Gottfried Benn

1886-1956, Alemania

*Recomiendo leer antes este poema de Adam Zagajewski

Trad. J. M.ª Pérez Gay (con un retoque mío)

Chopin

Nada brillante en la conversación,
Los puntos de vista no eran su fuerte,
Los puntos de vista, hablar por hablar,
Cuando Delacroix desarrollaba teorías,
Él se inquietaba, porque no podía
Fundamentar los nocturnos.

Un amante frágil;
Sombras en Nohant,
Donde los niños de George Sand
No aceptaban sus consejos didácticos.

Enfermo del pecho en esa forma,
Hemorragias, cicatrices, fibrosis,
Que se prolonga durante mucho tiempo;
Una muerte silenciosa,
Lo contrario a los paroxismos
Del dolor o disparos,
Aproximaron el piano (Erard) a la puerta,
Mientras Delphine Potocka
Le cantaba en la última hora
Una canción violeta.

Viajó a Inglaterra con tres pianos,
Pleyel, Erard, Broadwood.
Tocaba un cuarto de hora por veinte guineas
Al caer la tarde, en casa de los Rothschild,
Los Wellington, la Strafford House,
Ante incontables portadores de la Orden de la Liga,
Ensombrecido por el cansancio, cercano a la muerte,
Regresó a su casa
En el Square d´Orléans.

Allí quemó bosquejos.
Y manuscritos,
Nada de restos, fragmentos, noticias.
Esas perspectivas delatoras—,
Al final dijo:
“Mis ensayos se completaron de acuerdo
A lo que me era posible alcanzar”.

Cada dedo debería tocar
Con la fuerza de su propia estructura,
El cuarto es el más débil
(Un siamés del medio).
Cuando empezaba los ponía
Sobre do, sol, mi, re.

Quien haya escuchado cualquiera de
sus preludios,
ya fuese en casas de campo
o en las montañas,
o en terrazas abiertas,
por ejemplo, en un sanatorio,
no podrá olvidarlos fácilmente.

No compuso ninguna ópera,
Ninguna sinfonía,
Sólo esas trágicas progresiones
Plenas de convicción artística
Y con las manos pequeñas.

Tłum. Janusz Szpotański

Chopin

W rozmowie niezbyt elokwentny,
poglądy nie były jego mocną stroną-
poglądami szastano na prawo i lewo.
Kiedy Delacroix wygłaszał swe teorie,
stawał się niespokojny, bowiem w żaden sposób
nie mógł uzasadnić nokturnów.

Kiepski kochanek. Cienie
snuły się w Nohant.
Także dzieciom George Sand
nie świecił budującym przykładem.

Chory na piersi w każdej z możliwych postaci:
z krwotokami i kawernami, które nie chciały się goić.
Cicha śmierć
w przeciwieństwie do śmierci
w paroksyzmach bólu
lub od salwy plutonu egzekucyjnego.
Przysunięto fortepian (Erarda) do drzwi
i Delfina Potocka
w ostatniej godzinie
śpiewała mu pieśń o fiołku.

Do Anglii wyruszył z trzema fortepianami:
Pleyelem, Erardem, Broadwoodem.
Koncertował wieczorami, przez kwadrans,
biorąc za występ 20 gwinei,
u Rotschildów, Wellingtonów, w Strafford House
i u rozlicznych rycerzy Podwiązki.
Omroczony zmęczeniem i bliskością śmierci
wrócił do domu
na Square d’Orlean.

Tam spalił wszystkie szkice,
manuskrypty.
Tylko żadnych brulionów, fragmentów, notatek,
żadnych zdradzieckich śladów.
Na koniec rzekł:
„Usiłowania moje zgodne są z poziomem,
jaki zdołałem osiągnąć.”

Grać winien każdy palec
z siłą odpowiednią do jego budowy.
Czwarty jest najsłabszy
(to tylko syjamski brat palca średniego).
Kiedy miał grać, palce kładł
na e, fis, gis, h, c.

Kto kiedykolwiek usłyszał
któreś z jego preludiów,
czy to w dworku na wsi,
czy w górach,
czy przez drzwi otwarte
tarasu w jakimś sanatorium,
z trudem mógł je zapomnieć.

Nie skomponował żadnej opery,
żadnej symfonii,
tylko te tragiczne progresje,
poczęte z artystycznego przekonania
i grane małą ręką.

1. Mano de Chopin y Beethoven 2. Retrato de Chopin por E. Delacroix 3. Cuadro de Henryk Siemiradzki

Chopin

Nicht sehr ergiebig im Gespräch,
Ansichten waren nicht seine Stärke,
Ansichten reden drum herum,
wenn Delacroix Theorien entwickelte,
wurde er unruhig, er seinerseits konnte
die Notturnos nicht begründen.

Schwacher Liebhaber;
Schatten in Nohant,
wo George Sands Kinder
keine erzieherischen Ratschläge
von ihm annahmen.

Brustkrank in jener Form
mit Blutungen und Narbenbildung,
die sich lange hinzieht;
stiller Tod
im Gegensatz zu einem
mit Schmerzparoxysmen
oder durch Gewehrsalven:
Man rückte den Flügel (Erard) an die Tür
und Delphine Potocka
sang ihm in der letzten Stunde
ein Veilchenlied.

Nach England reiste er mit drei Flügeln:
Pleyel, Erard, Broadwood,
spielte für zwanzig Guineen abends
eine Viertelstunde
bei Rothschilds, Wellingtons, im Strafford House
und vor zahllosen Hosenbändern;
verdunkelt von Müdigkeit und Todesnähe
kehrte er heim
auf den Square d’Orléans.

Dann verbrennt er seine Skizzen
und Manuskripte,
nur keine Restbestände, Fragmente, Notizen,
diese verräterischen Einblicke –
sagte zum Schluß:
„meine Versuche sind nach Maßgabe dessen vollendet,
was mir zu erreichen möglich war.“

Spielen sollte jeder Finger
mit der seinem Bau entsprechenden Kraft,
der vierte ist der schwächste
(nur siamesisch zum Mittelfinger).
Wenn er begann, lagen sie
auf e, fis, gis, h, c.

Wer je bestimmte Präludien
von ihm hörte,
sei es in Landhäusern oder
in einem Höhengelände
oder aus offenen Terrassentüren
beispielsweise aus einem Sanatorium,
wird es schwer vergessen.

Nie eine Oper komponiert,
keine Symphonie,
nur diese tragischen Progressionen
aus artistischer Überzeugung
und mit einer kleinen Hand.

Transl. Michael Hofmann

Chopin

Not much of a conversationalist,
ideas weren’t his strong suit,
ideas miss the point,
when Delacroix expounded his theories
it made him nervous, he for his part
could offer no explanation of the Nocturnes.

A poor lover;
mere shadow in Nohant
where George Sand’s children
rejected his attempts
at discipline.

His tuberculosis
took the chronic form,
with repeated bleeding and scarring;
a creeping death,
as opposed to one
in convulsions of agony
or by firing squad:
the piano (Erard) was pushed against the door
and Delphine Potocka
sang him
a violet song in his last hour.

He took three pianos with him to England:
Pleyel, Erard, Broadwood,
for twenty guineas
he would give fifteen-minute recitals in the evenings
at the Rothschilds’ and the Wellingtons’, in Strafford House
to the assembled cummerbunds;
then, dark with fatigue and imminent death,
he went home
to the Square d’Orleans.

Then he burned his sketches
and manuscripts,
didn’t want any leftover scraps
betraying him–
at the end he said:
“I have taken my experiment
as far as it was possible for me to go.”

Each finger was to play
to no more than its natural strength,
the fourth being the weakest
(twinned with the middle finger).
At the start, they occupied the keys
of E, F sharp, G sharp, B and C.

Anyone hearing
certain of his Preludes
in country seats or
at altitude,
through open French windows
on the terrace, say, of a sanitorium,
will not easily forget it.

He composed no operas,
no symphonies,
only those tragic progressions
from artistic conviction
and with a small hand.

Adam Zagajewski

1945 – 2021 , Polonia

Trad. Xavier Farré

En ningún lugar

Fue un día en ningún lugar al volver del entierro de mi padre,
un día entre continentes, iba perdido por las calles
de Hyde Park escuchando retazos de voces americanas,
no pertenecía a ningún lugar, era libre,
pero si eso era la libertad, pensé, preferiría
ser cautivo de un buen rey, de un cálido emperador;
las hojas fluían a contracorriente del rojizo otoño,
el viento bostezaba como un perro cazador,
la cajera en el colmado, en ningún lugar
(le intrigaba mi acento), me preguntó de dónde era,
pero lo había olvidado, tenía ganas de hablarle
de la muerte de padre, pero pensé: ya soy
demasiado viejo para ser huérfano; vivía
en Hyde Park, en ningún lugar, where fun comes to die,
como decían no sin envidia los estudiantes de otras universidades,
era un lunes sin carácter, cobarde,
sin forma, un día sin inspiración, en ningún lugar, ni siquiera el penar
había adoptado una forma radical, tenía la sensación
de que el mismo Chopin en un día como ése se limitaría,
en el mejor de los casos, a dar clases
a estudiantes aristocráticas, acaudaladas;
de repente me acordé de lo que había escrito de él
Gottfried Benn, dermatólogo berlinés,
en uno de mis poemas preferidos:
«Cuando Delacroix anunció su teoría,
él se quedó preocupado porque no podía
justificar sus nocturnos»*,
estos versos, irónicos y tiernos a la vez,
siempre me colmaron de una felicidad
casi tan grande como la música de Chopin.
Una cosa sí sabía: tampoco hace falta justificar
la noche, ni el dolor, en ningún lugar.

*El poema completo se puede leer en esta entrada

Fotografías de William Eggleston (1939- , EE.UU.)

Nigdzie

To był dzień nigdzie zaraz po powrocie z pogrzebu ojca,
dzień między kontynentami, zagubiony chodziłem ulicami
Hyde Parku słuchając strzępów amerykańskich głosów,
nigdzie nie należałem, byłem wolny,
ale jeśli to jest wolność, myślałem, to wolałbym chyba
być jeńcem dobrego króla, ciepłego cesarza;
liście płynęły pod prąd czerwonej jesieni,
wiatr ziewał szeroko jak myśliwski pies,
kasjerka w sklepie spożywczym, nigdzie
(intrygował ją mój akcent), spytała, skąd jestem,
ale zapomniałem, miałem ochotę opowiedzieć jej
o śmierci ojca, pomyślałem jednak: jestem już
trochę za stary na sierotę; mieszkałem
w Hyde Parku, nigdzie, where fun comes to die,
jak mówili nie bez zazdrości studenci innych uczelni,
to był poniedziałek bez charakteru, tchórzliwy,
bez formy, dzień bez natchnienia, nigdzie, nawet żal
nie przybierał radykalnej postaci, wydaje mi się,
że sam Chopin w taki dzień ograniczyłby się,
w najlepszym razie, do udzielania lekcji
zamożnym, arystokratycznym uczennicom;
naraz przypomniałem sobie co napisał o nim
doktor Gottfried Benn, berliński dermatolog,
w jednym z moich ulubionych wierszy:
„Kiedy Delacroix wygłaszał swoje teorie
stawał się niespokojny, on bowiem
nie potrafiłby uzasadnić nokturnów”*,
te linijki, ironiczne i czułe zarazem,
zawsze napełniały mnie szczęściem
prawie tak wielkim jak muzyka Chopina.
Jedno wiedziałem: także nocy nie trzeba
uzasadniać, ani bólu, nigdzie.

*Wiersz Gottfrieda Benna w całości znajduje się w tym poście

Trans. Clare Cavanagh

Nowhere

It was a day nowhere just after I got back from my father’s funeral,
a day between two continents; lost, I walked the streets
of Hyde Park catching shreds of American voices.
I belonged nowhere, I was free,
but if this is freedom, I thought, I’d rather be
a good king’s, a kindly emperor’s, captive;
leaves swam against red autumn’s current,
the wind yawned like a foxhound,
the cashier in a grocery store, nowhere,
couldn’t place my accent and asked “Where are you from?”
but I’d forgotten, I wanted to tell her
about my father’s death, then thought: I’m too old
to be an orphan; I was living
in Hyde Park, nowhere, “Where fun comes to die,”
as college students elsewhere said, a little enviously.
It was a faceless Monday, craven,
vague, a day without inspiration, nowhere, even grief
didn’t take a radical shape; it strikes me
that on such days even Chopin would commit himself
at best to giving lessons
to wealthy, aristocratic pupils;
suddenly I remembered what Doctor Gottfried Benn,
the Berlin dermatologist, said about him
in one of my favorite poems:
“when Delacroix expounded his theories,
it made him nervous, he for his part
could offer no explanation of the Nocturnes,”*
these lines, both ironic and tender,
always filled me with joy,
almost like Chopin’s music itself.
I knew one thing: night too needed no
explanation, likewise pain, nowhere.

*From Gottfried Benn, “Chopin,” trans. Michael Hofmann