Stefan Zweig

1881-1942, Austria

Trad. Berta Conill

Carta de una desconcida

No temas, no te molestaré más. Discúlpame, tenía que dejar gritar a mi alma sólo una vez, en esta hora en la que mi hijo yace aquí, muerto y abandonado. Sólo he necesitado hablarte esta vez; después volveré a mi tenebrosidad, como siempre, muda, tan muda como siempre lo he sido a tu lado. Pero este grito no lo oirás mientras yo viva. Sólo cuando esté muerta recibirás este escrito de una que te ha querido más que ninguna y a la que no has reconocido nunca, que siempre te ha esperado y a la que no has convocado ninguna vez. Quizá, quizá me llamarás luego y entonces te seré infiel por primera vez; entonces, cuando esté muerta, ya no te podré oír. No te dejo ninguna fotografía ni ninguna señal, del mismo modo que tu no me has dejado nada y nunca me reconocerás, nunca. Era mi destino en la vida; que lo sea también en la muerte, pues. No quiero llamarte para que acudas en mi última hora, me voy sin que conozcas mi nombre ni mi cara. Muero fácilmente porque tú, desde lejos, no puedes sentirlo. Si te lamentaras por mi muerte, no podría hacerlo.
(…)
Pero, ¿quién… quién te enviará ahora las rosas blancas por tu cumpleaños? Ay, el jarrón estará vacío. Ese pequeño halo de mi vida que te llega una vez al año, eso también se irá. Amor mío, escúchame, te lo suplico… es la primera y última cosa que te pido… hazlo por mí, cada cumpleaños, ese día en que uno siempre piensa en sí mismo, coge unas rosas y ponías en el jarrón. Hazlo, querido, hazlo así, igual que otros hacen que se cante una misa una vez al año para su difunta querida. Yo ya no creo en Dios ni quiero ninguna misa, sólo creo en ti, sólo te quiero a ti y sólo quiero continuar viviendo dentro de ti… ay, sólo un día al año, muy, muy silenciosamente, como siempre he vivido a tu lado… Te lo suplico, hazlo, querido… es la primera y última cosa que te pido… te lo agradezco… te quiero… te quiero… adiós.
Él dejó caer la carta, las manos le temblaban. Entonces empezó a cavilar durante un buen rato. Recordaba vagamente a una niña vecina suya, a una joven, a una mujer que había encontrado en un local nocturno, pero era un recuerdo poco preciso y desdibujado, como una piedra que tiembla en el fondo del agua que corre y cuya forma no acaba de distinguirse. Eran sombras que brotaban abundantemente, que iban y venían, pero no fue capaz de hacerse una imagen concreta. Recordaba ciertos sentimientos y, aun así, no conseguía reconstruir todo aquello. Era como si todas esas figuras hubiesen aparecido en un sueño, como si las hubiera soñado a menudo y profundamente, pero sólo como si las hubiese soñado.
Entonces su mirada se posó en el jarrón azul que tenía ante él, encima del escritorio. Estaba vacío, por primera vez desde hacía años estaba vacío en el día de su cumpleaños, y se asustó: fue como si, de repente, se hubiese abierto una puerta invisible y un golpe de aire frío hubiera penetrado desde el más allá en su tranquila habitación. Sintió a la muerte y sintió un amor inmortal: algo le atravesó el alma y pensó en aquella mujer invisible, etérea y apasionada como el recuerdo de una lejana melodía.

Fotogramas de Carta de una desconocida (1948) de Max Ophüls

Adaptaciones cinematográficas de las novelas de Stefen Zweig

Tłum. Zofia Rittnerowa

List od nieznajomej

Nie obawiaj się już mego natręctwa — przebacz mi, musiałam zrzucić ten kamień z serca teraz, kiedy moje dziecko leży tam umarłe i opuszczone. Jeszcze ten jeden raz musiałam przemówić do Ciebie — zanim zamilknę… w ciemności. Ale dopóki żyję, nie usłyszysz mego krzyku — dopiero po mojej śmierci otrzymasz ten legat ode mnie, od kobiety, która Cię kochała bardziej niż wszyscy, a której Ty nigdy nie poznałeś, od kobiety, która zawsze na Ciebie czekała — i której nigdy nie zawołałeś. Może, może zawołasz mnie jeszcze, ale ja po raz pierwszy nie usłucham, bo Twój głos nie dotrze do krainy śmierci. I nie zostawiam Ci żadnej fotografii ani innej pamiątki, tak samo jak Ty nic nie zostawiłeś; nigdy mnie nie poznasz — nigdy! Jaki był los mój za życia, niech będzie także po śmierci. Nie wołam Cię w ostatniej godzinie, od chodzę niepoznana. Umieram lekko, bo wiem, że nic nie przeczuwasz. Myśl, że śmierć moja mogłaby Ci sprawić przykrość, nie dałaby mi umrzeć.
(…)
Ale kto… kto będzie teraz pamiętał o białych różach na Twoje urodziny? Wazon na biurku będzie pusty, tchnienie mojego życia, którym raz w roku oddychałeś, nie wróci… Proszę Cię, ukochany mój, jest to moja pierwsza i ostatnia prośba… zrób to dla mnie… na każde urodziny — to przecież dzień, kiedy się myśli o sobie — kup kilka białych róż i włóż do wazonu. Zrób to, ukochany mój, zrób, tak jak inni raz na rok zamawiają mszę za ukochanych zmarłych. Ja jednak nie wierzę już w Boga i nie chcę mszy, wierzę tylko w Ciebie, kocham tylko Ciebie i chcę w Tobie żyć dalej… tak, choćby ten jeden dzień w roku — tak cicho, tak cicho… jak żyłam obok Ciebie. Proszę Cię, zrób to, ukochany mój… to moja pierwsza i ostatnia prośba… Dziękuję Ci, kocham Cię… Kocham Cię… żegnaj!…”
Wypuścił list z drżących rąk. Pogrążył się w zadumie. Wspomnienie dziecka z sąsiedztwa wynurzyło się gdzieś z zaułka świadomości, potem — dziewczęcia, potem — kobiety w nocnym lokalu, ale wszystko tak niewyraźne i migotliwe jak kamień, który błyszczy i drży na dnie płynącej wody. Cienie ukazywały się i znikały, ale nie tworzyły obrazu. Już wydawało mu się, że przypomina sobie, ale nie mógł sobie przypomnieć niczego. Odnosił wrażenie, że tylko śnił o tych wszystkich postaciach, śnił często i i długo, ale tylko śnił…
Spojrzenie jego padło na niebieski wazon stojący przed nim na biurku. Był pusty, po raz pierwszy od lat pusty w dniu jego urodzin. I zdjął go lęk. Miał wrażenie, że ktoś niewidzialny naraz otworzył drzwi i zimny przeciąg wionął z innego świata w jego cichy pokój. Czuł śmierć i nieśmiertelną miłość, myślały o owej Niewidzialnej namiętnie i bezcieleśnie jak o dalekiej muzyce.

Película china Carta de una mujer desconocida dirigida por Xu Jinglei en 2004. La directora y guionista Xu Jinglei que es además la actriz protagonista, ganó la Concha de Plata del Festival de San Sebastián 2004.

Letter From An Unknown Woman

Do not fear that I shall pester you any more — forgive me, just this once I had to cry out what is in my heart, in this hour when my child lies there dead and abandoned. Just this once I had to speak to you — then I will go back into the darkness in silence again, as I have always been silent to you.
However, you will not hear my cries while I am still alive — only if I am dead will you receive this bequest from me, from one who loved you above all else and whom you never recognized, from one who always waited for you and whom you never summoned. Perhaps, perhaps you will summon me then, and I will fail to keep faith with you for the first time, because when I am dead I will not hear you. I leave you no picture and no sign, as you left me nothing; you will never recognize me, never. It was my fate in life, let it be my fate in death. I will not call for you in my last hour, I will leave and you will not know my name or my face. I die with an easy mind, since you will not feel it from afar. If my death were going to hurt you, I could not die.
(…)
But who… who will always send you white roses on your birthday now? The vase will be empty, the little breath of my life that blew around you once a year will die away as well! Beloved, listen, I beg you… it is the first and last thing I ask you… do it for me every year on your birthday, which is a day when people think of themselves — buy some roses and put them in that vase. Do it, beloved, in the same way as others have a Mass said once a year for someone now dead who was dear to them. I do not believe in God any more, however, and do not want a Mass — I believe only in you, I love only you, and I will live on only in you… oh, only for one day a year, very, very quietly, as I lived near you… I beg you, do that, beloved… it is the first thing that I have ever asked you to do, and the last… thank you… I love you, I love you… goodbye.
His shaking hands put the letter down. Then he thought for a long time. Some kind of confused memory emerged of a neighbour’s child, of a young girl, of a woman in the dance café at night, but a vague and uncertain memory, like a stone seen shimmering and shapeless on the bed of a stream of flowing water. Shadows moved back and forth, but he could form no clear picture. He felt memories of emotion, yet did not really remember. It was as if he had dreamt of all these images, dreamt of them often and deeply, but they were only dreams.

Brief einer Unbekannten

Fürchte nicht, daß ich Dich weiter bedränge – verzeih mir, ich mußte mir einmal die Seele ausschreien in dieser Stunde, da das Kind dort tot und verlassen liegt. Nur dies eine Mal mußte ich sprechen zu Dir – dann gehe ich wieder stumm in mein Dunkel zurück, wie ich immer stumm neben Dir gewesen. Aber du wirst diesen Schrei nicht hören, solange ich lebe – nur wenn ich tot bin, empfängst Du dies Vermächtnis von mir, von einer, die Dich mehr geliebt als alle und die Du nie erkannt, von einer, die immer auf Dich gewartet und die Du nie gerufen. Vielleicht, vielleicht wirst Du mich dann rufen, und ich werde Dir ungetreu sein zum erstenmal, ich werde Dich nicht mehr hören aus meinem Tod: kein Bild lasse ich Dir und kein Zeichen, wie Du mir nichts gelassen; nie wirst Du mich erkennen, niemals. Es war mein Schicksal im Leben, es sei es auch in meinem Tod. Ich will Dich nicht rufen in meiner letzten Stunde, ich gehe fort, ohne daß Du meinen Namen weißt und mein Antlitz. Ich sterbe leicht, denn Du fühlst es nicht von ferne. Täte es Dir weh, daß ich sterbe, so könnte ich nicht sterben.
(…)
Aber wer … wer wird Dir jetzt immer die weißen Rosen senden zu Deinem Geburtstag? Ach, die Vase wird leer sein, der kleine Atem, der kleine Hauch von meinem Leben, der einmal im Jahre um Dich wehte, auch er wird verwehen! Geliebter, höre, ich bitte Dich … es ist meine erste und letzte Bitte an Dich … tu mirs zuliebe, nimm an jedem Geburtstag – es ist ja Tag, wo man an sich denkt – nimm da Rosen und tu sie in die Vase. Tu’s, Geliebter, tu es so, wie andere einmal im Jahre eine Messe lesen lassen für eine liebe Verstorbene. Ich aber glaube nicht an Gott mehr und will keine Messe, ich glaube nur an Dich, ich liebe nur Dich und will nur in Dir noch weiterleben … ach, nur einen Tag im Jahr, ganz, ganz still nur, wie ich neben Dir gelebt … Ich bitte Dich, tu es, Geliebter … es ist meine erste Bitte an Dich und die letzte … ich danke Dir … ich liebe Dich, ich liebe Dich … lebe wohl …
Er legte den Brief aus den zitternden Händen. Dann sann er lange nach. Verworren tauchte irgendein Erinnern auf an ein nachbarliches Kind, an ein Mädchen, an eine Frau im Nachtlokal, aber ein Erinnern, undeutlich und verworren, so wie ein Stein fimmert und formlos zittert am Grunde fießenden Wassers. Schatten strömten zu und fort, aber es wurde kein Bild. Er fühlte Erinnerungen des Gefühls und erinnerte sich doch nicht. Ihm war, als ob er von all diesen Gestalten geträumt hätte, oft und tief geträumt, aber doch nur geträumt.
Da fel sein Blick auf die blaue Vase vor ihm auf dem Schreibtisch. Sie war leer, zum erstenmal leer seit Jahren an seinem Geburtstag. Er schrak zusammen: ihm war, als sei plötzlich eine Tür unsichtbar aufgesprungen, und kalte Zugluft ströme aus anderer Welt in seinen ruhenden Raum. Er spürte einen Tod und spürte unsterbliche Liebe: innen brach etwas auf in seiner Seele, und er dachte an die Unsichtbare körperlos und leidenschaftlich wie an eine ferne Musik.


Paul Celan

1920-1970, Rumanía/Alemania

Trad. Griselda Mársico

7 Ingeborg Bachmann a Paul Celan

Viena, 24 de junio de 1949.

Querido:
Porque ni lo pensé, hoy, el día anterior –el año pasado también fue así–, llegó tu postal, en vuelo directo a mi corazón, sí, es así, te quiero, en aquel entonces jamás lo dije. He vuelto a sentir la amapola, profunda, muy profundamente, tu magia ha sido tan maravillosa, jamás podré olvidarlo.
A veces lo único que quisiera es irme y llegar a París, sentir que tocas mis manos, que me tocas entera con flores, y después otra vez no saber de dónde vienes y adónde vas. Para mí eres de la India, o de un país aun más lejano, oscuro, marrón; para mí eres desierto y mar y todo lo que es misterio. Sigo sin saber nada de ti y por eso muchas veces tengo miedo por ti, no puedo imaginarme que tú debas hacer lo que los otros hacemos aquí, yo debería tener un castillo para nosotros y traerte conmigo, para que puedas ser allí mi señor encantado, tendremos muchas alfombras allí y música, e inventaremos el amor.
 He estado pensando mucho. “Corona” es tu poema más bello, es la anticipación perfecta de un instante donde todo se vuelve mármol y es para siempre. Pero para mí aquí no será “tiempo”. Tengo hambre de algo que no me darán, todo es chato y flojo, está cansado y gastado antes del uso.
Para mediados de agosto quiero estar en París, un par de días solamente. No me preguntes por qué, para qué, pero quiero que estés para mí, una noche o dos, tres… Llévame al Sena, vamos a mirar y mirar bien adentro hasta que nos hayamos vuelto pececitos y nos reconozcamos.
Ingeborg

9 Paul Celan a Ingeborg Bachmann,

31, Rue des Ecoles París,
20 de agosto de 1949

Mi querida Ingeborg:
Así que vienes recién dentro de dos meses… ¿por qué? No lo dices, tampoco dices por cuánto tiempo, no dices si recibirás la beca. Mientras tanto, propones, podemos “intercambiar cartas”. ¿Sabes, Ingeborg, por qué te escribí tan poco durante este último año? No sólo porque París me empujó a un silencio terrible del que no podía salir, sino también porque no sabía qué piensas sobre aquellas pocas semanas en Viena. ¿Qué podía inferir de tus primeras líneas, Ingeborg, garrapateadas al vuelo?
Tal vez me equivoco, tal vez lo que sucede es que nos esquivamos justo allí donde tanto quisiéramos encontrarnos, tal vez la culpa sea de los dos. Sólo que a veces me digo que mi silencio tal vez es más entendible que el tuyo, porque la oscuridad que me lo impone es más vieja.
Las grandes decisiones uno siempre tiene que tomarlas solo, lo sabes. Cuando llegó aquella carta en la que me preguntabas si debías elegir París o Estados Unidos, me hubiera gustado decirte lo mucho que me alegraría que vinieras. ¿Puedes entender, Ingeborg, por qué no lo hice? Me dije que si realmente te importara algo (es decir, más que algo) vivir en la ciudad en la que también vivo yo, no me hubieras pedido consejo, al contrario.
Ha pasado un largo año, un año en el que seguramente te ha ocurrido más de una cosa. Pero no me dices cuán lejos han quedado nuestros propios mayo y junio detrás de este año…
¿Cuán lejos o cuán cerca estás, Ingeborg? Dímelo, para que yo sepa si cierras los ojos si ahora te beso.
Paul

de Tiempo del corazón. Correspondencia. Ingeborg Bachmann Paul Celan. (FCE, 2012)

Fotograma de Los soñados (docuficción) recreación de la correspondencia entre Ingeborg y Paul Celan, película de Ruth Beckermann (2016)

Tłum. Małgorzata Łukasiewicz

7 Ingeborg Bachmann do Paula Celana,

Wiedeń, 24 czerwca 1949

Miły Mój,
nawet o tym nie myślałam i dlatego dziś, w przeddzień – w zeszłym roku było przecież tak samo – przyfrunęła Twoja kartka i trafiła mnie w samo serce, tak właśnie jest, kocham Cię, nigdy tego wtedy nie powiedziałam. Znowu czułam mak, głęboko, bardzo głęboko, Twoje czary tak cudow­nie działały, nie potrafię tego nigdy zapomnieć.
Czasem chciałabym po prostu ruszyć w drogę i dotrzeć do Paryża, po­czuć, jak dotykasz moich rąk, jak całej mnie dotykasz kwiatami, i znów nie wiedzieć, skąd przychodzisz i dokąd idziesz. Dla mnie jesteś z Indii albo z jakiegoś jeszcze dalszego, mrocznego, brunatnego kraju, dla mnie jesteś pustynią i morzem, i wszystkim, co jest tajemnicą. Wciąż jeszcze nic o Tobie nie wiem i dlatego często boję się o siebie, nie umiem sobie wyobrazić, że miałbyś robić coś, co my, inni, tu robimy, powinnam mieć dla nas zamek i sprowadzić Cię do siebie, żebyś był w tym zamku moim zaczarowanym władcą, będziemy tam mieć mnóstwo dywanów i muzykę, i odkryjemy miłość.
Często się zastanawiałam, Corona to Twój najpiękniejszy wiersz, naj­doskonalsze przeczucie chwili, kiedy wszystko staje się marmurem i jest na zawsze. Ale dla mnie tu nie nastał „czas”. Łaknę czegoś, czego nie do­stanę, wszystko jest płaskie i mdłe, martwe i zużyte, nim jeszcze zostało użyte.
W połowie sierpnia będę w Paryżu, tylko na parę dni. Nie pytaj mnie dlaczego, po co, ale bądź dla mnie, przez jeden wieczór, albo dwa, trzy..
Zaprowadź mnie nad Sekwanę, będziemy się wpatrywać w wodę, tak dłu­go, aż staniemy się małymi rybkami i znowu się rozpoznamy.
Ingeborg

9 Paul Celan do Ingeborg Bachrnann

31, Rue des Ecoles Paryż,
20 sierpnia 1949

Droga moja Ingeborg,
przyjedziesz więc dopiero za dwa miesiące – dlaczego? Nie mówisz, nie mówisz też, na jak długo, nie mówisz, czy dostałaś stypendium. Tymcza­sem możemy przecież, jak proponujesz, „wymieniać listy” Czy Ty wiesz, dlaczego przez ten ostatni rok tak rzadko pisałem? Nie tylko dlatego, że Paryż wtrącił mnie w straszliwe milczenie, z którego nie mogę się wydobyć, ale także dlatego, że nie wiedziałem, co myślisz o tych krótkich tygodniach w Wiedniu. Co mogłem wywnioskować z Twoich pierw­szych, pobieżnie skreślonych linijek, Ingeborg?
Może się łudzę, może jest tak, że rozmijamy się akurat wtedy, kiedy tak bardzo chcielibyśmy się spotkać, może wina leży po obu stronach. Tylko czasem powiadam sobie, że moje milczenie jest może bardziej zro­zumiale niż Twoje, bo mrok, który mi je narzuca, jest starszy.
Wiesz: wielkie decyzje trzeba zawsze podejmować samemu. Gdy przy­szedł tamten list, w którym pytałaś, czy masz wybrać Paryż, czy Stany Zjednoczone, miałem chęć Ci powiedzieć, jak bardzo bym się cieszył, gdybyś przyjechała. Czy potrafisz zrozumieć, Ingeborg, dlaczego tego nie zrobiłem? Powiedziałem sobie, że gdyby naprawdę zależało Ci trochę (to jest więcej niż trochę) na tym, żeby mieszkać w mieście, w którym i ja mieszkam, nie pytałabyś mnie o radę, przeciwnie.
Minął długi rok, rok, w którym z pewnością niejedno Ci się zdarzy­ło. Ale nie mówisz mi, jak daleko w tyle za tym rokiem leży nasz własny maj i czerwiec.
Jak daleko i jak blisko jesteś, Ingeborg? Powiedz mi, żebym wiedział, czy zamykasz oczy, kiedy Cię teraz całuję.
Paul

Z Czas serca. Ingeborg Bachmann, Paul Celan. Listy (A5, 2010)

Halina Poświatowska

1935-1967, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Tú amor mío estás ciego
por eso no te culpo
pero yo tenía un par de ojos videntes
en vano
con estos ojos videntes
no he visto tu corazón
con estas manos prensiles
no lo he agarrado
y se me ha escurrido
como la tierra a dios
para ir dando tumbos por las órbitas
de la soledad
ahora eres distante
como la Vía Láctea
clara de noche
insomne de frío

***

Ty miły jesteś ślepy
więc cię nie winię
ale ja miałam dwoje oczu widzących
na nic
widzącymi oczami
nie dostrzegłam twojego serca
chwytnymi rękami
nie ujęłam
i wymknęło mi się
jak ziemia bogu
żeby zataczać się po orbitach
samotności
i stałeś się odległy
jak Mleczna Droga
widna już nocą tylko
bezsenna z chłodu.

Fotografía de Laura Makabresku

Halina Poświatowska

1935-1967, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Únicamente acaríciame… (frg. de carta)

No es verdad que la nostalgia sepa callar. Susurro-Susurro-Susurro- de verdad oigo la nostalgia temblar, pulsación en la boca y después Hoja-Hoja- jirones del frio vivo un poco de nada, hasta el fondo de la nada, la tristeza partida en dos, en cuatro y más y más, finalmente, un ovillo amasado por mucho tiempo en las manos calientes. La nostalgia no anhela comprender nada, ya que ha crecido por encima de su anhelo. O incluso por encima de las Estrellas, Estrellas…

Únicamente acaríciame, libro que recoge correspondencia entre la poeta Halina Poświatowska y el escritor Ireneusz Morawski

Tylko mnie pogłaszcz… (fragm. listu)

To nieprawda, że tęsknota potrafi milczeć. Szept- Szept- Szept – ja naprawdę słyszę drgającą tęsknotę, puls w ustach i potem Liść – Liść – strzępy żywego chłodu trochę niczego, aż do dna niczego, smutek złamany na pół, na czworo i jeszcze raz, jeszcze raz, aż wreszcie kłębek toczony długo w gorących dłoniach.
Tęsknota nie pragnie niczego zrozumieć, bo wyrosła po(na)d miarę swojego pragnienia. Może nawet Gwiazd, Gwiazd…»

Tylko mnie pogłaszcz…, zbiór listów do Haliny Poświatowskiej, których autorem jest pisarz, Ireneusz Morawski.

Fotografía de Marit Beer

Crea tu sitio web con WordPress.com
Comenzar
A %d blogueros les gusta esto: