rasade inom, inom.

Nu är jag slocknad och torr och öppen.
Jag saknar numera barnslig energi.
Jag har en het sida och en kall sida.

Inga regnbågar.

Fullständig text här

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Strip tease

quítate el sombrero
 si lo tienes
quítate el pelo
que te abandona
quítate la piel
las tripas los ojos
 y ponte un alma
si la encuentras

Trad. Ada Trzeciakowska

Strip tease

zdejmij kapelusz
jeśli go masz
ściągnij włosy,
które cię opuszczają
zdejmij skórę
trzewia oczy
i załóż duszę
jeśli ją znajdziesz

Fotos de René Groebli (1927 – , Suiza)

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Divertimento

Playa nocturna
donde el sol llega caminando sobre sus manos,
fresco, cabalgando como el viejo caballo de la plaza
todo de madera y rojo,
como un campanario sobre el mar y sus estatuas,
claros apóstoles con la boca abierta
y el paladar negro de tanto hablar con Dios
y de beberlo en la mañana
a verdes tragos,
sorprendiéndolo entre las gaviotas,
porque él es el pingüino macho de ojos salados
o la vieja tortuga
cuyo amor ilumina el bosque.

Y llega el sol
y el dolor en la playa es una mujer con barbas,
el esfuerzo pasado,
y no este piano en la arena
ni Mozart desnudo
como una niña arrebatada y libre
jugando al escondite con su sombra
y con la sombra de todos
y con la muerte
que se deshace en sonrisas en este falso jardín,
en el único día,
el inesperado,
el que cae como una manzana sobre la cabeza.

¡Voilà! Soy dulce, dice,
pero mañana romperemos el espejo,
robaremos al ladrón,
educaremos al demonio,
y el tiempo vuela,
y Mozart vuela
y no vuelve sino a oscuras
espectral y terrible
en asambleas de hombres tristes.

Escuchemos al caballo,
matemos al apóstol,
y amémonos sólo así,
con la boca abierta y tan jóvenes,
estudiando al pingüino,
muy lejos del tormento
y del cielo colosal e inflexible.

Trad. Ada Trzeciakowska

Divertimento

Nocna plaża
dokąd słońca dociera spacerując na rękach,
rześkie, podrygując jak stary koń z placyku
cały z drewna i czerwony,
jak dzwonnica nad morzem i jej posągi,
świetliści apostołowie o otwartych ustach
y czarnych podniebieniach od długich rozmów z Bogiem
i od spijania go o poranku
zielonymi łykami,
zaskoczywszy go wśród mew,
bo jest on pingwinem rodzaju męskiego o słonych oczach
lub starym żółwiem,
którego miłość rozświetla las.

I dociera słońce
i ból na plaży jest kobietą z brodą,
minionym wysiłkiem,
a nie tym pianinem na piasku
ani nagim Mozartem
jak dziewczynka rozgrzana i wolna
bawiąca się w chowanego ze swoim cieniem
i z cieniem wszystkich
i ze śmiercią
która rozdaje uśmiechy w tym sztucznym ogrodzie,
tego jedynego dnia,
niespodziewanego,
który spada na głowę jak jabłko.

Voilà! Jestem słodka, mówi,
ale jutro potłuczemy lustra,
okradniemy złodzieja,
wychowamy demona,
a czas frunie,
i Mozart frunie
i wraca dopiero po zmroku
podobny do widma i straszny
na zgromadzeniach ludzi smutnych.

Posłuchajmy konia,
zabijmy apostoła,
i miłujmy się tak,
z otwartymi ustami i tacy młodzi,
ucząc się pingwina,
daleko od burzy
i przepastnego i nieugiętego nieba.

Fotograma de Vientos de agosto de Gabriel Mascaro

Tomas Tranströmer

1931-2015, Suecia

Trad. Francisco Serrano

Abril y silencio

La primavera desolada.
Una zanja de terciopelo negro
repta a mi lado
sin reflejarse.

Las únicas que brillan
son estas flores gualdas.

Mi sombra me lleva
como un violín
en su estuche negro.

Todo lo que quería decir
reluce inaccesible
como la plata
en casa del usurero.

Fotos propias

Tłum. Leonard Neuger

Kwiecień i cisza

Wiosna leży odłogiem.
Ten rów aksamitnie mroczny
pełznie tuż koło mnie
bez odblasków.

Jedyne co lśni
to żółte kwiaty.

Jestem niesiony w moim cieniu
jak skrzypce
w czarnym pudle.

Jedyne co chcę powiedzieć
błyska niedosiężnie
jak srebro
w lombardzie.

Transl. Robin Fulton

April and silence

Spring lies desolate.
The velvet-dark ditch
crawls by my side
without reflections.

The only thing that shines
is yellow flowers.

I am carried in my shadow
like a violin
in its black box.

The only thing I want to say
glitters out of reach
like the silver
in a pawnbroker’s.

Leszek Szaruga

1946 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Libro

La cosa es que no sé explicarme con claridad
Y constantemente debo empezar desde el principio
En especial en lo que respecta a las declaraciones de amor,
Pero también al currículo y a las plegarias:
Todos ellos siguen inacabados
Quizás este sea el motivo de incesantes cambios:

Cambian las mujeres, el sentido de la vida, los dioses,
Pero también los paisajes y el significado de las palabras.
Por eso el gran libro que me he propuesto
Tiene tantas variantes escritas en borrador
Suspendidas en mitad de la frase, a veces ininteligibles,
Como cada descripción de lo que precede la destrucción

Księga

Rzecz w tym, że nie umiem się wysłowić
I wciąż zaczynać muszę od początku
Dotyczy to szczególnie mych wyznań miłosnych
Lecz także życiorysu i modlitw –
Wszystko to ciągle jest niedokończone
W tym też chyba przyczyna nieustannych zmian:

Zmieniają się kobiety, sens życia, bogowie
A także krajobrazy i znaczenia słów
Dlatego wielka księga, która zamierzyłem
Ma aż tyle wariantów pisanych na brudno
Zawieszonych w pół zdania, czasem nieczytelnych
Jak każdy opis tego, co poprzedza zagładę

Blanca Varela

1926-2009, Perú

Media voz

la lentitud es belleza
copio estas líneas ajenas
respiro
             acepto la luz
bajo el aire ralo de noviembre
bajo la hierba sin color
bajo el cielo cascado y gris
             acepto el duelo
y la fiesta

no he llegado
no llegaré jamás
en el centro de todo está el poema
intacto sol
ineludible noche

sin volver la cabeza
merodeo su luz
             su sombra
animal de palabras
husmeo su esplendor
su huella
        sus restos
todo para decir
que alguna vez estuve
atenta desarmada
                                       sola
casi en la muerte
casi en el fuego

Trad. Ada Trzeciakowska

Półgłosem

Powolność jest pięknem
przepisuję te cudze wersy
oddycham
             przyjmuję światło
pod tym rzadkim listopadowym powietrzem
pod trawą bez koloru
pod rozbitym i szarym niebem
             przyjmuję żałobę
i święto

Nie dotarłam
nigdy nie dotrę
w centrum wszystkiego jest wiersz
nieskazitelne słońce
nieunikniona noc

nie obracając głowy
zagrabiam jego światło
             jego cień
zwierzę ze słów
węszę jego splendor
jego ślad
             jego resztki
wszystko po to by powiedzieć
że kiedyś byłam
czujna nieuzbrojona
                                        sama
prawie we śmierci
prawie w ogniu

Fotos propias