Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Un sueño

He soñado con un árbol.
Mi asombro iba creciendo ¿dónde están los demás árboles? ¿Por qué el destino me ha abandonado en el desierto y me hace contemplar este solitario árbol?
El sueño prometía tratar sobre el bosque. No ha cumplido tal promesa, pero no fue culpa del destino. Él hizo lo suyo. Me arrojó, soñando, en un lugar familiar. Allí donde siempre había un bosque. ¿Cómo pudo saber que ya no estaba allí?
Bajo el último árbol se acurrucaban las sombras de animales asustados. Junto con ellos se agazapó mi alma. Clavados todos en el árbol como un anuncio de compra de ganado, esperábamos que el viento arrancase la hoja y liberase el árbol de los clavos.
Y así fue. Las hojas de papel, las placas y los anuncios volaron con un crujido. Como si el árbol se estuviera purificando. Salían disparados clavos, ganchos y alfileres. Finalmente, el árbol podía ser él mismo. Y eso nos incluía a todos los que estábamos reunidos debajo y encima de él. Un sinfín de criaturas grandes y pequeñas respiraron con alivio junto con el árbol. Entonces empezó a llover. Podíamos sentir cómo nos iban creciendo las ramitas, cómo las hojas se esforzaban por volar. El viento esparcía las semillas y éstas caían al vacío con un alegre silbido.
¿Y qué? ¿Cómo sigue? – Pregunté como un niño arrancado del sueño. Nadie contestó. La persona que me solía contar estas historias murió hace tiempo. El árbol del patio también lo talaron. No tenía ningún motivo para mirar por la ventana.

Fotogramas de Erizo en la niebla de Yuriy Norshteyn (1975)
Jeżyk we mgle (Jurij Norsztejn)

Sen

Śniło się drzewo.
Rosło zdziwienie, gdzie są inne drzewa. Dlaczego los mnie porzucił na pustkowiu i każe patrzeć na to jedno drzewo?
Sen miał być o lesie, takie były szumne zapowiedzi. Nic z tego nie wyszło, ale nie z winy losu. On zrobił swoje. Wrzucił mnie, śniącego, w znajome miejsce. Tam, gdzie zawsze był las. Skąd mógł wiedzieć, że tam go już nie ma.
Pod ostatnim drzewem kuliły się cienie wystraszonych zwierząt. Razem z nimi kuliła się moja dusza. Przybici do drzewa jak ogłoszenie o skupie żywca. Czekaliśmy na wiatr, który zerwie kartkę i uwolni drzewo od gwoździ.
I tak się stało. Kartki, tabliczki, ogłoszenia odlatywały z szelestem. Tak jakby drzewo oczyszczało się ze wszystkiego. Strzelały wypluwane gwoździe, haczyki i pinezki. Wreszcie drzewo mogło być sobą. I to dotyczyło nas wszystkich zgromadzonych pod nim i na nim. Mnóstwo dużych i małych stworzeń odetchnęło razem z drzewem. I wtedy zaczął padać deszcz. Czuliśmy, jak wyrastają nam gałązki, jak się prężą do lotu listki. Wiatr rozrzucał nasiona, a te padały w pustkę z radosnym sykiem.
I co? Co dalej? – pytałem jak dziecko wyrwane ze snu. Ale nikt się nie odezwał. Osoba opowiadająca mi takie bajki dawno nie żyje. Drzewo na podwórku też ścięli. Nie miałem po co wyglądać przez okno.

Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

En el desfiladero

A Joanna

La lluvia ha echado un vistazo al café, ha retirado
su hocico áspero: sentados en la terraza
miramos el mapa -la muerte queda aplazada
por ahora, hay posibilidades de excursión

a Certaldo; el café derramado
se empantana entre las rajas de sandía,
los acontecimientos se detienen, estamos a punto
de, ya sabes; después de la tormenta

los campos no se han deslizado al centro
de la tierra arrastrando
granjas solitarias, no se ha borrado de las colinas
el solemne fingimiento, la máscara

del mapa servicial, la nada después de la tormenta
y durante su paso,
la nada antes de la tormenta
la nada inmersa en sí misma

ahora sale al sol,
está absorbiendo su resplandor.

Fotos del paisaje propias y fotogramas de Viaggio in Italia de Roberto Rossellini y Copie conforme de Abbas Kiarostami

W przesmyku

Joannie

Deszcz zajrzał do kawy, cofnął
oschły pysk: siedzimy na tarasie,
oglądając mapę – chwilowo odłożone
umieranie, szansę na wycieczkę

do Certaldo; wylana kawa
grzęźnie w kawałkach arbuza,
zatrzymują się zdarzenia, jesteśmy o krok
od tego, co wiesz; po burzy

pola nie zsunęły się do środka
ziemi, pociągając za sobą
samotne fattorie, nie zeszło ze wzgórz
uroczyste zakłamanie, maska

usłużnej mapy, nic po burzy
i w czasie jej trwania,
nic przed burzą
zatopione w sobie

teraz wychodzi na słońce,
już chłonie jego blask.

Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Un palo florecerá en tu mano

Un palo florecerá en tu mano así será
Respira a todo pulmón respira
llevarás más recuerdos contigo
frescas y olorosas toperas
arrojarán un tallo de azafrán silvestre
campanillas de invierno asomarán por entre las piedras
pulidas antaño por un arroyo
coge un poco de tierra en los pulmones
que no te sorprendan
las urracas que corren por el cielo
nubes que crujen al viento
(como puertas de latón en una capilla
blanqueada con guano)
todo florecerá sin ti
el supremo dejará que te caigas de sus manos
y dirá v u e l a pero no presumas
de tu ala rota.

Fernando Zóbel: Jardin seco (1969) e Ícaro (1962)

Zakwitnie kij w twej ręce

Zakwitnie kij w twej ręce tak będzie
oddychaj pełną piersią oddychaj
więcej wspomnień zabierzesz ze sobą
świeże pachnące kretowiska
wyrzucą z siebie krokusa łodyżkę
śnieżyczki wychyną zza kamieni
szlifowanych niegdyś przez potok
już w płuca nabierz trochę ziemi
i niech cię nie zaskoczą
sroki goniące się po niebie
obłoki skrzypiące na wietrze
(jak blaszane wota w kapliczce
bielonej ptasim łajnem)
zakwitnie wszystko bez ciebie
najwyższy wypuści cię z ręki
i powie l e ć a nie obnoś się
ze złamanym skrzydłem.

Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Hasta sangrar

                                  A Joanna

Nunca te lo dije,
a nuestras espaldas se arruga
el celofán, se acaba el mundo; pero sigamos
cogidos de la mano, sigamos besándonos;
(me podrías dejar preñado,
con gusto daría a luz algo en agonía)
Enrollan las alfombras de hierba, apagan las luces
al final de la calle; solamente tu
sangre es real,
no soy capaz de rasparla de la colcha

Paco Pomet Styx (2012)

Do krwi

                                    Joannie

Nie mówiłem ci tego nigdy,
za naszymi plecami marszczy się
celofan, kończy świat; ale trzymajmy się
za ręce, całujmy;
(mogłabyś mi zrobić dziecko,
ja bym coś chętnie urodził w bólach).
Zwijają dywan trawy, gaszą światła
na końcu ulicy; tylko twoja
krew jest prawdziwa,
nie mogę zdrapać jej z kołdry.

Karol Maliszewski

1960 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Unas palabras en caso de muerte

                                                                para E. y J. Sołtyszczak

Ser padre y charlar con serenidad con tu hijo.
Acompañar a las niñas hasta el punto desde el cual abrazarán solas
la vida restante.

Ser hijo y charlar con serenidad con tu padre a través de una pared
de hierba, de barro, a través de raíces, rizomas.

No esperar nada extraordinario,
porque todo es extraordinario.

Tumbas, crestas de ola, crines de caballo,
el peine de hueso junto a las sienes.
Vestido de la madre y el tuyo. El susurro
de los pantalones en el armario, el gemido de los cajones.

Un aliento errante dará con
un poeta o un zapatero
como Boehme; resonará.

Ya es hora de creer en algo indestructible.

Fotos propias, Povedilla.

Zdania na wypadek śmierci

                                                        E. i J. Sołtyszczakom

Być ojcem i spokojnie rozmawiać z synem
Doprowadzić córki do miejsca, skąd same ogarną
pozostałość życia.

Być synem i spokojnie rozmawiać z ojcem przez ścianę
z trawy, gliny, przez korzenie, kłącza

Nie spodziewać się czegoś nadzwyczajnego
bo wszystko jest nadzwyczajne

Groby, grzbiety fal, grzywy koni
kościany grzebień u twojej skroni
Sukienka matki, i twoja. Szmer
Spodni w szafie, jęk szuflad

Błądzący oddech trafi na
poetę lub szewca
jak Boehme; pozostawi oddźwięk

Już trzeba wierzyć w coś niezniszczalnego.