Wallace Stevens

1979 – 1955, Estados Unidos

La verdad parece ser aquello que vivimos en conceptos de imaginación antes de que la razón los haya fijado.

Wallace Stevens en El valor de la imaginación

Trad. Andrés Sánchez Robayna

Seis paisajes significativos

III

Me mido a mí mismo
En un árbol alto.
Descubro que yo soy mucho más alto,
Porque alcanzo directamente al sol,
Con mi ojo;
y alcanzo a la orilla del mar
Con mi oído.
Aún así, no me gusta
La forma en que las hormigas
Entran y salen de mi sombra.

Harmonium, 1923

Fotografías propias (Povedillla)

Tłum. Jacek Gutorow

Sześć znaczących pejzaży

III

Porównuję siebie
Z wysokim drzewem
Odkrywam, że jestem znacznie wyższy
Bo sięgam słońca
Wzrokiem
I sięgam morskiego brzegu
Słuchem
Jednak nie podoba mi się
Sposób w jaki mrówki pełzną
Do i od mojego cienia

z tomu Harmonium, 1923

DomSix Significant Landscapes

III

I measure myself
Against a tall tree.
I find that I am much taller,
For I reach right up to the sun,
With my eye;
And I reach to the shore of the sea
With my ear.
Nevertheless, I dislike
The way ants crawl
In and out of my shadow.

Ilona Witkowska

1987 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

perla de la corona de la realidad

beso la tierra bajo la que yaces.
los caracoles en la oscuridad estiran los cuernos.

(¿qué tal todo? ¿fluye de algún modo?)

montones de materia negra                  rodea por todos lados,
rizados por una ola                                    amenaza y alimenta

(¿de dónde los trae? ¿de qué rebota?)

Fotografía de Jerry Uelsmann (1934 -, EE.UU)

perła w koronie rzeczywistości

całuję ziemię, pod którą leżysz.
ślimaki w ciemności wyciągają czułki.

(jak to wszystko? płynie jakoś?)

hałdy czarnej materii     otacza z każdej strony,
zmarszczone falą            zagraża i żywi

(skąd niesie? od czego odbija?)


Jacek Dehnel

1980 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

desde el escenario

Aquí y allá, en esta oscuridad, de cristal líquido,
crecen las flores de los helechos, brillan con un resplandor
        celeste – encima, rostros de los felices descubridores
que navegan por Facebook o noticias sobre gatitos-.
El resto son solo manchas, discos lívidos de rostros
y ropa, dispersos entre los respaldos de las butacas,
como en las escamas de un enorme pez de ópera.
Y sólo de vez en cuando dos círculos grises resplandecen
como los ojos de los animales en la penumbra.
                                                                                     Depredadores, aislados,
con sus propios territorios,
                                                    sus rituales.

Tal vez han venido aquí por nosotros, o quizá por nada en absoluto,
se han parado en seco en sus migraciones secretas
ríos arriba o través de los valles,
                                                  y miran,
                                                                   y miran.
Y el animal en nosotros les lee
                                                        desde el escenario,
                                                                                           desde el escenario.

ze sceny

Tu i tam, w tej ciemności, ciekłokrystaliczne,
rosną kwiaty paproci świecące błękitnym
blaskiem – nad nimi twarze szczęśliwych znalazców
przeglądających fejsa czy newsy o kotkach.
Reszta to tylko plamy, szare krążki twarzy
i ubrań, rozproszone wśród oparć foteli
jak na łuskach ogromnej operowej ryby.
I tylko czasem błyska para siwych krążków
jak ślepia zwierząt w mroku.
                                                    Drapieżnych, osobnych,
mających swe rewiry,
                                        swoje rytuały.

Może przyszły tu po nas, może po nic zgoła,
zatrzymały się nagle w sekretnej wędrówce
w górę rzek czy w doliny,
                                               i patrzą,
                                                              i patrzą.
A zwierzę w nas im czyta
                                             ze sceny,
                                                              ze sceny.

Robert Krajewski

1970 – 1991, Polonia

Robert fue un poeta que creció en la misma ciudad que yo, una mediana y postindustrial ciudad de provincia en Polonia central. También estudiábamos en el mismo instituto. Las clases de Lengua y Literatura nos marcaron a ambos. Nos enseñaba el profesor Włodzimierz Rutkowski, que convertía estas horas en obras de arte, en unas clases magistrales de nivel académico. Participábamos en los mismos concursos literarios solo que yo lo hice siete años más tarde. Robert murió a los 21 años a causa de un hematoma intracraneal cuya existencia ignoraba. Dejó 77 poemas, que los críticos incluyen dentro de la corriente de la imaginación envalentonada (junto con Roman Honet). Le obsesionaba la muerte, la búsqueda de la ternura en un mundo donde el amor es imposible. Su fuerza radica en la absoluta sinceridad que implica nihilismo y una postura crítica. Su último poemario (1991) se titula Algo de una tortura latente.

***

no hay claridad omnipresente
y no puedo ver tus ojos

te sorprenderá
que te toque
tiemblas
como una cuerda vidriosa

exiges
que hable de mujeres
que no eres
de hombres
que no soy

luego no dices nada más

antes de que pidas dolor
tengo que tocarte
una vez más
tan bellamente como pueda

Fotografía de Francesca Woodman (1958-1981)

Robert był poetą, który dorastał w tym samym mieście co ja – średniej wielkości, postindustrialnym, prowincjonalnym mieście w centralnej Polsce. Uczyliśmy się również w tym samym liceum. Zajęcia z języka i literatury odcisnęły piętno na nas wszystkich. Uczył nas profesor Włodzimierz Rutkowski, który potrafił zamienić te godziny w dzieła sztuki, w mistrzowskie wykady na poziomie akademickim. Braliśmy udział w tych samych konkursach literackich, tylko, że ja siedem lat później. Robert zmarł w wieku 21 lat z powodu krwiaka śródczaszkowego, o istnieniu którego nie wiedział. Pozostawił 77 wierszy, które krytycy zaliczają do nurtu wyobraźni ośmielonej (obok Romana Honeta). Jego obsesją była śmierć, poszukiwanie czułości w świecie, w którym miłość jest niemożliwa. Jego siła tkwi w absolutnej szczerości, która implikuje nihilizm i postawę krytyczną. Jego ostatni zbiór wierszy (1991) nosi tytuł Coś z utajonej kaźni.

***

nie ma wszechobecnej jasności
i nie widzę twoich oczu

pewno jesteś zdziwiona
że cię dotykam
dygoczesz
jak szklista cięciwa

żądasz
bym opowiadał o kobietach
którymi nie jesteś
o mężczyznach
którymi nie jestem

potem nie mówisz już nic

zanim poprosisz o ból
muszę cię dotknąć
raz jeszcze
najpiękniej jak potrafię

(1988)

Wallace Stevens

1979 – 1955, Estados Unidos

La verdad parece ser aquello que vivimos en conceptos de imaginación antes de que la razón los haya fijado.

Wallace Stevens en El valor de la imaginación

Trad. Alberto Girri

Dominio del negro

De noche, junto al fuego,
los colores de los arbustos
y de las hojas caídas,
repitiéndose,
giraban en el cuarto
como las mismas hojas
girando en el viento.
Sí: pero el color de los pesados abetos
entró a grandes pasos.
Y recordé el grito de los pavos reales.

Las tonalidades de sus colas
eran como las mismas hojas
girando en el viento,
en el viento del crepúsculo.
Se arrastraban por el cuarto,
así como descendían volando desde las ramas
de los abetos hasta el suelo.
Los oí gritar… los pavos reales.
¿Era un grito en contra del crepúsculo
o en contra de las mismas hojas
girando en el viento,
girando como las llamas
giraban en el fuego,
girando como las colas de los pavos reales
giraban en el sonoro fuego,
sonoro como los abetos
plenos del grito de los pavos reales?
¿O era un grito en contra de los abetos?

Ventanas afuera,
vi cómo los planetas se agrupaban
a semejanza de las hojas
girando en el viento.
Vi cómo llegaba la noche,
a grandes pasos, como el color de los pesados abetos.
Sentí miedo.
Y recordé el grito de los pavos reales.

Harmonium, 1923

Bellísima escena de Armonías de Werckmeister de Béla Tarr: el movimiento giratorio, la noche de los tiempos, el terror. Y también el título que comparte con el poemario: son los motivos por los que decidí complementar el poema con esta sublime secuencia .

Tłum. Jacek Gutorow

Dominacja czerni

W nocy przy kominku
Kolory krzaków
I opadłych liści
Powtarzały się
I wirowały w pokoju
Jak same liście
Wirujące na wietrze.
Tak. Ale kolor ciężkich świerków
Wszedł, odmierzając kroki.
I zapamiętałem krzyk pawi.

Kolory ich ogonów
Były jak liście
Wirujące na wietrze,
Na wietrze o zmierzchu.
Omiatały cały pokój,
Opadały z gałęzi świerków
Na ziemię.
Słyszałem jak krzyczały – pawie.
Czy krzyczały przeciw zmierzchowi
Czy też przeciw liściom
Wirującym na wietrze,
Wirującym jak płomienie
W ogniu, wirującym jak pawie ogony
W głośnym ogniu,
Głośnym jak świerki
Pełne krzyku pawi?
A może krzyczały przeciw świerkom?

Za oknem
Widziałem, jak się zbierają planety,
Przypominające liście
Wirujące na wietrze.
Widziałem, jak nadeszła noc,
Odmierzała kroki jak kolor ciężkich świerków.
Przestraszyłem się.
I zapamiętałem krzyk pawi.

z tomu Harmonium, 1923

Domination of Black

At night, by the fire,
The colors of the bushes
And of the fallen leaves,
Repeating themselves,
Turned in the room,
Like the leaves themselves
Turning in the wind.
Yes: but the color of the heavy hemlocks
Came striding.
And I remembered the cry of the peacocks.

The colors of their tails
Were like the leaves themselves
Turning in the wind,
In the twilight wind.
They swept over the room,
Just as they flew from the boughs of the hemlocks
Down to the ground.
I heard them cry — the peacocks.
Was it a cry against the twilight
Or against the leaves themselves
Turning in the wind,
Turning as the flames
Turned in the fire,
Turning as the tails of the peacocks
Turned in the loud fire,
Loud as the hemlocks
Full of the cry of the peacocks?
Or was it a cry against the hemlocks?

Out of the window,
I saw how the planets gathered
Like the leaves themselves
Turning in the wind.
I saw how the night came,
Came striding like the color of the heavy hemlocks
I felt afraid.
And I remembered the cry of the peacocks.

Jan Polkowski

1953 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Hace mucho tiempo escribí un poema
sobre el amor
ahora el amor no tiene donde ir
llama a mi puerta y quiere volver a empezar
Dice paga tu deuda, decide y vive
por mí tal y como yo he sufrido
sin aliento
para que pudieras pensar
que estabas vivo

Cojo pan y cuchillo
No tengo hambre
La nieve está trepando cada vez más alto
Se alejan del hogar
las blancas huellas del futuro
Detrás de la pared azul de la cocina
se mueve se acerca
un bosque mudo
un fuego ennegrecido
de la penitencia

Fotogramas de Armonías de Werckmeister (2000) de Béla Tarr

***

Dawno temu napisałem wiersz
o miłości
teraz miłość nie ma dokąd pójść
dobija się do mnie i chce zacząć od nowa
Mówi spłać dług decyduj i żyj
za mnie tak jak ja cierpiałam
i oddawałam oddech
byś mógł myśleć
że żyjesz

Biorę nóż i chleb
Nie czuję głodu
Śnieg wspina się coraz wyżej
Od domu oddalają się
białe ślady przyszłości
Za niebieską kuchenną ścianą
porusza się nadchodzi
niemy las
sczerniały ogień
pokuty

Ilona Witkowska

1987 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

CHAMPAIN WISHES AND CAVIAR DREAMS 1

No deberíamos engañaros: no todo es para todos
un recuerdo repentino del todo: nada seríamos el uno sin el otro

esta casa exquisitamente ardía
exquisitamente ardía esta casa
esta casa ardía exquisitamente

Adaptación de CHAMPAIN WISHES AND CAVIAR DREAMS 1, un texto breve y potente, de la poeta, guionista polaca Ilona Witkowska publicado en el poemario ¿Dónde están mis hijos? (2021). Ilona Witkowska, nació en 1987 y es una de la poetas más premiadas y alabadas actualmente. En el montaje he recurrido a varias secuencias de El Espejo (1975) de Andréi Tarkovsky. Música de Tamino Habibi.

CHAMPAIN WISHES AND CAVIAR DREAMS 1

nie ma się co czarować: nie wszystko jest dla wszystkich
nagłe wspomnienie o wszystkim: bylibyśmy niczym bez siebie

ten dom przepięknie płonął
przepięknie płonął ten dom
ten dom płonął przepięknie


Ilona Witkowska

1987 – , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

del candor

perros en Rincón de María aúllan bajito
los que nada perdieron no entienden la pérdida
acumulo con insistencia la luz para un día lluvioso:
para mí, para el chico quien diga: tenía pan, tenía peces
si te quedas mucho en silencio, vendrán a verte otros animales

Fotografía de Laura Makabresku

od naiwności

psy w Marysieńce cichutko wyją
ci, co nie utracili, nie rozumieją utraty
wytrwale zbieram światło na czarną godzinę –
dla siebie, dla chłopca, który powie: miałem chleba, miałem ryb
jeśli będziesz długo siedzieć w ciszy, przyjdą do ciebie inne zwierzęta


Edward Stachura

1937-1979, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

Puesta de sol en la Provenza

Mi padre solía matar al conejo
con justicia y justo detrás de las orejas
más con cuánta más demora morían
los esbeltos candelabros de las tuyas
y las cuestas suaves
como los ojos de las odaliscas de Mongolia
Se desvanecían con el humo
los tulipanes de las exaltaciones
mientras la luna…
oh, la luna
como una pata de conejo arrojada al aire

Foto: Gramhir

Zachód słońca w Prowansji

Mój ojciec zabijał królika
sprawiedliwie i tuz za uszami
a jakże powolniej umierały
wysmukle świeczniki drzew tujowych
i zbocza łagodne
jak oczy mongolskich nałożnic
Ulatywały z dymem
tulipany snutych zachwytów
dopóki księżyc…
o, księżyc
jak podrzucona wysoko łapka królika

Roman Honet

1974 -, Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

limpieza de invierno

el muerto es un cuerpo en el que entra
Dios para echar un sueño. Lo rodea
una gélida noche de diciembre, lo envuelve
el tren parado en el campo, mujeres
con linternas en la frente -pequeños
cuadrados de latón y cristal temblando,
como si encerraran una libélula
o semillas-. de golpe rezos y aullidos
atraviesan las tinieblas, diáconos
del seminario traen respirador
y biblia. y plato, y cuchara,
y esponja. Nunca lo sabrán: el muerto es un cuerpo,
que ya está limpio. después de Dios
limpia la tierra, para eso la tiene.

Fotografías de René Greobli (1927, Suiza)

zimowe porządki

zmarły to ciało, w które wchodzi
bóg, żeby się przespać. otacza go
mroźna, grudniowa noc, owija
pociąg zatrzymany w polu, kobiety
z latarkami na czołach – małe
kwadraty z mosiądzu i szkła, trzęsące się,
jak gdyby miały w środku ważkę
lub nasienie. przez mrok
przechodzą naraz – modlitwy i wycie, diakoni
z seminarium niosą respirator
i biblię. i talerz, i łyżkę,
i gąbkę. nigdy się nie dowiedzą – zmarły to ciało,
które jest już czyste. po bogu sprząta
ziemia, od tego ją ma