Eugenio Montejo

1938-2008, Venezuela

lo nuestro

Tuyo es el tiempo cuando tu cuerpo pasa
   con el temblor del mundo,
   el tiempo, no tu cuerpo.
Tu cuerpo estaba aquí, tendido al sol, soñando,
   se despertó contigo una mañana
   cuando quiso la tierra.

Tuyo es el tacto de las manos, no las manos;
la luz llenándote los ojos, no los ojos;
acaso un árbol, un pájaro que mires,
   lo demás es ajeno.
Cuanto la tierra presta aquí se queda,
   es de la tierra.

Sólo trajimos el tiempo de estar vivos
entre el relámpago y el viento;
el tiempo en que tu cuerpo gira con el mundo,
el hoy, el grito delante del milagro;
la llama que arde con la vela, no la vela,
la nada de donde todo se suspende,
   —eso es lo nuestro.

lo mío

Tłum. Ada Trzeciakowska

TO, CO NASZE

To czas, kiedy twoje ciało przemija
   przy drżeniu świata,
   czas, nie ciało.
Twoje ciało było tutaj, leżało na słońcu, śniło,
   obudziło się z tobą kiedyś rano
   gdy ziemia go zapragnęła.

Twój jest dotyk rąk, lecz nie ręce;
światło wypełniające twoje oczy, lecz nie oczy;
może drzewo, ptak, na które patrzysz,
   wszystko inne jest obce.
To, co ziemia użycza tutaj, tutaj zostanie,
   do ziemi należy.

Wnieśliśmy tylko czas, w którym żyjemy
pośród błyskawic na wietrze;
czas, w którym twoje ciało obraca się wraz ze światem,
dzień dzisiejszy, płacz wobec cudu;
płomień, który płonie wraz ze świecą, lecz nie świecę,
nicość, w której wszystko jest zawieszone,  
   – oto, co nasze.

Marianne Moore

1887-1972, Estados Unidos

Trad. Jorge Aulicino

¿Qué son los años?

        ¿Cuál es nuestra inocencia,
cuál es nuestra culpa? Todos estamos
        desnudos, nadie está seguro. Por lo tanto,
es coraje: la pregunta sin contestar,
la duda firme,-
llamando muda, escuchando sorda- ¿eso
en la desgracia, hasta la muerte,
        dando coraje a otros,
        y en su derrota, alentando

        al alma a ser fuerte? Ve
profundo y es alegre quien
        accede a la mortalidad
y en su prisión se levanta
a sí mismo como
al mar en un abismo, luchando por ser
libre aunque es incapaz,
        en su entrega,
        de encontrar su continuidad.

        Entonces quien fuertemente siente,
se comporta. El pájaro mismo,
        se ensancha; acerado
en su forma, se endereza. Aunque está cautivo,
sus poderosos cantos
dice, la satisfacción es una cosa
humilde, como pura una cosa es alegría.
        Eso es mortalidad,
        eso es eternidad.

Tłum. Julia Hartwig

Czym są lata?

        Czym jest nasza niewinność
i czym nasza wina? Wszyscy są
        nadzy, nikt nie jest bezpieczny. Skąd płynie
męstwo: rzecz bez odpowiedzi,
harda wątpliwość –
co niema krzyczy, głucha nasłuchuje
i sprawia, że na przekór nieszczęściu i śmierci
        rośnie odwaga
        i we własnej klęsce

        duch krzepnie. Widzi
do głębi i szczęśliwy ten,
        kto przystał na śmiertelność
i w więzieniu własnym
wznosi się ponad siebie
jak morze, co szamocąc się w otchłani,
aby być wolne, choć nim być nie może,
        w swoich porażkach
        odnajduje ciągłość.        

        Tak postępuje ten,
kto czuje mocno. Nawet ptak
        gdy śpiewa, rośnie,
prostuje swój kształt. Chociaż uwięziony,
mocnym śpiewem głosi,
że sytym być to rzecz pozioma,
czysta jest radość.
        To jest śmiertelność.
        To wieczność.

Fotografías de Bruce Davidson (1933- , EE.UU)

What Are Years?

        What is our innocence,
what is our guilt? All are
        naked, none is safe. And whence
is courage: the unanswered question,
the resolute doubt, —
dumbly calling, deafly listening—that
in misfortune, even death,
         encourage others
         and in its defeat, stirs

        the soul to be strong? He
sees deep and is glad, who
        accedes to mortality
and in his imprisonment rises
upon himself as
the sea in a chasm, struggling to be
free and unable to be,
        in its surrendering
        finds its continuing.

        So he who strongly feels,
behaves. The very bird,
      grown taller as he sings, steels
his form straight up. Though he is captive,
his mighty singing
says, satisfaction is a lowly
thing, how pure a thing is joy.
        This is mortality,
          this is eternity.

Elizabeth Bishop

1911-1979, Estados Unidos

Trad. D. Sam Abrams y Joan Margarit

Cuestiones de viaje

Aquí hay demasiadas cascadas: arrolladores torrentes
bajan rápidamente hacia el mar,
y la presión de tantas nubes en las cimas de las montañas
los hace desbordarse en una suave cámara lenta sobre las laderas,
volviéndose cascadas ante nuestros propios ojos.
-Ya que si aquellas venas, aquellas largas millas de brillantes manchas de lágrimas,
aún no son cascadas,
en una época más o menos rápida, como las que aquí transcurren,
probablemente lo serán.
Pero si los arroyos y las nubes continúan viajando, viajando,
las montañas parecen cascos de volcados buques
con limos colgantes y lapas.

Piensa en el largo viaje a casa.
¿Tendríamos que haber permanecido en casa y pensar en esto de aquí?
Hoy, ¿dónde deberíamos estar?
¿Es correcto ser espectadores de extraños que actúan en una obra
en el más extraño de los teatros?
¿Qué infantilismo nos empuja, mientras queda un aliento de vida
en nuestros cuerpos, a correr
para mirar el sol desde el otro lado?
¿Para ver el más pequeño colibrí verde del mundo?
¿Para mirar con atención alguna vieja, inexplicable obra de piedra,
inexplicable e impenetrable,
desde todos los puntos de vista,
percibida en el acto y siempre, siempre encantadora?
Oh, ¿debemos soñar nuestros sueños
y también realizarlos?
¿Y nos queda espacio
para un poniente plegable de viaje, y todavía lo bastante cálido?

Hubiese sido una lástima, a buen seguro,
no haber visto los árboles a lo largo del camino,
realmente exagerados en su belleza,
no haber visto sus gestos,
como nobles pantomimas con vestidos color rosa.
-No haber necesitado detenerse a poner gasolina y no haber podido oír
esas dos tristes notas de la melodía de madera
de unos desaparejados zuecos de madera
que, sin cuidado alguno, golpean
el suelo manchado de aceite de la gasolinera.
(En otro país los zuecos estarían controlados:
cada par sonaría con un idéntico tono.)
-Sería una lástima no haber escuchado
la otra música, la menos primitiva, del gordo pájaro castaño
que canta posado sobre la estropeada bomba de gasolina
en la barroca iglesia de cañas de los jesuitas:
tres torres, cinco cruces de plata.

-Sí, sería una lástima no haber ponderado nunca,
sin precisión, indefinidamente,
qué relación puede existir durante siglos
entre el más burdo calzado de madera
y el cuidado y la exigencia
de las fantasías en las jaulas de madera.
-No haber estudiado historia en
la débil caligrafía de las jaulas de pájaros cantores.
-Y nunca haber tenido que escuchar la lluvia,
tan parecida a los discursos de los políticos:
dos horas de oratoria sin pausa alguna
y después, de repente, un silencio de oro
durante el cual la viajera toma un cuaderno de notas y escribe:

“¿Es una falta de imaginación lo que hace que vengamos
a lugares imaginados, en lugar de quedarnos en casa?
¿O quizá Pascal no tenía toda la razón
en aquello de sentarse tranquilo en una estancia?

Continente, ciudad, país, sociedad:
la elección nunca es amplia ni libre.
Y aquí, o allí… No. ¿Tendríamos que habernos quedado en casa,
doquiera fuese?”.

Fotogramas de Jauja de Lisandro Alonso y Moonrise Kingdom de W. Anderson

Tłum. Andrzej Sosnowski

Pytania w kwestii podróży

Za dużo tych wodospadów; stłoczone strumienie
za szybko pędzą w dół ku morzu,
a pod naporem tylu chmur te górskie wierzchołki
zaczynają musować ze wszystkich stron w zwolnionym tempie,
zmieniając się w wodospady wprost na naszych oczach.
-Bo jeśli te smugi, te błyszczące, kilometrowe łzy
to jeszcze nie wodospady,
to w mgnieniu wieku, a tak biegną tu wieki,
zapewne nimi się staną.
Lecz gdy strumienie i chmury tak sobie podróżują, podróżują,
góry wyglądają jak przewrócone okręty
z brodami skorupiaków i szlamu.

Pomyśl o drodze powrotnej.
Należało zostać w domu i o tych stronach pomyśleć?
Gdzie wypadałoby nam być dzisiaj?
Czy godzi się oglądać dziwnych nieznajomych w sztuce
w tym najdziwniejszym z teatrów?
Cóż to za dziecinada, że póki tchu,
nie wahamy się spieszyć choćby zaraz,
żeby obejrzeć słonce z drugiej strony?
Najmniejszego zielonego kolibra na świecie?
Gapić się w niepojęte, zacne rumowisko,
niepojęte i nieprzeniknione,
w dowolnie wybrany widok,
ujrzany w lot i zawsze, na zawsze cudowny?
Och, czy musimy śnić te swoje sny
i na dokładkę je zjadać?
I czy zdołamy zmieścić kolejny
zawijany zachód słońca, jeszcze ciepły?

Jednak na pewno byłoby nam szkoda
nie ujrzeć drzew rosnących wzdłuż tej drogi,
naprawdę zbyt natarczywych w swoim pięknie,
nie ujrzeć ich gestykulacji w stylu
majestatycznych mimów odzianych na różowo.
Nie musieć stawać po benzynę w polu,
nie słyszeć smutnej, drewnianej melodii
niezgranych codaków na dwie nuty
beztrosko stukających o podłogę
lepkiej od smaru stacji benzynowej.
(W innym kraju drewniaki musiałyby przejść testy.
Każdą parę obowiązywałby identyczny dźwięk).
-Tak, szkoda nie posłuchać innej,
mniej prymitywnej muzyki tłustego brązowego ptaka
nad zepsutą pompą benzynową, w środku
jezuickiego baroku bambusowego kościoła:
trzy wieże, srebrnych krzyży pięć.

-Tak, szkoda nie podumać trochę,
niewyraźnie i bez głębszych wniosków,
nad możliwym związkiem łączącym przez wieki
najtoporniejsze drewniane obuwie
ze struganymi cackami
wymuskanych fantazji tych drewnianych klatek.
-Nigdy nie odcyfrowywać historii
w zwiewnej kaligrafii tych śpiewających klatek.
-Nie być zmuszonym wsłuchiwać się w deszcz
tak przypominający mowy polityków:
dwie godziny bezpardonowej oracji,
po której zapada nagła, złota cisza.
Podróżny wyciąga notes, może pisać:

„Czy to z braku wyobraźni cięgle odwiedzamy
miejsca wyobrażone, zamiast siedzieć w domu?
A może jednak Pascal nie całkiem miał rację
w kwestii tego ślęczenia we własnym pokoju?

Kontynent, miasto, państwo, środowisko:
wybór szeroki nie jest, nie do nas należy.
Tu czy tam… Nie. Należało w domu zostać,
gdziekolwiek ten dom leży?”

El cielo protector de Bernardo Bertolucci

Moonrise Kingdom

Questions of Travel

There are too many waterfalls here; the crowded streams
hurry too rapidly down to the sea,
and the pressure of so many clouds on the mountaintops
makes them spill over the sides in soft slow-motion,
turning to waterfalls under our very eyes.
– For if those streaks, those mile-long, shiny, tearstains,
aren’t waterfalls yet,
in a quick age or so, as ages go here,
they probably will be.
But if the streams and clouds keep travelling, travelling,
the mountains look like the hulls of capsized ships,
slime-hung and barnacled.

Think of the long trip home.
Should we have stayed at home and thought of here?
Where should we be today?
Is it right to be watching strangers in a play
in this strangest of theatres?
What childishness is it that while there’s a breath of life
in our bodies, we are determined to rush
to see the sun the other way around?
The tiniest green hummingbird in the world?
To stare at some inexplicable old stonework,
inexplicable and impenetrable,
at any view,
instantly seen and always, always delightful?
Oh, must we dream our dreams
and have them, too?
And have we room
for one more folded sunset, still quite warm?

But surely it would have been a pity
not to have seen the trees along this road,
really exaggerated in their beauty,
not to have seen them gesturing
like noble pantomimists, robed in pink.
– Not to have had to stop for gas and heard
the sad, two-noted, wooden tune
of disparate wooden clogs
carelessly clacking over
a grease-stained filling-station floor.
(In another country the clogs would all be tested.
Each pair there would have identical pitch.)
– A pity not to have heard
the other, less primitive music of the fat brown bird
who sings above the broken gasoline pump
in a bamboo church of Jesuit baroque:
three towers, five silver crosses.

– Yes, a pity not to have pondered,
blurr’dly and inconclusively,
on what connection can exist for centuries
between the crudest wooden footwear
and, careful and finicky,
the whittled fantasies of wooden cages
– Never to have studied history in
the weak calligraphy of songbirds’ cages.
– And never to have had to listen to rain
so much like politicians’ speeches:
two hours of unrelenting oratory
and then a sudden golden silence
in which the traveller takes a notebook, writes:

‘Is it lack of imagination that makes us come
to imagined places, not just stay at home?
Or could Pascal have been not entirely right
about just sitting quietly in one’s room?

Continent, city, country, society:
the choice is never wide and never free.
And here, or there… No. Should we have stayed at home,
wherever that may be? ‘

Marianne Moore

1887-1972, Estados Unidos

Trad. Olivia de Miguel

En la desconfianza de los méritos

¿Afianzado en vivir, en morir
por medallas y victorias confiables?
Luchan, luchan, lucha el ciego
que cree ver, –
quien no puede ver que el esclavizador
está esclavizado; el odiador, dañado. Oh brillo,
oh firme estrella, oh tumultuoso
océano azotado hasta que las diminutas cosas van
como lo desean, la montañosa
onda nos hace conocer a quienes miramos

lo profundo. ¡Perdidos en el mar antes de luchar!
Oh estrella de David, estrella de Belén,
oh negro león imperial
del Señor – emblema
de un mundo levantado – sean juntados al fin, sean
juntados. Hay la corona del odio y debajo de ella todo es
muerte; hay la del amor sin la que nadie
es rey; los actos benditos santifican
el halo. Así como el contagio
de la enfermedad hace la enfermedad,

el contagio de la verdad puede hacer la confianza. Están
luchando en cavernas y desiertos, uno por
uno, en batallones o escuadrones;
ellos están luchando para que yo
pueda todavía curarme de la enfermedad, Mi
Yo; algunos están ligeramente enfermos; algunos morirán. “El hombre
lobo del hombre y nos devoramos
entre nosotros. El enemigo no hubiera
podido abrir una brecha mayor en nuestras
defensas. Alguien

que guía a un ciego puede hacerlo escapar, pero
Job descorazonado por el falso alivio supo
que nada puede derrotar tanto
como un ciego que
puede ver. Oh, vivos quienes están muertos, quienes están
satisfechos de no ver, oh, nimio polvo de la tierra
que camina tan arrogante,
la confianza engendra poder y la fe es
una cosa afectuosa. Juramos,
hacemos esta promesa

a los que luchan – es una promesa – “Jamás
odiaremos el negro, lo blanco, lo rojo, lo amarillo, al judío,
el gentil, al intocable”. No somos
aptos para jurar.
Con las mandíbulas apretadas ellos luchan,
luchan, luchan, – amamos a algunos que conocemos,
amamos a algunos pero no los conocemos – para
que los corazones puedan sentir y no se entumezcan.
Eso me cura; ¿o soy yo lo que
no puede creer? Algunos
en la nieve, o en despeñaderos, otros en arenas movedizas,
poco a poco, mucho a mucho, ellos
luchan luchan luchan para que donde
había muerte pueda haber
vida. “Cuando un hombre es presa de la ira,
es movido por cosas exteriores; cuando se sostiene
en su sitio con paciencia paciencia
paciencia, eso es acción o
belleza”, la defensa del soldado
y la más dura coraza para

la lucha. El mundo es el hogar de un huérfano. ¿Jamás
tendremos paz sin tristeza?
¿Sin las súplicas de los que mueren
por una ayuda que no ha de venir? Oh,
tranquila forma sobre el polvo, no puedo
mirar y sin embargo debo. Si estos grandes y pacientes
moribundos – todas estas agonías
y heridas soportadas y sangre derramada –
nos pueden enseñar cómo vivir, estos
moribundos no fueron en vano.

Corazón endurecido de odio, oh, corazón de hierro,
el hierro es hierro hasta hacerse herrumbre.
Jamás ha habido una guerra que no lo fuera
de adentro; debo
luchar hasta conquistar en mí lo que
causa la guerra, pero no lo creeré.
Yo en mis adentros nada hice.
¡Oh, crimen de Iscariote!
La belleza es eterna
y el polvo dura un rato.

Obras de William Kentridge

Tłum. Julia Hartwig

Nie ufając zasługom

Gotowi żyć, gotowi umrzeć
dla honorów i pozycyjnej przewagi?
Walczą, walczą zaciekle ze ślepcem,
który myśli, że widzi –
a nie widzi, że zniewolony
to ten, co zniewala; że nienawistnik godzi
w samego siebie. O, potężna, o, jasna gwiazdo. O, huczący
oceanie smagany tak długo, aż rzeczy drobne
ułożą się po swojemu, a spiętrzona fala ukaże nam

głębinę. Zaginieni na morzu, nim zdążyli stanąć do walki! O,
gwiazdo Dawida, gwiazdo Betlejemska, o, czarny lwie cesarski
Pana, znaku wzniesionego świata, kiedy wreszcie
połączycie się ze sobą. W królestwie nienawiści
wszystko przemienia się w śmierć,
bez władzy miłości nikt
nie może być królem. Święte czyny uświęcają
aureolę. Podobnie jak zaraźliwa jest choroba,

zaraźliwa może być ufność. Walczą na pustyniach i w pieczarach,
pojedynczo, batalionami i w szwadronach, walczą, bym wreszcie
wyleczyła się z choroby. Ja właśnie.
Niektórzy przechodzą ją lekko, inni umierają. „Człowiek
człowiekowi wilkiem, pożeramy się
nawzajem. Żaden wróg
nie dokonałby większego wyłomu
w naszych fortyfikacjach. Człowiek

wiodący ślepca może od niego uciec, ale Hiob zgnębiony fałszywą
pociechą dobrze wiedział, że nie ma nic groźniejszego od ślepca,
który widzi.
O, martwi, choć żywi, dumni z tego, że nie widzicie.
O, marny prochu poruszający się butnie, ufność daje siłę, wiara jest
sprawą uczucia.
Ślubujemy i przyrzekamy

walczącym – i niech to starczy za przysięgę. „Nigdy” nie nienawidzić
czarnego, białego, czerwonoskórego, żółtego, Żyda, szlachcica i
pariasa. Nie jesteśmy gotowi do przysięgi. Z zaciśniętymi zębami
walczą, walczą zaciekle – kochamy jednych, których znamy, innych,
choć ich nie znamy – aby serca umiały czuć, nie były odrętwiałe.
To mnie uzdrawia; a może jestem czymś, czemu nie mogę wierzyć?
Wśród

śniegów, pod szczytami gór, na ruchomych piaskach,
krok za krokiem, piędź po piędzi
posuwają się walcząc, walcząc zaciekle, aby tam,
gdzie dotąd była śmierć, powstało
życie. „Kiedy człowiek pada ofiarą własnego gniewu,
powodują nim rzeczy zewnętrzne.
Kiedy trzyma się swego gruntu wytrwale, z całą wytrwałością,
powstaje działanie lub piękno”, to żołnierska obrona i zbroja
najlepsza

w walce. Świat jest domem sierot. Czy nigdy nie nastanie pokój nie
zakłócony smutkiem?
Krzykiem wołającego o pomoc, która nie nadchodzi?
O, uciszony kształcie na piasku, nie mogę patrzeć, a przecież
muszę. Jeśli ci wszyscy konający cierpliwie – wszystkie te
cierpienia i zadane rany, i rozlew krwi – zdolne są nauczyć nas,
jak żyć, śmierć tych ludzi nie była daremna.

Serce stwardniałe z nienawiści, o, serce z żelaza, żelazo jest
żelazem, dopóki nie stoczy go rdza.
Nie ma takiej wojny, która nie zaczynałaby się od wnętrza.
Muszę
walczyć, dopóki nie pokonam w sobie tego,
co jest przyczyną wojny, a w co nie chciałam uwierzyć.
Nic wewnątrz nie uczyniłam.
O, zbrodnio Judaszowa!
Piękno trwa wiecznie, proch zaledwie chwilę.

In Distrust of Merits

Strengthened to live, strengthened to die for
medals and positioned victories?
They’re fighting, fighting the blind
man who thinks he sees,—
who cannot see that the enslaver is
enslaved; the hater, harmed. O shining O
firm star, O tumultuous
ocean lashed till small things go
as they will, the mountainous
wave makes us who look, know

depth. Lost at sea before they fought! O
star of David, star of Bethlehem,
O black imperial lion
of the Lord-emblem
of a risen world—be joined at last, be
joined. There is hate’s crown beneath which all is
death; there’s love’s without which none
is king; the blessed deeds bless
the halo. As contagion
of sickness makes sickness,

contagion of trust can make trust. They’re
fighting in deserts and caves, one by
one, in battalions and squadrons;
they’re fighting that I
may yet recover from the disease, My
Self; some have it lightly; some will die. ‘Man’s
wolf to man’ and we devour
ourselves. The enemy could not
have made a greater breach in our
defenses. One pilot-

ing a blind man can escape him, but
Job disenheartened by false comfort knew
that nothing can be so defeating
as a blind man who
can see. O alive who are dead, who are
proud not to see, O small dust of the earth
that walks so arrogantly,
trust begets power and faith is
an affectionate thing. We
vow, we make this promise

to the fighting—it’s a promise—’We’ll
never hate black, white, red, yellow, Jew,
Gentile, Untouchable.’ We are
not competent to
make our vows. With set jaw they are fighting,
fighting, fighting,—some we love whom we know,
some we love but know not—that
hearts may feel and not be numb.
It cures me; or I am what
I can’t believe in? Some
in snow, some on crags, some in quicksands,
little by little, much by much, they
are fighting fighting that where
there was death there may
be life. ‘When a man is prey to anger,
he is moved by outside things; when he holds
his ground in patience patience
patience, that is action or
beauty,’ the soldier’s defense
and hardest armor for

the fight. The world’s an orphans’ home. Shall
we never have peace without sorrow?
without pleas of the dying for
help that won’t come? O
quiet form upon the dust, I cannot
look and yet I must. If these great patient
dyings-all these agonies
and wound bearings and bloodshed—
can teach us how to live, these
dyings were not wasted.

Hate-hardened heart, O heart of iron
iron is iron till it is rust.
There never was a war that was
not inward; I must
fight till I have conquered in myself what
causes war, but I would not believe it.
I inwardly did nothing.
O Iscariot-like crime!
Beauty is everlasting
and dust is for a time.

Elizabeth Bishop

1911-1979, Estados Unidos

Trad. Jeannette Clariond 

Paisaje marino

Este paisaje celestial con garzas blancas erigidas como ángeles,
ascendiendo inclinadas tan alto como quieren y tan lejos
como quieren en hileras e hileras de inmaculados reflejos;
la región entera, desde la garza en lo alto
hasta la ingrávida isla de manglares
con luminosas hojas verdes delicadamente ribeteadas con guano
como iluminaciones de plata,
y hasta los sugerentes arcos góticos de las raíces del manglar
y en el fondo, el hermoso verde guisante del prado
donde a veces salta un pez como una flor silvestre
en una decorativa espuma de rocío;
esta es una historieta de Rafael para el tapiz de un papa:
semeja el paraíso.
Pero un faro esquelético erguido allí
con sotana en blanco y negro,
que vive desquiciado, cree saberlo todo.
Cree que el infierno brama bajo sus pies de hierro,
que por eso el agua en la marea baja es tan tibia,
y sabe bien que el paraíso no es así.
El paraíso no es como volar o nadar,
pero algo tiene que ver con lo oscuro y con un fuerte resplandor
y cuando anochezca recordará algo
sólidamente formulado que decir al respecto.

Grullas en la nieve, fotografías del artista Pedro Javier Pascual

Tłum. Andrzej Sosnowski

Pejzaż morski

Ten morski pejzaż, niebiański, z białymi czaplami odstawionymi jak anioły
latającymi tak wysoko, jak chcą, i tak daleko, jak chcą, bokiem i horyzontalnie,
piętrami na piętrach nieskazitelnie lustrzanych odbić;
cała ta sfera, od najwyższej czapli
po nieważką wyspę namorzynów u dołu,
z jasnozielonymi liśćmi wdzięcznie obrębionymi ptasim łajnem,
niby srebrną iluminacją w rękopisie,
i jeszcze niżej, do sugestywnie gotyckich łuków namorzynowych korzeni
i pięknego groszkowozielonego pastwiska w zaciszu,
gdzie ryba wyskakuje niczym polny kwiat
w ozdobnym wykwicie pyłu z wodnego pyłu;
ten karton Rafaela do któregoś z arrasów dla któregoś z Papieży:
naprawdę wygląda jak niebo.
Ale szkielet morskiej latarni stojący tam dalej
w czarno-białej sukni klerykalnej,
który żyje nerwami, uważa, że on wie lepiej.
Uważa, że piekło szaleje tuż pod jego żelaznymi stopami,
że właśnie dlatego płytka woda jest tak ciepła,
i wie, że z niebem nie ma to wszystko nic wspólnego.
Niebo to nie jest jakieś latanie czy pływanie,
niebo ma do czynienia raczej z ciemnością i twardym blaskiem,
a kiedy zapadnie zmrok, będzie już dobrze pamiętał coś,
co mocnych słowach należy powiedzieć na ten temat.

Seascape

This celestial seascape, with white herons got up as angels,
flying high as they want and as far as they want sidewise
in tiers and tiers of immaculate reflections;
the whole region, from the highest heron
down to the weightless mangrove island
with bright green leaves edged neatly with bird-droppings
like illumination in silver,
and down to the suggestively Gothic arches of the mangrove roots
and the beautiful pea-green back-pasture
where occasionally a fish jumps, like a wildflower
in an ornamental spray of spray;
this cartoon by Raphael for a tapestry for a Pope:
it does look like heaven.
But a skeletal lighthouse standing there
in black and white clerical dress,
who lives on his nerves, thinks he knows better.
He thinks that hell rages below his iron feet,
that that is why the shallow water is so warm,
and he knows that heaven is not like this.
Heaven is not like flying or swimming,
but has something to do with blackness and a strong glare
and when it gets dark he will remember something
strongly worded to say on the subject.