Rafał Wojaczek

1945-1971, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Te tengo miedo, ciego verso
Temo a blanco sueño
Así te escribo, blanco verso
y cada letra es una cifra de miedo

Así sabe su cuerpo
ausente, a legua de sueño
Escarcha de sueño en los labios
y áspero paladar
como áspera es la piel de una estrella…

Pintura de Fernando Zóbel

***

Boję się ciebie, ślepy wierszu
Boję się białego snu
Tak cię piszę, biały wierszu
a każda litera jest cyfrą lęku

Tak smakuje Jej ciało
nieobecne, odległe o wiorstę snu
Szron snu na wargach
i szorstkie podniebienie
jak szorstka skóra gwiazdy…

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

Intermedio

Entre una imagen tuya
y otra imagen de ti
el mundo queda detenido.
En suspenso. Y mi vida
es ese pájaro pegado al cable
de alta tensión,
después de la descarga.

de Hainuwele y otros poemas

Tłum. Ada Trzeciakowska

Intermedium

Między jednym wyobrażeniem ciebie
a kolejnym twoim obrazem
świat staje w miejscu.
W zawieszeniu. A moje życie
to ten ptak jest przyklejony do linii
wysokiego napięcia,
tuż po wyładowaniu.

z tomiku Hainuwele i inne wiersze

Collage de Paul Cupido y fotograma de El sueño de invierno de Nuri Bilge Ceylan

Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

¡Felices fiestas, paz e ilusión

(por muy modesta que sea)!

Trad. Ada Trzeciakowska

JARDÍN DE INVIERNO

Como hojas se caían los párpados se corroían tiernas miradas
bajo la tierra temblaban las gargantas sofocadas de las aguas
al final calló la voz del ave la última hendidura entre la piedra
y entre las plantas más diminutas la inquietud murió como un lagarto

verticales líneas de árboles en báscula del horizonte
un rayo oblicuo cayó sobre la tierra que se quedó inmóvil
La ventana ya está cerrada Se detuvo el jardín de invierno
Los ojos están húmedos y una nube junto a los labios

– quién fue el pastor que rescató los árboles Quién tocó
para reconciliarlo todo mano rama y cielo
su forminge real como brazos de la muerta
lleva el boreal Orfeo

pataleo de angelicales pies sobre la cabeza
como escamas de alas cae la nieve
la calma es una línea perfecta que
iguala la tierra con la constelación de Libra

para huerto blanco brotes de miradas – que no vuelva a herirnos jamás el amor
para hados crueles un puñado de pelos – que en el aire purísimo se consuman

Fotos propias. Vaciamadrid.

¡wesołych Świąt, pełnych spokoju i nadziei

(choćby najskromniejszej)!

zimowy ogród

Jak liście opadały powieki kruszyła się czułość spojrzeń
drżały pod ziemią jeszcze zduszone gardła źródeł
na koniec zamilkł głos ptaka ostatnia szczelina w kamieniu
i wśród najniższych roślin niepokój zmarł jak jaszczurka
 
pionowe linie drzew na horyzontów wadze
ukośny promień padł na zatrzymaną ziemię
Okno zamknięte jest Stanął zimowy ogród
Oczy wilgotne są i mały przy ustach obłok
 
– jaki to pasterz wyprowadził drzewa Kto grał
tak aby wszystko pogodzić rękę gałąź i niebo
formirtgę pewną jak ramiona zmarłej
północny niesie Orfeusz
 
tupot anielskich ponad głową stóp
jak łuska skrzydeł leci śnieg
cisza jest linią doskonałą która
porówna ziemię z gwiazdozbiorem Waga
 
zimowym sadom pąki spojrzeń – niech miłość nas już nie kaleczy
okrutnym losom włosów garść – niech spala się w powietrzu czystym 

Transl. Alissa Valles

Winter Garden

Eyelids fell like leaves the tenderness of glances crumbled
the stifled throats of springs still trembled under the earth
finally the bird’s voice fell silent the last crevice in a rock
and down amid the lowest plants unrest froze like a lizard

plumb lines of trees on the horizon’s scales
a slanting ray fell on an earth come to a halt
The window is shut The winter garden froze
Eyes are teary little clouds form at the mouth

—what shepherd led the trees off Who played
to reconcile everything hand branch and skies
a phorminx sure as a dead woman’s shoulders
carried by a northern Orpheus

a patter of angelic feet over our heads
snow falls like wings shedding scales
quietness is a perfect line which brings
earth level with the constellation Libra

buds of glances for winter orchards—may love not wound us
a clutch of hair for cruel destiny—may it burn in the pure air

Tadeusz Różewicz

1921-2014, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

voces

I

Hubo tantas palabras indiferentes
y duras
y en las caras sólo muecas

un día
ahora nos cuesta más vivirlo
más que a nuestros padres
pavor y desgarro
febriles bebemos la vida a lengüetadas

derribados inmaduros
con la boca abierta
bañados en sangre

sin haber llegado a la época de floración

II

Hubo desgarro odio
mutua antipatía y mueca
hubo un callejón sin salida
y el rostro plano de los muros
cacarañado por la andanada


arrojados de los vagones de ganado
un rebaño empujado a golpes
y rugidos
y cerca sólo las patas de los perros
las patas de los perros
las patas de los perros

Sé que no se debe ser así
lo sé, lo sé.
pero
cuando un amigo me tiende la mano
cubro mi cabeza como si de un golpe se tratara
me protejo de un gesto humano

me protejo de un arrebato de ternura.


III

«Nuestras voces secas
cuando murmuramos
ingenuos en voz baja
como el viento en la hierba seca
o las patitas de rata entre los trastos viejos
de nuestros sótanos vacíos…»

Poetas que midieron su vida en cucharitas de café
son como trajes de pájaros
en pares
o trajes de piel de los animales
que brillan
y el agua corre por ellos

cuando cierran la puerta
allí dentro son como figuras de yeso
con dulces sonrisas de idiotas
dicen «¿la verdad? ¿qué es la verdad?»
levantan los ojos al cielo
se encogen de hombros
son criaturas que
tienen dos lenguas
dos caras
y entrañas artificiales
giran sobre sus espinas dorsales
giran sus caras planas sobre sus espinas
el viento está soplando el viento está soplando

aprieto los párpados

chirrían mis ojos inquietos
con sus suaves hocicos tocan
mi corazón

La segunda estrofa del poema abre El último día del verano de Tadeusz Konwicki, película desgarradora e intimista, premiada en el Festival de Venencia (cine experimental), precursora de la Nueva Ola Polaca.  Dos personas solitarias y anónimas, heridas por el pasado, se reúnen en una playa desierta. Ambas viven obsesionadas por traumáticos recuerdos de la Segunda Guerra Mundial. Pero, aunque hacen todo lo posible por comunicarse, al final se impone el silencio. 

Drugą strofa wiersza rozpoczyna się Ostatni dzień lata Tadeusza Konwickiego, film rozpisany na dwoje aktorów, kameralny i bolesny, prekursor Nowej Fali, pierwszy polski film nagrodzony na Festiwalu w Wenecji.

głosy

I

Było tyle słów obojętnych
i ostrych
i na twarzach tylko grymas

dzień
teraz trudniej nam przeżyć
niż naszym rodzicom
przerażenie i rozdarcie
chłeptanie życia gorączkowe

strąceni niedojrzali
z otwartymi ustami
ociekamy krwią

I nie było pory rozkwitania.

II

Było rozdarcie nienawiść
niechęć wzajemna i grymas
był zaułek ślepy
i płaskie twarze murów
dziobate od salwy

wywalani z bydlęcych wagonów
stado pędzone razami
i rykiem
a obok tylko łapy psów
łapy psów
łapy psów

Ja wiem nie trzeba tak
ja wiem ja wiem
ale
kiedy przyjaciel wyciągnie rękę
zasłaniam głowę jak przed ciosem
zasłaniam się przed ludzkim gestem

zasłaniam się przed odruchem czułości.

III

«Suche nasze głosy
kiedy szemramy
cicho i naiwnie
jak wiatr w wyschniętej trawie
lub szczurze łapki w rupieciach
naszych pustych piwnic…»

Poeci którzy wymierzyli swe życie łyżeczką od kawy
są jak ubranka ptaków
po dwa
albo futrzane ubranka zwierząt
które lśnią
i spływa po nich woda

kiedy zamykają drzwi
tam wewnątrz jak gipsowe figury
ze słodkimi uśmiechami idiotów
mówią «prawda? co to jest prawda?»
wznoszą oczy do nieba
wzruszają ramionami
a są to stworzenia które
mają po dwa języki
dwa oblicza
i sztuczne wnętrzności
kręcą się dokoła na kręgosłupach
obracają płaskie twarze na kręgosłupach
wieje wiatr wieje wiatr

przyciskam powieki

piszczą moje oczy rozbiegane
miękkimi pyskami dotykają
mojego serca



Zbigniew Herbert

1924-1998, Polonia

(….) hay realidades que, si se relataran de forma realista, causarían heridas tan profundas que tenemos que desacelerar su comunicación, para que la experiencia pueda alcanzarlas. Con esta noción describió lo que hace una metáfora, lo que genera la poesía. Frente a la experiencia insoportable, la poesía configura los vasos, los laberintos, los hilos, en los que el terror se desacelera lo suficiente como para que nuestra experiencia sensorial pueda enfrentarse a él sin resultar herida.

Alexander Kluge «The moment of tragic recognition with a happy ending» (The Power of Intellectuals in Contemporary Germany» ed. Michael Geyer

Trad. Xaverio Ballester

dos gotas

Los bosques ardían –
mas ellos
en sus cuellos enredaban los brazos
como ramos de rosas

la gente corría a los refugios –
él decía que su esposa tenía cabellos
en los que uno podía esconderse

cubiertos con una sola manta
musitaban impúdicas palabras
la letanía de los amantes

Si la cosa se ponía muy fea
saltaban en los ojos del otro
y los cerraban con fuerza

con tanta fuerza que no sintieron el fuego
que alcanzaba sus pestañas

hasta el final fueron audaces
hasta el final fueron fieles
hasta el final fueron parecidos
 como dos gotas
detenidas al borde de la cara

Posters y fotogramas de El último día de verano y El Día de los Fieles Difuntos de Tadeusz Konwicki (escritor, guionista, director polaco)

(…) istnieją rzeczywistości, które, gdyby je realistycznie przedstawić, spowodowałyby tak głębokie rany, że musimy spowolnić ich przekazanie, aby umożliwić doświadczeniu ich dogonienie. Tym pojęciem opisał, jak działa metafora, jak powstaje poezja. W obliczu doświadczenia nie do zniesienia poezja kształtuje naczynia, labirynty, nici, w których groza zwalnia na tyle, że nasze doznania zmysłowe mogą sobie z nią poradzić bez doznania urazów.

Alexander Kluge «The moment of tragic recognition with a happy ending» (The Power of, Intellectuals in Contemporary Germany ed. Michael Geyer)

Transl. Alssa Valles

Dwie krople

Lasy płonęły –
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali do schronów –
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs

do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy

(…) there are realities which, if they were reported realistically, would cause such deep injuries that we have to decelerate information about them, so that experience can catch up with them. With this notion he described what a metaphor does, what poetry produces. In the face of unbearable experience, poetry shapes the vessels, labyrinths, threads, in which terror decelerates enough so that our sense experience can deal with it without being injured

Alexander Kluge «The moment of tragic recognition with a happy ending» (The Power of, Intellectuals in Contemporary Germany ed. Michael Geyer)

Two Drops

No time to grieve for roses, when the forests are burning.

—JULIUSZ SLOWACKI

The forests were on fire —
they however
wreathed their necks with their hands
like bouquets of roses

People ran to the shelters—
he said his wife had hair
in whose depths one could hide

Covered by one blanket
they whispered shameless words
the litany of those who love

When it got very bad
they leapt into each other’s eyes
and shut them firmly

So firmly they did not feel the flames
when they came up to the eyelashes

To the end they were brave
To the end they were faithful
To the end they were similar
like two drops
struck at the edge of a face

Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

separación

Llevo aquí un rato tumbado sobre una esterilla
junto al agua del lago centelleando entre las ramas,
bajo un sol blanco y circular. 

(Quería respirar con cordura. Percibir los hilos
de luz con los que se mueve el mundo.
Creía que al amar me desplazaba,

y él cesaba para no delatarme. No obstante, veo
cuán falsas son mis manos y ojos, amo
con un amor que me empequeñece y humilla).

Hace fresco, me levanto del suelo
como si fuera mi cuerpo. El viento sopla fuerte
y el álamo verde de golpe se vuelve blanco.

Obra de Alexandra Levasseur

rozstanie

Jestem tutaj chwilę, leżę na karimacie
nad wodą jeziora mrugającą w gałęziach,
pod słońcem białym i obłym.

(Chciałem oddychać mądrze. Dostrzec żyłki
światła, za które pociągany jest świat.
Myślałem, że gdy kocham, przenoszę się,

a on ustaje, by mnie nie zdradzić. Widzę jednak,
jak mam nieprawdziwe ręce i oczy, kocham
miłością, która mnie pomniejsza i poniża).

Chłodno, wstaję z ziemi
jak ze swojego ciała. Zrywa się wiatr
i zielona topola staje się nagle biała.

Łukasz Jarosz

1978 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Gama

El sol agujerea la nube, se derrama sobre la pradera.
El viento recoge del aire torpes pájaros,
en el fango de la orilla, el barco hace agua
opaca en la que aplaude el pasado.

No me mata el amor,
la muerte no me asusta.
Soy ellos yo mismo.

Gama

Słońce dziurawi chmurę, wylewa się na łąkę.
Wiatr zrywa z powietrza ociężałe ptaki,
w błocie przy brzegu łódź nabiera matowej
wody, w której klaszcze przeszłość.

Nie zabija mnie miłość,
nie przeraża śmierć.
Bo sam nimi jestem.

Irizelma Robles

1973 -, Puerto Rico

***

Este amor era
también azul
luna o lago
tinta china en el papel de arroz
de su tiempo junto al tiempo
ahora es lago

de El templo de Samye (2020)

Imagen propia

***

To uczucie było
niebieskie też
jezioro czy księżyc
tusz na ryżowym papierze
jego czasu obok czasu
jest teraz jeziorem

ze Świątyni Samye (2020)

Yehuda Amijai

1924-2000, Alemania/Israel

Trad. Ada Trzeciakowska

nueve lunas

Nueve lunas. En cada callejón una luna,
en cada callejón un soñador,
en cada callejón una ventana feliz,
en cada callejón una triste farola solitaria.

Y mi alma dentro de un acordeón:
él se contrae y se estira, ella canta.
Como una nube de canela
en cada callejón eres derramada.

Los perros siguen nuestras huellas
cubos de basura se llenaron y entienden,
y quien venga a redimirnos
se dará la vuelta, pues ya estamos redimidos.

Obra de  Katia Chausheva

Tłum. T. Korzeniowski.

dziewięć Księżyców

Dziewięć księżyców. Na każdej uliczce księżyc,
na każdej uliczce jeden marzyciel,
na każdej uliczce okno pełne szczęścia,
na każdej uliczce smutna opuszczona latarnia.

Moja dusza wewnątrz akordeonu:
on składa się i rozciąga, ona śpiewa.
Jak chmura cynamonu
na każdej uliczce jesteś rozsypana.

Psy podążają naszym śladem
kubły na śmieci wypełniły się i rozumieją,
a kto przyjdzie nas wyzwolić
zawróci, gdyż jesteśmy wyzwoleni.

Halina Poświatowska

1935-1967, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

con las uñas clavadas en las palabras
digo – cómo te quiero
rojo serbal
de mi sangre
ajenjo empalidecido
de mi dolor
y el bosque bosque sombrío
impenetrable como la muerte

***

paznokciami wczepiona w słowa
mówię — jakże cię kocham
jarzębino czerwona
od krwi mojej
piołunie pobladły
od mojego bólu
i lesie lesie ciemny
nieprzebyty jak śmierć

Crea tu sitio web con WordPress.com
Primeros pasos
A %d blogueros les gusta esto: