Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

Trad. Xaverio Ballester

Mira

Un firmamento tan frío como la piedra donde sus alas aguzan
ángeles altivos y muy sobrenaturales
marchando por travesados de resplandor y peñas de sombra
se van abismando despacio en un cielo imaginario
pero momentos después salen todavía más pálidos
por la otra parte del cielo por la otra parte de los ojos
No digas que no es cierto que no hay ángeles
hundida en la charca de tu cuerpo indolente
tú que todo lo ves según el color de tus ojos
y te alzas saciada del mundo – en la frontera de tus pestañas

Fotografías de Duane Michels (1932 – , EE.UU.)

Zobacz

Błękit zimny jak kamień o który ostrzą skrzydła
aniołowie wyniośli i bardzo nieziemscy
idąc po szczeblach blasku i po głazach cienia
zapadają się z wolna w urojone niebo
lecz po chwili wychodzą jeszcze bardziej bladzi
po tamtej stronie nieba po tamtej stronie oczu
Nie mów że to nieprawda że nie ma aniołów
pogrążona w sadzawce leniwego ciała
ty która widzisz wszystko w kolorze swych oczu
i stajesz syta świata – na granicy rzęs

Transl. Alissa Valles

Look

The blue winter sky like a stone on which angels
sublime and quite unearthly sharpen their wings
moving on rungs of radiance on crags of shadow
they gradually sink into the imaginary heavens
but in another moment they emerge even paler
on the other side of the sky the eye’s other side
Don’t say that it’s not true there aren’t any angels
you immersed in the pool of your indolent body
you who see everything through your eye’s color
and stand sated with world – at your lashes’ edge

Mark Strand

1934-2014, EE. UU.

Trad. Ezequiel Zaindewerg

XLV en “Dark Harbor”

Estoy seguro de que encontrarías brumoso este lugar,
y sus montones de chalets de piedra que habría que arreglar urgentemente.
Unos grupos de almas, enfundadas en túnicas, están sentadas en los campos,

o van por los caminos serpenteantes de tierra. Son amables
y ajenas a sus cuerpos que, silbando, atraviesa
el viento. No hace mucho,

me detuve a descansar en un lugar en que una bruma
especialmente espesa subía desde el río. Alguien
que había dicho conocerme de hace años

se acercó y me contó que en los alrededores
había muchos poetas que deseaban regresar a la vida.
Estaban listos para pronunciar las palabras que no habían podido decir,

palabras cuya ausencia había sido el silencio del amor,
del dolor, y del placer, incluso. Después se fue a reunir con un grupito,
que estaba junto a un fuego. Me pareció reconocer

algunas de las caras, pero a medida que me iba acercando escondían
sus rostros debajo de las alas. Yo giré la cabeza y miré en dirección a las colinas
que se alzaban sobre el río, donde la luz dorada del crepúsculo

Fotogramas de El sanatorio de la clepsidra de W. J. Has (1973)

Tłum.  Agnieszka Kołakowska

XLV w “Mroczna przystań”

Narzekałbyś tu na mgłę, i na te liche chaty
Posklecane z kamieni.
Grupki dusz siedzą w polach, okryte pelerynami,

Albo się snują po krętych, nieubitych drogach.
Są grzeczne i nieczułe na głucho świszczący wiatr,
Który przeszywa ich ciała.

Przystanąłem odpocząć w miejscu, gdzie mgła znad rzeki
Była szczególnie gęsta. Ktoś podszedł do mnie, twierdząc,
Że lata temu mnie znał, i powiedział,

Że bardzo wielu poetów, którzy błąkają się tutaj,
Chciałoby wrócić do życia: chcieliby wypowiedzieć
To, czego dawniej wysłowić nie umieli –

Te słowa, których brak był milczeniem miłości,
Bólu, nawet rozkoszy. Potem przyłączył do grupki
Zebranej wokół ogniska. Niektóre spośród twarzy

Wydały mi się znajome, lecz na mój widok wszyscy
Wsunęli głowy pod skrzydła. Spojrzałem na pagórki
Wznoszące się nad rzeką, gdzie wschód i zachód słońca

Są tak samo złociste. Coś trzepotało skrzydłami,
Latając tam i z powrotem, aż zastygło w powietrzu.
Był to anioł, z tych dobrych, i zaraz miał zaśpiewać.

XLV from “Dark Harbor”

I am sure you would find it misty here,
With lots of stone cottages badly needing repair.
Groups of souls, wrapped in cloaks, sit in the fields

Or stroll the winding unpaved roads. They are polite,
And oblivious to their bodies, which the wind passes through,
Making a shushing sound. Not long ago,

I stopped to rest in a place where an especially
Thick mist swirled up from the river. Someone,
Who claimed to have known me years before,

Approached, saying there were many poets
Wandering around who wished to be alive again.
They were ready to say the words they had been unable to say

Words whose absence had been the silence of love,
Of pain, and even of pleasure. Then he joined a small group,
Gathered beside a fire. I believe I recognized

Some of the faces, but as I approached they tucked
Their heads under their wings. I looked away to the hills
Above the river, where the golden lights of sunset

And sunrise are one and the same, and saw something flying
Back and forth, fluttering its wings. Then it stopped in mid-air.
It was an angel, one of the good ones, about to sing.

Rainer Maria Rilke

1875-1926, Austria

Trad. Jaime Ferrero Alemparte

Segunda elegía. Elegías de Duino (frag.)

Todo ángel es terrible (…) Si ahora avanzara el arcángel,
el peligroso, desde atrás de las estrellas, un solo paso,
que bajara y se acercara: el propio corazón, batiendo
alto, ¿nos mataría? ¿Quién es usted?
(…)
Porque nosotros, siempre que sentimos, nos evaporamos;
ay, nosotros nos exhalamos a nosotros mismos,
nos disipamos; de ascua en ascua soltamos un olor cada
vez más débil. Probablemente alguien nos diga: Sí,
entras en mi sangre; este cuarto, la primavera se llena
de ti…, ¿de qué sirve? Él no puede retenernos,
nos desvanecemos en él y en torno suyo.
Y aquellos que son hermosos, oh, ¿quién los retiene?
Incesantemente la apariencia llega y se va de sus
rostros. Como rocío de la hierba matinal se esfuma
de nosotros lo que es nuestro, como el calor
de un plato caliente. Oh, sonrisa ¿a dónde? Oh,
mirada a lo alto: nueva, cálida, fugitiva
ola del corazón; sin embargo, ay, somos eso. ¿Entonces
el firmamento, en el que nos disolvemos, sabe
a nosotros? ¿De veras los ángeles recapturan solamente
lo suyo, lo que han irradiado, o a veces, como
por descuido, hay algo nuestro en todo ello? ¿Estamos
tan entremezclados en sus facciones, como la vaga
expresión en los rostros de las mujeres preñadas?
Ellos no lo advierten en el torbellino de su regreso
a sí mismos. (¿Cómo habrían de advertirlo?).

¿Cambian de plumaje los ángeles en primavera? Foto propia.

Tłum. Mieczysław Jastrun

Druga elegia. Elegie Duinejskie (fragm.)

Każdy anioł przeraża (…)
Gdyby teraz archanioł, straszliwy, wyszedłszy zza gwiazd
o krok tylko ku naszej zniżył się stronie, w niebo –
wzbite zabiłoby nas własne serce. Kto jesteście?
(…)
Gdyż ogarnięci uczuciem spalamy się, ach, zawsze
ulatniamy się z naszych oddechem; od drwa płonącego do drwa
wydajemy woń coraz słabszą. A wtedy ktoś nam powiada:
tak, w krew moją wchodzisz, ten pokój, ta wiosna
napełnia się tobą… Daremnie, nas nie zatrzyma,
znikamy w nim, wokół niego. A ci, co są piękni,
o, któż ich zdoła powstrzymać? Nieustannie powstaje
pozór w ich twarzy i pierzcha. Jak z pierwszych traw rosa
ulatnia się z nas to wszystko, co nasze, jak żar
z gorącego pokarmu. O, uśmiech, dokąd? O, spojrzenie w górę:
nowa, ciepła, nadpływająca falo serca; – 
biada mi, jednak tym wszystkim jesteśmy. Czy przypadamy
do smaku wszechświatom, w których nikniemy? Czy aniołowie
przechwytują to tylko, co z nich jest, naprawdę, czy może
jakby z niedopatrzenia na w tym niekiedy swój udział
cząstka naszego bytu? Czyli jesteś tylko
tyle wmieszani w ich rysy, ile niepokój w twarze
brzemiennych kobiet? Nie widzą tego w chaosie
powrotu do siebie. (Jakże mieliby dostrzec).