Cristina Peri Rossi

1941, Uruguay/España

DIALÉCTICA DE LOS VIAJES

Para recordar
tuve que partir.
Para que la memoria rebosara
como un cántaro lleno
―el cántaro de una diosa inaccesible―
tuve que partir.
Para pensar en ti
tuve que partir.
El mar se abrió como un telón
como el útero materno
como la placenta hinchada
lentas esferas nocturnas brillaban en el cielo
como signos de una escritura antigua
perdida entre papiros
y la memoria empezó a destilar
la memoria escanció su licor
su droga melancólica
su fuego
sus conchas nacaradas
su espanto
su temblor.
Para recordar
tuve que partir
y soñar con el regreso
―como Ulises―
sin regresar jamás.
Ítaca existe
a condición de no recuperarla.

Trad. Ada Trzeciakowska

DIALEKTYKA PODRÓŻY

Aby pamiętać
musiałam odejść.
Aby pamięć się przepełniła
jak pełny dzban,
– dzban niedostępnej bogini –
musiałam odejść.
Aby myśleć o tobie
musiałam odejść.
Morze otworzyło się jak kurtyna
jak matczyne łono
jak spuchnięte łożysko
powolne nocne kule jarzyły się na niebie
jak znaki starożytnego pisma
zagubionego pomiędzy papirusami
a pamięć zaczęła się destylować
pamięć rozlała swój trunek
swój melancholijny narkotyk
swój ogień
swoje perłowe muszle
swój strach
swoje drżenie.
Aby pamiętać
musiałam odejść.
i marzyć o powrocie,
jak Ulysses,
nie powróciwszy nigdy.
Itaka istnieje
pod warunkiem, że jej nie odzyskamy.

Fotogramas de Largo viaje hacia la noche de Bi Gan

Denise Levertov

1923-1997, Inglaterra/Estados Unidos

Trad. desconocido

La lluvia de cinco días

La ropa puesta a secar que cuelga del limonero
en medio de la lluvia
y el pasto largo y grueso.

Secuencia interrumpida, tensión
de luz solar naranja-agria
deshilachada.
                          Una lluvia tan tenue

finos jirones
que cuelgan sobre las hojas rígidas.

¡Vuélvete escarlata! Arranca los limones verdes
del árbol! Yo no quiero
olvidar quién soy, qué ardió en mí,
y colgar flácida y limpia, un vestido vacío…

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pięciodniowy deszcz

Pranie zwisające z cytryny
na deszczu
 i trawa wysoka i szorstka.

Sekwencja przerwana, napięcie
promieni słonecznych zerwane.
                           Tylko lekki deszczyk

cienkie szmatki
zwisają nad sztywnymi liśćmi.

Ubierz się w szkarłat! Zerwij zielone cytryny
z drzewa! Nie chcę
zapomnieć kim jestem, co płonęło we mnie
i wisieć zwiotczała i czysta, jak ta pusta sukienka…

1.Francesca Woodman 2. José Vicente Morcillo Morcillo 3. Rene Groeble 4. Norman Parkinson 5. Marit Beer

The Five-Day Rain

The washing hanging from the lemon tree
in the rain
and the grass long and coarse.

Sequence broken, tension
of sunlight broken.
                            So light a rain

fine shreds
pending above the rigid leaves.

Wear scarlet! Tear the green lemons
off the tree!     I don’t want
to forget who I am, what has burned in me
and hang limp and clean, an empty dress —

Mark Strand

1934-2014, EE. UU.

Trad. Martín López Vega

La colina

He llegado tan lejos sólo con mis piernas,
Perdiendo autobuses, perdiendo taxis,
Y siempre subiendo. Un pie delante del otro,
Así es como lo hago.

No me importa cómo la colina continúa.
Hierba junto al camino, un árbol agitando
Sus hojas negras. ¿qué más da?
Cuanto más camino, más lejos estoy de todo.

Un pie delante del otro. Las horas pasan.
Un pie delante del otro. Los años pasan.
Los colores de la llegada se apagan.
Así es como lo hago.

Mi videopoema, adaptación de “La colina”. Se presentará en una exposición colectiva en España esta semana. Grabado entre España y Polonia.

Tłum. Grzegorz Musiał

Wzgórze

Zaszedłem tak daleko o własnych siłach
spóźniając się na autobusy, taksówki,
wciąż idąc pod górę. Stawiając stopę za stopą,
tak robię.

Nie dbam jaki stromy jest stok.
Trawa rośnie wzdłuż drogi, drzewo otrząsa
czarne liście. Co z tego?
Im dłużej idę, tym dalej jestem od wszystkiego.

Stopa za stopą. Mijają godziny.
Stopa za stopą. Mijają lata.
Barwy z początku drogi bledną.
Tak to robię.

The Hill

I have come this far on my own legs,
missing the bus, missing taxis,
climbing always. One foot in front of the other,
that is the way I do it.

It does not bother me, the way the hill goes on.
Grass beside the road, a tree rattling
its black leaves. So what?
The longer I walk, the farther I am from everything.

One foot in front of the other. The hours pass.
One foot in front of the other. The years pass.
The colors of arrival fade.
That is the way I do it.