Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Martin López-Vega

Nubes que se acercan

Se parecía a la vida que querríamos.
Fresas salvajes con nata por la mañana.
La luz del sol en cada habitación.
Nosotros dos caminando desnudos junto al mar.

Alguna que otra tarde, sin embargo, nos descubríamos
inseguros ante lo que estaba por venir.
Como actores trágicos en un teatro en llamas
con pájaros volando en círculos sobre nuestras cabezas.
Los oscuros pinos extrañamente inmóviles
cada piedra que pisábamos ensangrentada por la puesta de sol.

Una vez estábamos en nuestra terraza con una copa de vino.
¿Por qué persiste siempre la intuición de un final infeliz?
Nubes de apariencia casi humana
se acercan por el horizonte, pese a la paz luminosa
del aire apacible y el mar en calma.

La noche nos alcanza de súbito, una noche sin estrellas.
Enciendes una vela, desnuda la llevas
a nuestra habitación y la apagas despacio.
Los oscuros pinos y la hierba extrañamente inmóviles.

Sharon Tate en las fotos de Walter Chappell

Tłum. Jerzy Jarniewicz

Chmurzy się

Mogłoby się wydawać, że takiego świata chcieliśmy.
Poziomki w śmietanie nad ranem.
Słońce w każdym pokoju.
I my nadzy we dwoje na spacerze nad morzem.

Są jednak wieczory, kiedy nie wiemy,
Co zdarzy się za chwilę.
Jak tragicy w teatrze, który płonie,
A ptaki krążą nad naszymi głowami,
Czarne sosny dziwnie nieruchome,
Skały, po których stąpamy, krwiste od zachodu słońca.

Wróciliśmy na taras i piliśmy wino.
Skąd to ciągłe przeczucie fatalnego końca?
Chmury o niemal ludzkim kształcie
Zbierają się na horyzoncie, ale poza tym – pięknie,
Powietrze łagodne, morza nic nie zakłóca.

I noc spada na nas gwałtownie, bezgwiezdna noc.
Zapalasz świeczkę, niesiesz ją naga
Do naszej sypialni i szybko zdmuchujesz.
Czarne sosny i trawa dziwnie nieruchome

Clouds Gathering

It seemed the kind of life we wanted.
Wild strawberries and cream in the morning.
Sunlight in every room.
The two of us walking by the sea naked.

Some evenings, however, we found ourselves
Unsure of what comes next.
Like tragic actors in a theater on fire,
With birds circling over our heads,
The dark pines strangely still,
Each rock we stepped on bloodied by the sunset.

We were back on our terrace sipping wine.
Why always this hint of an unhappy ending?
Clouds of almost human appearance
Gathering on the horizon, but the rest lovely
With the air so mild and the sea untroubled.

The night suddenly upon us, a starless night.
You lighting a candle, carrying it naked
Into our bedroom and blowing it out quickly.
The dark pines and grasses strangely still.

Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Nieves García Prados

Al destino

Para mí siempre fuiste más real que Dios.
Preparando el decorado para una tragedia,
golpeando los clavos
Con sólo unos pocos amigos cercanos como invitados.

Sólo por resultar amable, dejaste coja a una joven hermosa,
y atropellaste a un niño con una motocicleta.
Puedo pensar en un millón de ejemplos parecidos.
De nuevo: ¿Cómo es que nos seguimos encontrando?

Una máquina que adivina el futuro en Chinatown
Quizás tenga la respuesta,
Una vieja puerta que cruje en una película de terror;
Una baraja de cartas que dejé en una playa.

Puedo sentirte cuando te acercas a mí en las noches,
Con tu respiración caliente, tus manos frías-
Y yo que ahora soy como un piano viejo
colgando de una cuerda al otro lado de la ventana.

Trad. Ada Trzeciakowska

Do losu

Dla mnie byłeś zawsze bardziej rzeczywisty niż Bóg.
Rozstawiając rekwizyty do tragedii,
Wbijając gwoździe
Z kilkoma najbliższymi przyjaciółmi za publiczność.

Dlatego tylko, że była miła, sprawiłeś, że okulała śliczna dziewczyna,
I potrąciłeś dziecko motorem.
Mogę podać wiele innych przykładów.
Powtarzam: Jak to jest, że my dwoje ciągle się spotykamy?

Maszyna przepowiadająca przyszłość w Chinatown
Może zna odpowiedź,
Stare skrzypiące drzwi otwierające się w horrorze,
Talia kart, którą zostawiłem na plaży.

Czuję jak przytulasz się do mnie nocą,
Twój gorący oddech, twoje zimne dłonie-
A ja przypominam już stare pianino
Dyndające za oknem na końcu sznura.

To Fate

You were always more real to me than God.
Setting up the props for a tragedy,
Hammering the nails in
With only a few close friends invited to watch.

Just to be neighborly, you made a pretty girl lame,
Ran over a child with a motorcycle.
I can think of many other examples.
Ditto: How the two of us keep meeting.

A fortunetelling gumball machine in Chinatown
May have the answer,
An old creaky door opening in a horror film,
A pack of cards I left on a beach.

I can feel you snuggle close to me at night,
With your hot breath, your cold hands—
And me already like an old piano
Dangling out of a window at the end of a rope.

Olga Jackowska (Kora)

Trad. Ada Trzeciakowska

Explosión

Todo tiene su forma, la hoja, el árbol, la lagartija
En los océanos el agua yace como en un cáliz
En las chimeneas el fuego se consume sereno
Encerrada en una palabra la tierra traza una elipse

Explosión …

El aire adopta libre la forma de las cosas
Y yo sigo la misma dentro de los gestos involuntarios
Uno al lado del otro vivimos pacíficamente
Hasta que la rabia revienta las formas
Y explota el contenido

Explosión …

¿Quién puede detener el aire y el agua?
¿Quién puede exigir a la Tierra que retroceda la candente lava?
¿Quién puede contrarrestar mi desaliento
Hacia las formas cada vez más estrechas y su
Destino

Explosión…

Mi videopoema para el poema de Kora
Eksplozja

Wszystko ma swoją formę, liść, drzewo, jaszczurka
Woda w oceanach, jak w czarach spoczywa
Ogień w kominach spala się bezpiecznie
Ziemia zamknięta słowem, krąży po elipsie

Eksplozja

Powietrze przybiera kształt rzeczy dowolny
Ja wciąż taka sama w gestach mimowolnych
Żyjemy obok siebie spokojnie do chwili
Gdy gniew rozsadza formy, a treść eksploduje

Eksplozja…

Kto powstrzymać może powietrze i wodę
Kto Ziemi rozkaże cofnąć rozżarzoną lawę
Kto stanie na drodze mego zniechęcenia
Do form coraz ciaśniejszych i ich
Przeznaczenia

Eksplozja..

Anna Świrszczyńska

1909-1984, Polonia

Recomiendo leer este poema junto con otro de Mark Strand

Trad. Ada Trzeciakowska

Una mujer habla de su vida

El viento me hace recorrer caminos,
el viento, dios del cambio
con mejillas llenas de aire.

Amo este viento,
celebro
los cambios.

Camino por el mundo
acompañada o sola
y me complacen de igual forma
el anhelo y la muerte del anhelo
llamada realización.

Hay en mí algo excesivo.
Salgo por los bordes
como levadura. La levadura tiene
su propia clase de dicha.

Camino, sigo caminado,
a veces se me une un hombre.

Caminamos juntos,
él dice que será hasta la muerte,
después se pierde al oscurecer
como una cosa sin importancia.

Camino sola,
después una vez más a la vuelta
aparece un nuevo compañero.

Camino, sigo caminando,
el viento me hace recorrer caminos.
En mis caminos
siempre hace viento.

Foto propia
Kobieta mówi o swoim życiu

Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.

Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe mi są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.

Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.

Idę, ciągle idę,
czasami przyłącza się do mnie mężczyzna.

Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.

Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.

Idę, ciągle idę,
wiatr mnie pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr