Blanca Varela

1926-2009, Perú

es fría la luz

es fría la luz de la memoria
lo apenas entrevisto brilla con insistencia
gira buscando el casco de botella
o el charco de lluvia

tras cualquier puerta que se abre
está la luna
tan grande y plana
tan fuera de lugar
como si de un cuadro se tratara
óleo sobre el papel
endurecido por el tiempo

así cayeron en la mente
formas y colores
casualidades
azar que anuda sombras
vuelcos en la negra marmita
donde a borbotones
se cuecen gozo y espanto

crece el yeso de un cielo
mil veces lastimado
mil veces blanqueado
se borra el mundo y se vuelve a escribir
hasta el último aliento

sólo esto
eternidad aparente
mísera astilla de luz en la entraña
del animal
que apenas estuvo



Fotos propias

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zimne jest światło

zimne jest światło pamięci
to, co ledwo dostrzegalne, lśni z uporem 
kręci się w poszukiwaniu szkła butelki
albo kałuży deszczu

za każdymi otwierającymi się drzwiami
jest księżyc
taki duży i płaski
tak nie na miejscu
jakby był olejnym
obrazem na papierze
utwardzonym przez czas

tak powpadały do umysłu
formy i kolory
przypadki
ślepy traf, który wiąże cienie
fikołek w czarnym kotle
gdzie bulgocząc
wrą błogość i groza

rośnie tynk nieba
tysiąc razy uszkodzonego
tysiąc razy pobielonego
świat wymazuje się i pisze na nowo
aż do ostatniego tchnienia

tylko to
pozorna wieczność
żałosna drzazga światła w brzuchu
zwierzęcia
które ledwie było

George Szirtes

1948 – , Hungría/Reino Unido

Trad. Ada Trzeciakowska

Petersen: Kleichen y un hombre

He visto la eternidad y es justo así:
un hombre y una mujer bailan en el bar
en una calle miserable en un suelo sin barrer.

Todo se adhiere y trama y desespera,
a un punto entre la violencia y la abyección,
entre la calidez y agorafóbico miedo.

Déjame invertirlo y aceptar el miedo.
Déjame refutar las objeciones a la abyección,
pues la vida misma desespera

y tiene que pisar el suelo sin barrer
con cuidado y amor, mientras que el bar
flota suspendido en la eternidad. Justo así.

Serie de Anders Petersen. Kleinchen and Rose with Mona, Café Lehmitz. 1970

Situado en el barrio rojo de Hamburgo, el Café Lehmitz era un lugar de encuentro de prostitutas, proxenetas, travestis, matones y delincuentes. Anders Petersen (Estocolmo, 1944) tenía dieciocho años cuando llegó a Hamburgo y encontró el Café Lehmitz casi por azar. En él trabó amistades que le marcarían durante mucho tiempo. En 1968 regresó al Lehmitz, conoció a nuevos clientes, entabló contactos y comenzó a hacer fotografías. Estas imágenes, publicadas por primera vez en 1978, se han convertido desde entonces en clásicas de su género. Turbadoras en su franqueza y autenticidad, desprovistas de voyerismo y falsa compasión, las imágenes de Petersen evocan la mirada de Brassaï. El Café Lehmitz ya no existe, pero ese mundo distinto, ese entorno considerado asocial, revela aquí toda su cohesión y su dignida . (Texto editorial)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Petersen: Kleichen i Mężczyzna

Widziałem wieczność i wygląda tak:
mężczyzna i kobieta tańczą, w tle bar,
na biednej ulicy, na brudnej podłodze.

Wszystko się tam klei i knuje zrozpaczone,
gdzieś na styku przemocy i wstrętu,
między ciepłem a agorafobicznym lękiem.

Pozwól, że to obrócę i pogodzę się z lękiem.
Pozwól, że pozbędę się oporów wobec wstrętu,
skoro samo życie jest zrozpaczone,

i musi stąpać po brudnej podłodze
ostrożnie i czule, podczas gdy bar
unosi się w wieczności. Właśnie tak.

Petersen: Kleichen and a Man 

I have seen eternity and it is like this,
a man and woman dancing in a bar
in a poor street on an unswept floor.

It clings and plots and is desperate,
at a point between violence and abjection,
between warmth and agoraphobic fear.

Let me reverse this and accept the fear.
Let me drop all objections to abjection,
since life itself  is desperate

and has to tread the unswept floor
carefully, lovingly, while the bar
hovers in eternity. Like this.

Krzysztof Koehler

1963 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Con el rostro entre las manos,
con la cabeza hacia la luz,
reconciliado susurro
SÍ Sí Sí Sí: Amor,
en el rincón del vagón
de un tren que avanza entre las brumas del valle.

Iba a haber de todo: elevaciones
mofa y muerte.
No hubo nada.
Nada justo estaba sucediendo,
empezaba a correr,
como la oscuridad -cedía
mediante la luz-.

Hay solo un instante así
a lo largo del día:

La eternidad perdura justo de esta manera.

Fotografías de René Groebli; Michal Lukasiewicz; Masao Yamamoto

***

Z twarzą w dłoniach,
z głowa w stronę światła,
pogodzony i wyszeptujący
Tak Tak Tak Tak: Miłość,
w samym kącie wagonu
pociągu sunącego zamgloną doliną.

Wszystko miało być: wyniesienia
szyderstwo i śmierć.
Nie było nic.
Nic właśnie działo się,
rozpoczynało biec,
jak mrok – ustępowało
światłem.

Jest tylko jeden taki
moment w ciągu dnia:

Wieczność w taki właśnie sposób trwa.


Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Cuando ya el torrente de cascotes y lodo que se desliza por la ladera
haya desgarrado el manto aluvial -la vida- y nos mezcle con el barro
y las piedras,

te reconoceré por la raíz, por la diminuta roya en el limbo de la hoja pinada.
Te reconoceré por la semilla y las trazas de hoja,
por la escama que protege la yema hibernando:

y te besaré
con labios de tierra

Fotografías impresas sobre las hojas por Hiro Chiba

***

Gdy już sunący zboczem gruzowo-błotny strumień
rozerwie tę aluwialną pokrywę, życie, i wymiesza nas z gliną
i kamieniami,

poznam cię po korzeniu, po drobnej rdzy na blaszce pierzastego liścia.
Poznam cię po nasieniu i liściowych bliznach,
po ochronnej łusce na zimującym pąku –

będę całować cię
wargami z ziemi

Enrique Morón Morón

1942 – , España (Granada)

Lo mismo que la piedra

Lo mismo que la piedra
que al naufragar en un estanque deja
una explosión de anillos argentinos
que danzan en la brisa,
así has de procurar, cuando tu gesto
se extinga,
que sean tus palabras las que queden,
como anillos concéntricos. Lo mismo
que la piedra.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Niczym kamień

Niczym kamień
który tonąc w stawie pozostawia
eksplozję srebrzystych pierścieni
tańczących na wietrze,
tak winieneś starać się, kiedy twoje gesty
zanikną,
by twoje słowa były tym co pozostanie,
jak te koncentryczne pierścienie. Niczym
kamień.

Fotografías de Nadav Kander (1961 – , Israel)

Marianne Moore

1887-1972, Estados Unidos

Trad. Jorge Aulicino

¿Qué son los años?

        ¿Cuál es nuestra inocencia,
cuál es nuestra culpa? Todos estamos
        desnudos, nadie está seguro. Por lo tanto,
es coraje: la pregunta sin contestar,
la duda firme,-
llamando muda, escuchando sorda- ¿eso
en la desgracia, hasta la muerte,
        dando coraje a otros,
        y en su derrota, alentando

        al alma a ser fuerte? Ve
profundo y es alegre quien
        accede a la mortalidad
y en su prisión se levanta
a sí mismo como
al mar en un abismo, luchando por ser
libre aunque es incapaz,
        en su entrega,
        de encontrar su continuidad.

        Entonces quien fuertemente siente,
se comporta. El pájaro mismo,
        se ensancha; acerado
en su forma, se endereza. Aunque está cautivo,
sus poderosos cantos
dice, la satisfacción es una cosa
humilde, como pura una cosa es alegría.
        Eso es mortalidad,
        eso es eternidad.

Tłum. Julia Hartwig

Czym są lata?

        Czym jest nasza niewinność
i czym nasza wina? Wszyscy są
        nadzy, nikt nie jest bezpieczny. Skąd płynie
męstwo: rzecz bez odpowiedzi,
harda wątpliwość –
co niema krzyczy, głucha nasłuchuje
i sprawia, że na przekór nieszczęściu i śmierci
        rośnie odwaga
        i we własnej klęsce

        duch krzepnie. Widzi
do głębi i szczęśliwy ten,
        kto przystał na śmiertelność
i w więzieniu własnym
wznosi się ponad siebie
jak morze, co szamocąc się w otchłani,
aby być wolne, choć nim być nie może,
        w swoich porażkach
        odnajduje ciągłość.        

        Tak postępuje ten,
kto czuje mocno. Nawet ptak
        gdy śpiewa, rośnie,
prostuje swój kształt. Chociaż uwięziony,
mocnym śpiewem głosi,
że sytym być to rzecz pozioma,
czysta jest radość.
        To jest śmiertelność.
        To wieczność.

Fotografías de Bruce Davidson (1933- , EE.UU)

What Are Years?

        What is our innocence,
what is our guilt? All are
        naked, none is safe. And whence
is courage: the unanswered question,
the resolute doubt, —
dumbly calling, deafly listening—that
in misfortune, even death,
         encourage others
         and in its defeat, stirs

        the soul to be strong? He
sees deep and is glad, who
        accedes to mortality
and in his imprisonment rises
upon himself as
the sea in a chasm, struggling to be
free and unable to be,
        in its surrendering
        finds its continuing.

        So he who strongly feels,
behaves. The very bird,
      grown taller as he sings, steels
his form straight up. Though he is captive,
his mighty singing
says, satisfaction is a lowly
thing, how pure a thing is joy.
        This is mortality,
          this is eternity.

Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Martín López-Vega

Huérfanos de la eternidad

Una noche caminábamos tú y yo juntos.
La luna era tan brillante
que podíamos ver la senda entre los árboles.
Luego las nubes la escondieron
y tuvimos que tantear el camino
hasta que sentimos la arena bajo los pies desnudos
y escuchamos el rumor de las olas.

¿Recuerdas que me dijiste:
«Todo, fuera de este momento, es mentira»?
Nos desnudábamos en la oscuridad
al borde del agua
cuando arranqué el reloj de mi muñeca
y sin ser visto ni decir
nada, lo arrojé al mar.

Mi videopoema, adaptación del texto de Charles Simic

Tłum. Magda Heydel

Sieroty wieczności

Któregoś wieczoru na spacerze, ty i ja.
Księżyc był tak jasny,
Żeśmy widzieli ścieżkę pod drzewami.
Potem zakryły go chmury,
Więc dalej szliśmy po omacku,
Aż pod bosymi stopami poczuliśmy piasek
I usłyszeliśmy uderzenia fal.

Pamiętasz, że powiedziałaś:
«Poza tą chwilą wszystko jest kłamstwem»?
Rozbieraliśmy się w ciemności
Tuż nad samą wodą,
A ja zsunąłem z nadgarstka zegarek
I, niewidziany, nie mówiąc niczego
W odpowiedzi, cisnąłem go w morze.

Serie de fotogramas de la magnífico y oscuro “Fausto” de Alexander Sokurov (2011)

Eternity’s Orphans

One night you and I were walking.
The moon was so bright
We could see the path under the trees.
Then the clouds came and hid it
So we had to grope our way
Till we felt the sand under our bare feet,
And heard the pounding waves.

Do you remember telling me,
‘Everything outside this moment is a lie’?
We were undressing in the dark
Right at the water’s edge
When I slipped the watch off my wrist
And without being seen or saying
Anything in reply, I threw it into the sea.

Sylvia Plath

1932-1963, EE.UU.

Soy vertical

Trad. Xoán Abeleira

Pero preferiría ser horizontal. Yo
No soy un árbol enraizado en la tierra,
Absorbiendo minerales y amor materno
Para rebrotar esplendoroso cada mes de marzo,
Ni tampoco la belleza del arriate del jardín
Que deja boquiabierto a todo el mundo y a la que
Todo el mundo quiere pintar maravillosamente,
Ignorando que muy pronto se deshojará.
Comparado conmigo, un árbol es inmortal,
Un racimo de flores, más bajo, aunque más llamativo,
Y yo anhelo la longevidad de uno y la osadía del otro.

Esta noche, bajo la luz infinitesimal de los astros,
Los árboles y las flores han estado esparciendo sus aromas frescos.
Yo paseo entre ellos, aunque no se percaten de mi presencia.
A veces pienso que cuando duermo
Es cuando más me parezco a ellos—
Desvanecidos ya los pensamientos.
En mí, el estar tendida, es algo connatural.
Entonces el cielo y yo conversamos abiertamente.
Y seguro que seré más útil cuando al fin me tienda para siempre:
Entonces quizás los árboles me toquen por una vez,
Y las flores, finalmente, tengan tiempo para mí.

Trad. Ezequiel Zaindenwerg

Pero preferiría ser horizontal.
No soy un árbol con raíces en el suelo,
que sorba minerales y amor maternal,
para que al llegar marzo sus hojas resplandezcan;
ni encarno la belleza de un jardín,
que atraiga exclamaciones y mueva a que lo pinten,
sin saber que muy pronto sus pétalos caerán.
Comparado conmigo, es inmortal el árbol.
Y una corola, no muy alta, pero más sorprendente,
y de uno anhelo la longevidad, y de la otra la audacia.

Esta noche, a la luz infinitesimal de las estrellas,
las flores y los árboles han estado esparciendo su refrescante aroma.
Yo camino entre ellos, pero ninguno se da cuenta.
A veces pienso en eso cuando duermo,
tengo que parecérmeles lo más posible:
pensamientos que se han ido empañando.
Yo, que estoy acostada, lo siento como algo natural.
Así es que el cielo y yo tenemos nuestras charlas,
y he de ser útil cuando yazca al fin:
por una vez, entonces, me tocarán los árboles, y tendrán tiempo para mí las flores.

Fotos propias

Tłum. Teresa Truszkowska

Jestem pionowa

Lecz wolałabym być pozioma.
Nie jestem drzewem zakorzenionym w ziemi,
Ssącym minerały i macierzyńską miłość,
Żeby każdego marca rozbłysnąć liściem,
Nie jestem też tak piękna jak kłąb ogrodowy,
By wzbudzać okrzyk zachwytu wspaniałą barwą,
Nieświadoma, że wkrótce utracę swe płatki.
W porównaniu ze mną drzewo jest nieśmiertelne
A główka kwiatu bardziej godna podziwu.
Ja zaś pożądam długowieczności drzewa i śmiałości kwiatu.

Dzisiejszej nocy, w bladym świetle gwiazd,
Drzewa i kwiaty rozsiewają świeże zapachy.
Przechadzam się pośród nich, lecz mnie nie widzą.
Wyobrażam sobie, że kiedy śpię,
Jestem do nich bardzo podobna-
Myśli mi się mącą-
To położenie jest dla mnie naturalne,
Gdyż wtedy rozmawiam swobodnie z niebem,
A stanę się użyteczna, gdy położę się już na zawsze:
Wówczas drzewa choć raz mnie dotkną, a kwiaty znajdą dla mnie czas.

I am vertical

But I would rather be horizontal.
I am not a tree with my root in the soil
Sucking up minerals and motherly love
So that each March I may gleam into leaf,
Nor am I the beauty of a garden bed
Attracting my share of Ahs and spectacularly painted,
Unknowing I must soon unpetal.
Compared with me, a tree is immortal
And a flower-head not tall, but more startling,
And I want the one’s longevity and the other’s daring.

Tonight, in the infinitesimal light of the stars,
The trees and the flowers have been strewing their cool odors.
I walk among them, but none of them are noticing.
Sometimes I think that when I am sleeping
I must most perfectly resemble them —
Thoughts gone dim.
It is more natural to me, lying down.
Then the sky and I are in open conversation,
And I shall be useful when I lie down finally:
Then the trees may touch me for once, and the flowers have time for me.

Eugenio Montale

1896-1981, Italia

Trad. Alejandro Oliveros

Casa en el mar

El viaje termina aquí:
en los mezquinos cuidados que separan
el alma que ya no sabe dar un grito.
Ahora los minutos son iguales y fijos
como las vueltas de la rueda de una bomba.
Una vuelta: un chorro de agua que retumba
otra: más agua y de vez en cuando un chirrido.

El viaje termina en esta playa
que prueban las asiduas y lentas mareas.
Nada sino cansados humos revelan
el mar tramado con conchas
por suaves brisas: y es raro que aparezcan
en la muda bonanza
entre las islas del aire migratorio
montañosa Córcega o Capraia.

Preguntas si todo así se desvanece
en esta poca niebla de memoria
si en la hora que adormece o en el suspiro
del oleaje se cumple cada destino.
Quisiera decirte que no, que se aproxima
la hora en que pasarás más allá del tiempo;
quizá sólo el que desea se hace infinito
y tú podrás, tal vez, no yo.
Y acaso tú puedas, yo no.
Pienso que para la mayoría no hay salvación,
pero alguien subvierte todo designio,
atraviesa el umbral, y se reencuentra cuando desea.
Antes de ceder quisiera señalarte esta vía de escape
frágil como en los agitados campos
del mar erizado o la espuma.
Te entrego asimismo mi avara esperanza.
Hasta nuevos días, cansado, no sé aumentarla:
la ofrezco en prenda a tu destino, que te salve.

El camino termina en estas playas
que la marea roe con movimiento alterno.
Tu cercano corazón no me oye,
tal vez zarpa ya hacia el infinito.

Tłum. Zygmunt Kubiak

Dom nad morzem

Podróż kończy się tu:
w lichych troskach dzielących duszę,
która krzyknąć już nie potrafi.
Wszystkie minuty teraz bliźniacze są i stałe
jak obroty koła u pompy.
Obrót: wznosi się woda, spada głośnym pluskiem.
Drugi obrót, woda znów, zgrzyt przy każdym obrocie.

Podróż kończy się na tym piasku wybrzeża
Nawiedzanym przez uparte a powolne przypływy.
Niczego, oprócz leniwych dymów, nie odsłania
nadmorski ten płat, który przetykają konchami
powiewy łagodne: rzadko się pojawi
w niemym spokoju morza
pośród wędrownych wysp powietrza
szeroki grzbiet Korsyki albo Kapraja.

Pytasz, czy właśnie tak się wszystko rozwiewa
w tej ulotnej mgle pamięci,
czy w godzinie odrętwienia albo w westchnieniu niedoli
wszelkie się przeznaczenie wypełnia.
Chciałbym ci rzec: nie, powiedzieć, że dla ciebie
zbliża się godzina, gdy poza czas odejdziesz;
może tylko ten, kto chce, wchodzi w nieskończoność –
i ty dokonasz tego, być może, ja nie.
Myślę, że dla większości nie ma ocalenia,
ale czasem ktoś obala wszelki wzór,
przekracza wyłom i, czym być zapragnął, tym się staje.
Chciałbym, zanim odejdę, tę ucieczki drogę
wskazać tobie
nietrwałą, jak nad wzdętym morza rozłogiem
zmarszczka wody, piana fali.
Daję ci także moją skąpą nadzieję.
W nowych dniach, znużony, już bym jej nic nie przydał;
pragnę nią przekupić twój los, niech się ocali.

Droga kończy się u tych morskich podwoi,
które przypływy ruchem zmiennym przeżera.
Serce twe, tak bliskie, niech słucha słów moich,
pewnie już ku wieczności żagle rozpościera.

Fotogramas de Villa Amalia de Benoît Jacquot y de La mirada de Ulises de Theo Angelopoulos 

Casa sul mare

ll viaggio finisce qui:
nelle cure meschine che dividono
l’anima che non sa più dare un grido.
Ora i minuti sono eguali e fissi
come i giri di ruota della pompa.
Un giro: un salir d’acqua che rimbomba.
Un altro, altr’acqua, a tratti un cigolio.

Il viaggio finisce a questa spiaggia
che tentano gli assidui e lenti flussi.
Nulla disvela se non pigri fumi
la marina che tramano di conche
i soffi leni: ed è raro che appaia
nella bonaccia muta
tra l’isole dell’aria migrabonde
la Corsica dorsuta o la Capraia.

Tu chiedi se così tutto vanisce
in questa poca nebbia di memorie;
se nell’ora che torpe o nel sospiro
del frangente si compie ogni destino.
Vorrei dirti che no, che ti s’appressa
l’ora che passerai di là dal tempo;
forse solo chi vuole s’infinita,
e questo tu potrai, chissà, non io.
Penso che per i più non sia salvezza,
ma taluno sovverta ogni disegno,
passi il varco, qual volle si ritrovi.
Vorrei prima di cedere segnarti
codesta via di fuga
labile come nei sommossi campi
del mare spuma o ruga.
Ti dono anche l’avara mia speranza.
A’ nuovi giorni, stanco, non so crescerla:
l’offro in pegno al tuo fato, che ti scampi.

Il cammino finisce a queste prode
che rode la marea col moto alterno.
Il tuo cuore vicino che non m’ode
salpa già forse per l’eterno.

Transl. William Arrowsmith

House by the Sea

Here the journey ends:
in these petty cares dividing
a soul no longer able to protest.
Now minutes are implacable, regular
as the flywheel on a pump.
One turn: a rumble of water rushing.
Second turn: more water, occasional creakings.

Here the journey ends, on this shore
probed by slow, assiduous tides.
Only a sluggish haze reveals
the sea woven with troughs
by the mils breezes: hardly ever
in that dead calm
does spiny Corsica or Capraia loom
through islands of migratory air.

You ask: Is this how everything vanishes,
in this thin haze of memories?
Is every destiny fulfilled
in the torpid hour or the breaker’s sigh?
I would like to tell you: No. For you
the moment for your passage out of time is near:
transcendence may perhaps be theirs who want it,
and you, who knows, could be one of those. Not I.
There is no salvation, I think, for most,
but every system is subverted by someone, someone
breaks through, becomes what he wanted to be.
Before I yield, let me help you find
such a passage out, a path
fragile a ridge or foam
in the furrowed sea.
And I leave you my hope, too meager
for my failing strength to foster
in days to come. I offer it
to you, my pledge to your fate, that you break free.

My journey ends on these shores
eroded by the to-and-fro of the tides.
Your heedless heart, so near, may even now
be lifting sail for the eternities.

Czesław Miłosz

1911-2004, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

¿Quién?

Detrás de la roja luz de la calle hojas jóvenes de los castaños.
¿Quién es él que ve?
¿De dónde viene, adónde va, quién
Es el que aquí en su lugar seguirá
Viendo lo mismo, pero no exactamente,
dada la distinta pulsación de la sangre?

Y ramas de árboles enormes sobre un empinado camino
Inclinadas una hacia la otra y en esta alameda,
Detrás de la columnada de los troncos, claridad abierta.
¿Para quién? Y cómo cambia
con cada vuelta de la mirada?

Sed vosotras mismas, cosas de esta tierra, sed vosotras.
No confiéis en nosotros, ni en nuestro aliento,
en fantasías de nuestro ojo ávido y traicionero.
Os anhelamos, a vuestra esencia,
Que continuéis inmutables dentro de vosotras mismas.
Puras, no vistas por nadie.

Fotograma de El sol del membrillo Víctor Erice (1992)

Kto?

Za czerwonym ulicznym światłem młode liście kasztanów.
Kim jest ten, który widzi?
Skąd przychodzi, dokąd zniknie, kto
Jest ten, który tu będzie zamiast niego
Widzieć to samo ale nie to samo,
Bo z innym pulsowaniem krwi?

I konary potężnych drzew nad stromą drogą pod górę
Nachylone ku sobie, i w tej alei,
Za kolumnadą pni, otwarta jasność.
Dla kogo to? I jak się zmienia
Za każdym nowym powrotem widzenia?

Bądźcie sobą, rzeczy tej ziemi, bądźcie sobą.
Nie polegajcie na nas, na naszym oddechu,
Na fantazjach zdradliwego i chciwego oka.
Tęsknimy do was, do waszej istoty,
Abyście trwały takie jak w sobie jesteście,
Czyste i nie oglądane przez nikogo.

Fotos propias, huerto de mi madre, Włocławek.

Transl. VV.AA

Who?

Byond the red traffic light, young chestnut leaves.
Who is the one seeing it,
Where does he come from, where will  he disappear to, who
Is the one, instead of him,
Seeing the same but not the same thing,
For his is a different pulsation of the blood?
 
And limbs of huge trees over a steep road,
Leaning into each other and in that lane,
Beyond the colonnade of trunks, open brightness.
For whom is this? And how does it vary?
Is it present every time or just imaginary?
 
Be yourselves, things of this earth, be yourselves!
Don’t rely on us, on our breath,
On the fancies of our treacherous and avid eye.
We long for you, for your essence,
For you to last as you are in yourselves:
Pure, not looked at by anybody.