María Ángeles Pérez López

1967 – , España (Valladolid)

a E. Hopper, por “Hotel room”

En el límite exacto de su cuerpo,
la mujer pinta entera a otra mujer:
sobre el rincón del codo, un nuevo codo;
en la piedra esmeralda del oído
una flor engastada en color verde;

en el hueco aterido de su pecho
en que entraron de golpe las palomas
y bebieron cenizas y reproches,
el corazón enfermo, desgastado
y su roja resina primordial;

en el vientre encendido en el desastre,
una mujer sentada en una cama
estrecha y diminuta de un hotel,
mientras lee una hoja que no entiende.

De sus orejas lindas, presumidas,
bajaron las libélulas azules,
de sus pies, los zapatos de tacón,
y está sentada, sola y sin consuelo
sobre una cama estrecha y diminuta
en que lee una hoja que no entiende.

Tal vez hable de flores y abandonos,
del pincel y su pelo arrebatado
que ulcera la anilina, la memoria
y borra con sus lágrimas las letras,
el óleo que se mezcla con la sal
y pierde los colores, la alegría.

En el límite exacto de su cuerpo,
sobre el perfil diluido, sin aceites
de adormidera o lino, sin barniz
que proteja su sexo del desaire

en el duele imposible de este amor,
la mujer pinta entera a otra mujer.
Las dos se sientan juntas y se abrazan.

Mi videopoema, adaptación del texto.

Tłum. Ada Trzeciakowska

E. Hopperowi za “Hotel room”

Precyzyjnie na granicy jej ciała,
kobieta maluje całą inną kobietę:
w kąciku łokcia, nowy łokieć;
Na szmaragdowym kamyku ucha
kwiat oprawiony w koloru zieleń;

w piersi skostniałej dziupli,
w której nagle schroniły się gołębie
i wypiły prochy i cienie wyrzutów,
schorowane, wycieńczone serce
i jego pierwotna czerwona żywica;

w rozpalonym nieszczęściem brzuchu,
kobieta siedząca na łóżku
wąska i niewielka w hotelu,
czyta kartkę, której nie pojmuje.

Z jej ślicznych, dumnych uszu
opadły lekko błękitne ważki,
z jej stóp, buty na obcasie,
i siedzi, sama i niepocieszona
na wąskim i niewielkim łóżku
czytając kartkę, której nie pojmuje.

Może mówi o kwiatach i porzuceniu,
o pędzlu i jej rozognionych włosach,
w których jątrzy się anilina, o pamięci,
i rozmazuje łzami kształty liter,
farba olejna miesza się z solą
i traci kolory, barwy radości.

Precyzyjnie na granicy jej ciała,
na rozmytym profilu, bez olejów
z maku czy lnu, bez lakieru powłoki,
która chroniłby jej organy od zniewagi

w niemożliwym bólu tej miłości,
kobieta maluje całą inną kobietę.
Obydwie siedzą i się tulą nawzajem.

Moja adaptacja wiersza