Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Correspondencias

La bóveda del habla no se ha hundido, aunque se ha formado un pozo hondo
y llega hasta las arenas de la noche.
Hablo contigo, aunque no estás aquí.
Hablo desde un sin-principio, como siempre, y la luz vespertina
se extingue en la negra profundidad del cielo y montones de cúmulos
se transforman en nubes de lluvia.
Las nubes llevan la rosa de los vientos en el pelo.
No han de aferrarse a nada, como tú tampoco has de ya.
Su muerte es igual de vasta.
Llega como la lluvia, las cose a las colinas, al sueño
del lago. Persiste como un lirio salvaje en la orilla,
enteramente presente.
En el jardín oscurecido, casi ciego, sobre las copas de los árboles
los murciélagos están a la caza.
Me respondes con la voz de un pájaro nocturno, de madrugada,
en un nido vacío de niebla

Fotos propias, jardín japonés en Wrocław (Breslavia)

połączenia

Nie zapadł się strop mowy, choć powstała głęboka studnia
i sięga do piachów nocy.
Rozmawiam z tobą, mimo że ciebie nie ma.
Mówię od bez-początku, jak zawsze, a wieczorne światło
gaśnie w głębi granatowego nieba i kłęby cumulusów
przemieniają się w chmury deszczowe.
Chmury mają różę wiatrów we włosach.
Nie muszą się niczego trzymać, tak jak ty już nie musisz.
Ich śmierć jest równie rozległa.
Przychodzi jako deszcz, zszywa je ze wzgórzami, ze snem
stawu. Trwa jak dziki irys na brzegu,
na wskroś obecny.
W pociemniałym, niemal ślepym ogrodzie nietoperze polują
ponad koronami drzew.
Odpowiadasz mi głosem nocnego ptaka, nad ranem,
w pustym gnieździe z mgły

z tomiku Nawigacje

Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Las palabras del poema serán como el agua
que se condensa en nubes, cae como lluvia, como nieve,
sube como rocío.
Llegará entonces a las aguas subterráneas que alimentan el árbol de la sangre.
Se irá esparciendo sobre las hojas del aliso gris y le ayudará a persistir.
Basta con que las palabras del poema sean como el agua reflejando en sí misma todo lo que existe.
Todo lo que se marcha para despertarse
dentro de algo más vasto.
La niebla entonces no será demasiado densa,
será posible divisar el contorno de otra tierra. El fondo del cielo será profundo y puro,
sin escollos ni bajíos, llevará hasta la orilla.
Que un leve oleaje golpee a los poemas,
las luces y las sombras jueguen en el fondo y nuestros cuerpos hechos de sol,
naden en la bahía, bajo el fino escamaje de los destellos.
Finalmente, las aguas recogidas en ríos regresarán de nuevo a los mares
de los que salimos.
Un día se evaporaron de ellos. Dejaron sal.  

Fotos propias, río Vísula y albufera de Przysiek

***

Słowa wiersza będą jak woda,
co zagęszcza się w chmury, opada jako deszcz, jako śnieg,
podnosi się jako rosa.
Wtedy dotrze do wód gruntowych, zasilających drzewo krwi.
Będzie rozpryskiwać się na liściach szarej olchy, pomoże jej trwać.
Wystarczy, że słowa wiersza będą jak woda odbijająca w sobie wszystko, co jest.
Wszystko, co odchodzi, ażeby się przebudzić
w czymś większym.
Wtedy mgła nie będzie zbyt gęsta,
pozwoli uchwycić zarysy innego lądu. Dno nieba będzie czyste, głębokie,
bez raf i płycizn, poprowadzi pod brzeg.
Niech będzie przy wierszach trochę przyboju,
gra światła i cienia na dnie, nasze ciała zrobione ze słońca,
kiedy pływamy w zatoce, pod drobną łuską lśnień.
W końcu wody zebrane w rzeki wrócą z powrotem do mórz,
z których wyszliśmy.
Kiedyś z nich wyparowały, pozostawiając sól

z tomiku Nawigacje

Marzanna Bogumiła Kielar

1963- , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Cuando ya el torrente de cascotes y lodo que se desliza por la ladera
haya desgarrado el manto aluvial -la vida- y nos mezcle con el barro
y las piedras,

te reconoceré por la raíz, por la diminuta roya en el limbo de la hoja pinada.
Te reconoceré por la semilla y las trazas de hoja,
por la escama que protege la yema hibernando:

y te besaré
con labios de tierra

Fotografías impresas sobre las hojas por Hiro Chiba

***

Gdy już sunący zboczem gruzowo-błotny strumień
rozerwie tę aluwialną pokrywę, życie, i wymiesza nas z gliną
i kamieniami,

poznam cię po korzeniu, po drobnej rdzy na blaszce pierzastego liścia.
Poznam cię po nasieniu i liściowych bliznach,
po ochronnej łusce na zimującym pąku –

będę całować cię
wargami z ziemi

Ada Trzeciakowska

1977 – , Polonia/España

Una carta

Nada cambia, la misma obra de siempre, los mismos dramas, palabras, lamentos, alegrías que, de tanto repetirse, se vuelven impersonales. Somos una vida vivida por un ser inmortal, una vida que se respira siempre con el mismo dolor y se marcha (para continuar existiendo) dejando el mismo amargor en la boca. Y a las conchas se las come el viento.
Un ser verde y azul, tú y yo, dos poros, unas células de vida que se vive sola, esa voluntad de vivir que nos respira. Nuestro amor y su mirada devoradora son los del lobo y del corzo. Nos engullimos, mientras tu tristeza condensada en lágrima se vuelve mi saliva. En ellas circula la vida de antaño, la voluntad ciega y cruel de seguir durando. Porque el tiempo es la vida misma. Nos besamos y el tiempo pasa de tu boca a la mía, hincha las sienes, llena pulmones de un temblor translúcido. Mientras nuestras palabras se pierden en el infinito, las que escribiste a tu madre, vida, forman el antaño de Quignard. El mismo espasmo sin fecha. Te beso, busco tu lengua, el dorado pez ahumado, tus ojos febriles, salpicados de verde tristeza y me caigo atrás, al mismo fondo, me deslizo por tu garganta hacia el mismo principio. Eres el lobo cálido, el padre, el árbol, la piedra, el polvo, el océano que hierve de tanta vida, dios lejano, hermano, yo.
Ese beso: a la vez promesa y decepción -preciosa promesa de la decepción-. Dulce última promesa del amor que le daría sentido a la espera, mientras pausadamente llega la comprensión. Yo nostalgio, tú nostalgias, nosotros nostalgiamosNostalgio igual decepciono. En cuanto más nostalgio más decepciono. Lo ideal no existe, solo lo nostalgias mientras la decepción te lame el hígado y tiñe la sangre de amarillo. La sepia de siempre, nostalgia de un sueño casi perdido. Y así -hecho de sueño, sepia y telaraña- es como te amo, mi vida, vida misma, vida siempre.

Zdzisław Beksiński Los amantes 1963

List

Wszystko trwa niezmienne, ten sam dramat od zawsze, te same słowa, rozpacz, krzyk radości i tak aż do odosobowienia. Jesteśmy życiem, które żyje byt nieśmiertelny, życiem, które się oddycha zawsze przeszyte tym samym bólem i odchodzi (by żyć się dalej) z tą samą goryczą w ustach. Muszle zjada wiatr.
Zielonkawy i błękitny byt, ty i ja, dwa pory, dwie komórki życia, które się żyje samo, ta wola życia, która nami oddycha. Nasza miłość i jej łapczywe spojrzenie dzielone są przez wilka i sarnę. Pochłaniamy się podczas gdy twój smutek skrapla się w łzie, którą zmieniam w ślinę. W nich krąży dawne życie, ślepa i okrutna wola trwania. Czym innym jest czas jak nie życiem? Całujemy się i czas przepływa z twoich ust do moich, wzbierają skronie, płuca wypełniają się przezroczystym drżeniem. Podczas gdy nasze słowa gubią się w nieskończoności, te które napisałeś dla matki, życie moje, kształtują owe niegdyś, które prześladuje Quignarda. Ten sam spazm bez daty ważności. Całuję cię, szukam twojego języka, tej zadymionej złotej rybki, twoich rozpalonych oczu nakrapianych zielonych smutkiem i spadam wstecz, na samo dno, opadam gardłem twoim na sam początek. Jesteś ciepłym wilkiem, ojcem, drzewem, kamieniem, pyłem, oceanem wrzącym od życia, dalekim bogiem, bratem, mną.
Ten pocałunek to zarazem obietnica i zawód -przepiękna obietnica zawodu-. Ostatnia, słodka obietnica miłości, która nadać by mogła sens oczekiwaniu, podczas gdy powoli nadchodzi zrozumienie. Ja tęsknię, ty tęsknisz, my tęsknimy… Tęsknię znaczy rozczarowuję. Im bardziej tęsknię tym bardziej rozczarowuję. Ideał nie istnieje, tylko za nim tęsknisz podczas gdy rozczarowanie liże ci wątrobę i podbarwia krew żółcieniem. Ta sama sepia co zawsze, nostalgia za coraz prawie utraconym marzeniem. I takiego – ulepionego z sepii, snu i pajęczyn- kocham cię, życie moje, życie samo w sobie, życie zawsze.