Sharon Olds

1943 – , Estados Unidos

Trad. Inés Garland e Ignacio Di Tullio

Estudio Bíblico: 71 a.C.

Después de derrotar a la armada de Espartaco
Marco Licinio Craso
crucificó 6000 hombres.
Eso dicen los documentos,
como si hubiera clavado los 18.000
clavos él mismo. Me pregunto cómo
se sintió, ese día, si salió a la intemperie
entre ellos, si caminó por esos bosques
humanos. Creo que se quedó en su tienda
y bebió, y quizás copuló,
oyendo las canciones en su honor,
la sintonía de instrumentos de viento
que estaba haciendo él de una sola vez,
elevado a la potencia de seis mil.
Y quizás se asomó, a veces,
para ver las filas de instrumentos,
su huerto, la tierra erizada con eso
como si un parche en su cerebro le picara
y ésta fuera su manera de rascarse
directamente. Quizás le dio placer,
y un sentido de equilibrio, como si hubiera sufrido,
y ahora encontrara una compensación,
y una voz. Hablo como un monstruo,
alguien que hoy en día ha pensado largamente
en Craso, en su éxtasis por no sentir nada
cuando otros sienten
tanto, su ardiente levedad de espíritu
por ser libre de caminar por ahí
mientras otros son crucificados sobre la tierra.
Puede haber sido el día más feliz
de su vida. Si se hubiera cortado
la mano con una copa de vino, dudo que hubiera
tomado conciencia de lo que estaba haciendo.
Es aterrador pensar en él que ve de repente
lo que él era, pensar que corre
hacia afuera, para tratar de bajarlos,
un hombre para salvar 6000.
Si hubiera podido bajar uno,
y verle los ojos cuando el nivel de dolor
caía como en un vuelo repentino hacia el placer,
¿no habría eso abierto en él
el terror feroz de entender al otro? Pero entonces habría tenido
5999
más. Posiblemente casi nunca
pasa, que un Marco Craso
tome conciencia. Creo que durmió, y se despertó
al sueño de su conciencia, levantó la abertura de su carpa
y miró lentamente hacia afuera, a los susurros y crujidos
de su prado viviente —suyo, como un órgano
externo, un corazón.

Obra de Eugeniusz Get Stankiewicz (1976) Hazlo tú mismo

Tłum. Ada Trzeciakowska

Studia biblijne: 71 p.n.e

Po tym jak Marcus Licinius Crassus
pokonał armię Spartakusa,
ukrzyżował 6,000 ludzi.
Tak mówią zapiski,
jak gdyby sam wbił 18 000
gwoździ. Zastanawiam się, jak
czuł się tego dnia, czy wyszedł na zewnątrz
do nich, czy przechadzał się po tym ludzkim
lesie. Myślę, że został w namiocie
i pił, może kopulował,
słysząc pieś śpiewaną dla niego,
dostrajał drewniane flety,
zdalnie, do mocy sześciu tysięcy.
Może czasem zerkał na zewnątrz,
na szpalery instrumentów,
swój sad, ziemię nim porośniętą,
jak gdyby swędział go plaster w mózgu,
a to był sposób na podrapanie się
własnymi rękami. Może sprawiało mu to przyjemność,
i dawało poczucie równowagi, jak gdyby do tej pory cierpiał,
a teraz powetował sobie za krzywdę, znalazł
dla niej wyraz. Mówię jak potwór,
jak ktoś, kto dziś długo myślał
o Krassusie, jego ekstazie w odczuwaniu
pustki, podczas gdy pozostali czuli
tak wiele, jego gorącej lekkości ducha,
cieszeniem się swobodą ruchu,
podczas gdy inni przygwożdżeni tkwili nad ziemią.
To mógł być najszczęśliwszy dzień
w jego życiu. Gdyby nagle skaleczył się
w rękę kielichem wina, wątpię, by ocknął się i
zdał sobie sprawę z tego, co robi.
Przerażająca jest myśl o tym, że nagle
widzi, czym się stał, myśl o tym, że wybiega
na zewnątrz i stara się ich zdjąć,
jeden człowiek ratujący 6000.
Gdyby mógł opuścić chociaż jednego,
zobaczyć jego oczy, gdy poziom bólu
spadł jak nagły skok w przyjemność,
czy to nie otworzyłoby go na
dziką grozę zrozumienia
drugiego człowieka? Ale wtedy miałby
5,999
do zdjęcia. Jest mało prawdopodobne,
by Marcus Krassus się obudził. Myślę, że się zdrzemnął, i obudzono go
do jego snu, który stał się rzeczywistością, uniósł wtedy rąbek zasłony,
stanął i zapatrzył się na szumiące, skrzypiące
żywe pole – swoje własne, niczym zewnętrzny
organ, serce.

BIBLE STUDY: 71 B.C.E

After Marcus Licinius Crassus
defeated the army of Spartacus,
he crucified 6,000 men.
That is what the records say,
as if he drove in the 18,000
nails himself. I wonder how
he felt, that day, if he went outside
among them, if he walked that human
woods. I think he stayed in his tent
and drank, and maybe copulated,
hearing the singing being done for him,
the woodwind-tuning he was doing at one
remove, to the six-thousandth power.
And maybe he looked out, sometimes,
to see the rows of instruments,
his orchard, the earth bristling with it
as if a patch in his brain had itched
and this was his way of scratching it
directly. Maybe it gave him pleasure,
and a sense of balance, as if he had suffered,
and now had found redress for it,
and voice for it. I speak as a monster,
someone who today has thought at length
about Crassus, his ecstasy of feeling
nothing while so much is being
felt, his hot lightness of spirit
in being free to walk around
while other are nailed above the earth.
It may have been the happiest day
of his life. If he had suddenly cut
his hand on a wineglass, I doubt he would
have woken up to what he was doing.
It is frightening to think of him suddenly
seeing what he was, to think of him running
outside, to try to take them down,
one man to save 6,000.
If he could have lowered one,
and seen the eyes when the level of pain
dropped like a sudden soaring into pleasure,
wouldn’t that have opened in him
the wild terror of understanding
the other? But then he would have had
5,999
to go. Probably it almost never
happens, that a Marcus Crassus
wakes. I think he dozed, and was roused
to his living dream, lifted the flap
and stood and looked out, at the rustling, creaking
living field—his, like an external
organ, a heart.

Sharon Olds

1943 – , Estados Unidos

Trad. Natalia Liederman

a último momento

De repente, a último momento
antes de que me llevara al aeropuerto, se levantó,
tropezando con la mesa, y dio un paso
hacia mí, y como un personaje de una de las primeras
películas de ciencia ficción se inclinó
hacia adelante y hacia abajo, y desplegó un brazo,
golpeándome el pecho, y trató de abrazarme
de alguna forma, yo me levanté y nos tropezamos,
y después nos quedamos parados, alrededor de nuestro núcleo, su
áspero llanto de temor, en el centro,
en el final, de nuestra vida. Rápidamente, después,
lo peor había pasado, pude consolarlo,
sosteniendo su corazón en su sitio, desde atrás,
y acariciándolo por delante, su propia vida
continuaba, y lo que lo había
unido, alrededor del corazón – unido a él
conmigo- ahora descansaba en nosotros, a nuestro alrededor,
agua de mar, óxido, luz, fragmentos,
los pequeños espirales eternos de eros
aplanados a la fuerza.

Fotogramas de Lo que queda del día de James Ivory, adaptación de la novela homónima de Kazuo Ishiguro

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ostatnia godzina

Nagle, na godzinę
przed wyjazdem na lotnisko, wstał
i wpadając na stół, zrobił krok
w moją stronę, jak postać z wczesnego
filmu science fiction, pochylił się
do przodu i w dół, wyciągnąwszy ramię
uderzył mnie w pierś, i próbując objąć mnie
jakoś, ja wstałam i potknęliśmy się,
a potem staliśmy, wokół naszego jądra, jego
chrapliwy szloch grozy, w centrum,
na końcu, naszego życia. Szybko, wtedy
najgorsze było już za nami, mogłam go pocieszyć,
przytrzymując jego serce na miejscu, od tyłu
i głaszcząc je od przodu, jego własne
życie trwało nadal i to, co
wiązało go, jego serce – a wiązało go
ze mną – kryje się teraz wewnątrz i wokół nas,
morska woda, rdza, światło, odłamki,
małe wieczne kędziory erosa
rozprostowane na siłę.

The last hour

Suddenly, the last hour
before he took me to the airport, he stood up,
bumping the table, and took a step
toward me, and like a figure in an early
science fiction movie he leaned
forward and down, and opened an arm,
knocking my breast, and he tried to take some
hold of me, I stood and we stumbled,
and then we stood, around our core, his
hoarse cry of awe, at the centre,
at the end of, of our life. Quickly, then,
the worst was over, I could comfort him,
holding his heart in place from the back
and smoothing it from the front, his own
life continuing, and what had
bound him, around his heart – and bound him
to me – now lying on and around us,
sea-water, rust, light, shards,
the little eternal curls of eros
beaten out straight.

Elizabeth Bishop

1911-1979, Estados Unidos

Trad. J. Coronel Urtecho y Ernesto Cardenal

Gasolinera

¡Ah, pero es sucia!
—esta pequeña gasolinera,
empapada de aceite, impregnada
de aceite, de una negrura
traslúcida, perturbadora.
¡Cuidado con ese fósforo!

El padre con un overol
sucio empapado de aceite
que lo corta bajo los brazos,
y varios hijos malcriados
y grasientos le ayudan
(es una gasolinera familiar),
todos completamente sucios.

¿Vivirán en la gasolinera?
Hay un porche de cemento
detrás de las bombas y en él
un juego de mimbre aplastado
e impregnado de grasa;
en el sofá de mimbre
un perro sucio, muy cómodo.

Algunas tiras cómicas dan
la única nota de color—
de cierto color. Puestas
sobre un tapete oscuro
cubriendo un taburete
(parte del juego), junto
a una gran begonia hirsuta.

¿Por qué la extraña planta?
¿Por qué el taburete?
¿Por qué, oh por qué, el tapete?
(Bordado con puntadas
formando margaritas, creo,
y grueso por el crochet gris).

Alguien bordó el tapete.
Alguien riega la planta,
o la engrasa, tal vez. Alguien
arregla las filas de latas
de modo que digan suavemente:
ESSO-SO-SO-SO
a los tan excitables automóviles.
Alguien nos ama a todos.

Tłum. Andrzej Sosnowski

Stacja benzynowa

Och, ale tu brudno!
na małej stacji benzynowej
spływającej olejem, nasyconej olejem
na niepokojąco wysoki
czarny połysk.
Ostrożnie z tą zapałką!

Ojciec wbił się w brudny,
powalany olejem mundurek,
który wyje mu pod pachami,
a czeredka umorusanych,
szparkich synalków z ikrą
(tak zwana firma rodzinna)
asystuje mu, nader brudna.

Czy oni mieszkają na stacji?
Jest cementowy ganek
za pompami, a na nim
wygnieciony komplet impregnowanych
smarem wyrobów z wikliny:
na wiklinowej sofie
brudny piesek, jak na pufie.

Jakieś komiksy kładą
jedyną nutę koloru –
specyficznego koloru. Leżą
na wielkiej, bladej serwecie
spływającej z taboretu
(element kompletu), obok
wielkiej, włochatej begonii.

Czemu zbyteczny kwiatek?
Czemu akurat taboret?
Czemu, och czemu, serweta?
(Dziergana haftem w stokrotki
na wzór margerytek, jak sądzę,
spuchła od szarego szlaczka).

Ktoś wyhaftował serwetę.
Ktoś tu podlewa roślinkę
lub, dajmy na to, oliwi. Ktoś
wystawia te szeregi puszek,
tak że zwracają się szeptem
ESSO-SO-SO-SO
do znerwicowanych aut.
Ktoś nas tu wszystkich kocha.

Filling Station

Oh, but it is dirty!
—this little filling station,
oil-soaked, oil-permeated
to a disturbing, over-all
black translucency.
Be careful with that match!

Father wears a dirty,
oil-soaked monkey suit
that cuts him under the arms,
and several quick and saucy
and greasy sons assist him
(it’s a family filling station),
all quite thoroughly dirty.

Do they live in the station?
It has a cement porch
behind the pumps, and on it
a set of crushed and grease-
impregnated wickerwork;
on the wicker sofa
a dirty dog, quite comfy.

Some comic books provide
the only note of color—
of certain color. They lie
upon a big dim doily
draping a taboret
(part of the set), beside
a big hirsute begonia.

Why the extraneous plant?
Why the taboret?
Why, oh why, the doily?
(Embroidered in daisy stitch
with marguerites, I think,
and heavy with gray crochet.)

Somebody embroidered the doily.
Somebody waters the plant,
or oils it, maybe. Somebody
arranges the rows of cans
so that they softly say:
ESSO—SO—SO—SO
to high-strung automobiles.
Somebody loves us all.