Jarosław Markiewicz

1942-2010, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Los huesos almacenados en los cuerpos de los animales,
en los pájaros que sirven para volar,
Rudolf Steiner tuvo una visión, los huesos eran sistemas
nerviosos endurecidos, a lo mejor por eso los otros alemanes
quemaban minuciosamente los huesos -los discos duros-
a expensas del contribuyente alemán,
permanentemente borraban la memoria cósmica.

1 y 5 Sarah Moon; 2 y 4 fotogramas de La gran belleza; 3 autor desconocido

***

Kości przechowywane w ciałach zwierząt,
w ptakach służących do latania,
Rudolf Steiner miał wizję, że kości to stwardniałe
systemy nerwowe, pewnie dlatego inni Niemcy
tak dokładnie palili kości, twarde dyski,
za pieniądze z kieszeni niemieckiego podatnika,
trwale wymazywali z kosmicznej pamięci

Robert Musil

1880- 1942, Austria

El hombre sin atributos I (frag.)

Según la experiencia y convicción de Moosbrugger, no se podía separar una cosa completamente del resto, porque todo era interdependiente. Varias veces en su vida había dicho a una joven: -”¡Tiene una boca de rosa…!”, pero de improviso la palabra caía en las costuras y sucedía algo muy precario: el rostro se volvía gris, parecido a tierra cubierta de niebla, y sobre un largo tallo aparecía una rosa; entonces se hacía irresistible la tentación de coger un cuchillo y de cortarla o de darle un golpe para que se retirara otra vez a su sitio. Cierto que Moosbrugger no empuñaba inmediatamente el cuchillo; sólo lo hacía cuando no podía más. De ordinario empleaba toda su fuerza hercúlea en sostener el mundo.
Cuando estaba de buen humor podía mirar a un hombre a la cara y ver en ella su mismo rostro, así como se refleja en un charco entre pececitos y piedras claras; pero cuando estaba de mal humor le bastaba echar una ojeada a alguien para reconocer en él al hombre con el que había luchado toda la vida, aunque lo disimulaba. ¿Qué se le puede reprochar? Todos reñimos casi siempre con el mismo hombre. Si se fuera a indagar cuáles son las personas a las que nos sentimos tan insensatamente apegados, resultarían ser los hombres de la llave para la que nosotros hacemos la cerradura. ¿Y en el amor? Cuántos hay que miran de la mañana a la noche el mismo rostro amado, pero cuando cierran los ojos no saben decir cómo es. O también sin amor o sin odio: a cuántos cambios está sometida continuamente la cosa según el humor, la costumbre y el punto de vista. ¡Cuántas veces prende la alegría y se consume no dejando más que un resto de tristeza! ¡Cuántas veces un hombre ataca impasible a otro, e igualmente podría dejarle en paz! La vida se asemeja a una superficie que aparenta ser como debe, pero por dentro desfila la procesión. Moosbrugger sostenía siempre los pies sobre dos terrones juntos, esforzándose razonablemente por evitar todo lo que le pudiera perturbar; pero a veces decía alguna palabra y ¡qué revolución y sueños procedían entonces de tan calcinadas y frías palabras como “gatito de encina” y “labios de rosa”!

Zampanó en La strada de Federico Fellini (1954)

Człowiek bez właściwości I (fragm.)

Zgodnie z doświadczeniami i przekonaniami Moosbruggera nie można było czegokolwiek ujmować w oderwaniu od reszty, gdyż zawsze jedno zależało od drugiego.
Zdarzyło mu się już w życiu, że kiedy mówił do dziewczyny: „Ty moja różanousta!”, nagle słowo to jakby puszczało w szwach i zaczynało się dziać coś bardzo przykrego. Twarz dziewczyny stawała się szara jak ziemia zasnuta mgłą, a na długiej łodydze sterczała samotna róża. Wtedy nawiedzała go straszliwa pokusa wziąć nóż i różę tę ściąć albo zadać jej taki cios, by wróciła znów na twarz dziewczyny. Oczywiście Moosbrugger nie zawsze chwytał od razu nóż, robił to tylko, kiedy nie mógł już sobie inaczej poradzić. Zwykle używać musiał całej swej siły olbrzyma, aby świat mu się nie rozłaził.
Kiedy był w dobrym humorze, mógł patrzeć komuś w twarz i widział w niej swoje własne odbicie, jak gdyby spoglądało z powrotem na niego z płytkiego strumienia spomiędzy rybek i jasnych promyków. Kiedy był jednak w złym humorze, wystarczyło mu przyjrzeć się czyjejś twarzy, aby zaraz poznać, że jest to ten sam człowiek, z którym wszędzie i zawsze musi się spierać, choć tamten za każdym razem udaje kogo innego. Cóż można by mu pod tym względem zarzucić? Przecież wszyscy walczymy prawie z tym samym człowiekiem. Gdyby tak zbadać, kim są te istoty, z którymi jesteśmy tak niedorzecznie związani, okazałoby się, że zwykle bywa to człowiek, który ma klucz pasujący do naszego zamka. A w miłości? Ileż ludzi patrzy dzień w dzień na tę samą ukochaną twarz, a zamknąwszy oczy nie potrafi powiedzieć, jak ona wygląda. A nie mówiąc już o miłości i nienawiści: na jakież zmiany narażone jest nieustannie wszystko, zależnie od zwyczaju, humoru i punktu widzenia! Jak często radość się spala, a pod nią ukazuje się niezniszczalne jądro smutku! Jak często jeden człowiek krzywdzi obojętnie drugiego, choć mógłby go równie dobrze zostawić w spokoju. Życie wytwarza powierzchnię, która niby to musi być taka, jaka jest, ale pod jej skórą ruszają się i tłoczą przeróżne rzeczy. Moosbrugger stał zawsze mocno nogami na dwóch bryłach ziemi, łącząc je przez to, i starał się rozsądnie unikać wszystkiego, co by go mogło wyprowadzić z równowagi. Ale czasami pękało mu w ustach jakieś słowo, a cóż za rewolucja i koszmar różnych spraw płynęły wtedy z zastygłego i wypalonego złożonego słowa jak „dębo-kotek” czy ,,różanousta”!